Rozważania

Łódź bylejakim jarmarkiem Europy

18/12/2019

Jakiś czas temu przy okazji tematu parkowania na placu przed hotelem Puro (link) pisaliśmy o bylejakości zmian w naszym mieście czyli o tym, że wraz z zachodzącymi zmianami nie dostajemy takiej jakości, jaką dostać powinniśmy a wszystkie prace w przestrzeni miejskiej zdają się zmierzać jedynie do wymiany nawierzchni ale do poprawy jakości życia mieszkańców to już nie bardzo. Jakoś tak się dzieje ostatnio, że większość dobrodziejstw jakie dostajemy w mieście jest na tyle rozczarowujące, że zamiast się z takich podarków cieszyć my się takich podarków wstydzimy. I przychodzi grudzień 2019 roku a nam, zostaje dodatkowo jeszcze zafundowany Jarmark Bożonarodzeniowy na Piotrkowskiej – prawdziwy obraz nędzy i rozpaczy, który potwierdza, że w mieście nikt nad niczym nie panuje ale również, co najgorsze, że chyba nikomu na tym panowaniu nie zależy.

Jarmark Bożonarodzeniowy w Łodzi rozczarowuje już dłuższy czas. Od kilku lat, co roku, tłumaczyliśmy sobie, że może tym razem po prostu nie wyszło ale zdaliśmy sobie sprawę, że coś musi być bardzo nie tak skoro nie wyszło już aż tyle razy. Może się takie wydarzenie nie udać raz czy dwa ale jeśli kilka lat z rzędu jakość wydarzenia jest tak samo niska to nie jest już przypadek czy splot nieszczęśliwych zbiegów okoliczności ale raczej klasyczny tumiwisizm lub nawet sabotaż.

W tym roku nasz jarmark znów został zlokalizowany na ulicy Piotrkowskiej, choć przecież wcale nie musiał. Nasz magistrat po prostu chyba uważa, że Łódź zaczyna się i kończy na Piotrkowskiej a poza tą ulicą nie ma żadnych miejsc aby jarmark świąteczny ulokować. I choć ta Piotrkowska nie jest najlepszą lokalizacją, zwłaszcza jeśli zamierzamy aż tyle na/przy niej umieścić (o czym przekonamy się za chwilę) to przy odpowiednim rozmieszczeniu stoisk, czyli po obydwóch stronach ulicy, część stoiskowa miałaby tu jeszcze jakiś sens. Stoiska jednak ustawiono tym razem po jednej stronie, blokując tym samym wygodne przejście po tej stronie ulicy, i tyłem do jezdni, tak więc idąc po drugiej stronie ulicy widzimy jedynie tylne ściany stoisk, czyli mniej reprezentacyjny obraz, który tak naprawdę w ogóle nie powinien być widoczny dla gości.

Same stoiska są niezwykle skromne, świateczne oświetlenie jest bardzo ubogie, a choinki, które mają pełnić funkcję dekoracyjną są bardzo małe. Generalnie uświadczymy tu niewiele zieleni iglastej i niewiele światełek, przez co nie poczujemy tu ducha Świąt Bożego Narodzenia. Poza tym, totalnie nie zważając na uroki i funkcjonalność pasażu Schillera, w tym roku wciśnięto w jego przestrzeń wątpliwej urody atrakcje fundując nam prawdziwy rollercoster estetyczny. Ustawiono tu wesołe miasteczko, obwieszone tandetnymi banerami i nie wiedzieć czemu zupełnie nie w charakterze bożonarodzeniowym. Do tego bardzo wątpliwej jakości wykonana scena i raczej przygnębiający domek Św. Mikołaja a na przeciwko poupychane choinki na sprzedaż, również z brzydkim banerem. To wesołe miasteczko ma charakter raczej cyrkowy niż świąteczny, co tylko odbiera elegancji typowej dla Bożego Narodzenia a dodaje kiczu niczym z nadmorskiego kurortu. Brak odpowiedniej atmosfery to niestety nie wszystko.

Cokolwiek by tu nie ustawić wszystko będzie wyglądało źle ponieważ sam pasaż Schillera wygląda obecnie żle. Jest zaniedbany, wręcz rozpada się, do tego otoczenie pasażu nie wygląda dobrze, a remontowany obecnie w dość dziwnych okolicznościach Hort Cafe tylko dopełnia ten obraz wyglądający jak po katastrofie budowlanej. To wszystko nie wygląda dobrze. Mural iluzoryczny tylko intensyfikuje kicz i gdy tak na to wszystko patrzymy zastanawiamy się czy możnaby wcisnąć tu jeszcze jakieś atrakcje… może skoki na bungee, wyścigi gokartów a może park linowy? Po co się ograniczać? To wszystko nie tylko jest nieestetyczne ale widać też, że nie jest zadbane. Pod nogami znajdziemy również sporo kabli.

Gdyby tego wszystkiego było mało codziennie parkowane są tu samochody, choć nie powinny. Oczywiście my rozumiemy, że do stoisk czy karuzeli trzeba jakoś dojechać i je porozkładać, przywieźć towary, itp. ale po pierwsze, można coś rozłożyć i odjechać, a po drugie, właśnie żeby nie sprzyjać takim praktykom nielegalnego parkowania nie powinno się organizować tego typu wydarzeń w miejscach do tego nie przystosowanych czyli bez prawnie i wizualnie wyróżnionych miejsc podjazdu oraz pozostawienia samochodu. Przestrzeń pasażu Schillera została więc zajęta przez samochody, które sprawiają, że dodatkowo przez nie jest tu nieprzyjemnie. W końcu jarmark ma być swego rodzaju rekreacją a tam, gdzie są samochody tego charakteru rekreakcji nie będzie. Zwróciliśmy uwagę na zaparkowane samochody pracownikom Straży Miejskiej ale otrzymaliśmy odpowiedź, że przecież ci wystawcy muszą tu jakoś podjechać i przywieźć rzeczy… Tym sposobem na naszych oczach, codziennie od 1 do 23 grudnia, dewastowana jest przestrzeń i tak już mocno zaniedbanego placu i nie interesuje to nikogo, ani Urzędu Miasta Łodzi ani Straży Miejskiej. Sami organizatorzy wybierając na jarmark taką lokalizację i dobierając takie atrakcje wymagające transportu olbrzymimi samochodami sprzyjają nielegalnemu zajmowaniu przestrzeni pasażu, po czym dają przyzwolenie na nielegalne parkowanie, które sami tu wykreowali. Zupełnie nie rozumiem dlaczego ale w Łodzi nie ma szacunku do zasad. Zasady się ustala ale potem nie wymaga się stosowania do nich. Jeśli w jakieś miejsce nie można wjeżdżać samochodem to nie powinno się tolerować wjeżdżania samochodem i koniec, kropka. Jakoś we Wrocławiu i w Gdańsku podczas trwania jarmarków nie trzeba się przeciskać pomiędzy samochodami, to dlaczego u nas trzeba? I to w miejscu, w którym te samochody stoją bezprawnie? Kiedy zaczniemy egzekwować ponoszenie konsekwencji złych praktyk, i czy zaczniemy w ogóle egzekwować czy cały czas będziemy tłumaczyć brak egzekwowania?

Oczywiście, gdy na dworze jest ciemno a na jarmark zbierze się większa ilość ludzi to tego wszystkiego co tu opisujemy tak bardzo nie widać. Ale nie o to przecież chodzi, żebyśmy musieli w dzień zamykać oczy. Nie o to też chyba chodzi, żebyśmy takie miejsce omijali, nie po to organizuje się jarmark, żeby mieszkańcy czuli się nim zgorszeni.

Ciężko jest patrzeć na niewykorzystywany potencjał innych miejsc w mieście. Ciężko jest się nie wstydzić gdy znajomy z innego dużego miasta w Polsce widzi taki jarmark i czuje duży niesmak. Bardzo ciężko jest patrzeć na ciągły brak poszanowania pomnika Leona Schillera, którego postać powinna przywoływać jakiekolwiek poczucie powagi i klasy, a która podczas miejskich wydarzeń notorycznie otaczana jest tandetą. I jeszcze jakim prawem w ogóle pomnik Schillera jest przy okazji miejskich wydarzeń tak chamsko zasłaniany??

Jesteśmy tak nieustannie dobijani, bo i tak czujemy się niezbyt dobrze ze świadomością, że pasaż Schillera tak smutno wygląda, nie potrzeba nas już dobijać jeszcze uwydatniając wszystkie jego wady. Dodatkowo tandetny jarmark zorganizowany w tak niezadbanym miejscu nie będzie dobrze wyglądał więc na tym traci. Tak więc jarmark traci na lokalizacji i lokalizacja na jarmarku. Tracą na tym wszyscy, i tracą na pewno również ci, którzy na takim jarmarku powinni najbardziej zyskać czyli wystawcy.

Ale jeszcze ciężej jest żyć w mieście, w którym tak bardzo widać brak ambicji. Lata mijają a nasz magistrat nie nabiera chyba ani wiedzy, ani świadomości, ani poczucia przynależności do wspólnoty jaką są łodzianie, ani poczucia odpowiedzialności za łodzian. Podczas gdy Jarmark Bożonarodzeniowy w Gdańsku plasuje się w pierwszej trójce najlepszych jarmarków w Europie a Jarmark we Wrocławiu staje się coraz to bardziej świadomy pod względem podejścia do ekologii my do ogólnopolskiej czołówki nie mamy szansy się dostać. Żeby zrozumieć jak daleko nam do dobrej jakości podrzucamy Wam ranking europejskich jarmarków bożonarodzeniowych (link). Czasy się zmieniają i obecnie duże miasta Europy prześcigają się w estetyce świątecznych jarmarków, próbując trochę zmienić podejście ludzi do takich wydarzeń i zmienić negatywne zabarwienie słowa „jarmarczny”. W innych dużych miastach Polski poziom się podwyższa, organizatorzy zaskakują nowoczesnym podejściem, np. w Gdańsku specjalnie na tegoroczny Jarmark Bożonarodzeniowy przygotowano ogromny Kalendarz Adwentowy z otwieranymi codziennie okienkami (link) oraz śnieżną kulę, do której można wejść i zrobić sobie zdjęcie w pieknej scenerii (link). Tymczasem my mamy biedne budki, miniaturę lunaparku jak sprzed 30 lat, kable leżące na ziemi i slalom pomiędzy samochodami.

Obsługą techniczną naszego jarmarku zajęła się firma Jantom Art Sp. z o.o., a instytucją zlecającą jest Łódzkie Centrum Wydarzeń, podlegające pod Urząd Miasta Łodzi. Wszystkim osobom odpowiedzialnym za tegoroczny jarmark na Piotrkowskiej powiemy tak… Na taki jarmark na pewno zawsze ktoś przyjdzie. Przyjdą ci, dla których estetyka może mieć mniejsze znaczenie lub ci, którzy ze względu na produkty tu sprzedawane zajrzą aby kupić coś sobie czy rodzinie i znajomym, bo taki jarmark przynosi do centrum miasta produkty, do których nie mamy może na co dzień dostępu. Dobre produkty same się obronią. Na koncerty też ktoś na pewno przyjdzie, lub przechodząc Piotrkowską stanie tu na chwilę. Na pewno też przyjdzie niejedna rodzina z dziećmi a dzieci skorzystają z karuzeli. Zdjęcia fotograf UMŁ zrobi tak, żeby to wyglądało korzystnie, te zdjęcia Dział Promocji UMŁ sobie wrzuci do internetów i uda, że wszystko jest OK. Ale nie jest wszystko OK. To Wy odpowiadacie za ilość chęci, z jaką ci wszyscy ludzie tu przyjdą, bo mogą przyjść tu chętnie i czuć się docenieni, że Wam się dla nich chciało zrobić ten jarmark fajnie, a mogą przyjść z niechęcią, kupić coś i czuć, że Wam nie zależało by zrobić to lepiej. Tak niskim poziomem nie tylko wystawiacie sobie kiepską wizytówkę, ale przede wszystkim to mieszkańcom miasta dajecie do zrozumienia, że się dla Was nie liczymy. Bo mieszkańcy tak właśnie interpretują to, co robicie, że Wam nie zależy ani na mieszkańcach. I może faktycznie się dla Was nie liczymy, ale moglibyście chociaż udawać, że się liczymy… Skoro aż tak się nie liczymy, że nie chce Wam się nawet udawać to… szkoda gadać.

I to wszystko jest jeszcze bardziej smutne gdy uświadomimy sobie, że cały jarmark bardzo dobrze widoczny jest z okien Biura Architekta Miasta. Tak więc kilkanaście osób pracujących w BAM każdego roku codziennie w grudniu widzi jak to wygląda i jakimś sposobem nie interweniuje. Zapewne po prostu ma niewiele do gadania, ale czy tak być powinno?

Na otarcie łez wpis zakończymy zdjęciem największego hitu tegorocznego jarmarku, najradośniejszego punktu w tym całym przygnębiającym obrazie czyli uroczej owieczki. Ze względu na dość realne odwzorowanie postaci cieszy się ona dużym zainteresowaniem, zwłaszcza wśród dzieci. No cóż, my w Łodzi takie mamy uciechy…