Tag: porządek

Rozważania

Dlaczego tak trudno o porządek w mieście cz. 3: Samochodoza

04/12/2020

Końcówka roku 2019 i początek roku 2020 to był dla nas ciężki czas, można nawet powiedzieć, że nas w pewnym sensie na moment przygniotło. Założyliśmy stronę na facebooku Łódzka AutoDestrukcja, na której prezentujemy brak poszanowania do miejskiej przestrzeni i postępującą dewastację, jakiej dokonują egoistyczni kierowcy samochodów oraz napisaliśmy ten i ten artykuł. W moment staliśmy się celem ataków grupy społecznej, która wszelkie działania w trosce o porządek w mieście traktuje jako prawdziwy zamach na jej życie. Początkowo to wszystko nas na chwilę zatrzymało, ale nie dlatego, że było nam przykro ponieważ nas obrażano (tak, za dążenie do porządku w mieście można być obrażanym) ale dlatego, że dotarła do nas powaga sytuacji i skala problemu, z jakim się mierzymy. Zrozumieliśmy, że niektórym po prostu nie zależy na porządku, a ci, którym może trochę zależy i tak zmiany na lepsze nie zamierzają zacząć od siebie. Takim osobom można wytykać szkodliwe dla miasta zachowania, można ich czasem zawstydzić na chwilę, ale jedyny sposób na porządek w mieście to i tak działania systemowe, odgórne, które realizowane na wielu polach są w stanie uporządkować miasto. Zrozumieliśmy, że problem jest tak duży, że aby się z nim rozprawić najpierw należy otwarcie nazwać rzeczy po imieniu i dziś, w części 3. cyklu wpisów o porządku w mieście właśnie to zrobimy.

Przeszłość i teraźniejszość

Żeby zrozumieć dlaczego tak trudno o porządek w Łodzi musimy się najpierw cofnąć o kilkadziesiąt lat ponieważ to, co obecnie widzimy na co dzień, jest efektem zmian, które zaszły już dawno temu. Gdy widzimy samochody zaparkowane w niedozwolonych miejscach często myślimy „eh ta polska mentalność”, prawda? Mocno wiążemy nasze narodowe predyspozycje z przeszłością jaka nas ukształtowała. I myślimy bardzo słusznie. Po zmianie ustroju w latach 80-tych, w polskim społeczeństwie jakby obudziła się chęć wyrażania swojej niezależności, co samo w sobie oczywiście nie jest złe, ale w niektórych dziedzinach życia przyniosło to negatywne konsekwencje – m.in. w urbanistyce.

My, Polacy, głęboko zakorzeniliśmy sobie (przez dwa – trzy pokolenia) szkodliwą postawę, że posiadanie samochodu wiąże się z wyższym statusem materialnym, przez co wiele osób obecnie myśli, że powinno się mieć samochód bo to świadczy o jakimś życiowym sukcesie i daje automatycznie wyższą pozycję. Ale obecnie ceny samochodów są na tyle niskie, że może sobie na posiadanie samochodu pozwolić wiele osób, i rzeczywiście sobie na to pozwala, kompletnie nie biorąc pod uwagę ani swoich faktycznych potrzeb ani opłat, jakie trzeba będzie ponieść w związku z parkowaniem płatnym. Doszliśmy więc do absurdu, jakim jest ogromna ilość samochodów, i jednocześnie ogromna ilość osób, których nie stać na płatne parkowanie.

Dodatkowo z tym poczuciem wyższego statusu wiąże się rozczeniowość i egoistyczne przekonanie, że miejsce parkingowe się komuś przynależy wszędzie gdzie potrzebuje, i że władze miast mają obowiązek te miejsca zapewnić (i to za darmo) a inni ludzie nie mają prawa się czepiać kiedy się zaparkuje na trawniku bo przecież mój samochód to moja sprawa, gdzieś go zostawić muszę i dajcie mi spokój.

Prócz mentalności narodowej jest jeszcze ta lokalna. Często gdy ktoś widzi parkingową dzicz u nas w Łodzi mówi „eh ta łódzka mentalność”, co też ma swoje uzasadnienie. W zależności od tego, w której części Polski mieszkamy mamy większe lub mniejsze tendencje do zwracania uwagi na estetykę miejską, tak nas ukształtowała historia. W miastach, które znajdują się na terytorium dawnego zaboru pruskiego bardziej widać dążenie do estetyki i poszanowania dobra wspólnego niż w miastach na terytorium dawnego zaboru rosyjskiego. Wystarczy porównać stosowane w Poznaniu czy Gdańsku rozwiązania do tych stosowanych w Łodzi. W rożnych częściach Polski przez wieki wpajano ludziom nieco inne wartości, i do innej rzeczywistości ich przyzwyczajano. Poza tym, nie możemy zapomnieć też o naszej łódzkiej historii – powstanie Łodzi ściśle związane było z włókiennictwem, więc po upadku tej gałęzi przemysłu wiele lat myślimy raczej o tym, by „stawać na nogi”, estetyczne sprawy trochę odeszły na dalszy plan a wrażliwość na estetykę miejską została jakby uśpiona.

Ale ta mentalność to nie wszystko bo miejski nieporządek wynika jeszcze z pędu współczesności, jaki jest na każdego z nas nakładany, i który każe nam przyśpieszać z każdym rokiem coraz bardziej, byśmy robili więcej wszystkiego i wszystko robili szybciej. Mamy coraz mniej czasu dla siebie i rodziny więc próbujemy skrócić czas wszystkiego kupując coraz to bardziej efektywne sprzęty, czy dające coraz to więcej możliwości aplikacje. Większość z nas nie żyje w stylu 'slow' a w stylu 'fast', a im szybciej ktoś żyje tym jest bardziej podatny na uzależnienie, i również to od samochodu. Jeśli nasze życie wypełnione jest tylko realizacją codziennych obowiązków i mamy bardzo mało czasu dla siebie, to nie dość, że będziemy tego czasu szukać wszędzie i zrobimy wszystko by zyskać dla siebie choćby 15 minut to jeszcze jesteśmy bardziej leniwi i zamiast myśleć wspólnotowo myślimy egoistycznie. Staramy się sobie życie upraszczać (momentami aż do przesady), i trudno się więc dziwić, że chociaż czasy się zmieniają, i technologicznie „idziemy do przodu” to nie każdy z nas „idzie mentalnie do przodu” stając się bardziej altruistycznym i skorym do poświęceń na rzecz środowiska czy społeczeństwa.

Samochody pozostawione w niedozwolonym miejscu, zawłaszczające przestrzeń przy przejściu dla pieszych
Samochody zaparkowane pod Łódzkim Domem Kultury, w taki sposób, że nie można skorzystać z ławek nie będąc w bliskim kontakcie z samochodami
Piesi nie mogą czuć się bezpiecznie nawet na chodnikach
Samochody zaparkowane przy ul. Kilińskiego w taki sposób, że piesi nie mogą komfortowo korzystać z chodnika i muszą się wymijać. Największy dyskomfort w tej sytuacji odczuwają osoby niepełnosprawne.

Diagnoza: samochodoza

Nasza narodowa przeszłość, obecna szybkość życia, myślenie tylko o sobie, brak odpowiedniej analizy swoich potrzeb oraz niska świadomość wspólnotowa bardzo szybko prowadzą do uzależnienia się od samochodu. W pewnym momencie przestaje się myśleć logicznie i zamiast wybierać środek transportu zależnie od sytuacji czy punktu docelowego wybiera się samochód zawsze, przez co niepotrzebnie stoi się w korkach, blokując nie tylko siebie ale i komunikację zbiorową, lub nie ma gdzie zaparkować swojego samochodu bo nie uwzględni się sytuacji parkingowej przy miejscu docelowym. Zapewne znacie takie osoby, które chociaż są całkowicie sprawne fizycznie i mają bardzo dobry dojazd komunikacją miejską to bardzo krótkie dystanse pokonują samochodem. Sami znamy osoby, które do pobliskiego sklepu jadą samochodem nawet po małe zakupy, a mając o 5 przystanków tramwajem oddalony teatr jadą na spektakl samochodem. Takie nielogiczne zachowanie wynika z traktowania samochodu nie jako opcjonalny pojazd a jako niezbędne przedłużenie swoich nóg. Jeśli natomiast uznajemy samochód jako coś, z czym się rzadko rozstajemy i bez czego nie wyobrażamy sobie życia to również i miasta postrzegamy tak, jakby miały najbardziej sprzyjać poruszaniu się samochodem czyli, w skrócie: nie dla zwężania jezdni, tak dla poszerzania jezdni; nie dla zieleni, tak dla wycinania drzew i wylewania betonu pod parkingi; nie dla przyjazności miasta, tak dla zwiększenia natężenia ruchu samochodowego. Takie tendencje i taka filozofia życia koncentrująca się na wzroście liczby samochodów, generowaniu i intensyfikowaniu ruchu samochodowego, zwiększaniu ilości parkingów kosztem zieleni czy chodników oraz szkodliwy wpływ tego wszystkiego na społeczeństwo i przestrzeń miejską nazywamy samochodozą.

Samochody na chodniku, tuż przy przejściu dla pieszych oraz tuż przy drzewach.
Samochody na klepisku po dawnym trawniku, który był niszczony przez nich latami i nikt nie zaregował. W takich miejscach, w celu ochrony zieleni i pieszych idących chodnikiem, powinny zostać zainstalowane słupki.

Kiedyś termin „samochodoza”, podobnie jak „betonoza” czy „pasteloza”, używany był jedynie przez urbanistów czy architektów ale powoli coraz bardziej wpisuje się w powszechnie używane słownictwo. Coraz więcej osób widzi na własne oczy jak miasta zapełniają się samochodami i z powodu ich nadmiaru postępuje dewastacja miasta. Aby lepiej przedstawić Wam znaczenie określenia „samochodoza” zacytujemy jeden z wpisów Obserwatorium Językowego Uniwersytetu Warszawskiego na stronie http://www.nowewyrazy.pl/, który mówi o nazewnictwie negatywnych zachowań:

„Jeśliby na podstawie oglądu słownictwa wnioskować o naszym nastawieniu do rzeczywistości, to można by zaryzykować tezę, że wiele zjawisk otaczającego nas świata oceniamy jako szkodliwe, wyniszczające. Tworzymy bowiem — niemal już regularnie — rzeczowniki z przyrostkiem -oza, które przywołują na myśl nazwy chorób, lecz w istocie nimi nie są:  impaktoza, cytoza, punktoza, grantoza, tujoza, betonoza, ekranoza, klientoza, spotkanioza, dramatoza, pomnikoza, słupkoza

(…) zjawiska wpływające negatywnie na nasze otoczenie (tujoza, betonoza, ekranozapomnikoza, słupkoza) czy zwyczaje, nawyki mające niekorzystny wpływ na nasze życie (klientoza, spotkanioza). Można sądzić, że wyrazy te zostały utworzone na wzór nazw chorób, takich jak tuberkuloza, mononukleoza czy awitaminoza. Ponieważ sufiks -oza jest dobrze rozpoznalny jako element wnoszący sens związany z chorobą, nowe nazwy (punktoza, słupkoza czy spotkanioza) są bardzo przejrzyste słowotwórczo (przy założeniu, że „choroba” będzie potraktowana jako metafora), co z kolei sprawia, że model „rzeczownik + -oza” staje się bardzo produktywny. „

Na efekty samochodozy patrzymy w Łodzi codziennie. Zabetonowane place, zajęte przez samochody chodniki czy poniszczone przez samochody trawniki. Kierowcy uzależnieni od samochodów natomiast żądają kolejnych fragmentów jezdni i chodników dla siebie a w zieleni niskiej i wysokiej widzą jedynie przeszkodę. Władze miast stoją więc przed dylematem czy się tym żądaniom poddać czy z takimi żądaniami walczyć. Niestety władze Łodzi poddają się bez walki a szkodliwe działania jednostek stoją na drodze do osiągnięcia ładnego i przyjaznego miasta.

Nieporządek grupowy i zniszczony przez kierowców trawnik.
Jeden samochód pozostawiony na trawniku również wprowadza nieporządek i również ma potencjał dewastacyjny, co widać na zdjęciu, pod kołami samochodu.
Według właściciela tego samochodu to tylko dyskretne przycupnięcie, które nikomu krzywdy nie robi. Ale gdy tak parkuje ktoś codziennie to brzeg trawnika zamienia się w klepisko. Tutaj warto zauważyć, że to teren tuż przy szkole podstawowej a dokładnie przy tej ulicy znajdują się legalne miejsca parkingowe.

Samochodoza: przyczyny

Ale wróćmy jeszcze na chwilę do tego, jak to się w ogóle wszystko zaczyna i jak powstaje uzależnienie od samochodu, bo to ono jest jedną z przyczyn nieporządku w mieście. Zaczyna się bardzo niewinnie, już od naszego dorastania i wychowywania nas w przeświadczeniu, że samochód to konieczność lub prestiż. Już małym dzieciom, lub młodym ludziom, wmawiane jest, że samochód jest niezbędny – rodzice mają, znajomi mają, nie wypada nie mieć – lub, że podwyższa status materialny – stać mnie, więc mogę mieć samochód / niech inni wiedzą, że mnie stać na samochód / bogaci ludzie mają samochody, biedni nie. Takie powody do posiadania samochodu już na samym wstępie są złe bo generują posiadanie samochodu dla samego posiadania lub dla szpanu, tymczasem samochód to nie jest gadżet, którym najpierw zaszpanujemy a potem schowamy go do kieszeni tylko pojazd, zajmujący jakieś miejsce w przestrzeni i powodujący zanieczyszczenie powietrza. Dlatego za decyzją o kupnie samochodu powinna stać większa analiza nie tylko powodów 'za' i 'przeciw' ale też wszelkich konsekwencji takiego zakupu. Samochód to nie przywilej a obowiązek, o czym niektórzy kierowcy zapominają, i z obowiązku legalnego parkowania rezygnują, twierdząc, że posiadanie samochodu (=prestiż/przynależność do elity) daje im przywilej decydowania gdzie zaparkują (legalnie czy nielegalnie).

Samochody na klepisku i chodnik cały w błocie. Piękny przykład zarówno nieposzanowania zieleni ale też zerowego poczucia estetyki. Takich kierowców nie interesuje ani stan zieleni ani czystość chodnika.
Trawnik w trakcie przemiany w klepisko. Jeśli łódzkie instytucje nie zareagują w przyszłym roku tego trawnika może już nie być.
Typowe bezpardonowe wjechanie na chodnik i zawłaszczenie przestrzeni pieszych.

Często kiedy już ktoś ma samochód dla samego posiadania lub prestiżu to potem sam na siebie nakłada konieczność wykorzystywania tego samochodu bo skoro jest, to po co ma stać nieużywany. Bardzo łatwo jest się wtedy temu samochodowi poddać i przekazać mu kontrolę nad własnym życiem. Poruszamy się nim wszędzie, zamiast dobierać środek trasportu zależnie od specyfiki miejsca docelowego lub dystansu jaki mamy do pokonania. Nasze funkcjonowanie w mieście staje się uzależnione wtedy nie tylko od samochodu ale też od miejsc parkingowych, bo zaczynamy postrzegać atrakcyjność miejsc pod względem miejsca do parkowania czyli nie jadę tam, gdzie nie ma miejsca do zaparkowania (pod samymi drzwiami). Są tacy, którzy nie odwiedzają jakiegoś teatru tylko dlatego, że pod budynkiem jest za mało miejsc parkingowych, rezygnują więc ze spektakli w tym konkretnym teatrze ze względu na brak miejsca dla auta, zamiast przyjechać do tego teatru komunikacją miejską.

Niestety, wiele ludzi nie dokonuje żadnych analiz bo mój samochód, moja decyzja, ja mam prawo robić co chce, mam prawo posiadać samochód i korzystać z niego jak mi wygodnie. Tylko, że ta, jak to mawiamy, własna wygoda, często nie jest wygodą a wygodnictwem, lub nawet lenistwem. Jest przecież duża różnica pomiędzy korzystaniem z samochodu zawsze i wszędzie a korzystaniem z samochodu racjonalnie. Logicznym jest, że samochód powinno się wybierać wtedy, gdy nie ma innej możliwości dojazdu, a nie, gdy ona jest; lub wtedy gdy nie damy sobie rady bez samochodu, np. gdy musimy przewieźć coś, czego nie przewieziemy komunikacją miejską, taksówką itp. Jeśli mamy do jakiegoś miejsca blisko powinniśmy iść pieszo, jeśli dalej to pojechać rowerem lub komunikacją miejską. Podsumując, wybór samochodu powinien być uzależniony od czegoś niezależnego od nas, na co nie mamy wpływu, a samochód faktycznie może nam umożliwić realizację jakiejś czynności. Tymczasem obecnie wiele osób wybiera samochód tylko i wyłącznie z powodu własnego widzimisię, wygodnictwa lub lenistwa, a nie z powodu braku możliwości dojazdu innym środkiem transportu. To nie jest racjonalne korzystanie z samochodu, i to nie jest racjonalne użytkowanie miasta.

Samochodoza: objawy

Trudno się dziwić, że kiedy myślimy egoistycznie i samochodocentrycznie to również i miasto tak właśnie postrzegamy, jako schemat: Punkt A + jezdnia + miejsce parkingowe + punkt B. Niestety, taki punkt widzenia jest najbardziej szkodliwy dla społeczeństwa. Osoba uzależniona od samochodu tłumaczy funkcjonowanie swoje, innych ludzi, i całego świata tak, jakby wszystko miało być podporządkowane samochodom i jezdniom, a nadrzędnym celem miast powinno być zwiększanie ruchu samochodowego i ilości parkingów. Takie osoby mają absurdalne żądania wobec władz miast, które przyniosłyby same szkody dla społeczeństwa, np. rezygnację z zieleni w mieście czyli wycinkę drzew i usunięcie trawników aby w ich miejscu mogły parkować samochody, zwiększanie ilości parkingów wielopoziomowych oraz poszerzanie jezdni. Wszystkie te rzeczy rozwiązują problemy tylko i wyłącznie jednej grupy użytkowników przestrzeni i to tylko pozornie. Dlaczego? Ano dlatego, że każde dodatkowe miejsca parkingowe generują dodatkowy ruch samochodowy, a co za tym idzie kolejną chęć zaparkowania. Wycinka zieleni natomiast sprawia, że pozbywamy się w miastach tego, co pomaga nam żyć, i co nie tylko filtruje nasze powietrze, ale też schładza nawierzchnię w ciepłe dni. Poszerzanie jezdni z myślą o samochodach natomiast odbiera miejsce dla innych funkcji, jakie powinna pełnić ulica (bo ulica to nie tylko jezdnia) – zwiększając ilość pasów zabieramy miejsce dla trawników, chodników czy ławek. Myśląc tylko o sobie samym i własnym samochodzie łatwo zatracić logikę i utknąć w absurdalnych żądaniach, które przybliżają nas do prawdziwej katastrofy. Niestety, osoby podporządkowujące wszystko samochodom nie tylko działają na szkodę dla środowiska, naszego zdrowia, oraz komfortu pieszych, rowerzystów, czy komunikacji miejskiej, wpływają też niekorzystnie na porządek przestrzenny.

To miejsce miało być przyjemnym punktem do posiedzenia na ławce, niestety kierowcy nie dają takiej możliwości i wciskają się pomiędzy ławki a budynek, chociaż przy ulicy są miejsca parkingowe a w najbliższej okolicy znajduje się 5 parkingów.
Na tym chodniku przy ul. Sienkiewicza, od kilku lat, codziennie nielegalnie parkują po 2-3 samochody. Ta liczba niestety się zwiększyła odkąd ulica jest w remoncie ponieważ pracownicy budowy w czasie gdy remontują jedno to niszczą drugie.

Z każdym rokiem wzrasta ilość samochodów na 1000 mieszkańców i jesteśmy świadkami intensywnego wzrostu uzależnienia ludzi od samochodów. Wiadomo, skoro samochodów jest coraz więcej to miejsc parkingowych jest coraz mniej, w takim razie zwiększa się batalia o bezpłatne miejsca parkingowe. W wyniku tego zwiększa się nielegalne parkowanie i nieporządek a kierowcy parkujący na dziko muszą wymyślać coraz to bardziej absurdalne usprawiedliwienia dla swoich zachowań dewastacyjnych. My słyszymy je za każdym razem gdy zwracamy komuś osobiście uwagę, że parkuje nielegalnie, i czytamy prawie za każdym razem gdy opublikujemy w naszych social mediach zdjęcia przedstawiające dzicz parkingową. Postanowiliśmy więc je zacząć spisywać i uzbierało nam się ich już całkiem sporo. Poniżej wypiszemy te najważniejsze i najczęściej padające stwierdzenia. Niesamowite jest to, jak dziwne usprawiedliwienia są w stanie podać osoby, które niszczą miasto, lub przyzwalają na niszczenie miasta. Wszystkie polegają na tym samym: albo na podawaniu usprawiedliwień dewastacji i/lub zrzucaniu winy za swoje praktyki na innych ludzi i/lub cały świat.

Wymówka nr 1.: Bo nie ma innego miejsca

Gdzie ja mam parkować jak nie ma innego miejsca do parkowania?

Parking płatny jest za daleko, mam taki kawał iść?

Nie rozumiecie, że ludzie nie mają gdzie zaparkować i muszą tak parkować na trawniku?

Standardowa śpiewka, że nie ma gdzie zaparkować. A tymczasem prawie zawsze jest inne miejsce do legalnego parkowania, trzeba szukać do skutku a nie dewastować przestrzeń, proste. Jeśli nie ma parkingu tuż przy miejscu, do którego się udajemy to trzeba zaparkować kawałek dalej i się przejść, to tylko zdrowie. W sytuacji parkingowej postępujemy dokładnie tak samo jak w sytuacji potrzeby fizjologicznej – nie załatwiamy się w miejscu, w którym nam się chce załatwić tylko w tym, w którym znajduje się toaleta. Jeśli ktoś parkuje bylegdzie, byleby tylko było mu najwygodniej, nie licząc się z obowiązującymi zasadami to jest duże prawdopodobieństwo, że jest uzależniony od samochodu.

Przy ul. Narutowicza, na odcinku od ul. Sienkiewcza do ul. Kilińskiego codziennie pozostawiane są auta w miejscach nielegalnych, choć w bliskiej okolicy znajdują się 3 parkingi, a jeden dosłownie na przeciwko.
Pusty parking przy ul. Sienkiewicza, niedaleko od miejsca z poprzedniego zdjęcia. Obydwa zdjęcia zostały zrobione w ciągu 3 minut, i tyle wynosi czas w jakim pokonamy dystans od nielaglnie zaparkowanych samochodów do tego parkingu.
Samochody zawłaszczają pieszym chodnik, tymczasem dosłownie za rogiem jest parking, poniżej jego zdjęcie.
Tak, to ten parking za rogiem. Po lewej widoczne miejsca parkingowe.
Nielegalnie pozostawione samochody na chodniku i trawniku. Jeden samochód tuż pod drzewem, na korzeniach drzewa, a tymczasem gdy się odwrócimy naszym oczom ukazuje się…
Cały pusty parking. Legalny. Ale oczywiście płatny a przecież lepiej niszczyć niż zapłacić.

Wymówka nr 2.: Bo inni też tak robią

Skoro inni tak parkują, dlaczego ja mam tak nie parkować?

Tu wszyscy od lat tak parkują!

No cóż, ciężko będzie wymagać kultury od kogoś, dla kogo wzorem i autorytetem jest ktoś niekulturalny. To, że inni parkują niekulturalnie nie znaczy, że każdy ma tak parkować, i to, że ktoś parkuje paskudnie nie znaczy, że inni mają powielać szkodliwe praktyki. Niestety niektórzy nie chcą stać się lepsi i nie mają aspiracji by ich parkowanie świadczyło o ich wysokiej kulturze osobistej. Niektórzy po prostu poprzestają na wjechaniu na miejsce i wyłączeniu silnika, a to, na co wjeżdżają, czy coś rozjeżdżają, czy komuś tym coś utrudniają czy nie to ich w ogóle nie interesuje. Takie osoby na pewno są egoistami, najprawdopodobniej są też uzależnione od samochodu.

Wymówka nr 3.: Bo tak jest taniej

Przecież płatny parking jest za drogi, nie zamierzam tyle płacić!

Dlaczego mam jechać taksówką skoro dojazd samochodem wyniesie mnie taniej?

Kierowcy niszczący przestrzeń przy pomocy swojego samochodu często usprawiedliwiają się tym, że płatny parking jest za drogi, tymczasem przestrzeganie prawa i kultura osobista to nie jest kwestia pieniędzy bo będąc biednym można być prawym i kulturalnym.

Swoją drogą to bardzo ciekawe z punktu widzenia psychologii, że takie osoby nie kradną ze sklepu produktu, który chcą mieć, a na który ich nie stać, ale bezpardonowo kradną przestrzeń, która nie jest do ich dyspozycji dlatego, że nie stać ich na parkowanie płatne.

Często w sytuacji jakiegoś dojazdu okazjonalnego, np. do teatru na spektakl, gdy ktoś przyjeźdża samochodem i samochód pozostawia na trawie, i zostanie zapytany dlaczego w takie miejsce nie przyjeźdża taksówką odpowiada, że przecież ma samochód więc samochodem musi przyjechać. Nic bardziej mylnego, skoro w danym miejscu ciężko jest zaparkować to trzeba szukać miejsca dalej a następnym razem przyjechać taksówką po to, by nie musieć parkować nielegalnie, w niedozwolonym miejscu.

Samochody i całkowicie uklepany trawnik przy ul. Narutowicza.
To samo miejsce, przy ul. Narutowicza, i samochody na chodniku, jak widać nie pomagają nawet słupki ponieważ keirowcy wjeżdżają tu od innych stron.
To samo miejsce, samochód przy drzewie, szczyt dzikiego zachowania.
Cały chodnik zajęty przez samochody a tymczasem tuż za rogiem, po prawej stronie…
… puste miejsca parkingowe.
Samochody niszczące trawnik i wolne miejsca parkingowe.

Wymówka nr 4.: Jak żyć (bez samochodu)

Jak ja mam załatwiać sprawy na mieście bez samochodu?

Jak mam odwozić dzieci do szkoły bez samochodu?

Jak ja bez samochodu mam odwieźć teściową do lekarza?

Jak mam pojechać do teatru bez samochodu skoro do teatru muszę się elegancko ubrać?

Tutaj mamy szerokie spektrum przeróżnych tłumaczeń próbujących usprawiedliwić nielegalne parkowanie. Do dyspozycji mamy ogrom czynności, których podobno nie da się wykonać bez samochodu. Oczywiście, nie da się ich wykonać jeśli jest się uzależnionym od samochodu, bo jeśli się nie jest to się spokojnie da. Pamiętajmy jednak, że to, jakie danego dnia mamy sprawy do załatwienia nie uprawnia nas do niszczenia miasta. Z komunikacji miejskiej również nie wypraszają gdy ktoś jest elegancko ubrany, tramwaje i autobusy nie są tylko dla brudasów, obdarciuchów i śmierdzieli ;)

Wymówka nr 5.: Świat winien a nie ja

Kierowcom się w tym mieście tylko utrudnia!

Skoro miasto nie zapewnia mi darmowego miejsca do parkowania to mogę tak parkować.

Tutaj mamy do czynienia z wyjątkową kreatywnością w przerzucaniu odpowiedzialności! Kierowcy wręcz żonglują winą, i winni są absolutnie wszyscy prócz nich: władze miasta, prezydent miasta, instytucje, inni mieszkańcy miasta, przechodnie, sąsiedzi, rodzina a nawet los… Prezentują tu tok rozumowania, który w ich mniemaniu uzasadnia ich własne działania dewastacyjne. Niestety, często albo nie są one w ogóle zgodne z prawdą albo nie są żadnym argumentem w sprawie. W tym przypadku jest najciężej rozmawiać z kierowcą ponieważ on albo nie rozumie podstawowych zagadnień związanych z miastem i transportem w mieście albo udaje, że ich nie rozumie a winą za jego własną dewastację obarcza wszystkie zmiany w mieście, które działają na jego niekorzyść. Taka osoba nie rozumie, że miasto nie jest z gumy i nie da się go rozciągnąć tak, by zapewnić każdemu kierowcy miejsce parkingowe wszędzie, gdzie go potrzebuje.

W tej sytuacji brakuje obiektywizmu, świadomości sytuacji i wrażliwości na innych. Każdy użytkownik miasta może przecież powiedzieć, że jego grupie (pieszym, kierowcom, rowerzystom, pasażerom komunikacji zbiorowej) się utrudnia ale nie zawsze taka wypowiedź będzie zgodna z faktami. Najczęściej takie wypowiedzi kierowcom się tylko utrudnia oparte są na przekonaniach, bo komuś tak jest wygodniej uważać (w końcu jego świat zamyka się tylko na świecie zza kierownicy), a nie na wiedzy opartej szczegółową analizą zmian zachodzących w mieście, np. jaką przestrzeń mają do dyspozycji kierowcy a jaką piesi czy rowerzyści, i jak ogromne dysproporcje są pomiędzy miejscami zdominowanymi przez samochody a miejscami, w których pieszy może od samochodów odpocząć.

To stwierdzenie, że kierowcom się tylko utrudnia słychać również za każdym razem kiedy wprowadzane są zmiany dla sprawności komunikacji miejskiej czy w celu wzrostu przyjazności miasta ponieważ kierowcy samochodów są grupą społeczną, która najmniej ze wszystkich grup rozumie, że miasto się na nich nie kończy. Dlatego instytucje w Łodzi spotykają się z ogromnym buntem przeciwko jakimkolwiek przebudowom ulic – m.in. tak było dokładnie wtedy gdy przebudowywana była ulica Traugutta ponieważ aby zwiększyć porządek i estetykę na ulicy zmniejszono ilość miejsc parkingowych. Kierowcy samochodów przy okazji każdego takiego buntu okazują, że cenią sobie miejsca parkingowe bardziej od estetyki i zieleni.

Jak mam zaparkować gdzie indziej skoro mi się śpieszy?

Mam codziennie do pracy jeździć tramwajem i jeździć dłużej?

Często w przypadku zwracania uwagi na dzikie praktyki parkingowe pojawiają się pytania zrzucające winę na swój własny tryb życia. Natomiast to, że ludziom się śpieszy nie oznacza, że muszą i mogą parkować nielegalnie i niekulturalnie. Jeśli niszczą przestrzeń ze względu na swój pośpiech to powinni zreorganizować swoje życie by mieć więcej czasu na poszukiwanie kulturalnego miejsca parkingowego. Niestety wiele osób nie widzi w sobie problemu i nie próbuje wprowadzić żadnych zmian w swoim życiu by nie musieć pozostawiać samochodu na trawie bo takie zmiany zmuszałyby go do jakichś wyrzeczeń.

Wszystkie powyższe zacytowane teksty mogą świadczyć o uzależnieniu od samochodu, o egoiźmie lub o niewiedzy na temat miasta czy okolicy, w której parkują. Natomiast żaden z tych powodów nie uprawnia do jakichkolwiek dewastacyjnych zachowań.

Fragment dziczy parkingowej przy ul. Pabianickiej.
Fragment dziczy parkingowej przy ul. Kilińskiego.

Samochodoza: leczenie

Jak bywa z każdą negatywną przypadłością, z samochodozy ciężko społeczeństwo wyleczyć. Aby to zrobić musielibyśmy najpierw wyzbyć ludzi z egoizmu. Nie da rady tego zrobić, a już na pewno nie da rady tego zrobić zanim nas ten egoizm doprowadzi do prawdziwej katastrofy. Już teraz zieleń wycinana jest pod parkingi, place są betonowane a miasta zawalone samochodami. Już teraz widzimy jak bardzo zwyczaje, styl życia, przyzwyczajenia i uzależenienia jednostek blokują nasze dążenia do wspólnej ładnej przestrzeni. Dlatego, tak jak wspominaliśmy, konieczne są odgórne i kompleksowe działania władz miast.

Po pierwsze, zapobieganie. Władze polskich miast muszą aktywnie działać nad ograniczaniem ruchu samochodowego, i zachęcać do korzystania z innych środków transportu niż samochód. Oczywiście chodzi tu też o odpowienie zmiany w infrastrukturze, zmniejszające szybkość jazdy samochodów, zwiększające sieć dróg rowerowych i zadbanie o chodniki i trawniki dla większego komfortu poruszania się pieszo.Warto pamiętać o tym, że bardzo często uporządkowanie jakiejś przestrzeni wymaga bardzo niewielkiego nakładu pracy i kosztów, dlatego tam, gdzie tylko się da można oszczędzić chodniki i trawniki od dewastacji, wyznaczając miejsca parkingowe na jezdni. Koszt takich prac wiąże się głównie z kosztem farby.

Przy ul. Tagore’a samochody zaparkowane są na chodnikach i choć mieszkańcy osiedla zgłaszali problem do instytucji miejskich nie doczekali się interwencji.
Tuż obok, przy ul. Rogozińskiego, samochody zostawiane są również na chodnikach. Na tym osiedlu wystarczyłyby niewielkie zmiany a wyznaczone na jezdni dodatkowe miejsca parkingowe na pewno zmniejszyłyby dzikie parkowanie.

Po drugie, uświadamianie. To rolą władz miast jest edukowanie mieszkańców w zakresie dbania o środowisko. Mamy już XXI wiek a mnóstwo osób jest kompletnie nieświadomych tego, jak poruszając się codziennie samochodem truje nie tylko środowisko ale też i samych siebie. Spaliny samochodowe są o wiele bardziej szkodliwe dla ludzi niż zanieczyszczenia pochodzące z przemysłu, ponadto to one odpowiadają za około 60-70% łącznego ryzyka raka z powodu rakotwórczych zanieczyszczeń powietrza. Najbardziej narażone na działanie spalin są dzieci a stężenie niektórych zanieczyszczeń jest kilkakrotnie wyższe wewnątrz samochodu niż stężenie w otoczeniu. Niestety trudno liczyć na uświadamianie mieszkańców skoro „z góry”, czyli od władz miasta Łodzi, idzie fatalny przykład. Pasaż Schillera jest często używanym przez pieszych skrótem od ul. Piotrkowskiej do ul. Sienkiewicza, oraz częstym przystankiem podczas spacerów po Piotrkowskiej. Urząd Miasta natomiast zamiast zaczynać pozytywne zmiany na lepsze od siebie i polepszać estetykę tego pasażu kreując nową jakość co jakiś czas domalowuje tylko kolejne miejsca parkingowe dla swoich pracowników.

Pasaż Schillera z każdym rokiem coraz bardziej służy do spełnienia potrzeb parkingowych Urzędu Miasta Łodzi.

Oczywiście, prócz tego, że trujemy ludzi i powietrze, którego sami na co dzień używamy, to emitujemy gazy cieplarniane i wykańczamy naszą planetę, dlatego korzystniejszy dla nas wszystkich jest transport zbiorowy (autobus emituje co prawda niewiele większą ilość spalin niż samochód osobowy ale przewozi tyle osób ile 70 samochodów w mieście i 30 samochodów poza miastem), a jeszcze korzystniejsze jest poruszanie się rowerem (0 emisji zanieczyszczeń). I nie chodzi o to, żeby nagle każdy przestał jeździć samochodem tylko aby jeździć samochodem w miarę możliwości najmniej, i w ogóle nie korzystać tylko z samochodu a również z innych środków transportu. Tym bardziej, że większość przejazdów samochodem na terenie miast odbywa się na odcinku do 5 kilometrów, tak więc nie warto takiego dystansu codziennie pokonywać samochodem, blokować i korkować miasta, oraz zajmować miejsca parkingowego. Taką odległość można sprawnie pokonać komunikacją miejską lub rowerem, i biorąc pod uwagę fakt jak długi czas w ciągu dnia jesteśmy w pozycji siedzącej jest to już obecnie nie tylko możliwość, a też konieczność dla naszych organizmów by się chwilę poruszać.

Po trzecie, dyscyplina i egzekwowanie. I to można zrealizować najszybciej. Tych, którzy sami w sobie nie mają dyspliny da się zdysplinować jedynie karą i żądaniem ponoszenia odpowiedzialności za swój brak dyscypliny. Kierowcy dewastujący miasto czują się bezkarni ponieważ wielokrotnie udaje im się uniknąć odpowiedzialności. Straż Miejska czy Policja reaguje dopiero na wezwanie, a powinna reagować podczas każdego patrolu, nie tylko czekając na telefon ze zgłoszeniem. Należałoby też zwiększyć kary za nielegalne parkowanie ponieważ dopóki kary będą niższe niż parkowanie legalne kierowcom będzie się finansowo opłacało łamać prawo i niszczyć miasto.

Po czwarte, należy zaprzestać budowania nowych bezmyślnych placów czy pasaży, które nie mają jasno i wyraźnie rozplanowanej przestrzeni. Przykład niedawno powstałego placu przed hotelem Puro dowodzi, że jeśli tworzymy miejsce ukierunkowane na pieszych to musi być ono odpowiednio zabezpieczone przed samochodami ponieważ każdy pusty i nieatrakcyjny plac kierowcy samochodów potraktują jak parking i w moment ten plac dla siebie przejmą. Więcej o placu przed Puro przeczytacie w tym wpisie.

Dzięki wszystkim powyżej wymienionym działaniom odgórnym mamy szansę na przyjazne miasto i racjonalną symbiozę różnych użytkowników przestrzeni. Co się stanie natomiast jeżeli tego nie zaczniemy realizować? Odpowiedź jest prosta, z każdym rokiem nadal liczba samochodów będzie rosła a ponieważ nie da się zaspokoić wszystkich potrzeb parkingowych wszystkich kierowców to zawłaszczane będą kolejne chodniki, place i pasaże, a dewastowane będą kolejne trawniki. W efekcie miasto będzie wyglądać coraz gorzej. Niestety, wielu urzędników odpowiedzialnych za porządek w mieście wstrzymuje się od wprowadzania zmian w obawie przed koniecznością rezygnacji ze swoich przyzwyczajeń bo jak mam zwiększać przyjazność miasta skoro sam muszę wszędzie jeździć samochodem lub w obawie przed narażeniem się osobom zmotoryzowanym, które agresywnie reagują na każde działania porządkujące miasto. Czyli my – ludzie – sami tak naprawdę stoimy sobie na przeszkodzie do stworzenia fajniejszego otoczenia.

Przykry obraz nieporządku tuż obok łódzkiej atrakcji turytycznej – zabytkowej elektrowni EC1 Łódź.
Nowatorski sposób na uniknięcie opłat za parkowanie w Strefie Płatnego Parkowania. Samochody pozostawiane są równolegle do wytyczonych legalnych miejsc parkingowych, przez co kierowcy parkujący w ten sposób unikają opłat, ale jednocześnie blokują legalne parkowanie innym kierowcom. Często samochody te pozostawiane są w ten sposób rano, a zabierane po południu czyli legalne miejsca parkingowe zablokowane są przez cały dzień.
Parkingowa dzicz na miejskiej działce. I chodnik w błocie, rozjeżdżanym przez kierowców z pobliskiego klepiska.
Smutny obraz niszczenia trawnika kołami samochodów.
Rozstąpione (jeszcze) morze samochodów na chodniku.

Jeszcze parę lat temu naszym największym miejskim zmartwieniem była niewielka ilość zielonych skwerów, bezmyślne wycinki zieleni oraz pełne betonu i granitu przestrzenie, w których nie można posiedzieć w upalny dzień. Teraz naszym zmartwieniem są wszystkie wymienione rzeczy, ale do nich dochodzi jeszcze samochodoza. Samochody opuściły jezdnie i miejsca parkingowe, trwa proces dewastacji całego miasta i niebawem każde nieosłupkowane miejsce zostanie zniszczone. Brzmi strasznie? Przerażająca wizja? Dla nas tak, tym bardziej, że już dawno ostrzegaliśmy, że będzie tylko gorzej ;)

Rozważania

Dlaczego tak trudno o porządek w mieście cz. 2: Klepisko to nie trawnik!

24/03/2020

Zniszczone trawniki, zapaskudzone chodniki, bałagan, syf. Samochody jadą po chodnikach, kierowcy trąbią na pieszych. Presja i agresja. W deszczowe dni błoto, bajoro, brudne samochody i brudne buty. Codzienne zdegustowanie, powód do wstydu i niebezpieczeństwo potrącenia. Czy to sceneria do filmu dokumentalnego o degradacji społeczeństwa? Nie, to codzienność mieszkańców Łodzi w centrum miasta. Czy łódzkie instytucje położą kres tej okropnej sytuacji? Mamy nadzieję, że tak bowiem pod koniec ubiegłego roku pojawiło się światełko nadziei, że zacznie się w tym mieście dbać o porządek.

O uporządkowanie przestrzeni przy Kilińskiego, na odcinku od Narutowicza do Traugutta, wniskowaliśmy ponad rok. Wysyłaliśmy pisma, opisywaliśmy problem w Internecie i dzieliliśmy się zdjęciami z miesiąca na miesiąc pogarszającej się sytuacji. Pod koniec października 2019 roku pojawiła się informacja, że Zarząd Dróg i Transportu oraz Zarząd Inwestycji Miejskich uporządkują przestrzeń do końca roku 2019. Ku naszemu zdziwieniu 22 listopada 2019r. rozpoczęły się prace polegające na montażu słupków wzdłuź chodnika, uniemożliwiających dalszą degradację tego miejsca.

Przestrzeń przy Kilińskiego – Tragutta przed zainstalowaniem słupków
Przestrzeń przy Kilińskiego – Tragutta przed zainstalowaniem słupków
Przestrzeń przy Kilińskiego – Tragutta po zainstalowaniu słupków

Mamy luty 2020 roku i zamontowane w tym miejscu wszystkie słupki. Nadal ciężko nam w to uwierzyć, zwłaszcza wiedząc z jakim dramatem w tle się to odbywało. Możnaby przypuszczać, że wszyscy się ucieszą z uporządkowania takiego chlewu ale nic bardziej mylnego. Są osoby, które przeciwko uporządkowaniu bardzo się buntowały podając niezliczoną ilość argumentów na niekorzystny wpływ takiego porządkowania. Niestety, miasto w postrzeganiu tych buntujących się osób to taka rozległa powierzchnia ze skrzyżowaniami i sygnalizacjami świetlnymi, w której za priorytet stawiany powinien być szybki ruch samochodowy oraz ciągłe zapewnianie kolejnych potrzeb parkingowych. Miasto w ich postrzeganiu to trasa przejazdowa z punktu A do punktu B, ma być szeroka i szybka, a w każdym punkcie z jakiego korzystają, powinny być miejsca parkingowe dla każdego, kto zaparkować w danej chwili zapragnie. Dobro miasta spłycone zostaje tu tylko i wyłącznie do dobra jednej grupy użytkowników przestrzeni, oczekiwania natomiast wraz ze wrostem liczby samochodów stale rosną i aby je zrealizować musielibyśmy miasto pozbawić wszystkich pozostałych funkcji, np. społecznej, rekreacyjnej, handlowej, itp. Doprowadziłoby to do szybkiej zamiany miasta w sieć autostrad lub tras szybkiego ruchu, w której nikt nie chciałby mieszkać. Osoby uważające miasto jedynie za trasę przejazdową szybko doprowadziłyby do wykreowania rzeczywistości nieprzyjaznej, z której same szybko by uciekły, niestety takie osoby nie myślą o przyszłości miasta, a o swojej własnej teraźniejszości, w której liczy się ich własny komfort. Buntu takich osób nie należy więc traktować poważnie bo miejscy egoiści miasto doprowadzić mogą jedynie do destrukcji.

Sami jesteśmy przeszkodą na drodze do postępu

O egoiźmie i wąskim postrzeganiu świata przez pryzmat tylko swoich doświadczeń świadczy reakcja na zmiany przy ulicy Kilińskiego, która nas wręcz zszokowała. Ta sytuacja wyraźnie odsłaniła kulisy każdej tego typu decyzji instytucji miejskich i ujawniła nam wszystkim to, z czym instytucje dbające o porządek muszą się w swojej codziennej pracy mierzyć. Każde działanie miasta ograniczające dzikie praktyki w parkowaniu spotyka się z dużym i agresywnym niezadowoleniem kierowców. Gdzie oni mają teraz parkować? Dlaczego odebrano im kolejne miejsca do parkowania skoro oni ich potrzebują? Dlaczego instytucje ignorują potrzeby kierowców? To najczęściej spotykane pretensje jakie widać w Internecie po informacji o montażu jakichokolwiek słupków. Pytania te wynikają z nieświadomości, że miasto to nie tylko kierowcy i ich samochody, ale balans pomiędzy parkingami, chodnikami, placami, zieleńcami, a tego balansu nie osiągniemy dopóki będziemy budować kolejne parkingi. Jeśli liczba samochodów stale będzie rosła nigdy nie będziemy w stanie zapewnić wszystkim miejsc parkingowych bo stale i potrzeby do parkowania będą rosły. Dlatego kluczowe jest tutaj zrozumienie, że to właśnie my sami powodujemy problemy w mieście. Bałagan nie robi się sam, bałagan robimy my. Korki nie tworzą się same, korki tworzymy my. Zadajmy więc sobie pytanie co możemy zrobić my sami, żeby zmniejszyć chaos i korki? Ups, odpowiedź może okazać się dla niektórych z nas bardzo niewygodna.

Ja mam ciężkie życie, więc mi się należy

Przecież gdy zapytamy się każdego: co zrobić żeby zmniejszyć zanieczyszczenie spalinami w miastach? Każdy bez wahania odpowie: zmniejszyć ruch samochodowy w miastach! To super, tylko która z osób poruszających się po mieście tylko samochodem jest w stanie sama przyczynić się do zmniejszenia ruchu samochodowego? No właśnie, praktycznie żadna. Każda z nich powie: „Ale jak to? Ja mam zrezygnować z samochodu?”. Bardzo trudno jest zacząć zmiany na lepsze od samego siebie. Łatwo jest natomiast szukać wymówek by tego nie robić. Kreatywność ludzka w tej sprawie nie ma granic! Uzasadnienia nielegalnego parkowania mnożą się za każdym razem poruszania tematu braku porządku i jesteśmy pod wielkim wrażeniem z jaką determinacją niektórzy kierowcy wyszukują tłumaczenia dla parkingowej dziczy. Najwięcej usprawiedliwień polega na przerzucaniu odpowiedzialności na innych za swoją własną organizację życia, podporządkowaną w dużej mierze korzystaniu z samochodu – trzeba przecież codziennie pozałatwiać na mieście milion spraw, zrobić tony zakupów i poodwozić całą rodzinę w różne miejsca, więc trzeba poruszać się samochodem a skoro my poruszamy się samochodem to nam się miejsce parkingowe wprost należy! I to 100 metrów od każdego punktu, w który się dostajemy! No cóż, nie, miejsce parkingowe się nikomu z góry nie przynależy. Jeśli jesteśmy osobą zdrową i sprawną powinniśmy z miasta korzystać bez samochodu, właśnie po to aby osobom mniej sprawnym i mniej zdrowym zostawić więcej miejsc parkingowych. Jeśli pomimo sprawności i zdrowotności wybieramy poruszanie się samochodem to jest to tylko i wyłącznie nasza decyzja, z ktorą wiążą się obowiązki, takie jak parkowanie zgodnie z przepisami, kulturalne, nie utrudniające korzystania z miasta innym. Samochód to odpowiedzialność i obowiązki, a nie same przywileje. Warto też pamiętać, że jeśli decydujemy się na samochód musimy liczyć się z kosztami legalnego parkowania. Niestety wiele osób o tym zapomina i decyduje się na zakup samochodu, poruszanie się nim po mieście, ale na płatne parkowanie już nie, twierdząc, że płacić nie będzie bo jest to dla niego za drogie. Taka osoba to szkodliwość dla miasta ponieważ zamiast zaparkować tam, gdzie można woli zaparkować byle gdzie, po dziadowsku. Co ciekawe, wiele osób usprawiedliwiających dzikie parkowanie twierdzi, że posiadanie samochodu to oznaka wysokiego statusu materialnego… to bardzo zabawne bo w parkingowej dziczy zupełnie nie widać, żeby tak było.

Samochody zaparkowane na trawniku przy ulicy Więckowskiego, obok legalne (płatne) miejsca parkingowe
Samochody zaparkowane na trawniku przy ulicy Łąkowej, obok legalne (płatne) miejsca parkingowe
Samochody zaparkowane przy ulicy Skłodowskiej – Curie a obok legalne (płatne) miejsca parkingowe

Dzicz jest wygodna i darmowa, więc jest dobra

Jeśli jeszcze ktokolwiek się łudzi, że każdemu zależy na estetyzacji miejsca, które przez ponad rok było piachem, klepiskiem, ugniecioną trawą i brudnymi chodnikami to niech natychmiast przestanie. Niektórym ludziom po prostu nie zależy by było czysto i ładnie, co więcej, niektórym czysto i ładnie jest nawet nie na rękę ponieważ oznacza to, że odebrane zostało im miejsce do nielegalnego parkowania, miejsce, które sami sobie przeznaczyli na swoje parkowanie degradując wszystko co pod kołami ich samochodów się znalazło. Odebranie im takiej niezależności traktują jak wielką przeciwność losu lub robienie im na złość. Tymczasem dawanie sobie samemu pozwolenia na korzystanie z przestrzeni, z której nie powinno się korzystać bo nie do tego została ona stworzona, oraz dawanie sobie pozwolenia na degradację miejsca czyli zabrudzenie chodników, gniecenie i rozjeżdżanie trawników, świadczy o dużym egoiźmie w korzystaniu z dóbr wspólnych oraz sporej ignorancji podziału przestrzeni dla różnych jej użytkowników. Jeśli niszczymy trawnik zmuszamy wszystkich do patrzenia na zniszczony trawnik, czyli sprawiamy, że coś, co było kiedyś przyjemniejsze staje się mniej przyjemne. Aby pokazać Wam jak zazwyczaj kierowcy pozbawiają nas trawników posłużymy się przykładem trawnika przy ulicy Tuwima.

Trawnik w 2011 roku, źródło: Google Street View
Trawnik w 2017 roku, źródło: Google Street View
Trawnik przy Tuwima obecnie, w 2020 roku

Niszczenie trawnika przez miejskich egoistów to jedno, ale dodatkowo przykre jest to, że w ciągu 9 lat łódzkie instytucje nie raczyły zareagować…

Negatywny wpływ samowoli parkingowej widać również na chodnikach, płytach placu, w pasażach. Niszczenie dobra wspólnego to bardzo poważny problem i dopóki nie zmieni się mentalność a ludzie nie nabiorą większej świadomości nadal dobra wspólne będą niszczone. Mentalności co prawda nie zmienimy w kilka lat, możemy jednak już teraz podnosić świadomość i uzmysławiać, że ważna jest społeczna odpowiedzialność za dobro wspólne – i tutaj szczególnie widzimy rolę instytucji miejskich, powinny skutecznie i konsekwentnie realizować działania pokazujące, że do parkowania służy parking a nie każdy pusty kawałek przestrzeni. Nawet jeśli dzicy kierowcy nie staną się kulturalnymi kierowcami to chociaż będą musieli się do porządku w końcu przyzwyczaić.

Niszczony trawnik na placu Dąbrowskiego
Niszczony trawnik przy ulicy P.O.W.
Niszczony trawnik przy ulicy Dąbrowskiego
Niszczony trawnik przy ulicy Żeligowskiego
Zniszczony trawnik przy ulicy Narutowicza
Zniszczony trawnik przy ulicy Pomorskiej

Każde takie miejsce w mieście, w którym kierowcy sami dają sobie prawo do niszczenia zieleni lub brudzenia chodników jest pokazem ich ignorancji i chamstwa, natomiast każdy bunt przeciwko „zabieraniu” im przestrzeni do dzikiego parkowania jest już pokazem wyjątkowej bezczelności bowiem ta przestrzeń nigdy do nich nie należała. Efekty takiego parkowania są bardzo przykre. Zniszczone trawniki zdają się jednak na niektórych nie robić wrażenia. Bardzo często widzimy w sieci komentarze o treści „klepisko to nie trawnik i nadaje się tylko do parkowania”. Można przypuszczać, że osoby, które głoszą takie hasła po prostu w żadnym stopniu nie żałują zniszczonego trawnika.

Podobnie sytuacja wygląda w przypadku chodników lub płyt placu. Przez cały rok widać na nich smugi od kół samochodowych a w ciągu jesieni i zimy całe błoto rozprzestrzeniane jest wszędzie tam, gdzie uda się kierowca. Efekt? Prawdziwy obraz nędzy i rozpaczy, który jesteśmy zmuszeni oglądać ponieważ jego twórcy zdecydowali się na takie używanie samochodu. Na jakie słowa zasługuje ktoś, kto rozjedża trawnik i rozmazuje błoto na chodniku w imię swojej wygody lub lenistwa? Na same najgorsze.

Były trawnik przy ulicy Tuwima
Były trawnik przy ulicy Dowborczyków
Nieestetyczne mazy na płycie placu przed hotelem Puro 
Obrzydliwe mazy na chodniku przy ulicy Tuwima 
Chodnik w błocie przy ulicy Traugutta
Chodnik w błocie przy ulicy Kilińskiego

W tym całym bałaganie nie chodzi przecież o samo niszczenie ale też o utrudnianie i o brak szacunku. Jeśli jakaś część chodnika jest przeznaczona dla pieszych, a nie dla samochodu, to każdy kierowca pownien właśnie tak ją traktować a nie ją zabłacać, żeby pieszy musiał ją omijać. Ciekawe czy taki brak szacunku nabywa się z wiekiem czy z tym się człowiek już rodzi…

Poza tym warto też pamiętać, że obecność samochodów w przestrzeni miejskiej jest dla każdego pieszego dość odczuwalna – zarówno ze względu na rozmiar samochodu (zajmuje powierzchnię większą niż pieszy) jak i hałas oraz zapach. Piesi korzystając z chodników mijają nie tylko samochody jadące po jezdni ale też samochody stojące, stojące dosłownie wszędzie. Właśnie ze względu na to wypadałoby chociaż zostawić pieszym komfortowe warunki do przejścia chodnikiem lub nie zwłaszczać ich przestrzeni rekreacyjnych, takich jak pasaże czy place, które są dla nich jedyną możliwością odpoczynku od samochodów. Niestety, w Łodzi z roku na rok piesi do dyspozycji mają coraz mniej miejsca, zabierane są im kolejne przestrzenie. Do najbardziej skandalicznych zachowań dochodzi na placu Dąbrowskiego i w pasażu Schillera – na płycie placu samochody latem lawirują pomiędzy młodzieżą jeżdżącą na rolkach, wjeżdżają na płytę po przejściu dla pieszych a chodniki wokół placu są pozastawiane, natomiast w pasażu samochody zostawiane są pomiędzy ławkami a urzędnicy domalowują kolejne białe linie miejsc parkingowych zabierając pieszym przestrzeń kawałek po kawałku. Oczywiście, jak można się domyślić kierowcy samochodów cały czas żądają kolejnych parkingów zupełnie nie wyciągając wniosków z sytuacji.

Zastawiony chodnik przy ulicy Jaracza
Zastawiony chodnik przy ulicy Narutowicza
Zastawiony chodnik przy ulicy Chrobrego
Obok Łódzkiego Domu Kultury nie da się przejść
Zastawiony chodnik przy ulicy Sienkiewicza
Zastawiony chodnik przy ulicy Podrzecznej
Zastawiony chodnik przy ulicy Jaracza
Plac przed hotelem Puro za dnia
Plac przed hotelem Puro wieczorem
Pasaż Schillera z każdym rokiem coraz bardziej zawłaszczony przez samochody
Płyta placu Dąbrowskiego coraz bardziej zawłaszczona przez samochody

Porządek nadchodzi, pętla się zaciska

Podczas gdy montowano słupki przy Kilińskiego w Internecie wrzało. Z komentarzy kierowców wywnioskować można było, że szykują się na prawdziwą apokalipsę – skoro zabierane są im chodniki i uklepane trawniki to czas się szykować na wyprowadzkę z miasta! „Słupki utrudniają życie kierowcom” czytamy, i załamujemy ręce… Słupki, które są jedynym sposobem by uchronić miasto przed kierowcami wjeżdżającymi tam, gdzie nie mogą wjeżdżać są dla nich utrudnieniem życia! Nie ma się co dziwić, skoro ich życiem jest dewastacja miasta to faktycznie słupki utrudniają im życie. Co więcej, nawet nie tylko słupki utrudniają im życie, ale idąc tym tokiem rozumowania to również chodniki, trawniki i budynki! Przecież gdyby nie trawniki, chodniki i budynki zyskaliby dodatkowe miejsca parkingowe… No cóż. My generalnie nie jesteśmy zwolennikami słupkowania miasta ale jeśli ktoś nas pyta czemu wolimy słupki od braku słupków to odpowiadamy: „za dużo głupków by nie było słupków”…

Cały ten tragizm kierowców samochodów z powodu słupków wygląda z jednej strony przerażająco, z drugiej nawet zabawnie. Najpierw dewastowany jest fragment miasta, potem aby temu postawić kres montuje się słupki, a na końcu kierowcy agresywnie krytykują owe słupki nie zdając sobie sprawy, że te słupki należało postawić aby przed nimi samymi się uchronić. W takim razie chyba wszyscy powinniśmy się pokornie godzić na niszczenie miasta tylko dlatego, że dewastator zamiast przyjeżdżać do pracy tramwajem przyjeżdża samochodem i nie chce mu się szukać kulturalnego miejsca do skutku. O nie, nigdy się na to nie zgodzimy.

Czy pętla się zaciśnie? Czy porządkując przestrzeń zabierze się kierowcom kolejne klepiska? Czy biedni kierowcy zostaną pozbawieni bagien, mokradeł i błota? Przekonamy się niebawem ale trzymamy kciuki aby właśnie tak było. Nielegalne i egoistyczne parkowanie utrudnia dbanie o estetykę miejską dlatego należy się mu wyraźnie przeciwstawić. To przyzwyczajenie mieszkańców miasta do porządku to nie lada wyzwanie ale musimy się go podjąć. Dlatego bardzo doceniamy decyzję instytucji łódzkich o uporządkowaniu przestrzeni przy Kilińskiego bo dzięki temu ucywilizowała się jedna z najbardziej reprezentacyjnych lokalizacji w Łodzi. Mamy nadzieję, że jest to tylko początek do „nowego porządku” bo na uporządkowanie czeka jeszcze wiele miejsc… poniżej przykłady.

Dzicz przy ulicy Kilińskiego
Obraz nędzy i rozpaczy przy ulicy Tuwima

Porządek versus dzicz, wybierz po której jesteś stronie

My wiemy jak ważny w mieście jest porządek i jak powinno wyglądać przyjazne miasto. I wiedzą to praktycznie wszyscy ale nie wszyscy chcą do tego dążyć. Nie wszyscy są w stanie pogodzić się z tym, że nie da się stworzyć przyjaznego miasta, z przyjemnym powietrzem i dużą ilością zieleni, stale spełniając rosnące wymagania kierowców samochodów. Nie da się mieć w mieście przyjemnych skwerów i placów, przy których możemy posiedzieć ze znajomymi, wycinając jednocześnie drzewa i niszcząc trawniki by stworzyć nowe miejsca do parkowania. Już teraz mamy w Łodzi niewiele skwerów a przestrzeń wszystkich placów jest zawłaszczona przez samochody. Już teraz mamy w centrum tak niewiele zieleni, że w gorące lato nie ma gdzie schronić się przed słońcem. Jeśli wszyscy, którzy poruszają się po mieście samochodem nie zaczną zdawać sobie sprawy z tego jaką nadmiar samochodów robi miastu i przyszłym pokoleniom mieszkańców miasta krzywdę to liczba samochodów będzie sobie nadal rosła. I będziemy mieć wtedy wybór, taki sam jak mamy teraz. Albo przyzwolimy na kolejne dzikie parkowanie i chaos, który będzie rósł a miasto będzie wyglądało tylko gorzej, albo zgodzimy się na budowę kolejnych parkingów, wylanie morza betonu, wycinkę drzew i zaoranie tawników, i otrzymamy miasto jeszcze mniej przyjemne do życia więc będzie trzeba z niego uciekać. Obydwie wizje są dla nas wszystkich krzywdzące, obydwie to cofnięcie się w rozwoju i sprezentowanie przyszłym pokoleniom gorszej rzeczywistości. Jedyną możliwością aby było lepiej jest porządek a aby ten porządek osiągnąć po pierwsze musi się zmienić postrzeganie wspólnej przestrzeni i zwiększyć szacunek do niej, a po drugie instytucje miejskie muszą zauważać chaos i skutecznie mu przeciwdziałać. Od każdego z nas zależy jakie miasto sobie wszyscy razem stworzymy, czy będziemy je niszczyć czy o nie dbać. To każdy z nas decyduje czy przyzwala na chamstwo i samowolę czy też nie, czy swoim działaniem zbliża nas do destrukcji czy też przed destrukcją nas uchroni. Sam zdecyduj po czyjej jesteś stronie i o jakie miasto walczysz.

Rozważania

Dlaczego tak trudno o porządek w mieście cz. 1: Wara od mojego życia!

20/03/2020

Wraz ze wzrostem naszej popularności, coraz większym rozpowszechnianiem naszych treści, cytowaniem naszych wypowiedzi w mediach, zwiększa się grono naszych odbiorców. Docierają do nas nowi, świadomi czytelnicy, pozytywnie zaskoczeni naszymi postulatami, posiadający wiedzę w dziedzinie urbanistyki, myślący bardzo perspektywicznie o planowaniu miast, o funkcjonowaniu społeczeństwa i transportu w mieście. Powiększające się grono takich odbiorców jest dla nas ogromną nobilitacją, nagrodą za prowadzenie naszej działalności w Internecie oraz nauką dla nas, ponieważ od takich osób możemy się wiele nauczyć i jeszcze bardziej wyczulić na pewne sprawy.

Z każdym zwiększeniem popularności przybywa też w naszym gronie osób, które się z nami nie zgadzają ale chętnie z nami dyskutują, kulturalnie argumentując swoje zdanie i to jest również fajne bo rozumiemy przecież, że nie każdy z nas jest taki sam i ma te same spostrzeżenia.

Niestety, wraz z naszym dotarciem do nowych osób docierają do nas też osoby nie tylko nie zgadzające się z naszymi postulatami ale też wyśmiewające i obrażające nas, wyzywające od szkodliwego aktywu, rowerowych idiotów czy debili dążących do nierealnej utopii. Oczywiście bierzemy na klatę całą ciężką pracę związaną z prowadzeniem działalności w Internecie i liczymy się z tym, że nie każdy nasz rozmówca posiada kulturę osobistą na wysokim poziomie ale coraz częściej zastanawiamy się skąd wynika tak gigantyczne niezrozumienie nas przez niektóre osoby i skąd tak duża pogarda. Mamy kilka przemyśleń na ten temat, które gdzieś tam pewnie nie raz się już u nas przewijały ale nigdy jeszcze nie spisaliśmy ich w jednym miejscu. W związku z tym, że chcielibyśmy nasze działania społeczne skoncentrować na rzeczach mądrych i nie wdawać się w niskie dyskusje postanowiliśmy napisać kilka postów, których zadaniem będzie wyjaśnienie podstawowych kwestii o mieście, by później oszczędzając czas linkować je w kontrowersyjnych przypadkach. Jesteśmy przekonani, że każda z osób kierujących w naszą stronę same wulgaryzmy znajdzie tu coś dla siebie, może nawet czegoś się nauczy i zrozumie, że nie dążymy do zniszczenia miasta a wręcz przeciwnie, do tego, żeby było ładniejsze i bardziej przyjazne. Wszystkie inne osoby – zarówno te, które są dla nas po prostu miłe i nas nie obrażają, jak i te, które bardzo popierają nasze treści – na pewno nie będą się nudzić podczas czytania dlatego również je zapraszamy do pierwszego z trzech postów, poświęconych tematyce porządku w mieście.

Urbanista, społecznik, na co to komu

Tematyka jaką poruszamy w naszych wpisach jest ściśle związana z urbanistyką czyli nauką o planowaniu miast, która zajmuje się analizą struktur miejskich i której celem jest m.in. minimalizowanie konfliktów interesów pomiędzy poszczególnymi użytkownikami przestrzeni. Jest dziedziną techniczną, niezmiernie ważną dla miast, dlatego odkąd prowadzimy tę stronę bardzo nas dziwi, że według niektórych osób jest też paradoksalnie dziedziną tak mało poważaną i traktowaną jako zwykły wymysł, fanaberię i ideologię aktywistów, z którą przecież każdy może się nie zgodzić. Być może jest w tym odrobina racji bo w planowaniu rozwoju miasta ważna jest intuicja, zmysł socjologiczny, i wszystko to, co pomaga przewidzieć jaki coś będzie miało wpływ na mieszkańców miast. Ale chociaż te wszystkie rzeczy mniej techniczne mogą być bardziej subiektywnym odczuwaniem miasta to jednak aby skutecznie planować miasto z korzyścią dla jego mieszkańców potrzeba wiedzy, obserwacji i dogłębnej analizy przestrzeni. Dlaczego więc urbaniści są tak mało cenieni a ich dziedzinę pracy sprowadza się do głoszenia głupich i nierealnych haseł?

Kto wie czym jest miasto, ręka do góry!

My, Polacy, mamy taką niezwykłą umiejętność do manifestacji braku pokory i nawet jak się na czymś kompletnie nie znamy to poświęcimy wiele czasu, żeby z kimś podyskutować, pokłócić się i postawić na swoim. Niektórzy będą się kłócić nawet o sprawy, które nie podlegają żadnej dyskusji. Mamy niebywały talent do tego, żeby np. nie mając bladego pojęcia w kwestiach informatycznych kłócić się z informatykiem. Generalnie z każdym specjalistą w jakiejś dziedzinie możemy się posprzeczać, taka nasza polska mentalność. Ale czy tylko mentalność czy również brak wiedzy daje nam taką odwagę do podważania tez specjalistów?

W szkołach nie uczy się dzieci projektowania i nie kształtuje się wrażliwości na estetykę, nie uczy się też wrażliwości na miejsce, w którym się żyje. Nic więc dziwnego, że kończąc edukację młodzi ludzie nie wiedzą jaki szyld pasuje do elewacji kamienicy a jaki ją oszpeca. Jeśli sami nie mamy w sobie poczucia estetyki miejskiej lub jeśli nie czytamy na temat miasta żadnych książek nie będziemy zbyt wiele o nim wiedzieć. My znaleźliśmy pewną zależność. Ci sami ludzie, którzy najmocniej wyzywają nas w Internecie mają jednocześnie bardzo niską wiedzę na temat miast. Nie śledzą wyników badań, nie czytają publikacji poświęconych planowaniu miast, nie znają funkcji miast czy perspektyw rozwoju miast. Nic więc dziwnego, że nie są w stanie nawet uznać urbanistyki za naukę, a wszystkie cele jakie stawia sobie ta nauka uznają za niemożliwe do wykonania bo przecież idealne miasto to tylko utopia a dążenie do niego to strata czasu. W takim razie dlaczego nie uznajemy medycyny za utopię? Dlaczego chodzimy do lekarza i stosujemy się do jego porad? Dlaczego jeśli lekarz mówi, że wyniki badań są niepokojące ufamy mu bo ma wiedzę lekarską a urbaniście, który mówi, że w mieście coś działa źle i należy to naprawić powiemy, że jest tylko durnym aktywistą? Czy urbanistyka jest dziedziną, od której jesteśmy tak daleko, że nie nadajemy jej odpowiedniej rangi bo nie mamy z nią na co dzień bliskiej styczności? Lekarza potrzebujemy czasem w życiu, jesteśmy czasem zmuszeni do kontaktu z nim a urbanista nie jest nam przecież do niczego w życiu codziennym potrzebny. Może z tego wynika brak szacunku do jego profesji? A może miasto nie jest nam tak naprawdę do niczego potrzebne? Może nie wiemy, gdzie żyjemy? Nie spoglądamy wokół siebie i nie zastanawiamy się dlaczego w jednym miejscu w mieście czujemy się świetnie a w drugim okropnie? Skoro tak, to dlaczego bezmyślnie korzystając z miasta nie zaufamy tym, którzy korzystają z miasta dogłębnie je analizując?

Uporządkowana przestrzeń przy alei Kościuszki, podzielona na strefy, z równolegle parkującymi samochodami
Uporządkowana przestrzeń przy alei Kościuszki, podzielona na strefy, z równolegle parkującymi samochodami
Uporządkowana przestrzeń przy ulicy Narutowicza, z równolegle parkującymi samochodami

Przykładowo, jeśli ktoś twierdzi, że centrum miasta powinno składać się tylko z dróg dla samochodów, bo najważniejszy w mieście jest szybki dojazd wszędzie samochodem a reszta jest zbędna bo i tak coraz więcej osób ucieka z centrum… to urbanista złapie się za głowę widząc w jednym zdaniu tak mocne błędy logiczne. Po pierwsze, osoba, która tak uważa sprowadza miasto tylko do roli jezdni, posiada więc rażący brak wiedzy urbanistycznej ponieważ miasto aby było dla mieszkańców przyjemne i funkcjonalne musi pełnić więcej niż jedną funkcję. Po drugie, ta osoba nie zastanawia się dlaczego centrum miasta ma niższą atrakcyjność, nie bierze pod uwagę tego, że centrum wraz ze wzrostem ruchu samochodowego, wycinką drzew czy niszczeniem trawników jest coraz mniej przyjazne i zamiast pogłębiać tę nieprzyjazność poprzez intensyfikowanie ruchu samochodowego, należy zrobić coś zupełnie odwrotnego. Jeśli centrum miasta służy według takiej osoby do przejechania przez nie lub pozostawienia samochodu na czas swojej pracy a innym funkcjom centrum nie nadaje odpowiedniej wagi (bo mieszka poza centrum i generalnie wisi mu jak to centrum wygląda), to taki ktoś nigdy przenigdy nie znajdzie dobrego rozwiązania dla ogółu społeczeństwa żyjącego w mieście. Ktoś, kto nie ma świadomości, że miasto to nie tylko jezdnie ale również chodniki, skwery, zieleńce, krzewy, pasaże, place, podwórka, podcienia czy przedogródki nigdy nie porozumie się z urbanistą, i nie zrozumie nawet sensu urbanistyki. Dlaczego więc go jednocześnie tak odważnie krytykuje? Bo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Dosłownie i w przenośni.

Jednostka a społeczeństwo

Znaleźliśmy też inną ciekawą zależność. Ci sami ludzie, którzy wyzywają nas w Internecie kierują się w dyskusjach o mieście jedynie swoim własnym dobrem lub dobrem grupy, z którą się utożsamiają. Niestety, zapominają, że w mieście funkcjonuje więcej grup niż jedna, a kluczem do sukcesu jest pogodzenie interesów wszystkich grup i traktowanie wszystkich grup na równi. Jeśli miasto użytkują piesi, rowerzyści, pasażerowie komunikacji miejskiej i kierowcy samochodów to jeśli miasto uznamy za świat służący tylko kierowcom samochodów to pozostałym użytkownikom miasta zrobimy krzywdę. To niby oczywiste, niestety nie dla każdego. Łódź natomiast jest przykładem miasta, w którym nie traktuje się wszystkich grup po równo. Aby to zauważyć wystarczy jeden spacer po centrum miasta, wystarczy porównać sobie jak wiele jest ulic, po których mogą poruszać się samochody, a jak niewiele jest dróg rowerowych, wystarczy też zobaczyć jak wiele trawników, chodników, placów i pasaży jest zajmowanych przez samochody, zaparkowane nielegalnie, łamiąc przepisy… Obserwując taką rzeczywistość codziennie wyraźnie widzimy komu ona sprzyja najbardziej.

Samochody na chodniku, w miejscach, w których ich nie powinno być
Zawłaszczona przestrzeń pieszych przez kierowców samochodów 

Z roku na rok w Łodzi dewastacja przestrzeni miejskiej przez samochody postępuje. Piszemy o tym na naszej stronie Łódzka Autodestrukcja, na którą przy okazji Was serdecznie zapraszamy, a tymczasem zastanówmy się dlaczego taka dewastacja jednym przeszkadza a drugim w ogóle nie. Otóż inaczej myślimy o mieście kiedy poruszamy się po nim tylko samochodem, inaczej kiedy tylko komunikacją miejską lub pieszo. Inaczej też myśli o mieście osoba, która funkcjonuje „od parkingu do parkingu” np. codziennie samochodem porusza się jedynie pomiędzy Zdrowiem a Śródmieściem – mieszka na Zdrowiu, pracuje na Śródmieściu, zakupy robi w tym samym sklepie na Zdrowiu a z parku korzysta tylko na Zdrowiu – od osoby, która dużo po mieście pieszo spaceruje, bywa na różnych osiedlach, korzysta z różnych parków w mieście. Dla osoby, która tylko pracuje w centrum a mieszka na Zdrowiu centrum jest tylko miejscem do pracy czyli miejscem do pozostawienia samochodu na 8 godzin. Ta osoba może nie rozumieć, że centrum to dla niektórych miejsce zamieszkania, a mieszkańcy centrum potrzebują na co dzień zieleni, chodników, pasaży i skwerów. Zupełnie inne wnioski na temat miasta będzie miała osoba robiąca zakupy w taki sam dzień tygodnia, za każdym razem w tym samym markecie, za każdym razem jadąca do niego samochodem, od osoby robiącej zakupy pieszo w osiedlowych sklepikach w różnych lokalizacjach. Im więcej eksplorujemy miasto, im więcej to miasto 'testujemy' tym lepiej jesteśmy w stanie zrozumieć potrzeby mieszkańców i kierunek, w jakim użytkowany przez nich fragment miasta podąży. Niestety świat wygląda najskromniej zza szyby samochodu, jest to dość oczywiste bo w samochodzie tworzymy sobie swój własny świat, do którego z zewnątrz nikt nie ma dostępu. Nie musimy prowadzić interakcji z obcymi ludźmi, nie czujemy ich zapachu, nasze nogi nie odczuwają odległości, nasza skóra nie odczuwa wiatru czy deszczu. Postrzeganie miasta zza kierownicy jest ubogie, wiele nam wtedy umyka, koncentrujemy się jedynie na bezpieczeństwie podczas jazdy i znakach drogowych. Jadąc samochodem rzadko mamy okazję zastanowić się nad remontem kamienicy, rekultywacją trawnika czy rodzajem krzewów. Natomiast osoby korzystające z miasta zarówno pieszo, jak i na rowerze, komunikacją miejską oraz czasem samochodem (jak na przykład my) mają zdecydowanie szerszy ogląd na komfort korzystania z miasta niż osoba poruszająca się po nim tylko i wyłącznie samochodem. Dlatego właśnie takim osobom jak my ciężko idzie dogadanie się z kimś, kto na miasto patrzy tylko przez pryzmat samochodu/korków/parkingu a ławce czy skwerowi nie nadaje żadnej rangi.

Skwery w centrum miasta są ważne, ale ciężko to zrozumieć komuś, kto przez centrum miasta tylko przejeżdża samochodem

Ja i moje problemy jako tłumaczenie na wszystko

I znaleźliśmy jeszcze jedną zależność. Wyzwiska w naszą stronę kierowane są tylko i wyłącznie ze strony kierowców samochodów. Przypadek? Nie sądzę. Dlaczego tak jest? Bo zazwyczaj obraźliwe komentarze kierowane w naszą stronę wynikają z poczucia, że ktoś czuje się naszymi treściami o mieście atakowany personalnie. Kiedy piszemy na przykład, że należy w Łodzi ograniczyć ruch samochodowy, uniemożliwić wjazd samochodom na pasaże i place oraz stworzyć więcej skwerów dostajemy najczęściej komentarze o treści (mniej więcej) takiej jak poniższe:

Nie będzie mi żaden aktywista mówił czym mam jeździć bo najwygodniej mi się jezdzi samochodem!

Jak wy sobie wyobrażacie, że mam funkcjonować? Jak mam jedno dziecko zawieżć do szkoły, drugie do żlobka, teściową do lekarza a potem jeszcze zakupy zrobić bez samochodu?

Do teatru każecie mi smierdzącą komunikacją jechać?

Gdy natomiast zwracamy uwagę na to, że parkowanie na trawniku lub w innym niedozwolonym miejscu jest brakiem dostosowania się do ustalonych reguł, brakiem kultury i powoduje chaos przestrzenny przeczytamy na przykład:

Przecież ja nie mam gdzie zaparkować więc muszę tu parkować.

Tu i tak nie ma trawnika tylko jest klepisko.

Przecież ten plac jest pusty i brzydki więc czemu mam tu nie parkować?

No cóż. Ciężko dyskutować z ludźmi, którzy wskazówki na temat funkcjonowania miasta odbierają tak egoistycznie. To, jak sobie każdy z nas organizuje życie to sprawa prywatna każdego z nas, i powinniśmy tak to życie sobie organizować, żeby mieć świadomość, że wybór naszego środka transportu wywiera wpływ na innych a każdy samochód zwiększa zanieczyszczenie, zajmuje miejsce parkingowe i przyczynia się do powstania korków. Jeśli chcemy w mieście więcej zieleni, lepszego powietrza, więcej miejsc do parkowania i mniejszych korków to jeśli jesteśmy młodzi, sprawni i zdrowi starajmy się jak najmniej używać samochodu. Czy to nie logiczne? Czy kupując mieszkanie wybieramy jego lokalizację by mieć bliżej do pracy a dzieci miały bliżej do szkoły żebyśmy nie musieli dojeżdżać godzinę samochodem codziennie czy wręcz przeciwnie nie zastanawiamy się nad tym i bezmyślnie wybieramy miejsce zamieszkania tak, by skazywać się na samochód po czym codziennie w godzinach szczytu przyczyniamy się do korków, na które oczywiście codziennie narzekamy? Nasz wybór ma wpływ na innych ludzi, najwyższy czas do zrozumieć. Wybór samochodu natomiast to sprawa prywatna każdego z nas i nie powinniśmy obarczać innych odpowiedzialnością za naszą decyzję. Nie mamy gdzie zaparkować? Szukajmy legalnego miejsca do skutku albo zrezygnujmy z samochodu, zamiast zajmować miejsce nieprzystosowane do parkowania tylko dlatego, że ono nam się według nas należy. Nikt z nas nie ma prawa dewastować miasta, każdy z nas ma obowiązek dbać o miasto – gdyby wszyscy tak uważali w miastach panowałby porządek. Niestety, bardzo nam obecnie do porządku daleko.

Jest nas coraz więcej, ale wciąż chcemy więcej

Kierowcy samochodów są grupą najbardziej uprzywilejowaną, i grupą, która posiadając już najwięcej przywilejów stale rząda kolejnych przywilejów. Ilość samochodów w miastach rośnie z roku na rok, jest logiczne więc, że jeśli samochodów jest więcej to miejsc parkingowych jest coraz mniej, a jeśli w danej lokalizacji jest umiejscowiony parking za rok ten sam parking nie będzie już wystarczał. Kierowcy samochodów nie przyjmują tego do wiadomości i żądają kolejnych parkingów, kolejnych miejsc parkingowych. Miasto natomiast nie jest z gumy, nie da się go rozciągnąć tak, żeby stale reagować na zwiększające się potrzeby parkingowe. Jeden kierowca potrzebuje parkingu w okolicy skrzyżowania Piłsudskiego – Śmigłego – Rydza, drugi na Księżym Młynie, a trzeci na Targowej – nie da się zadowolić wszystkich kierowców i każdemu postawić parking blisko ich domu, pracy czy ulubionego sklepu. Mamy do dyspozycji konkretną powierzchnię i nie możemy jej przeznaczać tylko do dyspozycji kierowców i ich samochodów bo miasto to nie tylko sprzyjające warunki do zaparkowania. Pamiętajmy też, że każdy kolejny parking jest rozwiązaniem tylko na chwilę, bowiem prędzej czy później sprowadzi w dane miejsce jeszcze więcej samochodów (każdy parking generuje ruch samochodowy, a im parking większy tym i większy ruch samochodowy) i koło się zamknie.

Ilość samochodów osobowych na 1000 mieszkańców w mieście Łódź według danych GUS

Jeśli w danym miejscu miejsc parkingowych jest 20, zaparkuje w nim 20 samochodów. Jeśli zwiększymy tę ilość miejsc do 40, zaparkuje w nim 40 samochodów. Każde parkowanie to też dodatkowa chęć zaparkowania. Zwiększając ilość miejsc parkingowych zwiększamy ruch w danym miejscu i zwiększamy chęć zaparkowania, tym samym zwiększamy ilość rozczarowań z powodu braku miejsca do zaprakowania. Jeśli liczba samochodów będzie stale rosła, zapewnianie kolejnych miejsc parkingowych będzie niekończącą się opowieścią a miasto zamieni się w ciągu kilku lat w jeden wielki parking. Będziemy musieli wtedy wyciąć drzewa i uklepać wszystkie trawniki. Dlatego jeśli nie myślimy perspektywicznie, nie wybiegamy w przyszłość, nie analizujemy zachowań innych tylko jedynie swoje własne potrzeby i żądamy dla siebie wciąż więcej, więcej i więcej to zamiast pomagać miastu krzywdzimy miasto. Miejski egoista nie powinien więc krytykować ludzi, którzy zamiast tylko o swoim interesie myślą o interesie ogółu i całej miejskiej przestrzeni.

Samochody zawłaszczające nielegalnie przestrzeń pieszych w pasażu Schillera, sierpień 2019
Samochody zawłaszczające nielegalnie przestrzeń pieszych w pasażu Schillera sięgają już prawie ulicy Piotrkowskiej, listopad 2019

Chcę żyć na swoich zasadach, wara od mojego życia!

Poszukiwanie perspektywicznych rozwiązań, najlepszych dla miasta i jego mieszkańców, zupełnie nie idzie w parze z miejskim egoizmem. Dlatego urbaniści lub społecznicy postulujący o działania uprzyjaźniania miast są często wyśmiewani i atakowani przez osoby myślące jedynie o swoim interesie. Zamiast koncentrować się na istocie problemu i na tym jak go naprawić miejscy egoiści agresywnie wzbraniają się przed naprawą problemu ponieważ naprawa problemu może odebrać im coś, co się w ich ocenie im należy czyli np. wolność korzystania z samochodu w centrum. Wynika to z głęboko zakorzenionej mentalności, że ich własne dobro jest ważniejsze niż dobro ogółu, oni nie muszą stosować się do zasad, nie muszą być altruistami i nie muszą robić nic, by innym ludziom w mieście żyło się lepiej. Skoro nie muszą tego robić to tego robić nie będą a każdego, kto powie im co jest najlepsze dla ogółu i dla miasta będą traktować jak wroga, ponieważ takie postulaty mogą okazać się dla nich niewygodne i zagrozić stylowi życia jaki aktualnie prowadzą.

Ciężko jest cokolwiek wywalczyć jeśli w grę wchodzi wpływanie na czyjś styl życia – przecież nikt z nas nie czuje się dobrze kiedy jacyś obcy ludzie wtrącają się i nakazują nam jak mamy żyć. Ale odbiór takich nakazów zależy tylko i wyłącznie od tego ile w sobie mamy pokładów miejskiej empatii. Jeśli ktoś jest świadomym użytkownikiem miasta, przestrzega przepisów i nie działa na szkodę innych zawsze będzie popierał idee zmierzające do wypracowania perspektywicznych rozwiązań bardziej przyjaznych dla mieszkańców. Jeśli natomiast ktoś myśli tylko i wyłącznie o swoim komforcie (będę korzystać z samochodu kiedy chcę i jak chcę bo tak mi wygodnie) i o swoim prawie do posiadania i użytkowania samochodu (będę korzystać z samochodu kiedy chcę i jak chcę bo mam do tego prawo), na postulaty odnośnie zmniejszania ilości samochodów w miastach będzie reagował agresją. Miejscy egoiści odbierają postulaty nawołujące do uprzyjaźnienia miasta jako chęć zrobienia z ich życia piekła, jako chęć odebrania im prawa do poruszania się samochodem po centrum lub do parkowania samochodu gdzie chcą, nawet na trawie. Dlatego korzystając z okazji tego wpisu, mamy mały komunikat do typowego miejskiego egoisty:

Poruszamy się po Łodzi głównie pieszo, rowerem lub komunikacją miejską. Samochodem poruszamy się tylko w wyjątkowych okolicznościach właśnie dlatego żeby nie przyczyniać się do powstawania korków, w których Ty mógłbyś stać, nie zanieczyszczać powietrza, którym Ty oddychasz, nie zajmować miejsca parkingowego, które ktoś starszy z Twojej rodziny mógłby potrzebować. Nigdy nie parkujemy samochodu tak, by utrudniać komukolwiek, również Tobie, poruszanie się po mieście. Nigdy nie parkujemy samochodu w niedozwolonych miejscach i nie tworzymy chaosu parkingowego, żebyś na przykład Ty nie musiał na ten chaos patrzeć. My Ci nie chcemy niczego odbierać, ale jeśli Ty czasem z czegoś nie zrezygnujesz to ktoś inny, bardziej świadomy, na pewno będzie musiał. Nie zabieramy Ci Twojego komfortu, ale Ty myśląc tylko o swoim komforcie komuś innemu na pewno komfort odbierasz. Spójrz na poniższe dwa zdjęcia, i zastanów się jakiego miasta sobie życzysz. My dążymy do porządku i postulujemy o porządek w mieście (zdjęcie po lewej stronie), a Ty? Czy w obronie swoich własnych interesów przyzwalasz na brak porządku i parkowanie gdzie popadnie? Jesli tak, to drugie zdjęcie (po prawej stronie) prezentuje degradację do jakiej prowadzi Twoje przyzwolenie. Jesteś zatem przeszkodą na drodze do porządku a Twoje podejście jest przyczyną destrukcji. Skoro swoim postępowaniem działasz na szkodę miasta, pozwól zatem robić swoje tym, którzy działają dla dobra miasta. Z góry dziękujemy.