Tag: zieleń w mieście

Rozważania

Grzybowe Centrum Łodzi

21/05/2020

W środku Łodzi znajduje się pewne tajemnicze miejsce, przez wielu jeszcze nieznane i nieodkryte. Z wyglądu niepodobne do niczego – ni to plac, ni to park, ni to skwer, choć według oficjalnych informacji nosi ono nazwę Skweru Studentów 1981 roku. Miejsce to mieści się w Nowym Centrum Łodzi, kreowanym przez władze miasta jako nowa dzielnica, w której spotykać się ma wielki biznes, wielkie projekty, wielki świat. W założeniu miejsce to miało być niezwykłe, miało kreować nową jakość miasta i wszystkiego co z wielkim miastem związane. I rzeczywiście miejsce to wykreowało faktycznie coś nowego bo oprócz nowego dworca z tunelem, nowych biurowców i nowych ulic stworzono przy okazji pewną nietuzinkową oazę – oazę nieposkromionej, zapomnianej na lata zieleni, oazę „nicnierobienia”, w której to oazie wytworzył się nawet zupełnie nowy ekosystem. My pieszczotliwie nazywamy ją „Grzybowym skwerem”. Dlaczego? Dowiecie się już za chwilkę.

Zanim zaprosimy Was na wycieczkę do tego niezwykłego miejsca zrobimy krótki rys historyczny. Przestrzeń, o której piszemy powstała jako jeden z elementów budowy nowego dworca Łódź Fabryczna wraz z węzłem multimodalnym i nowym układem drogowym wokół. O ile sam dworzec Łódź Fabryczna mimo pewnych niedoskonałości zawsze broniliśmy od krytyki bo uważamy go za dobrą realizację, to nie da się tego samego powiedzieć o układzie drogowym, który go otacza. Od strony zachodniej czyli w stronę wyjścia do centrum miasta rozwiązane jest to dobrze (tutaj skupiono się głównie na ruchu pieszym) natomiast dużo gorzej jest od strony wschodniej (tutaj skupiono się na ruchu samochodowym). Węzeł drogowy jest zbyt rozbudowany i zbyt skomplikowany, ruch rozdzielony jest na różnych poziomach łączeniem rond, do tego rozdzielono również ruch autobusowy. Chociaż jest to funkcjonalne rozwiązanie to stało się ono zbyt widoczne i wręcz przytłaczające dla użytkownika przestrzeni. Do tego jeszcze dominacja betonu i asfaltu sprawia, że nie jest tu przyjemnie przyjść i pospacerować.

Takie lekceważenie pieszych od tej strony dworca już na etapie projektowania to nie jedyny problem. Kolejną sprawą jest totalne lekceważenie zaniedbania przestrzeni skweru przez zarządcę terenem, obecnie jednej ze spółek PKP. Sami zobaczcie. Zaczynamy od skrzyżowania ulic Scheiblerów i Poznańskich czyli uroczych betonowo-asfaltowych węzłów, a w oddali widać naszego głównego bohatera czyli skwer.

Na zbliżeniu z daleka już można zobaczyć “piękne” płachty geowłókniny, które od czasu powstania kilka lat temu nie były tknięte ani w ramach gwarancji ani w ramach bieżącego utrzymania. Część roślin płożących dobrze sobie radzi, część wymaga uzupełnienia i dosadzenia, samosiejki wymagają wyrwania. Czy to aż tak dużo?

Teren wygląda natomiast jakby podwykonawca odpowiedzialny za zieleń nagle zaginął w trakcie prac, następnie tych prac nigdy nie dokończono.

Tajemnicze patyki przy samym wejściu, można brać na ognisko.

Śmieci spotkać możemy na każdym kroku. Worki? Są! Butelki? Są! Jedynym sprzątaniem jakie się tu kiedykolwiek odbyło było chyba to, które zorganizowali prywatnie sami mieszkańcy Łodzi w zeszłym roku. Gdyby nie to pewnie wyglądałoby to obecnie jeszcze gorzej.

Schodzimy po schodkach na „Grzybowy skwerek”. Zapraszamy do tego zaczarowanego miejsca, gdzie niemożliwe staje się możliwe. To tutaj tworzy się nie tylko prawdziwa miejska dżungla ale też można powiedzieć mała filia Lasu Łagiewnickiego, pełna darów od natury.

Może połamaną płytę chodnikową? Nikt nie zgubił?

Zieleń jak to zieleń.. walczy! Dlatego ta przestrzeń wymaga JAKIEJKOLWIEK pracy człowieka by była uporządkowana. W oddali okrąg z kilkumetrowymi samosiejkami.

EC-1, Brama Miasta, dworzec Łódź Fabryczna, biurowiec Nowa Fabryczna i ten cudowny uroczy skwer! Na uwagę zasługuje też totalny brak ławek, a ławek nie ma ponieważ według menadżera dworca Łódź Fabryczna gdyby takowe były ludzie by na nich siadali i pili alkohol! Świetny powód tworzenia przestrzeni bez możliwości siedzenia!

Graffiti coraz bardziej wchodzi w tę przestrzeń. Tutaj zadaniem miasta powinno być jak najszybsze usuwanie malowideł, niestety tak się nie dzieje.

No i co? Mówi się, że jak nie będzie ławeczek to pić nie będą a jednak bez ławek spotykają się i piją. Może więc ten strach przed kimś kto sobie siądzie i wypije piwo w przestrzeni publicznej jest niepotrzebny? Skoro i tak ktoś przyjdzie się napić to na co nam te ograniczenia i zakazy, które w efekcie dają brak aktywizacji przestrzeni? Dużo lepszym rozwiązaniem byłoby zwyczajne codzienne sprzątanie i dbanie o miejsce.

Główne przejście między skwerem a dworcem Łódź Fabryczna. Tak, dokładnie tak wygląda główne i jedyne dojście do najważniejszego dworca w województwie łódzkim od strony wschodniej. Absurdalność tego rozwiązania szokuje. Przejście to jest też jednocześnie najniższym miejscem w okolicy więc niemal zawsze zbiera się tutaj woda a w zimę lód.

Z bliska jest jeszcze piękniej.

A tak jeszcze bardziej z bliska.

Wróćmy jednak do tego, co najważniejsze czyli do samego zielonego skweru. Co prawda “kwietne łąki” są teraz bardzo modne ale te kilkumetrowe samosiejki to jednak przesada.

Zieleń wręcz rozchodzi się na chodniki.

Oprócz zieleni i śmieci znajdziemy tutaj także… znaki drogowe.

Utworzył się taki busz, że ledwo już dworzec widać.

A na styku ramp, rond, jezdni, zjazdów i wjazdów, w samym środeczku skweru, pomiędzy kilkumetrowymi samosiejkami, można dostrzec prawdziwą wisienkę na torcie tego zapomnianego terenu – niezwykły ekosystem, który się tutaj wytworzył, w postaci królestwa należącego do domeny jądrowców czyli… grzyby!

Prawda, że cudowne okazy? A to jeszcze nie koniec atrakcji bo niedaleko mamy przecież jeszcze ten oto zapuszczony i prawdopodobnie nigdy nie sprzątany staw.

Piękna oaza zaniedbania miasta.

Jeszcze rzućmy okiem na szerszy obraz zaniedbania. Pod samym wiaduktem tramwajowym też nie jest lepiej.

Spora ilość szkła czeka na jego odkrywców. Przypominamy, znajdujemy się jakieś 100 metrów od dworca Łódź Fabryczna.

I przy tych oto schodach kończymy “zwiedzanie” tego uroczego terenu i tę niesamowitą wędrówkę do świata pełnego grzybów, niekontrolowanej zieleni i porzuconych przedmiotów.

Nie ma się co dziwić, że nikt tutaj za dnia nie zagląda. Nie ma po co tutaj przyjść, nie można nawet usiąść by na chwilę odpocząć. Nawet zieleń tu za bardzo nie pomaga i chociaż jest jej tu więcej niż w najbliższej okolicy to z uwagi na zaniedbanie jest mało przyjemnie z nią tu obcować. Z pewnością Skwer Studentów 1981 roku był przestrzenią nieprzemyślaną już na etapie projektu, fatalnie zrealizowaną i na dodatek jakby porzuconą podczas prac dlatego obecnie jest przestrzenią niesympatyczną. To miejsce to efekt uboczny zastosowanych tu tych wszystkich drogowych fanaberii, i miejsce, w którym pieszy jest nikim a przecież jest to jedyne dla pieszych dojście do dworca od strony wschodniej…

Najsmutniejsze jest to, że bardzo widać brak jakiejkolwiek poczucia odpowiedzialności za to miejsce. Czy tak musi być? Czy jakiekolwiek służby nie są w stanie zobowiązać zarządcę terenu do dbania o niego? Czy nie można tego terenu sprzątać interwencyjnie przez miasto i obciążyć kosztami zarządcę? Czy Straż Miejska nie powinna wlepiać mandatów zarządcy i firmie, która teoretycznie powinna tutaj sprzątać? Odpowiedzi na te pytania chyba są dla wszystkich oczywiste.

My uważamy, że to miejsce pomimo wielu błędów, których nie da się już naprawić nie jest skazane na całkowite niepowodzenie ale trzeba z tym miejscem cokolwiek robić a nie pozwalać by stan tego rozkładu trwał nadal. Grzyby same w sobie nie są złe ale tutaj są jakby symbolem braku zainteresowania, braku większej wizji i pomysłu na to miejsce. A tymczasem pomimo tych wszystkich swoich dziwności nadal jest tu jakiś potencjał. Szkoda tylko, że w tak ważnym punkcie miasta, które w ostatnich latach przechodzi spore przeobrażenie nie ma możliwości najzwyczajniej w świecie pospacerować, posiedzieć z rodziną czy znajomymi. Ta uderzająca bezczynność daje do zrozumienia, że ma się mieszkańców totalnie gdzieś (zwłaszcza mieszkańców okolicy) i że nie ponosi się konsekwencji złych decyzji. Najpierw daje się ludziom przytłaczającą i nieprzyjemną przestrzeń, z której nie korzystają, a później skoro z niej nie korzystają to się ją olewa i niczego z nią nie robi. Jest to bardzo nie w porządku w stosunku do mieszkańców miasta tym bardziej, że zarówno nazwa Nowe Centrum Łodzi jak i wielkie obietnice związane z tym obszarem miasta zobowiązują do dużo wyższego poziomu.

Tekst i zdjęcia: Rafał Tomczyk

Rozważania

Dlaczego tak trudno o porządek w mieście cz. 2: Klepisko to nie trawnik!

24/03/2020

Zniszczone trawniki, zapaskudzone chodniki, bałagan, syf. Samochody jadą po chodnikach, kierowcy trąbią na pieszych. Presja i agresja. W deszczowe dni błoto, bajoro, brudne samochody i brudne buty. Codzienne zdegustowanie, powód do wstydu i niebezpieczeństwo potrącenia. Czy to sceneria do filmu dokumentalnego o degradacji społeczeństwa? Nie, to codzienność mieszkańców Łodzi w centrum miasta. Czy łódzkie instytucje położą kres tej okropnej sytuacji? Mamy nadzieję, że tak bowiem pod koniec ubiegłego roku pojawiło się światełko nadziei, że zacznie się w tym mieście dbać o porządek.

O uporządkowanie przestrzeni przy Kilińskiego, na odcinku od Narutowicza do Traugutta, wniskowaliśmy ponad rok. Wysyłaliśmy pisma, opisywaliśmy problem w Internecie i dzieliliśmy się zdjęciami z miesiąca na miesiąc pogarszającej się sytuacji. Pod koniec października 2019 roku pojawiła się informacja, że Zarząd Dróg i Transportu oraz Zarząd Inwestycji Miejskich uporządkują przestrzeń do końca roku 2019. Ku naszemu zdziwieniu 22 listopada 2019r. rozpoczęły się prace polegające na montażu słupków wzdłuź chodnika, uniemożliwiających dalszą degradację tego miejsca.

Przestrzeń przy Kilińskiego / Tragutta przed zainstalowaniem słupków

Przestrzeń przy Kilińskiego / Tragutta po zainstalowaniu słupków

Mamy luty 2020 roku i zamontowane w tym miejscu wszystkie słupki. Nadal ciężko nam w to uwierzyć, zwłaszcza wiedząc z jakim dramatem w tle się to odbywało. Możnaby przypuszczać, że wszyscy się ucieszą z uporządkowania takiego chlewu ale nic bardziej mylnego. Są osoby, które przeciwko uporządkowaniu bardzo się buntowały podając niezliczoną ilość argumentów na niekorzystny wpływ takiego porządkowania. Niestety, miasto w postrzeganiu tych buntujących się osób to taka rozległa powierzchnia ze skrzyżowaniami i sygnalizacjami świetlnymi, w której za priorytet stawiany powinien być szybki ruch samochodowy oraz ciągłe zapewnianie kolejnych potrzeb parkingowych. Miasto w ich postrzeganiu to trasa przejazdowa z punktu A do punktu B, ma być szeroka i szybka, a w każdym punkcie z jakiego korzystają, powinny być miejsca parkingowe dla każdego, kto zaparkować w danej chwili zapragnie. Dobro miasta spłycone zostaje tu tylko i wyłącznie do dobra jednej grupy użytkowników przestrzeni, oczekiwania natomiast wraz ze wrostem liczby samochodów stale rosną i aby je zrealizować musielibyśmy miasto pozbawić wszystkich pozostałych funkcji, np. społecznej, rekreacyjnej, handlowej, itp. Doprowadziłoby to do szybkiej zamiany miasta w sieć autostrad lub tras szybkiego ruchu, w której nikt nie chciałby mieszkać. Osoby uważające miasto jedynie za trasę przejazdową szybko doprowadziłyby do wykreowania rzeczywistości nieprzyjaznej, z której same szybko by uciekły, niestety takie osoby nie myślą o przyszłości miasta, a o swojej własnej teraźniejszości, w której liczy się ich własny komfort. Buntu takich osób nie należy więc traktować poważnie bo miejscy egoiści miasto doprowadzić mogą jedynie do destrukcji.

Sami jesteśmy przeszkodą na drodze do postępu

O egoiźmie i wąskim postrzeganiu świata przez pryzmat tylko swoich doświadczeń świadczy reakcja na zmiany przy ulicy Kilińskiego, która nas wręcz zszokowała. Ta sytuacja wyraźnie odsłaniła kulisy każdej tego typu decyzji instytucji miejskich i ujawniła nam wszystkim to, z czym instytucje dbające o porządek muszą się w swojej codziennej pracy mierzyć. Każde działanie miasta ograniczające dzikie praktyki w parkowaniu spotyka się z dużym i agresywnym niezadowoleniem kierowców. Gdzie oni mają teraz parkować? Dlaczego odebrano im kolejne miejsca do parkowania skoro oni ich potrzebują? Dlaczego instytucje ignorują potrzeby kierowców? To najczęściej spotykane pretensje jakie widać w Internecie po informacji o montażu jakichokolwiek słupków. Pytania te wynikają z nieświadomości, że miasto to nie tylko kierowcy i ich samochody, ale balans pomiędzy parkingami, chodnikami, placami, zieleńcami, a tego balansu nie osiągniemy dopóki będziemy budować kolejne parkingi. Jeśli liczba samochodów stale będzie rosła nigdy nie będziemy w stanie zapewnić wszystkim miejsc parkingowych bo stale i potrzeby do parkowania będą rosły. Dlatego kluczowe jest tutaj zrozumienie, że to właśnie my sami powodujemy problemy w mieście. Bałagan nie robi się sam, bałagan robimy my. Korki nie tworzą się same, korki tworzymy my. Zadajmy więc sobie pytanie co możemy zrobić my sami, żeby zmniejszyć chaos i korki? Ups, odpowiedź może okazać się dla niektórych z nas bardzo niewygodna.

Ja mam ciężkie życie, więc mi się należy

Przecież gdy zapytamy się każdego: co zrobić żeby zmniejszyć zanieczyszczenie spalinami w miastach? Każdy bez wahania odpowie: zmniejszyć ruch samochodowy w miastach! To super, tylko która z osób poruszających się po mieście tylko samochodem jest w stanie sama przyczynić się do zmniejszenia ruchu samochodowego? No właśnie, praktycznie żadna. Każda z nich powie: „Ale jak to? Ja mam zrezygnować z samochodu?”. Bardzo trudno jest zacząć zmiany na lepsze od samego siebie. Łatwo jest natomiast szukać wymówek by tego nie robić. Kreatywność ludzka w tej sprawie nie ma granic! Uzasadnienia nielegalnego parkowania mnożą się za każdym razem poruszania tematu braku porządku i jesteśmy pod wielkim wrażeniem z jaką determinacją niektórzy kierowcy wyszukują tłumaczenia dla parkingowej dziczy. Najwięcej usprawiedliwień polega na przerzucaniu odpowiedzialności na innych za swoją własną organizację życia, podporządkowaną w dużej mierze korzystaniu z samochodu – trzeba przecież codziennie pozałatwiać na mieście milion spraw, zrobić tony zakupów i poodwozić całą rodzinę w różne miejsca, więc trzeba poruszać się samochodem a skoro my poruszamy się samochodem to nam się miejsce parkingowe wprost należy! I to 100 metrów od każdego punktu, w który się dostajemy! No cóż, nie, miejsce parkingowe się nikomu z góry nie przynależy. Jeśli jesteśmy osobą zdrową i sprawną powinniśmy z miasta korzystać bez samochodu, właśnie po to aby osobom mniej sprawnym i mniej zdrowym zostawić więcej miejsc parkingowych. Jeśli pomimo sprawności i zdrowotności wybieramy poruszanie się samochodem to jest to tylko i wyłącznie nasza decyzja, z ktorą wiążą się obowiązki, takie jak parkowanie zgodnie z przepisami, kulturalne, nie utrudniające korzystania z miasta innym. Samochód to odpowiedzialność i obowiązki, a nie same przywileje. Warto też pamiętać, że jeśli decydujemy się na samochód musimy liczyć się z kosztami legalnego parkowania. Niestety wiele osób o tym zapomina i decyduje się na zakup samochodu, poruszanie się nim po mieście, ale na płatne parkowanie już nie, twierdząc, że płacić nie będzie bo jest to dla niego za drogie. Taka osoba to szkodliwość dla miasta ponieważ zamiast zaparkować tam, gdzie można woli zaparkować byle gdzie, po dziadowsku. Co ciekawe, wiele osób usprawiedliwiających dzikie parkowanie twierdzi, że posiadanie samochodu to oznaka wysokiego statusu materialnego… to bardzo zabawne bo w parkingowej dziczy zupełnie nie widać, żeby tak było.

Samochody zaparkowane na trawniku przy ulicy Więckowskiego, obok legalne (płatne) miejsca parkingowe

Samochody zaparkowane na trawniku przy ulicy Łąkowej, obok legalne (płatne) miejsca parkingowe

Samochody zaparkowane przy ulicy Skłodowskiej – Curie a obok legalne (płatne) miejsca parkingowe

Dzicz jest wygodna i darmowa, więc jest dobra

Jeśli jeszcze ktokolwiek się łudzi, że każdemu zależy na estetyzacji miejsca, które przez ponad rok było piachem, klepiskiem, ugniecioną trawą i brudnymi chodnikami to niech natychmiast przestanie. Niektórym ludziom po prostu nie zależy by było czysto i ładnie, co więcej, niektórym czysto i ładnie jest nawet nie na rękę ponieważ oznacza to, że odebrane zostało im miejsce do nielegalnego parkowania, miejsce, które sami sobie przeznaczyli na swoje parkowanie degradując wszystko co pod kołami ich samochodów się znalazło. Odebranie im takiej niezależności traktują jak wielką przeciwność losu lub robienie im na złość. Tymczasem dawanie sobie samemu pozwolenia na korzystanie z przestrzeni, z której nie powinno się korzystać bo nie do tego została ona stworzona, oraz dawanie sobie pozwolenia na degradację miejsca czyli zabrudzenie chodników, gniecenie i rozjeżdżanie trawników, świadczy o dużym egoiźmie w korzystaniu z dóbr wspólnych oraz sporej ignorancji podziału przestrzeni dla różnych jej użytkowników. Jeśli niszczymy trawnik zmuszamy wszystkich do patrzenia na zniszczony trawnik, czyli sprawiamy, że coś, co było kiedyś przyjemniejsze staje się mniej przyjemne. Aby pokazać Wam jak zazwyczaj kierowcy pozbawiają nas trawników posłużymy się przykładem trawnika przy ulicy Tuwima.

Trawnik w 2011 roku

Trawnik w 2017 roku

Trawnik przy Tuwima obecnie, w 2020 roku

Niszczenie trawnika przez miejskich egoistów to jedno, ale dodatkowo przykre jest to, że w ciągu 9 lat łódzkie instytucje nie raczyły zareagować…

Negatywny wpływ samowoli parkingowej widać również na chodnikach, płytach placu, w pasażach. Niszczenie dobra wspólnego to bardzo poważny problem i dopóki nie zmieni się mentalność a ludzie nie nabiorą większej świadomości nadal dobra wspólne będą niszczone. Mentalności co prawda nie zmienimy w kilka lat, możemy jednak już teraz podnosić świadomość i uzmysławiać, że ważna jest społeczna odpowiedzialność za dobro wspólne – i tutaj szczególnie widzimy rolę instytucji miejskich, powinny skutecznie i konsekwentnie realizować działania pokazujące, że do parkowania służy parking a nie każdy pusty kawałek przestrzeni. Nawet jeśli dzicy kierowcy nie staną się kulturalnymi kierowcami to chociaż będą musieli się do porządku w końcu przyzwyczaić.

Niszczony trawnik na placu Dąbrowskiego

Niszczony trawnik przy ulicy P.O.W.

Niszczony trawnik przy ulicy Dąbrowskiego

Niszczony trawnik przy ulicy Żeligowskiego

Zniszczony trawnik przy ulicy Narutowicza

Zniszczony trawnik przy ulicy Pomorskiej

Każde takie miejsce w mieście, w którym kierowcy sami dają sobie prawo do niszczenia zieleni lub brudzenia chodników jest pokazem ich ignorancji i chamstwa, natomiast każdy bunt przeciwko „zabieraniu” im przestrzeni do dzikiego parkowania jest już pokazem wyjątkowej bezczelności bowiem ta przestrzeń nigdy do nich nie należała. Efekty takiego parkowania są bardzo przykre. Zniszczone trawniki zdają się jednak na niektórych nie robić wrażenia. Bardzo często widzimy w sieci komentarze o treści „klepisko to nie trawnik i nadaje się tylko do parkowania”. Można przypuszczać, że osoby, które głoszą takie hasła po prostu w żadnym stopniu nie żałują zniszczonego trawnika.

Podobnie sytuacja wygląda w przypadku chodników lub płyt placu. Przez cały rok widać na nich smugi od kół samochodowych a w ciągu jesieni i zimy całe błoto rozprzestrzeniane jest wszędzie tam, gdzie uda się kierowca. Efekt? Prawdziwy obraz nędzy i rozpaczy, który jesteśmy zmuszeni oglądać ponieważ jego twórcy zdecydowali się na takie używanie samochodu. Na jakie słowa zasługuje ktoś, kto rozjedża trawnik i rozmazuje błoto na chodniku w imię swojej wygody lub lenistwa? Na same najgorsze.

Były trawnik przy ulicy Tuwima

Były trawnik przy ulicy Dowborczyków

Niestetyczne mazy na płycie placu przed hotelem Puro 

Chodnik w błocie przy ulicy Traugutta

Obrzydliwe mazy na chodniku przy ulicy Tuwima 

Chodnik w błocie przy ulicy Kilińskiego

W tym całym bałaganie nie chodzi przecież o samo niszczenie ale też o utrudnianie i o brak szacunku. Jeśli jakaś część chodnika jest przeznaczona dla pieszych, a nie dla samochodu, to każdy kierowca pownien właśnie tak ją traktować a nie ją zabłacać, żeby pieszy musiał ją omijać. Ciekawe czy taki brak szacunku nabywa się z wiekiem czy z tym się człowiek już rodzi…

Poza tym warto też pamiętać, że obecność samochodów w przestrzeni miejskiej jest dla każdego pieszego dość odczuwalna – zarówno ze względu na rozmiar samochodu (zajmuje powierzchnię większą niż pieszy) jak i hałas oraz zapach. Piesi korzystając z chodników mijają nie tylko samochody jadące po jezdni ale też samochody stojące, stojące dosłownie wszędzie. Właśnie ze względu na to wypadałoby chociaż zostawić pieszym komfortowe warunki do przejścia chodnikiem lub nie zwłaszczać ich przestrzeni rekreacyjnych, takich jak pasaże czy place, które są dla nich jedyną możliwością odpoczynku od samochodów. Niestety, w Łodzi z roku na rok piesi do dyspozycji mają coraz mniej miejsca, zabierane są im kolejne przestrzenie. Do najbardziej skandalicznych zachowań dochodzi na placu Dąbrowskiego i w pasażu Schillera – na płycie placu samochody latem lawirują pomiędzy młodzieżą jeżdżącą na rolkach, wjeżdżają na płytę po przejściu dla pieszych a chodniki wokół placu są pozastawiane, natomiast w pasażu samochody zostawiane są pomiędzy ławkami a urzędnicy domalowują kolejne białe linie miejsc parkingowych zabierając pieszym przestrzeń kawałek po kawałku. Oczywiście, jak można się domyślić kierowcy samochodów cały czas żądają kolejnych parkingów zupełnie nie wyciągając wniosków z sytuacji.

Zastawiony chodnik przy ulicy Jaracza

Zastawiony chodnik przy ulicy Narutowicza

Zastawiony chodnik przy ulicy Chrobrego

Obok Łódzkiego Domu Kultury nie da się przejść

Zastawiony chodnik przy ulicy Podrzecznej

Zastawiony chodnik przy ulicy Sienkiewicza

Zastawiony chodnik przy ulicy Jaracza

Plac przed hotelem Puro za dnia

Plac przed hotelem Puro wieczorem

Pasaż Schillera z każdym rokiem coraz bardziej zawłaszczony przez samochody

Płyta placu Dąbrowskiego coraz bardziej zawłaszczona przez samochody

Porządek nadchodzi, pętla się zaciska

Podczas gdy montowano słupki przy Kilińskiego w Internecie wrzało. Z komentarzy kierowców wywnioskować można było, że szykują się na prawdziwą apokalipsę – skoro zabierane są im chodniki i uklepane trawniki to czas się szykować na wyprowadzkę z miasta! „Słupki utrudniają życie kierowcom” czytamy, i załamujemy ręce… Słupki, które są jedynym sposobem by uchronić miasto przed kierowcami wjeżdżającymi tam, gdzie nie mogą wjeżdżać są dla nich utrudnieniem życia! Nie ma się co dziwić, skoro ich życiem jest dewastacja miasta to faktycznie słupki utrudniają im życie. Co więcej, nawet nie tylko słupki utrudniają im życie, ale idąc tym tokiem rozumowania to również chodniki, trawniki i budynki! Przecież gdyby nie trawniki, chodniki i budynki zyskaliby dodatkowe miejsca parkingowe… No cóż. My generalnie nie jesteśmy zwolennikami słupkowania miasta ale jeśli ktoś nas pyta czemu wolimy słupki od braku słupków to odpowiadamy: „za dużo głupków by nie było słupków”…

Cały ten tragizm kierowców samochodów z powodu słupków wygląda z jednej strony przerażająco, z drugiej nawet zabawnie. Najpierw dewastowany jest fragment miasta, potem aby temu postawić kres montuje się słupki, a na końcu kierowcy agresywnie krytykują owe słupki nie zdając sobie sprawy, że te słupki należało postawić aby przed nimi samymi się uchronić. W takim razie chyba wszyscy powinniśmy się pokornie godzić na niszczenie miasta tylko dlatego, że dewastator zamiast przyjeżdżać do pracy tramwajem przyjeżdża samochodem i nie chce mu się szukać kulturalnego miejsca do skutku. O nie, nigdy się na to nie zgodzimy.

Czy pętla się zaciśnie? Czy porządkując przestrzeń zabierze się kierowcom kolejne klepiska? Czy biedni kierowcy zostaną pozbawieni bagien, mokradeł i błota? Przekonamy się niebawem ale trzymamy kciuki aby właśnie tak było. Nielegalne i egoistyczne parkowanie utrudnia dbanie o estetykę miejską dlatego należy się mu wyraźnie przeciwstawić. To przyzwyczajenie mieszkańców miasta do porządku to nie lada wyzwanie ale musimy się go podjąć. Dlatego bardzo doceniamy decyzję instytucji łódzkich o uporządkowaniu przestrzeni przy Kilińskiego bo dzięki temu ucywilizowała się jedna z najbardziej reprezentacyjnych lokalizacji w Łodzi. Mamy nadzieję, że jest to tylko początek do „nowego porządku” bo na uporządkowanie czeka jeszcze wiele miejsc… poniżej przykłady.

Dzicz przy ulicy Kilińskiego

Klepisko i błota przy ulicy Kilińskiego

Obraz nędzy i rozpaczy przy ulicy Tuwima

Porządek versus dzicz, wybierz po której jesteś stronie

My wiemy jak ważny w mieście jest porządek i jak powinno wyglądać przyjazne miasto. I wiedzą to praktycznie wszyscy ale nie wszyscy chcą do tego dążyć. Nie wszyscy są w stanie pogodzić się z tym, że nie da się stworzyć przyjaznego miasta, z przyjemnym powietrzem i dużą ilością zieleni, stale spełniając rosnące wymagania kierowców samochodów. Nie da się mieć w mieście przyjemnych skwerów i placów, przy których możemy posiedzieć ze znajomymi, wycinając jednocześnie drzewa i niszcząc trawniki by stworzyć nowe miejsca do parkowania. Już teraz mamy w Łodzi niewiele skwerów a przestrzeń wszystkich placów jest zawłaszczona przez samochody. Już teraz mamy w centrum tak niewiele zieleni, że w gorące lato nie ma gdzie schronić się przed słońcem. Jeśli wszyscy, którzy poruszają się po mieście samochodem nie zaczną zdawać sobie sprawy z tego jaką nadmiar samochodów robi miastu i przyszłym pokoleniom mieszkańców miasta krzywdę to liczba samochodów będzie sobie nadal rosła. I będziemy mieć wtedy wybór, taki sam jak mamy teraz. Albo przyzwolimy na kolejne dzikie parkowanie i chaos, który będzie rósł a miasto będzie wyglądało tylko gorzej, albo zgodzimy się na budowę kolejnych parkingów, wylanie morza betonu, wycinkę drzew i zaoranie tawników, i otrzymamy miasto jeszcze mniej przyjemne do życia więc będzie trzeba z niego uciekać. Obydwie wizje są dla nas wszystkich krzywdzące, obydwie to cofnięcie się w rozwoju i sprezentowanie przyszłym pokoleniom gorszej rzeczywistości. Jedyną możliwością aby było lepiej jest porządek a aby ten porządek osiągnąć po pierwsze musi się zmienić postrzeganie wspólnej przestrzeni i zwiększyć szacunek do niej, a po drugie instytucje miejskie muszą zauważać chaos i skutecznie mu przeciwdziałać. Od każdego z nas zależy jakie miasto sobie wszyscy razem stworzymy, czy będziemy je niszczyć czy o nie dbać. To każdy z nas decyduje czy przyzwala na chamstwo i samowolę czy też nie, czy swoim działaniem zbliża nas do destrukcji czy też przed destrukcją nas uchroni. Sam zdecyduj po czyjej jesteś stronie i o jakie miasto walczysz.

Tekst: Marta Ostrowska

Zdjęcia: Marta Ostrowska, Rafał Tomczyk

Rozważania

Pielęgnacja / Dewastacja

26/09/2019

Jest poranek 20 września, w Łodzi trwa Młodzieżowy Strajk Klimatyczny. W tym samym czasie, przy Sienkiewicza 28, za zgodą Zarządu Zieleni Miejskiej, na wniosek organizatorów Light Move Festival, pewna firma przycina korony dwóch starych drzew. Miejska instytucja, której obowiązkiem jest dbać o miejską zieleń na prośbę festiwalu sponsorowanego przez magistrat niszczy miejską zieleń. To nie film, to łódzka rzeczywistość.

Drzewa z przyciętymi koronami

Z pięknych starych głogów odmiany ‚Paul’s Scarlet’ pozostały badyle. ZZM twierdzi, że wykonawcy zlecono dokonanie pielęgnacji drzew ale nie wykonał tego poprawnie. LMF zaś, że w trosce o bezpieczeństwo gości festiwalu wystosował prośbę o sprawdzenie czy drzewa wymagają działań pielęgnacyjnych, nie zaznaczył które konkretnie. Oczywiście wszyscy wiemy co oznacza „pielęgnacja drzew” w praktyce – przycinkę lub wycinkę.

Ciężko powiedzieć dlaczego drzewa przy Sienkiewicza miały być niebezpieczne dla gości. Sprawdziliśmy mapę tegorocznej edycji LMF i na południowej ścianie dawnej willi Moryca Frankla odbędzie się mapping o nazwie „Fabula”, który jak czytamy na stronie festiwalu „zamieni łódzkie śródmieście w odgległą krainę marzeń. Na moment przeniesiemy się w magiczną przestrzeń przypominającą baśniowe ilustracje i zaczarowany sen.” Super, dziękujemy w takim razie za krainę marzeń z okaleczonymi drzewami w tle, o takim świecie zawsze marzyliśmy!

Drzewa z przyciętymi koronami, po prawej widoczne drzewo bez przyciętej korony, dla porównania (tak wyglądały tu wszystkie drzewa)

W takim razie drzewa albo przeszkadzały w oglądaniu mappingu i postanowiono przyciąć ich korony albo uznano, że gałęzie nagle spadną na gości i zrobią im krzywdę. Mhm. Zawsze myśleliśmy, że mappingi lokalizuje się tam, gdzie jest do nich dostęp a nie, że na życzenie tworzymy dostęp do mappingu usuwając z okolicy zbędne elementy. Może Łódź bierze przykład z Katowic, gdzie Ministerstwo Obrony Narodowej zażądało, by na czas defilady władze miasta wycięły drzewa, krzewy i kwiaty, które mogłyby zakłócić estetykę wydarzenia. Jeśli natomiast drzewa przycięto bo zagrażały oglądającym mapping to czy nie popadamy w absurd dążący do przycięcia wszystkich drzew bo wszystkie są dla nas potencjalnym zagrożeniem?

Skoro ZZM zgadza się na przycięcie drzew coś tu jest nie tak jeśli chodzi o miejskie priorytety. Wygląda na to, że trzydniowy festiwal oferujący pokazy świetlne, mappingi oraz instalacje jest ważniejszy niż drzewa, które mają przez cały rok pozytywny wpływ na zdrowie i komfort życia mieszkańców. Czyżby przestrzeń miejska, z której korzystamy codziennie stanowiła dla festiwalu i instytucji miejskich jedynie planszę dla ich gry? Drzewa o szerszych koronach nie pasują do ich makiety miasta?

Dodatkowo załamujące są konsekwencje tej paskudnej sytuacji. Ani ze strony LMF ani ZZM nie ma żadnych przeprosin. Z mediów dowiadujemy się jedynie, że miasto wystąpi o odszkodowanie do wykonawcy. A co z tego odszkodowania będą mieć mieszkańcy? Kto zrekompensuje nam wyrządzoną NAM krzywdę? Nie bójmy się nazywać rzeczy po imieniu – niszczenie każdego drzewa w mieście to działanie na naszą szkodę

Ta sytuacja jest wyjątkowo smutna bo związany jest z nią znany festiwal ale takie traktowanie drzew nie jest rzeczą rzadko spotykaną. Zarząd Zieleni Miejskiej wydaje zgodę na wiele tego typu przycinek, ale nie może być na to naszej zgody. Takie rzeczy dzieją się w okolicy każdego z nas. Nie bądźmy wobec tego bierni, pytajmy tych, którzy przycinają i wycinają dlaczego i dla kogo to robią, zgłaszajmy to, nagłaśniajmy. Nie dawajmy naszego przyzwolenia na odbieranie nam gałęzi, korony czy drzewa. Zacznijmy od dzisiaj, i od teraz – jeśli zgadzasz się z nami i też chcesz wyrazić swój sprzeciw wobec lekkomyślnego traktowania zieleni – udostępnij ten wpis na swoim profilu społecznościowym. A jeśli jesteś na Facebooku dołącz do grupy SPOŁECZNI OPIEKUNOWIE DRZEW – ŁÓDŹ i powalcz o nasze drzewa, bo jak widać nikt za nas tego nie zrobi.