Tag: projekty

Rozważania

Say hi to kolejna patelnia w Łodzi

02/04/2021

W grudniu 2020 roku oficjalnie ukończona została jedna z najbardziej wyczekiwanych inwestycji łódzkich ostatnich lat. Hi Piotrkowska to wielofunkcyjny kompleks typu mixed – use, zlokalizowany przy skrzyżowaniu Piotrkowskiej – Piłsudskiego, tuż obok centrum przesiadkowego Piotrkowska Centrum. Inwestycję tworzą dwa budynki – dwudziestopiętrowy (obecnie najwyższy biurowiec w Łodzi) i pięciopiętrowy, przylegający do pierzei ulicy Piotrkowskiej. Pierwsze biura i lokale już funkcjonują, czekamy jeszcze na otwarcie hotelu Hampton by Hilton, które ma odbyć się latem. Nie na budynkach natomiast chcemy się dzisiaj skupić, a na przestrzeni, którą zyskali mieszkańcy dzięki tej inwestycji, choć zysk jak na razie wydaje się tu niewielki.

Pomiędzy częścią hotelową a mniejszym biurowcem, w ramach inwestycji Hi Piotrkowska, powstał plac. Jak wiadomo plac to w Polsce sprawa najprostsza do stworzenia – dla większości inwestorów i projektantów plac to tylko morze betonu i granitu, co nijak się ma do katastrofy klimatycznej oraz problemów z jakimi już się zmagają i zmagać się będą duże miasta, ale wymaga niewiele pracy projektowej i kreatywności. Również i w tym przypadku, zupełnie nieadekwatnie do czasów, w jakich żyjemy, powstała kolejna patelnia do smażenia ludzi, którą powoli coraz bardziej zaniepokojeni są mieszkańcy miasta. Najłatwiej byłoby obwinić projektantów, ale w tym przypadku byłoby to nie na miejscu, ponieważ już od roku 2016 w Łodzi mówiło się, że na tym właśnie placu u zbiegu al. Mickiewicza i ul. Piotrkowskiej, stanie pomnik jednorożca.

Pomnik jednorożca to inicjatywa jednego z mieszkańców Łodzi. Projekt, który zgłosił do Budżetu Obywatelskiego zyskał duże poparcie mieszkańców miasta i doczekał się realizacji. Zamierzeniem autora projektu było, aby lokalizacją dla pomnika był właśnie plac przy Hi Piotrkowska. Taka lokalizacja nie dość, że znajduje się blisko „Stajni Jednorożców”, to elewacje dwóch nowych budynków stanowiłyby dobre tło dla nowoczesnej rzeźby jednorożca. Ze względu na trwającą budowę Hi Piotrkowska pomnik jednak tymczasowo postawiono przy Centralu.

Realizacja projektu pomnika niejednokrotnie odbywała się bez poszanowania zamierzeń jego pomysłodawcy oraz łodzian, którzy wybrali ten projekt, w takiej formie, do realizacji – projekt przecież początkowo zakładał rodzinę jednorożców, ale zmieniono tę koncepcję; rzeźba miała być interaktywna, ale postanowiono, że taka nie będzie. W sierpniu 2020 roku wydarzyło się coś nieprawdopodobnego: magistrat postanowił poddać pod wątpliwość wybrane przez pomysłodawcę projektu pomnika miejsce i za pomocą platfmormy Vox Populi stworzył głosowanie, na drodze którego łodzianie wybierali czy pomnik chcą pozostawić pod Centralem czy przenieść w miejsce obok Hi. Przyczyną takiego absurdalnego głosowania, okazującego totalny brak szacunku do autora projektu, miały być docierające do magistratu głosy zachwytu nad obecną – centralową – lokalizacją. Do dziś ciężko mi zrozumieć zarówno fakt, że magistrat wykazał się taką niekonsekwencją, jak i fakt, że stale uderzająca po oczach oferta spożywczo-rozrywkowa elewacji Centralu okazała się dla niektórych łodzian estetyczniejszym tłem niż czyste elewacje nowej inwestycji…

W głosowaniu, o zgrozo, zwyciężyła opcja pozostawienia pomnika w dotychczasowym miejscu, przy Centralu. Trudno powiedzieć czy zadecydował o tym gust czy przyzwyczajenie. Trudno też powiedzieć dzisiaj jaką ilością głosów zwyciężyła akurat ta lokalizacja bowiem na platformie Vox Populi nie ma podanych wyników głosowania. Niemniej jednak nic już się na to nie poradzi, pomnik zostaje przy Centralu, ale… w takim razie… co z placem? Czy nadal pozostanie pusty i niezagospodarowany? Co zamierza inwestor? Dlaczego od sierpnia 2020 roku nie doczekaliśmy się informacji co z placem dalej, pomimo tego, że zarówno magistrat, jak i inwestor wiedzieli, że pomnik tutaj stać nie będzie? Czy skoro na placu nie będzie stać pomnik przestrzeń zostanie przebudowana, na przykład na mały skwer? Mamy taką nadzieję.

W tej sytuacji wydaje się być oczywistym, że morze płaskiej, mocno nagrzewającej się, tuż przy intensywnym ruchu samochodowym nawierzchni zostanie chwilowo wzburzone, by później dać miejsce zupełnie nowej przestrzeni. Wszystko to w trosce o zdrowie i życie mieszkańców miasta, którzy nie zasługują na kolejną smażalnię jak te, których temperaturę badaliśmy tutaj. Bardzo chcemy też wierzyć, że ta przestrzeń, nie podzieli losu innych przestrzeni w Łodzi (np. tej tutaj), w których to prywatnemu inwestorowi w porozumieniu z magistratem, nie udało się wykreować przestrzeni przyjaznej dla ludzi. Czy tak się stanie – to się okaże, póki co skierowaliśmy zapytanie do Zarządu Inwestycji Miejskich o dalsze plany na ten plac.

Rozczarowująca zieleń, ale same donice super.
Rozważania

MiastoRecenzja #1 Ulica Dąbrowskiego

30/04/2020

Jakiś czas temu pytaliśmy Was czy bylibyście zainteresowani oceną najnowszych inwestycji drogowych. Propozycja Wam się spodobała więc nie pozostaje nam nic innego jak rozpocząć taki cykl, w którym ocenimy wszystkie dobre i złe strony zrealizowanych prac. Nazwiemy go „MiastoRecenzja”, trochę poetycko, ponieważ uważamy, że współczesne inwestycje dotyczące większych przestrzeni, takich jak ulica czy plac, powinny być nie tylko realizowane na wysokim poziomie jeśli chodzi o jakość użytych materiałów czy wykonanych prac, i nie tylko polepszać komfort korzystania z przestrzeni ale powinny też zaciekawiać użytkowników, intrygować ich i oddziaływać na ich zmysły. Miasto to przecież nasz dom, korzystamy z niego codziennie, tak więc jego poszczególne fragmenty powinny z każdą przebudową dawać nam zupełnie nową jakość.

Przyjmiemy jeden spójny schemat dla całego cyklu: najpierw zabierzemy Was na spacer, w którym dokładnie przeanalizujemy konkretne fragmenty/obszary, potem podsumujemy plusy i minusy inwestycji, a na koniec wystawimy jedną ocenę zrealizowanych prac, w skali od 1 do 10. Zaczynamy cykl od przebudowy ulicy Dąbrowskiego, na odcinku między aleją Rydza-Śmigłego a ulicą Rzgowską, która to skończyła się pod koniec 2019 roku, po dwóch latach budowy.

Spacer zaczynamy od strony wschodniej, w okolicy skrzyżowania z ulicą Podgórną. Tutaj pojawia się pierwszy zgrzyt. Mimo lokalnego charakteru ulicy Podgórnej podczas przebudowy zupełnie niepotrzebnie powstała tutaj sygnalizacja świetlna. Być może taka decyzja to wynik zmiany położenia torowiska tramwajowego, ale naszym zdaniem zdecydowanie nie był to wystarczający powód. Jeśli natomiast taka była konieczność to bardziej logiczne byłoby aby tramwaj miał na tych światłach zawsze priorytet. Niestety, jak pewnie się domyślacie tak nie jest a tramwaj przepuszcza tu samochody zamiast przejechać w ciągu 10 sekund przez skrzyżowanie…

Idziemy dalej, na zachód. Po stronie południowej od jezdni mamy chodnik z całkowitym brakiem zieleni i miejsc parkingowych podczas gdy zarówno jedno jak i drugie dałoby się tu zmieścić. Po stronie północnej od jezdni natomiast mamy trawiaste torowisko, zachowany szpaler drzew i chodniki z drogami rowerowymi (częściowo w formie ciągów pieszo-rowerowych a częściowo wydzielone). Zachowanie starych drzew, które są już znakiem rozpoznawczym tego miejsca z pewnością zasługuje na pochwałę. Bardzo dobrze też, że trakcję tramwajową umieszczono na słupach w linii drzew, dzięki czemu wizualnie zmniejszono wpływ dość masywnych słupów na ulicę.

Na plus oceniamy też elementy spowolnienia ruchu w postaci pinezek w okolicy przejścia dla pieszych, z którego często korzystają dzieci idące do szkoły. To spowalnia jazdę kierowców na dość długiej prostej między ulicami Kilińskiego i Podgórną.

Niestety nie wszyscy szanują nową ulicę i zieleń…

Warto zwrócić uwagę, że zastosowano ciągłość asfaltowej drogi dla rowerów. Zgodnie z logiką to droga rowerowa jest nadrzędną nad wjazdami na posesje więc jest to dobre rozwiązanie.

Zmierzamy dalej w stronę ulicy Kilińskiego, do miejsca, w którym znajdują się przystanki tramwajowe. Niestety tutaj z estetyką jest już gorzej bo słupy trakcyjne dominują wizualnie. Do tego po stronie północnej nie mamy już w ogóle żadnej zieleni a słupy trakcyjne i skrzynki elektryczne zajmują tutaj przestrzeń i tak wąskiego już chodnika oraz wchodzą w skrajnię drogi rowerowej…

Podwójny przystanek tramwajowy podczas gdy korzysta z niego tylko jedna linia tramwajowa to zdecydowanie przerost formy nad treścią. Warto pochwalić za to przejścia dla pieszych po obu stronach torowiska. Szkoda tylko, że przejście dla pieszych nie przechodzi również przez jezdnię.

Wylot ulicy Krzywej został zamknięty, dzięki czemu w miejscu łączenia ulic Krzywej i Dąbrowskiego mógł pojawić się przystanek tramwajowy. Ta zmiana nie wpływa znacząco na ruch w okolicy bo ulica Krzywa i tak miała tutaj bardziej dojazdowy charakter. Cały czas można tu dojechać z ulicy Chełmońskiego i Doroszewskiego.

Dochodzimy do crème de la crème całej przebudowy, czyli skrzyżowania ulic Kilińskiego i Dąbrowskiego. Kiedyś skrzyżowanie to nie tylko miało ciekawszy charakter ale jednocześnie było też prostsze w użytkowaniu (skrzyżowanie równorzędne, pozbawione sygnalizacji świetlnej) i pomimo torowiska tramwajowego w liniach północ-południe i wschód-zachód oraz dość szerokich jedni i dużego ruchu indywidualnego było to bardzo racjonalne rozwiązanie. Niestety planując przebudowę zdecydowano się na „przebijanie głową muru” czyli wprowadzenie sygnalizacji świetlnej oraz dodatkowych lewo i prawo skrętów. Co najgorsze i najdziwniejsze, zmieniono też położenie torowiska tramwajowego z zachodu na wschód NA SAMYM ŚRODKU SKRZYŻOWANIA. Jak złe było to rozwiązanie mogliśmy przekonać się jeszcze przed oficjalnym otwarciem całości ulicy, gdy, nawet częściowo udrożnione jeszcze wtedy, skrzyżowanie powodowało chaos i sporą ilość wypadków. Urząd Miasta Łodzi jednak pomimo wielu słów krytyki takiego rozwiązania przez mieszkańców kontynuował realizację projektu w tej właśnie formie.

To fatalne rozwiązanie projektowe skończyło się koniecznością zamontowania i włączenia sygnalizacji świetlnej. Dodatkowo trzeba było zastosować tutaj kilka rozbudowywanych cykli świateł by zapewnić bezkolizyjność… Niestety nie rozwiązało to problemu nielogiczności i braku intuicyjności skrzyżowania, tak więc kierowcy nadal często zwyczajnie „gubią się” wjeżdżając na torowisko tramwajowe. Skrzyżowanie to zdecydowanie zasługuje na wysoką pozycję w rankingu najgorzej zaprojektowanych skrzyżowań, i koniecznie powinno się je podawać jako antyprzykład we wszelkich publikacjach na temat “jak projektować skrzyżowania”.

Już lepiej byłoby tylko częściowo zmienić trajektorię skrzyżowania albo stworzyć rondo z torowiskiem po środku. Miejsca było dużo, z pewnością wystarczyłoby.

Natomiast kto najbardziej stracił na tego typu rozwiązaniu z rozbudowanymi cyklami świateł? Oczywiście, że komunikacja miejska! Tramwaje muszą tutaj czekać kilka minut by dostać kilkunastosekundowy cykl światła…

Jakby było za mało złych decyzji odnośnie trajektorii skrzyżowania to fatalnie rozwiązano również sytuację jeśli chodzi o ciągi piesze i rowerowe ponieważ w newralgicznych miejscach zamiast poszerzyć chodniki zwężono je. Dodatkowo umieszczono tu na niepotrzebną zupełnie skalę prawoskręty… Dramat!

Tutaj nie dość, że wąski chodnik to jeszcze te słupy...

Idąc jeszcze bardziej na północ możemy dostrzec zdewastowane zielone torowisko tramwajowe. Jest to efekt zmiany przebiegu jezdni w niespodziewanym dla kierowców miejscu oraz niewystarczającego oznakowania pionowego i poziomego.

Idziemy dalej i spoglądamy na południowo-zachodni narożnik i wąski ciąg pieszo-rowerowy. Widać wyraźnie, że było tutaj miejsce na separację drogi rowerowej i chodników ale tego nie zrobiono. Do tego mamy tu bałagan w oznakowaniu pionowym, które zamiast być z prawej jest z lewej strony, i to nie jest jedyne miejsce, w którym takiego bałaganu doświadczymy. Może to jakaś nowa moda?

Na północno-zachodnim narożniku oraz w stronę ulicy Rzgowskiej sytuacja wygląda lepiej. Mamy tutaj wydzieloną drogę rowerową, szeroki chodnik (tutaj nawet aż za szeroki), zielone torowisko, szpaler drzew i jezdnie.

Największy atut tej przebudowy to zielone torowisko w szpalerze drzew.

Dochodzimy do skrzyżowania z Łomżyńską a tam… sygnalizacja świetlna (na szczęście wyłączona) i zmiana przebiegu drogi rowerowej z jednej strony jezdni na drugą…  Po co jechać rowerem prosto jak można lawirować z dwóch stron? Dobrze, że zrobiono chociaż przejazd rowerowy a nie teleport.

Niestety po drugiej stronie, znowu drogi rowerowe wyglądają dziwnie. Jezdnia, chodnik i droga rowerowa są z asfaltu, który przechodzi dalej w inny asfalt. Droga rowerowa odbija przez fragment parku Dąbrowskiego w stronę ulicy Rzgowskiej.

Tak to wygląda bliżej jezdni. Ciągi rowerowe są tak zagmatwane, że nawet projektant tej przebudowy mógłby się pogubić.

Z tej strony sytuacja wygląda całkiem ok.

Natomiast tutaj znowu nie jest dobrze bo nagle droga rowerowa i jezdnia łączą się. Gdybyśmy mieli szukać pozytywów to dobrze, że chociaż zamontowano oświetlenie tych alejek.

Zjazd z drogi rowerowej na jezdnię w kierunku przeciwnym do tego, który podpowiada logika przemieszczania się jest dość absurdalny.

Przemieszczając się zaprezentowanymi powyżej ciągami pieszo-rowerowymi dochodzimy do drugiego crème de la crème tej przebudowy. Droga rowerowa zaczyna się wprost z ulicy Rzgowskiej i nigdy nie wpadlibyśmy na to, że ktoś może to w ten sposób zrealizować.

Droga rowerowa rozpoczyna się „wąskim gardłem” przy skrzyżowaniu Rzgowska x Dąbrowskiego niemal wprost na przejście dla pieszych przed wejściem do lokali kamienicy. Jest to nielogiczne, nieintuicyjne, i za wąskie, a konflikty na linii piesi – rowerzyści są tu nieuniknione. Do tego jeszcze rowerzyści muszą jechać tędy pod kątem 90 stopni od krawędzi, między słupkami i słupami.

A tak na ten ciąg wjeżdża się rowerem:

Po drugiej stronie widzimy takie nie wiadomo co, jakiś pas asfaltu, coś jakby drogę rowerową, ale znak mówi coś zupełnie innego. Możemy się jedynie domyślić, że to taka pseudo śluza rowerowa.

Kawałek dalej mamy zabójczo wąski chodnik, i to w okolicy przystanku tramwajowego.

Całe to skrzyżowanie, jeśli chodzi o ciągi piesze i rowerowe, to niestety jedna wielka porażka. Tylko jakiś geniusz zła, prawdziwy demon piekieł mógł wymyślić takie przewężenia w najbardziej newralgicznych miejscach.

Jesteśmy teraz obok przystanku, który jest dość często wykorzystywany. Widać, że jezdnia jest przesadnie szeroka a chodnik za wąski, nie zmieści się tu nawet ławka a jak ktoś czeka na tramwaj to blokuje chodnik. Pomijając fakt szerokości chodnika na pochwałę zasługuje z pewnością sam przystanek w formie przystanku wiedeńskiego czyli z wyniesioną jezdnią aby łatwiej się wsiadało.

Wydzielenie torowiska od jezdni jest ok ale cierpi na tym szerokość chodnika.

Na koniec zerknijmy pod budynek biurowy firmy Monnari. Tutaj mamy przesadę jeśli chodzi o szerokość chodnika ale w drugą stronę, nie musiał być aż tak szeroki, spokojnie miejsca wystarczyłoby na ławki i trochę zieleni.

To tyle jeśli chodzi o tę inwestycję. Poniżej podsumujemy wszystkie plusy i minusy wykonanych prac.

Plusy:

  1. Zachowanie szpaleru drzew przy torowisku tramwajowym i uzupełnienie szpalerów.
  2. Wydzielenie torowiska tramwajowego.
  3. Pojawienie się wydzielonych dróg rowerowych.
  4. Stylizowane elementy małej architektury.
  5. Dość dobre wykonanie.
  6. Torowisko tramwajowe w jezdni wykonane w betonie.
  7. Przystanki wiedeńskie przy ulicy Rzgowskiej.

Minusy:

  1. Zawiłe, całkowicie nieintuicyjne skrzyżowanie ulic Kilińskiego x Dąbrowskiego.
  2. Wąskie chodniki w okolicy skrzyżowania ulic Kilińskiego x Dąbrowskiego.
  3. Wąskie chodniki w okolicy skrzyżowania ulic Rzgowska x Dąbrowskiego.
  4. Wąskie chodniki w okolicy przystanków tramwajowych przy ulicy Rzgowskiej.
  5. Nielogiczne poprowadzenie dróg rowerowych w okolicy skrzyżowania ulic Rzgowska x Dąbrowskiego.
  6. Drogi rowerowe połączone z chodnikami w ciągi pieszo-rowerowe.
  7. Niespójne drogi rowerowe i chodniki.
  8. Organizacja ruchu nie promująca komunikacji miejskiej.
  9. Brak priorytetu dla komunikacji tramwajowej.
  10. Mało krzewów.
  11. Brak nowych szpalerów drzew przy ulicach Kilińskiego i Rzgowskiej.

Musimy przyznać, że jak na możliwości obecnych czasów taki efekt mocno rozczarowuje. Sama wymiana nawierzchni i zastosowane nowe materiały nie podniosą komfortu korzystania z przestrzeni. Ulica jest teraz mało logiczna dla kierowców, rowerzystów i pieszych. Inwestor i projektanci nie próbowali stworzyć nowej miejskiej jakości tylko wcisnąć wiele elementów, które jeszcze przed rozpoczęciem inwestycji były kiepskim rozwiązaniem. Dodatkowo ten brak logiki i mieszanie różnych użytkowników przestrzeni w wielu miejscach będzie powodować konflikty a nawet niebezpieczeństwo. Brakuje również elementów małej architektury, chociażby ławek. W roku 2020 oczekiwalibyśmy zdecydowanie więcej sensownego i przyszłościowego rozplanowania, tymczasem po raz kolejny powtarzamy swoje własne błędy: za szeroka jezdnia + za wąski chodnik + nieintuicyjne ciągi rowerowe + za mało nowej zieleni. Całość przemian oceniamy na 4. A co Wy uważacie na temat przebudowy ulicy Dąbrowskiego? Dajcie znać tu w komentarzach lub na Facebooku.

Jeśli macie propozycję, który temat powinniśmy poruszyć i którą inwestycję ocenić zapraszamy do kontaktu, piszcie śmiało.

Tekst i zdjęcia: Rafał Tomczyk

Home, Rozważania

Niezmienna bylejakość zmian

21/10/2019

Parę lat temu bardzo cieszyliśmy się na wiadomość, że miasto sprzedało działkę pod planowany hotel Puro i jednocześnie zobowiązało nabywcę terenu by w ramach inwestycji przed budynkiem stworzył plac. Wszyscy dobrze wiemy jak fatalnie latami wyglądał ten narożnik i wszyscy bardzo liczyliśmy tutaj na jakiś postęp. Poza tym tuż obok Pałacu Poznańskich i Muzeum Historii Miasta Łodzi od dawna widać było potrzebę stworzenia miejsca, w którym będzie można na chwilę przysiąść, popatrzeć na elewację zabytku, powspominać zwiedzanie wnętrz lub obgadać wystawę. Kolejne potrzeby przyszły wraz z wybudowaniem biurowca Ogrodowa Office, który wygenerował tu większy ruch a przecież nawet mały placyk fajnie pomaga ten ruch na chwilę „przejmować” – przydaje się pracownikom biur by na chwilę wyjść w trakcie przerwy czy gościom biurowca, którzy zwyczajnie chcą poczekać na tramwaj. Bardzo się cieszyliśmy, że doceniono wartość takiej miejskiej „przystani”, myśleliśmy, że to jest dobry znak i zaczyna się przemycać rozwiązania, które dają nam nową jakość przestrzeni. Było to wszystko oczywiście dość tajemnicze ale rokowało naprawdę dobrą współpracę na linii miasto – inwestor prywatny i liczyliśmy, że może w tym miejscu powstać naprawdę ciekawa przestrzeń. Cieszyliśmy się. Do czasu kiedy plac okazał się jedynie nową nawierzchnią, nie zapraszającą do siadania i miłego spędzania czasu. Wyglądał zupełnie jak… do niczego, i jedyne co mu wróżyliśmy to szybkie zaatakowanie go przez samochody.

Czas mijał, w upalne dni plac świecił pustkami. Nic w tym dziwnego ponieważ ze względu na brak wysokich drzew, mogących dawać jakikolwiek cień, siedzenie tutaj groziło poparzeniem lub udarem słonecznym. Robiło się coraz chłodniej, plac nadal nie cieszył się jakimś wielkim powodzeniem ale powoli widać było więcej osób siedzących na ławkach. Niestety, taki stan rzeczy oczywiście nie mógł trwać długo ponieważ zaczęto tolerować tu parkowanie samochodów… Otóż nieszczęśliwie w Polsce panuje taki paskudny zwyczaj, że gdy tylko istnieje jakaś pusta przestrzeń, np. pusta przestrzeń placu stworzona dla pieszych, to ta pusta przestrzeń nie zostaje długo do dyspozycji pieszych tylko jest zabierana pieszym. Plac przed hotelem Puro ma sporą ilość pustej przestrzeni dlatego, że pełni częściowo rolę miejsca dojazdu na parking podziemny oraz, w razie konieczności, drogi przeciwpożarowej dla samego hotelu. Niemniej jednak można było tę przestrzeń rozplanować dużo lepiej, tak, aby pustka „nie prosiła się” w przyszłości o jej odebranie. Nie minęło pół roku kiedy plac o funkcji rekreacyjnej zamienił się w parking z możliwością siadania na ławce. Czy to brak konsekwencji i samowolna zmiana decyzji czy też może od początku taki był plan a łodzian oszukano?

Kolejny bylejaki plac dla łodzian

Samochody zaparkowane są jak chcą i gdzie chcą

Na etapie projektowania popełniono tu chyba wszystkie możliwe błędy. Wykonano pustą i nieatrakcyjną płytę oraz ustawiono kilka ławek. Posadzono śladową ilość traw ozdobnych i trzy maleńkie drzewka. Umieszczono słupki w sposób nieuchraniający pieszych przed wjazdem samochodów. Zamiast przyjemnej „przystani”, przy której z przyjemnością spotkamy się ze znajomymi tuż przed pójściem na wystawę czy do klubu nabyliśmy kolejne dysfunkcyjne miejsce, w którym:

 – Ludzie spacerują i jeżdżą samochody, co jest niebezpieczne;  

 – Ludzie jeżdżą samochodami i spacerują tu ludzie, co jest niebezpieczne;

 – Spędzanie czasu jest nieprzyjemne ponieważ jeżdżące tu samochody wywołują w pieszych niepokój. W efekcie zamiast musieć obawiać się o swój komfort i swoje bezpieczeństwo piesi wolą nie spacerować po placu oraz nie przechodzić przez środek placu;

 – Siedzenie na ławce obok zaparkowanych samochodów nie jest przyjemne ponieważ piesi korzystają z miejskich „przystani” po to, by odpocząć od samochodów a nie z nimi obcować. Dlatego plac, w którym mamy bliski kontakt z jadącymi lub stojącymi samochodami jest placem nie spełniającym swojej funkcji rekreacyjnej;

 – Płyta placu jest coraz bardziej zniszczona, ponieważ jeżdżą po niej samochody. Już po kilku miesiącach od zakończenia inwestycji płyta nadaje się do wyczyszczenia;

– Słupki ulokowano niezwykle gęsto, jednocześnie w taki sposób, że zabezpieczają plac przed samochodami jedynie z dwóch stron a gdyby były ulokowane w szerszych odstępach wystarczyłoby ich na zabezpieczenie placu z każdej strony.

W takim razie po co stworzony został plac z ławkami skoro nie jest fajnie na tych ławkach siedzieć? A jeśli plac miał służyć do parkowania to po co znalazły się tu ławki a nawierzchnią są płyty granitowe? To dla kogo w ogóle powstał plac przed Puro? Kiedy płyta zostanie wyczyszczona z plam? Te pytania pozostaną bez odpowiedzi ale ewidentnie coś się tu nie udało, do takiej sytuacji nie powinno już w obecnych czasach dochodzić. Natomiast skoro już do niej doszło to w fajnym, normalnym świecie ktoś powinien na straży takich spraw stać. Skoro plac został sprzedany pod jakimiś warunkami instytucje miejskie powinny kontrolować sytuację i odpowiednio zareagować. Niestety mijają kolejne tygodnie dzikich zachowań, dalej pozwala się na zawłaszczanie przestrzeni pieszym, konfrontując ze sobą wszystkich użytkowników przestrzeni aby ich ze sobą skonfliktować, i aby wzajemnie stanowili dla siebie zagrożenie. Kiedy ktoś zareaguje? Za rok? Dwa? Nigdy? Może to od początku był taki niecny plan by władować w jedno miejsce biegające dzieci razem z jeżdżącymi po placu autami? W takim razie skoro tak totalnie mamy gdzieś porządek, komfort i bezpieczeństwo to po co w ogóle umieszczono tu słupki? Już można je było sobie darować, szybciej byśmy się wszyscy wykończyli.

Mieliśmy mieć do dyspozycji przyjemny plac, wyszło jak zwykle. I kolejny raz mamy wrażenie, że łodzianie są pozostawieni samym sobie. Ławka jest, możesz sobie usiąść, a że jest nieprzyjemnie to trudno. Słupków brak więc możesz wjechać a że dziecko wybiegnie ci nagle przed maskę samochodu to trudno. Podarowano nam kolejną przestrzeń generującą dodatkowe konflikty. Co zrobili łodzianie źle, że podarowano im za karę taki plac?

Plac czy jednak parking?

Jako wisienkę na torcie tej całej komedii dodamy, że hotel Puro ustawił tu tabliczkę z zakazem parkowania, który dotyczy chyba tylko niektórych skoro jednak jakieś samochody za tabliczką parkują. Czyli podsumowując: mamy przestrzeń dla wszystkich (co oznacza w praktyce przestrzeń dla nikogo), mieszającą ze sobą różnych użytkowników przestrzeni, narażającą ich na niebezpieczeństwo; mamy też prywatny hotel rozporządzający przestrzenią o wymogach określonych przez miasto, oraz brak kontroli miasta nad swoją własną działką.

Zakaz parkowania na placu, na którym parkują samochody

Powstała nam więc kolejna przestrzeń, która sama nie wie czym ma być. Trochę placem dla mieszkańców, trochę parkingiem na granicie a trochę drogą pożarową i dojazdem do hotelu. Dodatkowym absurdem jest to, że choć inwestor czyli hotel Puro zobowiązany był do zagospodarowania terenu przed hotelem to teren ten nadal należy do miasta, tak więc niewiadomo kto faktycznie poczuwa się do niego jako właściciel. Z jednej strony hotel umieszcza tabliczki zakazujące parkowania osobom nie będacym jego gośćmi a z drugiej strony Straż Miejska nie postrzega tego terenu jako miejski i nie panuje nad tą sytuacją. To wszystko sprawia, że zamiast fajnego miejsca mamy kolejne „byleco” i „byle by było”, kolejny „niby plac”. Niestety, konsekwencje za bałagan „wyżej” ponoszą ci „najniżsi” czyli mieszkańcy, którzy muszą albo korzystać z niedopasowanej do nich przestrzeni albo zrezygnować z korzystania z niej. Przykro to stwierdzać ale to wygląda tak, jakby wcale nie chciano nam pomóc w codziennym funkcjonowaniu, a wręcz odwrotnie – jakby chciano nam szkodzić, i nikt „tam wyżej” nie pomyśli, że dla nas taka przestrzeń to nie jest jedynie nieudana inwestycja tylko odebranie nam pewnej szansy na fajne miejsce, na progres miejsca. Taka nieudana inwestycja to swego rodzaju ułomność fragmentu miasta, z którą mieszkańcy muszą się na co dzień zmagać. Mamy przestrzeń wyremontowaną, nową, ale zupełnie bez lepszej jakości. I pomyśleć, że taką bylejakość serwuje się w okolicy najważniejszej, tuż przy najważniejszych zabytkach Łodzi – Pałacu Poznańskich oraz dawnym kompleksie fabrycznym Izraela Poznańskiego. Ot, kolejna zmiana, totalnie bez progresu, kolejna zmiana bez zmiany na lepsze, kto by się tym przejmował?

Tekst i zdjęcia: Marta Ostrowska i Rafał Tomczyk

Opowieści

Instalacja artystyczna „Nostalgia” Dominiki Cebuli

23/08/2019

Na przystanku tramwajowym przy Teatrze Wielkim zagościła instalacja artystyczna „Nostalgia”, złożona z setek naturalnych kwiatów i elementów roślinnych, zatopionych w bezbarwnej żywicy. Jej autorką jest Dominika Cebula – studentka III roku grafiki na Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. To kolejna instalacja artystyczna w miejskiej przestrzeni, która powstaje w ramach programu „Przecieki Sztuki” Łódzkiego Centrum Wydarzeń.

Ściany wiaty przystankowej zastąpiły szklane gabloty, w których znajdują się kompozycje z różnobarwnych kwiatów. Dzięki żywicy artystka zakonserwowała piękno kwiatów w konkretnej postaci. Inspiracją do stworzenia tej instalacji była chęć przebywania blisko natury oraz ogromne znaczenie kwiatów i bukietów w naszej kulturze – dajemy je na prezent na wszystkie ważne wydarzenia w naszym życiu i za ich pośrednictwem celebrujemy ulotne chwile. Wiele kwiatów zatopionych w ścianach przystanku pochodzi właśnie z bukietów, które otrzymała sama autorka lub jej znajomi. Zamierzeniem artystki było rownież skontrastowanie natury z betonowo-asfaltowym otoczeniem i przeniesienie natury w utrwalonej formie do przestrzeni miejskiej.

Łódzkie Centrum Wydarzeń nie bez powodu wybrało na lokalizację instalacji akurat ten przystanek. Od ponad 30 lat właśnie na placu Dąbrowskiego mieści się kilka kwiaciarni a w niektórych można kupić kwiaty praktycznie przez całą dobę. Dlatego to miejsce od dawna było kojarzone właśnie z kwiatami i wydało się najlepszym miejscem do realizacji tego projektu.

Ekspozycja ma potrwać przynajmniej do końca września.

Opowieści

Nasz autorski drink w Sky FLY Bar hotelu Andel’s

24/09/2017

Mam wielką przyjemność wreszcie podzielić się z Wami super fajną informacją! Hotel Vienna House Andel’s Lodz zorganizował specjalną koktailową akcję, do której zaprosił kilkoro blogerów, w tym nas. Wszyscy mieliśmy niesamowitą okazję stworzyć autorskiego drinka, dedykowanego dla podniebnego baru Sky Fly. Nasz drink wejdzie do sprzedaży na przyszły tydzień i każdy będzie mógł go spróbować – zarówno goście hotelu jak i goście zaglądający jedynie do cocktail baru.

Zadanie wcale nie było łatwe. Mieliśmy do dyspozycji wszystko, co jest zazwyczaj dostępne na barze czyli wybór mieliśmy ogromny. Dopasowanie składników to sprawa bardziej skomplikowana niż mogłoby się wydawać a gdy do tego doszło jeszcze ustalenie proporcji to zaczęlismy wątpić czy uda nam się trafić w gusta gości.  Na szczęście mogliśmy liczyć na poradę wykwalifikowanego barmana, który pomógł nam rozwiać niepewności i podjąć ostateczną decyzję. Stworzyliśmy w ten sposób jedynego w swoim rodzaju drinka, jakiego jeszcze nigdy nie było w ofercie tego hotelu.

Urban Jungle drink Sky Fly bar (4)

Ten niepowtarzalny napój nazwaliśmy „Urban Jungle” – nazwa inspirowana jest pędem miasta, całą miejską tkanką, która na co dzień tętni życiem, która nas napędza do działania i bez której trudno jest nam funkcjonować. Chcieliśmy aby jego kompozycja oddawała charakter naszego miasta, które jest pełne sprzeczności. Drink ma silną i wyrazistą bazę, która symbolizuje industrialnego ducha Łodzi ale wzbogacony jest o egzotyczną nutę, która odnosi się do nowoczesnego oblicza miasta i do odrodzenia. Dokładnego składu jeszcze nie będziemy zdradzać, zapraszamy Was serdecznie do podniebnego baru, spróbujcie drinka sami i dajcie nam koniecznie znać jakie są Wasze odczucia. Za pośrednictwem tej kompozycji będziecie mogli przekonać się jak według nas smakuje Łódź :) więc zapraszamy do odkrywania smaku miasta! :)

Drink jest w sprzedaży od 25 września do 1 października, znajdziecie go w Sky Fly Barze hotelu Andel’s, który otwarty jest codziennie w godzinach 19:00 – 1:00. Warto tu przy okazji wspomnieć, że do podniebnego baru możecie wejść zawsze bo jest on dostępny nie tylko dla gości hotelu. Jego nowa lokalizacja jest jeszcze lepsza od poprzedniej a widok jeszcze ciekawszy!

Dziękujemy ekipie hotelu Vienna House Andel’s Lodz za zaufanie i za zaproszenie nas do akcji :)

Urban Jungle drink Sky Fly bar (1)Urban Jungle drink Sky Fly bar (8)Urban Jungle drink Sky Fly bar (7)

fot. Rafał Tomczyk