Tag: urbanistyka

Rozważania

Grzybowe Centrum Łodzi

21/05/2020

W środku Łodzi znajduje się pewne tajemnicze miejsce, przez wielu jeszcze nieznane i nieodkryte. Z wyglądu niepodobne do niczego – ni to plac, ni to park, ni to skwer, choć według oficjalnych informacji nosi ono nazwę Skweru Studentów 1981 roku. Miejsce to mieści się w Nowym Centrum Łodzi, kreowanym przez władze miasta jako nowa dzielnica, w której spotykać się ma wielki biznes, wielkie projekty, wielki świat. W założeniu miejsce to miało być niezwykłe, miało kreować nową jakość miasta i wszystkiego co z wielkim miastem związane. I rzeczywiście miejsce to wykreowało faktycznie coś nowego bo oprócz nowego dworca z tunelem, nowych biurowców i nowych ulic stworzono przy okazji pewną nietuzinkową oazę – oazę nieposkromionej, zapomnianej na lata zieleni, oazę „nicnierobienia”, w której to oazie wytworzył się nawet zupełnie nowy ekosystem. My pieszczotliwie nazywamy ją „Grzybowym skwerem”. Dlaczego? Dowiecie się już za chwilkę.

Zanim zaprosimy Was na wycieczkę do tego niezwykłego miejsca zrobimy krótki rys historyczny. Przestrzeń, o której piszemy powstała jako jeden z elementów budowy nowego dworca Łódź Fabryczna wraz z węzłem multimodalnym i nowym układem drogowym wokół. O ile sam dworzec Łódź Fabryczna mimo pewnych niedoskonałości zawsze broniliśmy od krytyki bo uważamy go za dobrą realizację, to nie da się tego samego powiedzieć o układzie drogowym, który go otacza. Od strony zachodniej czyli w stronę wyjścia do centrum miasta rozwiązane jest to dobrze (tutaj skupiono się głównie na ruchu pieszym) natomiast dużo gorzej jest od strony wschodniej (tutaj skupiono się na ruchu samochodowym). Węzeł drogowy jest zbyt rozbudowany i zbyt skomplikowany, ruch rozdzielony jest na różnych poziomach łączeniem rond, do tego rozdzielono również ruch autobusowy. Chociaż jest to funkcjonalne rozwiązanie to stało się ono zbyt widoczne i wręcz przytłaczające dla użytkownika przestrzeni. Do tego jeszcze dominacja betonu i asfaltu sprawia, że nie jest tu przyjemnie przyjść i pospacerować.

Takie lekceważenie pieszych od tej strony dworca już na etapie projektowania to nie jedyny problem. Kolejną sprawą jest totalne lekceważenie zaniedbania przestrzeni skweru przez zarządcę terenem, obecnie jednej ze spółek PKP. Sami zobaczcie. Zaczynamy od skrzyżowania ulic Scheiblerów i Poznańskich czyli uroczych betonowo-asfaltowych węzłów, a w oddali widać naszego głównego bohatera czyli skwer.

Na zbliżeniu z daleka już można zobaczyć “piękne” płachty geowłókniny, które od czasu powstania kilka lat temu nie były tknięte ani w ramach gwarancji ani w ramach bieżącego utrzymania. Część roślin płożących dobrze sobie radzi, część wymaga uzupełnienia i dosadzenia, samosiejki wymagają wyrwania. Czy to aż tak dużo?

Teren wygląda natomiast jakby podwykonawca odpowiedzialny za zieleń nagle zaginął w trakcie prac, następnie tych prac nigdy nie dokończono.

Tajemnicze patyki przy samym wejściu, można brać na ognisko.

Śmieci spotkać możemy na każdym kroku. Worki? Są! Butelki? Są! Jedynym sprzątaniem jakie się tu kiedykolwiek odbyło było chyba to, które zorganizowali prywatnie sami mieszkańcy Łodzi w zeszłym roku. Gdyby nie to pewnie wyglądałoby to obecnie jeszcze gorzej.

Schodzimy po schodkach na „Grzybowy skwerek”. Zapraszamy do tego zaczarowanego miejsca, gdzie niemożliwe staje się możliwe. To tutaj tworzy się nie tylko prawdziwa miejska dżungla ale też można powiedzieć mała filia Lasu Łagiewnickiego, pełna darów od natury.

Może połamaną płytę chodnikową? Nikt nie zgubił?

Zieleń jak to zieleń.. walczy! Dlatego ta przestrzeń wymaga JAKIEJKOLWIEK pracy człowieka by była uporządkowana. W oddali okrąg z kilkumetrowymi samosiejkami.

EC-1, Brama Miasta, dworzec Łódź Fabryczna, biurowiec Nowa Fabryczna i ten cudowny uroczy skwer! Na uwagę zasługuje też totalny brak ławek, a ławek nie ma ponieważ według menadżera dworca Łódź Fabryczna gdyby takowe były ludzie by na nich siadali i pili alkohol! Świetny powód tworzenia przestrzeni bez możliwości siedzenia!

Graffiti coraz bardziej wchodzi w tę przestrzeń. Tutaj zadaniem miasta powinno być jak najszybsze usuwanie malowideł, niestety tak się nie dzieje.

No i co? Mówi się, że jak nie będzie ławeczek to pić nie będą a jednak bez ławek spotykają się i piją. Może więc ten strach przed kimś kto sobie siądzie i wypije piwo w przestrzeni publicznej jest niepotrzebny? Skoro i tak ktoś przyjdzie się napić to na co nam te ograniczenia i zakazy, które w efekcie dają brak aktywizacji przestrzeni? Dużo lepszym rozwiązaniem byłoby zwyczajne codzienne sprzątanie i dbanie o miejsce.

Główne przejście między skwerem a dworcem Łódź Fabryczna. Tak, dokładnie tak wygląda główne i jedyne dojście do najważniejszego dworca w województwie łódzkim od strony wschodniej. Absurdalność tego rozwiązania szokuje. Przejście to jest też jednocześnie najniższym miejscem w okolicy więc niemal zawsze zbiera się tutaj woda a w zimę lód.

Z bliska jest jeszcze piękniej.

A tak jeszcze bardziej z bliska.

Wróćmy jednak do tego, co najważniejsze czyli do samego zielonego skweru. Co prawda “kwietne łąki” są teraz bardzo modne ale te kilkumetrowe samosiejki to jednak przesada.

Zieleń wręcz rozchodzi się na chodniki.

Oprócz zieleni i śmieci znajdziemy tutaj także… znaki drogowe.

Utworzył się taki busz, że ledwo już dworzec widać.

A na styku ramp, rond, jezdni, zjazdów i wjazdów, w samym środeczku skweru, pomiędzy kilkumetrowymi samosiejkami, można dostrzec prawdziwą wisienkę na torcie tego zapomnianego terenu – niezwykły ekosystem, który się tutaj wytworzył, w postaci królestwa należącego do domeny jądrowców czyli… grzyby!

Prawda, że cudowne okazy? A to jeszcze nie koniec atrakcji bo niedaleko mamy przecież jeszcze ten oto zapuszczony i prawdopodobnie nigdy nie sprzątany staw.

Piękna oaza zaniedbania miasta.

Jeszcze rzućmy okiem na szerszy obraz zaniedbania. Pod samym wiaduktem tramwajowym też nie jest lepiej.

Spora ilość szkła czeka na jego odkrywców. Przypominamy, znajdujemy się jakieś 100 metrów od dworca Łódź Fabryczna.

I przy tych oto schodach kończymy “zwiedzanie” tego uroczego terenu i tę niesamowitą wędrówkę do świata pełnego grzybów, niekontrolowanej zieleni i porzuconych przedmiotów.

Nie ma się co dziwić, że nikt tutaj za dnia nie zagląda. Nie ma po co tutaj przyjść, nie można nawet usiąść by na chwilę odpocząć. Nawet zieleń tu za bardzo nie pomaga i chociaż jest jej tu więcej niż w najbliższej okolicy to z uwagi na zaniedbanie jest mało przyjemnie z nią tu obcować. Z pewnością Skwer Studentów 1981 roku był przestrzenią nieprzemyślaną już na etapie projektu, fatalnie zrealizowaną i na dodatek jakby porzuconą podczas prac dlatego obecnie jest przestrzenią niesympatyczną. To miejsce to efekt uboczny zastosowanych tu tych wszystkich drogowych fanaberii, i miejsce, w którym pieszy jest nikim a przecież jest to jedyne dla pieszych dojście do dworca od strony wschodniej…

Najsmutniejsze jest to, że bardzo widać brak jakiejkolwiek poczucia odpowiedzialności za to miejsce. Czy tak musi być? Czy jakiekolwiek służby nie są w stanie zobowiązać zarządcę terenu do dbania o niego? Czy nie można tego terenu sprzątać interwencyjnie przez miasto i obciążyć kosztami zarządcę? Czy Straż Miejska nie powinna wlepiać mandatów zarządcy i firmie, która teoretycznie powinna tutaj sprzątać? Odpowiedzi na te pytania chyba są dla wszystkich oczywiste.

My uważamy, że to miejsce pomimo wielu błędów, których nie da się już naprawić nie jest skazane na całkowite niepowodzenie ale trzeba z tym miejscem cokolwiek robić a nie pozwalać by stan tego rozkładu trwał nadal. Grzyby same w sobie nie są złe ale tutaj są jakby symbolem braku zainteresowania, braku większej wizji i pomysłu na to miejsce. A tymczasem pomimo tych wszystkich swoich dziwności nadal jest tu jakiś potencjał. Szkoda tylko, że w tak ważnym punkcie miasta, które w ostatnich latach przechodzi spore przeobrażenie nie ma możliwości najzwyczajniej w świecie pospacerować, posiedzieć z rodziną czy znajomymi. Ta uderzająca bezczynność daje do zrozumienia, że ma się mieszkańców totalnie gdzieś (zwłaszcza mieszkańców okolicy) i że nie ponosi się konsekwencji złych decyzji. Najpierw daje się ludziom przytłaczającą i nieprzyjemną przestrzeń, z której nie korzystają, a później skoro z niej nie korzystają to się ją olewa i niczego z nią nie robi. Jest to bardzo nie w porządku w stosunku do mieszkańców miasta tym bardziej, że zarówno nazwa Nowe Centrum Łodzi jak i wielkie obietnice związane z tym obszarem miasta zobowiązują do dużo wyższego poziomu.

Tekst i zdjęcia: Rafał Tomczyk

Rozważania

MiastoRecenzja #1 Ulica Dąbrowskiego

30/04/2020

Jakiś czas temu pytaliśmy Was czy bylibyście zainteresowani oceną najnowszych inwestycji drogowych. Propozycja Wam się spodobała więc nie pozostaje nam nic innego jak rozpocząć taki cykl, w którym ocenimy wszystkie dobre i złe strony zrealizowanych prac. Nazwiemy go „MiastoRecenzja”, trochę poetycko, ponieważ uważamy, że współczesne inwestycje dotyczące większych przestrzeni, takich jak ulica czy plac, powinny być nie tylko realizowane na wysokim poziomie jeśli chodzi o jakość użytych materiałów czy wykonanych prac, i nie tylko polepszać komfort korzystania z przestrzeni ale powinny też zaciekawiać użytkowników, intrygować ich i oddziaływać na ich zmysły. Miasto to przecież nasz dom, korzystamy z niego codziennie, tak więc jego poszczególne fragmenty powinny z każdą przebudową dawać nam zupełnie nową jakość.

Przyjmiemy jeden spójny schemat dla całego cyklu: najpierw zabierzemy Was na spacer, w którym dokładnie przeanalizujemy konkretne fragmenty/obszary, potem podsumujemy plusy i minusy inwestycji, a na koniec wystawimy jedną ocenę zrealizowanych prac, w skali od 1 do 10. Zaczynamy cykl od przebudowy ulicy Dąbrowskiego, na odcinku między aleją Rydza-Śmigłego a ulicą Rzgowską, która to skończyła się pod koniec 2019 roku, po dwóch latach budowy.

Spacer zaczynamy od strony wschodniej, w okolicy skrzyżowania z ulicą Podgórną. Tutaj pojawia się pierwszy zgrzyt. Mimo lokalnego charakteru ulicy Podgórnej podczas przebudowy zupełnie niepotrzebnie powstała tutaj sygnalizacja świetlna. Być może taka decyzja to wynik zmiany położenia torowiska tramwajowego, ale naszym zdaniem zdecydowanie nie był to wystarczający powód. Jeśli natomiast taka była konieczność to bardziej logiczne byłoby aby tramwaj miał na tych światłach zawsze priorytet. Niestety, jak pewnie się domyślacie tak nie jest a tramwaj przepuszcza tu samochody zamiast przejechać w ciągu 10 sekund przez skrzyżowanie…

Idziemy dalej, na zachód. Po stronie południowej od jezdni mamy chodnik z całkowitym brakiem zieleni i miejsc parkingowych podczas gdy zarówno jedno jak i drugie dałoby się tu zmieścić. Po stronie północnej od jezdni natomiast mamy trawiaste torowisko, zachowany szpaler drzew i chodniki z drogami rowerowymi (częściowo w formie ciągów pieszo-rowerowych a częściowo wydzielone). Zachowanie starych drzew, które są już znakiem rozpoznawczym tego miejsca z pewnością zasługuje na pochwałę. Bardzo dobrze też, że trakcję tramwajową umieszczono na słupach w linii drzew, dzięki czemu wizualnie zmniejszono wpływ dość masywnych słupów na ulicę.

Na plus oceniamy też elementy spowolnienia ruchu w postaci pinezek w okolicy przejścia dla pieszych, z którego często korzystają dzieci idące do szkoły. To spowalnia jazdę kierowców na dość długiej prostej między ulicami Kilińskiego i Podgórną.

Niestety nie wszyscy szanują nową ulicę i zieleń…

Warto zwrócić uwagę, że zastosowano ciągłość asfaltowej drogi dla rowerów. Zgodnie z logiką to droga rowerowa jest nadrzędną nad wjazdami na posesje więc jest to dobre rozwiązanie.

Zmierzamy dalej w stronę ulicy Kilińskiego, do miejsca, w którym znajdują się przystanki tramwajowe. Niestety tutaj z estetyką jest już gorzej bo słupy trakcyjne dominują wizualnie. Do tego po stronie północnej nie mamy już w ogóle żadnej zieleni a słupy trakcyjne i skrzynki elektryczne zajmują tutaj przestrzeń i tak wąskiego już chodnika oraz wchodzą w skrajnię drogi rowerowej…

Podwójny przystanek tramwajowy podczas gdy korzysta z niego tylko jedna linia tramwajowa to zdecydowanie przerost formy nad treścią. Warto pochwalić za to przejścia dla pieszych po obu stronach torowiska. Szkoda tylko, że przejście dla pieszych nie przechodzi również przez jezdnię.

Wylot ulicy Krzywej został zamknięty, dzięki czemu w miejscu łączenia ulic Krzywej i Dąbrowskiego mógł pojawić się przystanek tramwajowy. Ta zmiana nie wpływa znacząco na ruch w okolicy bo ulica Krzywa i tak miała tutaj bardziej dojazdowy charakter. Cały czas można tu dojechać z ulicy Chełmońskiego i Doroszewskiego.

Dochodzimy do crème de la crème całej przebudowy, czyli skrzyżowania ulic Kilińskiego i Dąbrowskiego. Kiedyś skrzyżowanie to nie tylko miało ciekawszy charakter ale jednocześnie było też prostsze w użytkowaniu (skrzyżowanie równorzędne, pozbawione sygnalizacji świetlnej) i pomimo torowiska tramwajowego w liniach północ-południe i wschód-zachód oraz dość szerokich jedni i dużego ruchu indywidualnego było to bardzo racjonalne rozwiązanie. Niestety planując przebudowę zdecydowano się na „przebijanie głową muru” czyli wprowadzenie sygnalizacji świetlnej oraz dodatkowych lewo i prawo skrętów. Co najgorsze i najdziwniejsze, zmieniono też położenie torowiska tramwajowego z zachodu na wschód NA SAMYM ŚRODKU SKRZYŻOWANIA. Jak złe było to rozwiązanie mogliśmy przekonać się jeszcze przed oficjalnym otwarciem całości ulicy, gdy, nawet częściowo udrożnione jeszcze wtedy, skrzyżowanie powodowało chaos i sporą ilość wypadków. Urząd Miasta Łodzi jednak pomimo wielu słów krytyki takiego rozwiązania przez mieszkańców kontynuował realizację projektu w tej właśnie formie.

To fatalne rozwiązanie projektowe skończyło się koniecznością zamontowania i włączenia sygnalizacji świetlnej. Dodatkowo trzeba było zastosować tutaj kilka rozbudowywanych cykli świateł by zapewnić bezkolizyjność… Niestety nie rozwiązało to problemu nielogiczności i braku intuicyjności skrzyżowania, tak więc kierowcy nadal często zwyczajnie „gubią się” wjeżdżając na torowisko tramwajowe. Skrzyżowanie to zdecydowanie zasługuje na wysoką pozycję w rankingu najgorzej zaprojektowanych skrzyżowań, i koniecznie powinno się je podawać jako antyprzykład we wszelkich publikacjach na temat “jak projektować skrzyżowania”.

Już lepiej byłoby tylko częściowo zmienić trajektorię skrzyżowania albo stworzyć rondo z torowiskiem po środku. Miejsca było dużo, z pewnością wystarczyłoby.

Natomiast kto najbardziej stracił na tego typu rozwiązaniu z rozbudowanymi cyklami świateł? Oczywiście, że komunikacja miejska! Tramwaje muszą tutaj czekać kilka minut by dostać kilkunastosekundowy cykl światła…

Jakby było za mało złych decyzji odnośnie trajektorii skrzyżowania to fatalnie rozwiązano również sytuację jeśli chodzi o ciągi piesze i rowerowe ponieważ w newralgicznych miejscach zamiast poszerzyć chodniki zwężono je. Dodatkowo umieszczono tu na niepotrzebną zupełnie skalę prawoskręty… Dramat!

Tutaj nie dość, że wąski chodnik to jeszcze te słupy...

Idąc jeszcze bardziej na północ możemy dostrzec zdewastowane zielone torowisko tramwajowe. Jest to efekt zmiany przebiegu jezdni w niespodziewanym dla kierowców miejscu oraz niewystarczającego oznakowania pionowego i poziomego.

Idziemy dalej i spoglądamy na południowo-zachodni narożnik i wąski ciąg pieszo-rowerowy. Widać wyraźnie, że było tutaj miejsce na separację drogi rowerowej i chodników ale tego nie zrobiono. Do tego mamy tu bałagan w oznakowaniu pionowym, które zamiast być z prawej jest z lewej strony, i to nie jest jedyne miejsce, w którym takiego bałaganu doświadczymy. Może to jakaś nowa moda?

Na północno-zachodnim narożniku oraz w stronę ulicy Rzgowskiej sytuacja wygląda lepiej. Mamy tutaj wydzieloną drogę rowerową, szeroki chodnik (tutaj nawet aż za szeroki), zielone torowisko, szpaler drzew i jezdnie.

Największy atut tej przebudowy to zielone torowisko w szpalerze drzew.

Dochodzimy do skrzyżowania z Łomżyńską a tam… sygnalizacja świetlna (na szczęście wyłączona) i zmiana przebiegu drogi rowerowej z jednej strony jezdni na drugą…  Po co jechać rowerem prosto jak można lawirować z dwóch stron? Dobrze, że zrobiono chociaż przejazd rowerowy a nie teleport.

Niestety po drugiej stronie, znowu drogi rowerowe wyglądają dziwnie. Jezdnia, chodnik i droga rowerowa są z asfaltu, który przechodzi dalej w inny asfalt. Droga rowerowa odbija przez fragment parku Dąbrowskiego w stronę ulicy Rzgowskiej.

Tak to wygląda bliżej jezdni. Ciągi rowerowe są tak zagmatwane, że nawet projektant tej przebudowy mógłby się pogubić.

Z tej strony sytuacja wygląda całkiem ok.

Natomiast tutaj znowu nie jest dobrze bo nagle droga rowerowa i jezdnia łączą się. Gdybyśmy mieli szukać pozytywów to dobrze, że chociaż zamontowano oświetlenie tych alejek.

Zjazd z drogi rowerowej na jezdnię w kierunku przeciwnym do tego, który podpowiada logika przemieszczania się jest dość absurdalny.

Przemieszczając się zaprezentowanymi powyżej ciągami pieszo-rowerowymi dochodzimy do drugiego crème de la crème tej przebudowy. Droga rowerowa zaczyna się wprost z ulicy Rzgowskiej i nigdy nie wpadlibyśmy na to, że ktoś może to w ten sposób zrealizować.

Droga rowerowa rozpoczyna się „wąskim gardłem” przy skrzyżowaniu Rzgowska x Dąbrowskiego niemal wprost na przejście dla pieszych przed wejściem do lokali kamienicy. Jest to nielogiczne, nieintuicyjne, i za wąskie, a konflikty na linii piesi – rowerzyści są tu nieuniknione. Do tego jeszcze rowerzyści muszą jechać tędy pod kątem 90 stopni od krawędzi, między słupkami i słupami.

A tak na ten ciąg wjeżdża się rowerem:

Po drugiej stronie widzimy takie nie wiadomo co, jakiś pas asfaltu, coś jakby drogę rowerową, ale znak mówi coś zupełnie innego. Możemy się jedynie domyślić, że to taka pseudo śluza rowerowa.

Kawałek dalej mamy zabójczo wąski chodnik, i to w okolicy przystanku tramwajowego.

Całe to skrzyżowanie, jeśli chodzi o ciągi piesze i rowerowe, to niestety jedna wielka porażka. Tylko jakiś geniusz zła, prawdziwy demon piekieł mógł wymyślić takie przewężenia w najbardziej newralgicznych miejscach.

Jesteśmy teraz obok przystanku, który jest dość często wykorzystywany. Widać, że jezdnia jest przesadnie szeroka a chodnik za wąski, nie zmieści się tu nawet ławka a jak ktoś czeka na tramwaj to blokuje chodnik. Pomijając fakt szerokości chodnika na pochwałę zasługuje z pewnością sam przystanek w formie przystanku wiedeńskiego czyli z wyniesioną jezdnią aby łatwiej się wsiadało.

Wydzielenie torowiska od jezdni jest ok ale cierpi na tym szerokość chodnika.

Na koniec zerknijmy pod budynek biurowy firmy Monnari. Tutaj mamy przesadę jeśli chodzi o szerokość chodnika ale w drugą stronę, nie musiał być aż tak szeroki, spokojnie miejsca wystarczyłoby na ławki i trochę zieleni.

To tyle jeśli chodzi o tę inwestycję. Poniżej podsumujemy wszystkie plusy i minusy wykonanych prac.

Plusy:

  1. Zachowanie szpaleru drzew przy torowisku tramwajowym i uzupełnienie szpalerów.
  2. Wydzielenie torowiska tramwajowego.
  3. Pojawienie się wydzielonych dróg rowerowych.
  4. Stylizowane elementy małej architektury.
  5. Dość dobre wykonanie.
  6. Torowisko tramwajowe w jezdni wykonane w betonie.
  7. Przystanki wiedeńskie przy ulicy Rzgowskiej.

Minusy:

  1. Zawiłe, całkowicie nieintuicyjne skrzyżowanie ulic Kilińskiego x Dąbrowskiego.
  2. Wąskie chodniki w okolicy skrzyżowania ulic Kilińskiego x Dąbrowskiego.
  3. Wąskie chodniki w okolicy skrzyżowania ulic Rzgowska x Dąbrowskiego.
  4. Wąskie chodniki w okolicy przystanków tramwajowych przy ulicy Rzgowskiej.
  5. Nielogiczne poprowadzenie dróg rowerowych w okolicy skrzyżowania ulic Rzgowska x Dąbrowskiego.
  6. Drogi rowerowe połączone z chodnikami w ciągi pieszo-rowerowe.
  7. Niespójne drogi rowerowe i chodniki.
  8. Organizacja ruchu nie promująca komunikacji miejskiej.
  9. Brak priorytetu dla komunikacji tramwajowej.
  10. Mało krzewów.
  11. Brak nowych szpalerów drzew przy ulicach Kilińskiego i Rzgowskiej.

Musimy przyznać, że jak na możliwości obecnych czasów taki efekt mocno rozczarowuje. Sama wymiana nawierzchni i zastosowane nowe materiały nie podniosą komfortu korzystania z przestrzeni. Ulica jest teraz mało logiczna dla kierowców, rowerzystów i pieszych. Inwestor i projektanci nie próbowali stworzyć nowej miejskiej jakości tylko wcisnąć wiele elementów, które jeszcze przed rozpoczęciem inwestycji były kiepskim rozwiązaniem. Dodatkowo ten brak logiki i mieszanie różnych użytkowników przestrzeni w wielu miejscach będzie powodować konflikty a nawet niebezpieczeństwo. Brakuje również elementów małej architektury, chociażby ławek. W roku 2020 oczekiwalibyśmy zdecydowanie więcej sensownego i przyszłościowego rozplanowania, tymczasem po raz kolejny powtarzamy swoje własne błędy: za szeroka jezdnia + za wąski chodnik + nieintuicyjne ciągi rowerowe + za mało nowej zieleni. Całość przemian oceniamy na 4. A co Wy uważacie na temat przebudowy ulicy Dąbrowskiego? Dajcie znać tu w komentarzach lub na Facebooku.

Jeśli macie propozycję, który temat powinniśmy poruszyć i którą inwestycję ocenić zapraszamy do kontaktu, piszcie śmiało.

Tekst i zdjęcia: Rafał Tomczyk

Rozważania

Dlaczego tak trudno o porządek w mieście cz. 2: Klepisko to nie trawnik!

24/03/2020

Zniszczone trawniki, zapaskudzone chodniki, bałagan, syf. Samochody jadą po chodnikach, kierowcy trąbią na pieszych. Presja i agresja. W deszczowe dni błoto, bajoro, brudne samochody i brudne buty. Codzienne zdegustowanie, powód do wstydu i niebezpieczeństwo potrącenia. Czy to sceneria do filmu dokumentalnego o degradacji społeczeństwa? Nie, to codzienność mieszkańców Łodzi w centrum miasta. Czy łódzkie instytucje położą kres tej okropnej sytuacji? Mamy nadzieję, że tak bowiem pod koniec ubiegłego roku pojawiło się światełko nadziei, że zacznie się w tym mieście dbać o porządek.

O uporządkowanie przestrzeni przy Kilińskiego, na odcinku od Narutowicza do Traugutta, wniskowaliśmy ponad rok. Wysyłaliśmy pisma, opisywaliśmy problem w Internecie i dzieliliśmy się zdjęciami z miesiąca na miesiąc pogarszającej się sytuacji. Pod koniec października 2019 roku pojawiła się informacja, że Zarząd Dróg i Transportu oraz Zarząd Inwestycji Miejskich uporządkują przestrzeń do końca roku 2019. Ku naszemu zdziwieniu 22 listopada 2019r. rozpoczęły się prace polegające na montażu słupków wzdłuź chodnika, uniemożliwiających dalszą degradację tego miejsca.

Przestrzeń przy Kilińskiego / Tragutta przed zainstalowaniem słupków

Przestrzeń przy Kilińskiego / Tragutta po zainstalowaniu słupków

Mamy luty 2020 roku i zamontowane w tym miejscu wszystkie słupki. Nadal ciężko nam w to uwierzyć, zwłaszcza wiedząc z jakim dramatem w tle się to odbywało. Możnaby przypuszczać, że wszyscy się ucieszą z uporządkowania takiego chlewu ale nic bardziej mylnego. Są osoby, które przeciwko uporządkowaniu bardzo się buntowały podając niezliczoną ilość argumentów na niekorzystny wpływ takiego porządkowania. Niestety, miasto w postrzeganiu tych buntujących się osób to taka rozległa powierzchnia ze skrzyżowaniami i sygnalizacjami świetlnymi, w której za priorytet stawiany powinien być szybki ruch samochodowy oraz ciągłe zapewnianie kolejnych potrzeb parkingowych. Miasto w ich postrzeganiu to trasa przejazdowa z punktu A do punktu B, ma być szeroka i szybka, a w każdym punkcie z jakiego korzystają, powinny być miejsca parkingowe dla każdego, kto zaparkować w danej chwili zapragnie. Dobro miasta spłycone zostaje tu tylko i wyłącznie do dobra jednej grupy użytkowników przestrzeni, oczekiwania natomiast wraz ze wrostem liczby samochodów stale rosną i aby je zrealizować musielibyśmy miasto pozbawić wszystkich pozostałych funkcji, np. społecznej, rekreacyjnej, handlowej, itp. Doprowadziłoby to do szybkiej zamiany miasta w sieć autostrad lub tras szybkiego ruchu, w której nikt nie chciałby mieszkać. Osoby uważające miasto jedynie za trasę przejazdową szybko doprowadziłyby do wykreowania rzeczywistości nieprzyjaznej, z której same szybko by uciekły, niestety takie osoby nie myślą o przyszłości miasta, a o swojej własnej teraźniejszości, w której liczy się ich własny komfort. Buntu takich osób nie należy więc traktować poważnie bo miejscy egoiści miasto doprowadzić mogą jedynie do destrukcji.

Sami jesteśmy przeszkodą na drodze do postępu

O egoiźmie i wąskim postrzeganiu świata przez pryzmat tylko swoich doświadczeń świadczy reakcja na zmiany przy ulicy Kilińskiego, która nas wręcz zszokowała. Ta sytuacja wyraźnie odsłaniła kulisy każdej tego typu decyzji instytucji miejskich i ujawniła nam wszystkim to, z czym instytucje dbające o porządek muszą się w swojej codziennej pracy mierzyć. Każde działanie miasta ograniczające dzikie praktyki w parkowaniu spotyka się z dużym i agresywnym niezadowoleniem kierowców. Gdzie oni mają teraz parkować? Dlaczego odebrano im kolejne miejsca do parkowania skoro oni ich potrzebują? Dlaczego instytucje ignorują potrzeby kierowców? To najczęściej spotykane pretensje jakie widać w Internecie po informacji o montażu jakichokolwiek słupków. Pytania te wynikają z nieświadomości, że miasto to nie tylko kierowcy i ich samochody, ale balans pomiędzy parkingami, chodnikami, placami, zieleńcami, a tego balansu nie osiągniemy dopóki będziemy budować kolejne parkingi. Jeśli liczba samochodów stale będzie rosła nigdy nie będziemy w stanie zapewnić wszystkim miejsc parkingowych bo stale i potrzeby do parkowania będą rosły. Dlatego kluczowe jest tutaj zrozumienie, że to właśnie my sami powodujemy problemy w mieście. Bałagan nie robi się sam, bałagan robimy my. Korki nie tworzą się same, korki tworzymy my. Zadajmy więc sobie pytanie co możemy zrobić my sami, żeby zmniejszyć chaos i korki? Ups, odpowiedź może okazać się dla niektórych z nas bardzo niewygodna.

Ja mam ciężkie życie, więc mi się należy

Przecież gdy zapytamy się każdego: co zrobić żeby zmniejszyć zanieczyszczenie spalinami w miastach? Każdy bez wahania odpowie: zmniejszyć ruch samochodowy w miastach! To super, tylko która z osób poruszających się po mieście tylko samochodem jest w stanie sama przyczynić się do zmniejszenia ruchu samochodowego? No właśnie, praktycznie żadna. Każda z nich powie: „Ale jak to? Ja mam zrezygnować z samochodu?”. Bardzo trudno jest zacząć zmiany na lepsze od samego siebie. Łatwo jest natomiast szukać wymówek by tego nie robić. Kreatywność ludzka w tej sprawie nie ma granic! Uzasadnienia nielegalnego parkowania mnożą się za każdym razem poruszania tematu braku porządku i jesteśmy pod wielkim wrażeniem z jaką determinacją niektórzy kierowcy wyszukują tłumaczenia dla parkingowej dziczy. Najwięcej usprawiedliwień polega na przerzucaniu odpowiedzialności na innych za swoją własną organizację życia, podporządkowaną w dużej mierze korzystaniu z samochodu – trzeba przecież codziennie pozałatwiać na mieście milion spraw, zrobić tony zakupów i poodwozić całą rodzinę w różne miejsca, więc trzeba poruszać się samochodem a skoro my poruszamy się samochodem to nam się miejsce parkingowe wprost należy! I to 100 metrów od każdego punktu, w który się dostajemy! No cóż, nie, miejsce parkingowe się nikomu z góry nie przynależy. Jeśli jesteśmy osobą zdrową i sprawną powinniśmy z miasta korzystać bez samochodu, właśnie po to aby osobom mniej sprawnym i mniej zdrowym zostawić więcej miejsc parkingowych. Jeśli pomimo sprawności i zdrowotności wybieramy poruszanie się samochodem to jest to tylko i wyłącznie nasza decyzja, z ktorą wiążą się obowiązki, takie jak parkowanie zgodnie z przepisami, kulturalne, nie utrudniające korzystania z miasta innym. Samochód to odpowiedzialność i obowiązki, a nie same przywileje. Warto też pamiętać, że jeśli decydujemy się na samochód musimy liczyć się z kosztami legalnego parkowania. Niestety wiele osób o tym zapomina i decyduje się na zakup samochodu, poruszanie się nim po mieście, ale na płatne parkowanie już nie, twierdząc, że płacić nie będzie bo jest to dla niego za drogie. Taka osoba to szkodliwość dla miasta ponieważ zamiast zaparkować tam, gdzie można woli zaparkować byle gdzie, po dziadowsku. Co ciekawe, wiele osób usprawiedliwiających dzikie parkowanie twierdzi, że posiadanie samochodu to oznaka wysokiego statusu materialnego… to bardzo zabawne bo w parkingowej dziczy zupełnie nie widać, żeby tak było.

Samochody zaparkowane na trawniku przy ulicy Więckowskiego, obok legalne (płatne) miejsca parkingowe

Samochody zaparkowane na trawniku przy ulicy Łąkowej, obok legalne (płatne) miejsca parkingowe

Samochody zaparkowane przy ulicy Skłodowskiej – Curie a obok legalne (płatne) miejsca parkingowe

Dzicz jest wygodna i darmowa, więc jest dobra

Jeśli jeszcze ktokolwiek się łudzi, że każdemu zależy na estetyzacji miejsca, które przez ponad rok było piachem, klepiskiem, ugniecioną trawą i brudnymi chodnikami to niech natychmiast przestanie. Niektórym ludziom po prostu nie zależy by było czysto i ładnie, co więcej, niektórym czysto i ładnie jest nawet nie na rękę ponieważ oznacza to, że odebrane zostało im miejsce do nielegalnego parkowania, miejsce, które sami sobie przeznaczyli na swoje parkowanie degradując wszystko co pod kołami ich samochodów się znalazło. Odebranie im takiej niezależności traktują jak wielką przeciwność losu lub robienie im na złość. Tymczasem dawanie sobie samemu pozwolenia na korzystanie z przestrzeni, z której nie powinno się korzystać bo nie do tego została ona stworzona, oraz dawanie sobie pozwolenia na degradację miejsca czyli zabrudzenie chodników, gniecenie i rozjeżdżanie trawników, świadczy o dużym egoiźmie w korzystaniu z dóbr wspólnych oraz sporej ignorancji podziału przestrzeni dla różnych jej użytkowników. Jeśli niszczymy trawnik zmuszamy wszystkich do patrzenia na zniszczony trawnik, czyli sprawiamy, że coś, co było kiedyś przyjemniejsze staje się mniej przyjemne. Aby pokazać Wam jak zazwyczaj kierowcy pozbawiają nas trawników posłużymy się przykładem trawnika przy ulicy Tuwima.

Trawnik w 2011 roku

Trawnik w 2017 roku

Trawnik przy Tuwima obecnie, w 2020 roku

Niszczenie trawnika przez miejskich egoistów to jedno, ale dodatkowo przykre jest to, że w ciągu 9 lat łódzkie instytucje nie raczyły zareagować…

Negatywny wpływ samowoli parkingowej widać również na chodnikach, płytach placu, w pasażach. Niszczenie dobra wspólnego to bardzo poważny problem i dopóki nie zmieni się mentalność a ludzie nie nabiorą większej świadomości nadal dobra wspólne będą niszczone. Mentalności co prawda nie zmienimy w kilka lat, możemy jednak już teraz podnosić świadomość i uzmysławiać, że ważna jest społeczna odpowiedzialność za dobro wspólne – i tutaj szczególnie widzimy rolę instytucji miejskich, powinny skutecznie i konsekwentnie realizować działania pokazujące, że do parkowania służy parking a nie każdy pusty kawałek przestrzeni. Nawet jeśli dzicy kierowcy nie staną się kulturalnymi kierowcami to chociaż będą musieli się do porządku w końcu przyzwyczaić.

Niszczony trawnik na placu Dąbrowskiego

Niszczony trawnik przy ulicy P.O.W.

Niszczony trawnik przy ulicy Dąbrowskiego

Niszczony trawnik przy ulicy Żeligowskiego

Zniszczony trawnik przy ulicy Narutowicza

Zniszczony trawnik przy ulicy Pomorskiej

Każde takie miejsce w mieście, w którym kierowcy sami dają sobie prawo do niszczenia zieleni lub brudzenia chodników jest pokazem ich ignorancji i chamstwa, natomiast każdy bunt przeciwko „zabieraniu” im przestrzeni do dzikiego parkowania jest już pokazem wyjątkowej bezczelności bowiem ta przestrzeń nigdy do nich nie należała. Efekty takiego parkowania są bardzo przykre. Zniszczone trawniki zdają się jednak na niektórych nie robić wrażenia. Bardzo często widzimy w sieci komentarze o treści „klepisko to nie trawnik i nadaje się tylko do parkowania”. Można przypuszczać, że osoby, które głoszą takie hasła po prostu w żadnym stopniu nie żałują zniszczonego trawnika.

Podobnie sytuacja wygląda w przypadku chodników lub płyt placu. Przez cały rok widać na nich smugi od kół samochodowych a w ciągu jesieni i zimy całe błoto rozprzestrzeniane jest wszędzie tam, gdzie uda się kierowca. Efekt? Prawdziwy obraz nędzy i rozpaczy, który jesteśmy zmuszeni oglądać ponieważ jego twórcy zdecydowali się na takie używanie samochodu. Na jakie słowa zasługuje ktoś, kto rozjedża trawnik i rozmazuje błoto na chodniku w imię swojej wygody lub lenistwa? Na same najgorsze.

Były trawnik przy ulicy Tuwima

Były trawnik przy ulicy Dowborczyków

Niestetyczne mazy na płycie placu przed hotelem Puro 

Chodnik w błocie przy ulicy Traugutta

Obrzydliwe mazy na chodniku przy ulicy Tuwima 

Chodnik w błocie przy ulicy Kilińskiego

W tym całym bałaganie nie chodzi przecież o samo niszczenie ale też o utrudnianie i o brak szacunku. Jeśli jakaś część chodnika jest przeznaczona dla pieszych, a nie dla samochodu, to każdy kierowca pownien właśnie tak ją traktować a nie ją zabłacać, żeby pieszy musiał ją omijać. Ciekawe czy taki brak szacunku nabywa się z wiekiem czy z tym się człowiek już rodzi…

Poza tym warto też pamiętać, że obecność samochodów w przestrzeni miejskiej jest dla każdego pieszego dość odczuwalna – zarówno ze względu na rozmiar samochodu (zajmuje powierzchnię większą niż pieszy) jak i hałas oraz zapach. Piesi korzystając z chodników mijają nie tylko samochody jadące po jezdni ale też samochody stojące, stojące dosłownie wszędzie. Właśnie ze względu na to wypadałoby chociaż zostawić pieszym komfortowe warunki do przejścia chodnikiem lub nie zwłaszczać ich przestrzeni rekreacyjnych, takich jak pasaże czy place, które są dla nich jedyną możliwością odpoczynku od samochodów. Niestety, w Łodzi z roku na rok piesi do dyspozycji mają coraz mniej miejsca, zabierane są im kolejne przestrzenie. Do najbardziej skandalicznych zachowań dochodzi na placu Dąbrowskiego i w pasażu Schillera – na płycie placu samochody latem lawirują pomiędzy młodzieżą jeżdżącą na rolkach, wjeżdżają na płytę po przejściu dla pieszych a chodniki wokół placu są pozastawiane, natomiast w pasażu samochody zostawiane są pomiędzy ławkami a urzędnicy domalowują kolejne białe linie miejsc parkingowych zabierając pieszym przestrzeń kawałek po kawałku. Oczywiście, jak można się domyślić kierowcy samochodów cały czas żądają kolejnych parkingów zupełnie nie wyciągając wniosków z sytuacji.

Zastawiony chodnik przy ulicy Jaracza

Zastawiony chodnik przy ulicy Narutowicza

Zastawiony chodnik przy ulicy Chrobrego

Obok Łódzkiego Domu Kultury nie da się przejść

Zastawiony chodnik przy ulicy Podrzecznej

Zastawiony chodnik przy ulicy Sienkiewicza

Zastawiony chodnik przy ulicy Jaracza

Plac przed hotelem Puro za dnia

Plac przed hotelem Puro wieczorem

Pasaż Schillera z każdym rokiem coraz bardziej zawłaszczony przez samochody

Płyta placu Dąbrowskiego coraz bardziej zawłaszczona przez samochody

Porządek nadchodzi, pętla się zaciska

Podczas gdy montowano słupki przy Kilińskiego w Internecie wrzało. Z komentarzy kierowców wywnioskować można było, że szykują się na prawdziwą apokalipsę – skoro zabierane są im chodniki i uklepane trawniki to czas się szykować na wyprowadzkę z miasta! „Słupki utrudniają życie kierowcom” czytamy, i załamujemy ręce… Słupki, które są jedynym sposobem by uchronić miasto przed kierowcami wjeżdżającymi tam, gdzie nie mogą wjeżdżać są dla nich utrudnieniem życia! Nie ma się co dziwić, skoro ich życiem jest dewastacja miasta to faktycznie słupki utrudniają im życie. Co więcej, nawet nie tylko słupki utrudniają im życie, ale idąc tym tokiem rozumowania to również chodniki, trawniki i budynki! Przecież gdyby nie trawniki, chodniki i budynki zyskaliby dodatkowe miejsca parkingowe… No cóż. My generalnie nie jesteśmy zwolennikami słupkowania miasta ale jeśli ktoś nas pyta czemu wolimy słupki od braku słupków to odpowiadamy: „za dużo głupków by nie było słupków”…

Cały ten tragizm kierowców samochodów z powodu słupków wygląda z jednej strony przerażająco, z drugiej nawet zabawnie. Najpierw dewastowany jest fragment miasta, potem aby temu postawić kres montuje się słupki, a na końcu kierowcy agresywnie krytykują owe słupki nie zdając sobie sprawy, że te słupki należało postawić aby przed nimi samymi się uchronić. W takim razie chyba wszyscy powinniśmy się pokornie godzić na niszczenie miasta tylko dlatego, że dewastator zamiast przyjeżdżać do pracy tramwajem przyjeżdża samochodem i nie chce mu się szukać kulturalnego miejsca do skutku. O nie, nigdy się na to nie zgodzimy.

Czy pętla się zaciśnie? Czy porządkując przestrzeń zabierze się kierowcom kolejne klepiska? Czy biedni kierowcy zostaną pozbawieni bagien, mokradeł i błota? Przekonamy się niebawem ale trzymamy kciuki aby właśnie tak było. Nielegalne i egoistyczne parkowanie utrudnia dbanie o estetykę miejską dlatego należy się mu wyraźnie przeciwstawić. To przyzwyczajenie mieszkańców miasta do porządku to nie lada wyzwanie ale musimy się go podjąć. Dlatego bardzo doceniamy decyzję instytucji łódzkich o uporządkowaniu przestrzeni przy Kilińskiego bo dzięki temu ucywilizowała się jedna z najbardziej reprezentacyjnych lokalizacji w Łodzi. Mamy nadzieję, że jest to tylko początek do „nowego porządku” bo na uporządkowanie czeka jeszcze wiele miejsc… poniżej przykłady.

Dzicz przy ulicy Kilińskiego

Klepisko i błota przy ulicy Kilińskiego

Obraz nędzy i rozpaczy przy ulicy Tuwima

Porządek versus dzicz, wybierz po której jesteś stronie

My wiemy jak ważny w mieście jest porządek i jak powinno wyglądać przyjazne miasto. I wiedzą to praktycznie wszyscy ale nie wszyscy chcą do tego dążyć. Nie wszyscy są w stanie pogodzić się z tym, że nie da się stworzyć przyjaznego miasta, z przyjemnym powietrzem i dużą ilością zieleni, stale spełniając rosnące wymagania kierowców samochodów. Nie da się mieć w mieście przyjemnych skwerów i placów, przy których możemy posiedzieć ze znajomymi, wycinając jednocześnie drzewa i niszcząc trawniki by stworzyć nowe miejsca do parkowania. Już teraz mamy w Łodzi niewiele skwerów a przestrzeń wszystkich placów jest zawłaszczona przez samochody. Już teraz mamy w centrum tak niewiele zieleni, że w gorące lato nie ma gdzie schronić się przed słońcem. Jeśli wszyscy, którzy poruszają się po mieście samochodem nie zaczną zdawać sobie sprawy z tego jaką nadmiar samochodów robi miastu i przyszłym pokoleniom mieszkańców miasta krzywdę to liczba samochodów będzie sobie nadal rosła. I będziemy mieć wtedy wybór, taki sam jak mamy teraz. Albo przyzwolimy na kolejne dzikie parkowanie i chaos, który będzie rósł a miasto będzie wyglądało tylko gorzej, albo zgodzimy się na budowę kolejnych parkingów, wylanie morza betonu, wycinkę drzew i zaoranie tawników, i otrzymamy miasto jeszcze mniej przyjemne do życia więc będzie trzeba z niego uciekać. Obydwie wizje są dla nas wszystkich krzywdzące, obydwie to cofnięcie się w rozwoju i sprezentowanie przyszłym pokoleniom gorszej rzeczywistości. Jedyną możliwością aby było lepiej jest porządek a aby ten porządek osiągnąć po pierwsze musi się zmienić postrzeganie wspólnej przestrzeni i zwiększyć szacunek do niej, a po drugie instytucje miejskie muszą zauważać chaos i skutecznie mu przeciwdziałać. Od każdego z nas zależy jakie miasto sobie wszyscy razem stworzymy, czy będziemy je niszczyć czy o nie dbać. To każdy z nas decyduje czy przyzwala na chamstwo i samowolę czy też nie, czy swoim działaniem zbliża nas do destrukcji czy też przed destrukcją nas uchroni. Sam zdecyduj po czyjej jesteś stronie i o jakie miasto walczysz.

Tekst: Marta Ostrowska

Zdjęcia: Marta Ostrowska, Rafał Tomczyk

Rozważania

Dlaczego tak trudno o porządek w mieście cz. 1: Wara od mojego życia!

20/03/2020

Wraz ze wzrostem naszej popularności, coraz większym rozpowszechnianiem naszych treści, cytowaniem naszych wypowiedzi w mediach, zwiększa się grono naszych odbiorców. Docierają do nas nowi, świadomi czytelnicy, pozytywnie zaskoczeni naszymi postulatami, posiadający wiedzę w dziedzinie urbanistyki, myślący bardzo perspektywicznie o planowaniu miast, o funkcjonowaniu społeczeństwa i transportu w mieście. Powiększające się grono takich odbiorców jest dla nas ogromną nobilitacją, nagrodą za prowadzenie naszej działalności w Internecie oraz nauką dla nas, ponieważ od takich osób możemy się wiele nauczyć i jeszcze bardziej wyczulić na pewne sprawy.

Z każdym zwiększeniem popularności przybywa też w naszym gronie osób, które się z nami nie zgadzają ale chętnie z nami dyskutują, kulturalnie argumentując swoje zdanie i to jest również fajne bo rozumiemy przecież, że nie każdy z nas jest taki sam i ma te same spostrzeżenia.

Niestety, wraz z naszym dotarciem do nowych osób docierają do nas też osoby nie tylko nie zgadzające się z naszymi postulatami ale też wyśmiewające i obrażające nas, wyzywające od szkodliwego aktywu, rowerowych idiotów czy debili dążących do nierealnej utopii. Oczywiście bierzemy na klatę całą ciężką pracę związaną z prowadzeniem działalności w Internecie i liczymy się z tym, że nie każdy nasz rozmówca posiada kulturę osobistą na wysokim poziomie ale coraz częściej zastanawiamy się skąd wynika tak gigantyczne niezrozumienie nas przez niektóre osoby i skąd tak duża pogarda. Mamy kilka przemyśleń na temat temat, które gdzieś tam pewnie nie raz się już u nas przewijały ale nigdy jeszcze nie spisaliśmy ich w jednym miejscu. W związku z tym, że chcielibyśmy nasze działania społeczne skoncentrować na rzeczach mądrych i nie wdawać się w niskie dyskusje postanowiliśmy napisać kilka postów, których zadaniem będzie wyjaśnienie podstawowych kwestii o mieście, by później oszczędzając czas linkować je w kontrowersyjnych przypadkach. Jesteśmy przekonani, że każda z osób kierujących w naszą stronę same wulgaryzmy znajdzie tu coś dla siebie, może nawet czegoś się nauczy i zrozumie, że nie dążymy do zniszczenia miasta a wręcz przeciwnie, do tego, żeby było ładniejsze i bardziej przyjazne. Wszystkie inne osoby – zarówno te, które są dla nas po prostu miłe i nas nie obrażają, jak i te, które bardzo popierają nasze treści – na pewno nie będą się nudzić podczas czytania dlatego ich również zapraszamy do pierwszego z trzech postów, poświęconych tematyce porządku w mieście.

Urbanista, społecznik, na co to komu

Tematyka jaką poruszamy w naszych wpisach jest ściśle związana z urbanistyką czyli nauką o planowaniu miast, która zajmuje się analizą struktur miejskich i której celem jest m.in. minimalizowanie konfliktów interesów pomiędzy poszczególnymi użytkownikami przestrzeni. Jest dziedziną techniczną, niezmiernie ważną dla miast, dlatego odkąd prowadzimy tę stronę bardzo nas dziwi, że według niektórych osób jest też paradoksalnie dziedziną tak mało poważaną i traktowaną jako zwykły wymysł, fanaberię i ideologię aktywistów, z którą przecież każdy może się nie zgodzić. Być może jest w tym odrobina racji bo w planowaniu rozwoju miasta ważna jest intuicja, zmysł socjologiczny, i wszystko to, co pomaga przewidzieć jaki coś będzie miało wpływ na mieszkańców miast. Ale chociaż te wszystkie rzeczy mniej techniczne mogą być bardziej subiektywnym odczuwaniem miasta to jednak aby skutecznie planować miasto z korzyścią dla jego mieszkańców potrzeba wiedzy, obserwacji i dogłębnej analizy przestrzeni. Dlaczego więc urbaniści są tak mało cenieni a ich dziedzinę pracy sprowadza się do głoszenia głupich i nierealnych haseł?

Kto wie czym jest miasto, ręka do góry!

My, Polacy, mamy taką niezwykłą umiejętność do manifestacji braku pokory i nawet jak się na czymś kompletnie nie znamy to poświęcimy wiele czasu, żeby z kimś podyskutować, pokłócić się i postawić na swoim. Niektórzy będą się kłócić nawet o sprawy, które nie podlegają żadnej dyskusji. Mamy niebywały talent do tego, żeby np. nie mając bladego pojęcia w kwestiach informatycznych kłócić się z informatykiem. Generalnie z każdym specjalistą w jakiejś dziedzinie możemy się posprzeczać, taka nasza polska mentalność. Ale czy tylko mentalność czy również brak wiedzy daje nam taką odwagę do podważania tez specjalistów?

W szkołach nie uczy się dzieci projektowania i nie kształtuje się wrażliwości na estetykę, nie uczy się też wrażliwości na miejsce, w którym się żyje. Nic więc dziwnego, że kończąc edukację młodzi ludzie nie wiedzą jaki szyld pasuje do elewacji kamienicy a jaki ją oszpeca. Jeśli sami nie mamy w sobie poczucia estetyki miejskiej lub jeśli nie czytamy na temat miasta żadnych książek nie będziemy zbyt wiele o nim wiedzieć. My znaleźliśmy pewną zależność. Ci sami ludzie, którzy najmocniej wyzywają nas w Internecie mają jednocześnie bardzo niską wiedzę na temat miast. Nie śledzą wyników badań, nie czytają publikacji poświęconych planowaniu miast, nie znają funkcji miast czy perspektyw rozwoju miast. Nic więc dziwnego, że nie są w stanie nawet uznać urbanistyki za naukę, a wszystkie cele jakie stawia sobie ta nauka uznają za niemożliwe do wykonania bo przecież idealne miasto to tylko utopia a dążenie do niego to strata czasu. W takim razie dlaczego nie uznajemy medycyny za utopię? Dlaczego chodzimy do lekarza i stosujemy się do jego porad? Dlaczego jeśli lekarz mówi, że wyniki badań są niepokojące ufamy mu bo ma wiedzę lekarską a urbaniście, który mówi, że w mieście coś działa źle i należy to naprawić powiemy, że jest tylko durnym aktywistą? Czy urbanistyka jest dziedziną, od której jesteśmy tak daleko, że nie nadajemy jej odpowiedniej rangi bo nie mamy z nią na co dzień bliskiej styczności? Lekarza potrzebujemy czasem w życiu, jesteśmy czasem zmuszeni do kontaktu z nim a urbanista nie jest nam przecież do niczego w życiu codziennym potrzebny. Może z tego wynika brak szacunku do jego profesji? A może miasto nie jest nam tak naprawdę do niczego potrzebne? Może nie wiemy, gdzie żyjemy? Nie spoglądamy wokół siebie i nie zastanawiamy się dlaczego w jednym miejscu w mieście czujemy się świetnie a w drugim okropnie? Skoro tak, to dlaczego bezmyślnie korzystając z miasta nie zaufamy tym, którzy korzystają z miasta dogłębnie je analizując?

Uporządkowana przestrzeń przy alei Kościuszki, podzielona na strefy, z równolegle parkującymi samochodami

Uporządkowana przestrzeń przy ulicy Narutowicza, z równolegle parkującymi samochodami

Przykładowo, jeśli ktoś twierdzi, że centrum miasta powinno składać się tylko z dróg dla samochodów, bo najważniejszy w mieście jest szybki dojazd wszędzie samochodem a reszta jest zbędna bo i tak coraz więcej osób ucieka z centrum… to urbanista złapie się za głowę widząc w jednym zdaniu tak mocne błędy logiczne. Po pierwsze, osoba, która tak uważa sprowadza miasto tylko do roli jezdni, posiada więc rażący brak wiedzy urbanistycznej ponieważ miasto aby było dla mieszkańców przyjemne i funkcjonalne musi pełnić więcej niż jedną funkcję. Po drugie, ta osoba nie zastanawia się dlaczego centrum miasta ma niższą atrakcyjność, nie bierze pod uwagę tego, że centrum wraz ze wzrostem ruchu samochodowego, wycinką drzew czy niszczeniem trawników jest coraz mniej przyjazne i zamiast pogłębiać tę nieprzyjazność poprzez intensyfikowanie ruchu samochodowego, należy zrobić coś zupełnie odwrotnego. Jeśli centrum miasta służy według takiej osoby do przejechania przez nie lub pozostawienia samochodu na czas swojej pracy a innym funkcjom centrum nie nadaje odpowiedniej wagi (bo mieszka poza centrum i generalnie wisi mu jak to centrum wygląda), to taki ktoś nigdy przenigdy nie znajdzie dobrego rozwiązania dla ogółu społeczeństwa żyjącego w mieście. Ktoś, kto nie ma świadomości, że miasto to nie tylko jezdnie ale również chodniki, skwery, zieleńce, krzewy, pasaże, place, podwórka, podcienia czy przedogródki nigdy nie porozumie się z urbanistą, i nie zrozumie nawet sensu urbanistyki. Dlaczego więc go jednocześnie tak odważnie krytykuje? Bo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Dosłownie i w przenośni.

Jednostka a społeczeństwo

Znaleźliśmy też inną ciekawą zależność. Ci sami ludzie, którzy wyzywają nas w Internecie kierują się w dyskusjach o mieście jedynie swoim własnym dobrem lub dobrem grupy, z którą się utożsamiają. Niestety, zapominają, że w mieście funkcjonuje więcej grup niż jedna, a kluczem do sukcesu jest pogodzenie interesów wszystkich grup i traktowanie wszystkich grup na równi. Jeśli miasto użytkują piesi, rowerzyści, pasażerowie komunikacji miejskiej i kierowcy samochodów to jeśli miasto uznamy za świat służący tylko kierowcom samochodów to pozostałym użytkownikom miasta zrobimy krzywdę. To niby oczywiste, niestety nie dla każdego. Łódź natomiast jest przykładem miasta, w którym nie traktuje się wszystkich grup po równo. Aby to zauważyć wystarczy jeden spacer po centrum miasta, wystarczy porównać sobie jak wiele jest ulic, po których mogą poruszać się samochody, a jak niewiele jest dróg rowerowych, wystarczy też zobaczyć jak wiele trawników, chodników, placów i pasaży jest zajmowanych przez samochody, zaparkowane nielegalnie, łamiąc przepisy… Obserwując taką rzeczywistość codziennie wyraźnie widzimy komu ona sprzyja najbardziej.

Samochody na chodniku, w miejscach, w których ich nie powinno być

Zawłaszczona przestrzeń pieszych przez kierowców samochodów 

Z roku na rok w Łodzi dewastacja przestrzeni miejskiej przez samochody postępuje. Piszemy o tym na naszej stronie Łódzka Autodestrukcja, na którą przy okazji Was serdecznie zapraszamy, a tymczasem zastanówmy się dlaczego taka dewastacja jednym przeszkadza a drugim w ogóle nie. Otóż inaczej myślimy o mieście kiedy poruszamy się po nim tylko samochodem, inaczej kiedy tylko komunikacją miejską lub pieszo. Inaczej też myśli o mieście osoba, która funkcjonuje „od parkingu do parkingu” np. codziennie samochodem porusza się jedynie pomiędzy Zdrowiem a Śródmieściem – mieszka na Zdrowiu, pracuje na Śródmieściu, zakupy robi w tym samym sklepie na Zdrowiu a z parku korzysta tylko na Zdrowiu – od osoby, która dużo po mieście pieszo spaceruje, bywa na różnych osiedlach, korzysta z różnych parków w mieście. Dla osoby, która tylko pracuje w centrum a mieszka na Zdrowiu centrum jest tylko miejscem do pracy czyli miejscem do pozostawienia samochodu na 8 godzin. Ta osoba może nie rozumieć, że centrum to dla niektórych miejsce zamieszkania, a mieszkańcy centrum potrzebują na co dzień zieleni, chodników, pasaży i skwerów. Zupełnie inne wnioski na temat miasta będzie miała osoba robiąca zakupy w taki sam dzień tygodnia, za każdym razem w tym samym markecie, za każdym razem jadąca do niego samochodem, od osoby robiącej zakupy pieszo w osiedlowych sklepikach w różnych lokalizacjach. Im więcej eksplorujemy miasto, im więcej to miasto ‚testujemy’ tym lepiej jesteśmy w stanie zrozumieć potrzeby mieszkańców i kierunek, w jakim użytkowany przez nich fragment miasta podąży. Niestety świat wygląda najskromniej zza szyby samochodu, jest to dość oczywiste bo w samochodzie tworzymy sobie swój własny świat, do którego z zewnątrz nikt nie ma dostępu. Nie musimy prowadzić interakcji z obcymi ludźmi, nie czujemy ich zapachu, nasze nogi nie odczuwają odległości, nasza skóra nie odczuwa wiatru czy deszczu. Postrzeganie miasta zza kierownicy jest ubogie, wiele nam wtedy umyka, koncentrujemy się jedynie na bezpieczeństwie podczas jazdy i znakach drogowych. Jadąc samochodem rzadko mamy okazję zastanowić się nad remontem kamienicy, rekultywacją trawnika czy rodzajem krzewów. Natomiast osoby korzystające z miasta zarówno pieszo, jak i na rowerze, komunikacją miejską oraz czasem samochodem (jak na przykład my) mają zdecydowanie szerszy ogląd na komfort korzystania z miasta niż osoba poruszająca się po nim tylko i wyłącznie samochodem. Dlatego właśnie takim osobom jak my ciężko idzie dogadanie się z kimś, kto na miasto patrzy tylko przez pryzmat samochodu/korków/parkingu a ławce czy skwerowi nie nadaje żadnej rangi.

Skwery w centrum miasta są ważne, ale ciężko to zrozumieć komuś, kto przez centrum miasta tylko przejeżdża samochodem

Ja i moje problemy jako tłumaczenie na wszystko

I znaleźliśmy jeszcze jedną zależność. Wyzwiska w naszą stronę kierowane są tylko i wyłącznie ze strony kierowców samochodów. Przypadek? Nie sądzę. Dlaczego tak jest? Bo zazwyczaj obraźliwe komentarze kierowane w naszą stronę wynikają z poczucia, że ktoś czuje się naszymi treściami o mieście atakowany personalnie. Kiedy piszemy na przykład, że należy w Łodzi ograniczyć ruch samochodowy, uniemożliwić wjazd samochodom na pasaże i place oraz stworzyć więcej skwerów dostajemy najczęściej komentarze o treści (mniej więcej) takiej jak poniższe:

Nie będzie mi żaden aktywista mówił czym mam jeździć bo najwygodniej mi się jezdzi samochodem!

Jak wy sobie wyobrażacie, że mam funkcjonować? Jak mam jedno dziecko zawieżć do szkoły, drugie do żlobka, teściową do lekarza a potem jeszcze zakupy zrobić bez samochodu?

Do teatru każecie mi smierdzącą komunikacją jechać?

Gdy natomiast zwracamy uwagę na to, że parkowanie na trawniku lub w innym niedozwolonym miejscu jest brakiem dostosowania się do ustalonych reguł, brakiem kultury i powoduje chaos przestrzenny przeczytamy na przykład:

Przecież ja nie mam gdzie zaparkować więc muszę tu parkować.

Tu i tak nie ma trawnika tylko jest klepisko.

Przecież ten plac jest pusty i brzydki więc czemu mam tu nie parkować?

No cóż. Ciężko dyskutować z ludźmi, którzy wskazówki na temat funkcjonowania miasta odbierają tak egoistycznie. To, jak sobie każdy z nas organizuje życie to sprawa prywatna każdego z nas, i powinniśmy tak to życie sobie organizować, żeby mieć świadomość, że wybór naszego środka transportu wywiera wpływ na innych a każdy samochód zwiększa zanieczyszczenie, zajmuje miejsce parkingowe i przyczynia się do powstania korków. Jeśli chcemy w mieście więcej zieleni, lepszego powietrza, więcej miejsc do parkowania i mniejszych korków to jeśli jesteśmy młodzi, sprawni i zdrowi starajmy się jak najmniej używać samochodu. Czy to nie logiczne? Czy kupując mieszkanie wybieramy jego lokalizację by mieć bliżej do pracy a dzieci miały bliżej do szkoły żebyśmy nie musieli dojeżdżać godzinę samochodem codziennie czy wręcz przeciwnie nie zastanawiamy się nad tym i bezmyślnie wybieramy miejsce zamieszkania tak, by skazywać się na samochód po czym codziennie w godzinach szczytu przyczyniamy się do korków, na które oczywiście codziennie narzekamy? Nasz wybór ma wpływ na innych ludzi, najwyższy czas do zrozumieć. Wybór samochodu natomiast to sprawa prywatna każdego z nas i nie powinniśmy obarczać innych odpowiedzialnością za naszą decyzję. Nie mamy gdzie zaparkować? Szukajmy legalnego miejsca do skutku albo zrezygnujmy z samochodu, zamiast zajmować miejsce nieprzystosowane do parkowania tylko dlatego, że ono nam się według nas należy. Nikt z nas nie ma prawa dewastować miasta, każdy z nas ma obowiązek dbać o miasto – gdyby wszyscy tak uważali w miastach panowałby porządek. Niestety, bardzo nam obecnie do porządku daleko.

Jest nas coraz więcej, ale wciąż chcemy więcej

Kierowcy samochodów są grupą najbardziej uprzywilejowaną, i grupą, która posiadając już najwięcej przywilejów stale rząda kolejnych przywilejów. Ilość samochodów w miastach rośnie z roku na rok, jest logiczne więc, że jeśli samochodów jest więcej to miejsc parkingowych jest coraz mniej, a jeśli w danej lokalizacji jest umiejscowiony parking za rok ten sam parking nie będzie już wystarczał. Kierowcy samochodów nie przyjmują tego do wiadomości i żądają kolejnych parkingów, kolejnych miejsc parkingowych. Miasto natomiast nie jest z gumy, nie da się go rozciągnąć tak, żeby stale reagować na zwiększające się potrzeby parkingowe. Jeden kierowca potrzebuje parkingu w okolicy skrzyżowania Piłsudskiego – Śmigłego – Rydza, drugi na Księżym Młynie, a trzeci na Targowej – nie da się zadowolić wszystkich kierowców i każdemu postawić parking blisko ich domu, pracy czy ulubionego sklepu. Mamy do dyspozycji konkretną powierzchnię i nie możemy jej przeznaczać tylko do dyspozycji kierowców i ich samochodów bo miasto to nie tylko sprzyjające warunki do zaparkowania. Pamiętajmy też, że każdy kolejny parking jest rozwiązaniem tylko na chwilę, bowiem prędzej czy później sprowadzi w dane miejsce jeszcze więcej samochodów (każdy parking generuje ruch samochodowy, a im parking większy tym i większy ruch samochodowy) i koło się zamknie.

Ilość samochodów osobowych na 1000 mieszkańców w mieście Łódź według danych GUS

Jeśli w danym miejscu miejsc parkingowych jest 20, zaparkuje w nim 20 samochodów. Jeśli zwiększymy tę ilość miejsc do 40, zaparkuje w nim 40 samochodów. Każde parkowanie to też dodatkowa chęć zaparkowania. Zwiększając ilość miejsc parkingowych zwiększamy ruch w danym miejscu i zwiększamy chęć zaparkowania, tym samym zwiększamy ilość rozczarowań z powodu braku miejsca do zaprakowania. Jeśli liczba samochodów będzie stale rosła, zapewnianie kolejnych miejsc parkingowych będzie niekończącą się opowieścią a miasto zamieni się w ciągu kilku lat w jeden wielki parking. Będziemy musieli wtedy wyciąć drzewa i uklepać wszystkie trawniki. Dlatego jeśli nie myślimy perspektywicznie, nie wybiegamy w przyszłość, nie analizujemy zachowań innych tylko jedynie swoje własne potrzeby i żądamy dla siebie wciąż więcej, więcej i więcej to zamiast pomagać miastu krzywdzimy miasto. Miejski egoista nie powinien więc krytykować ludzi, którzy zamiast tylko o swoim interesie myślą o interesie ogółu i całej miejskiej przestrzeni.

Samochody zawłaszczające nielegalnie przestrzeń pieszych w pasażu Schillera, sierpień 2019

Samochody zawłaszczające nielegalnie przestrzeń pieszych w pasażu Schillera sięgają już prawie ulicy Piotrkowskiej, listopad 2019

Chcę żyć na swoich zasadach, wara od mojego życia!

Poszukiwanie perspektywicznych rozwiązań, najlepszych dla miasta i jego mieszkańców, zupełnie nie idzie w parze z miejskim egoizmem. Dlatego urbaniści lub społecznicy postulujący o działania uprzyjaźniania miast są często wyśmiewani i atakowani przez osoby myślące jedynie o swoim interesie. Zamiast koncentrować się na istocie problemu i na tym jak go naprawić miejscy egoiści agresywnie wzbraniają się przed naprawą problemu ponieważ naprawa problemu może odebrać im coś, co się w ich ocenie im należy czyli np. wolność korzystania z samochodu w centrum. Wynika to z głęboko zakorzenionej mentalności, że ich własne dobro jest ważniejsze niż dobro ogółu, oni nie muszą stosować się do zasad, nie muszą być altruistami i nie muszą robić nic, by innym ludziom w mieście żyło się lepiej. Skoro nie muszą tego robić to tego robić nie będą a każdego, kto powie im co jest najlepsze dla ogółu i dla miasta będą traktować jak wroga, ponieważ takie postulaty mogą okazać się dla nich niewygodne i zagrozić stylowi życia jaki aktualnie prowadzą.

Ciężko jest cokolwiek wywalczyć jeśli w grę wchodzi wpływanie na czyjś styl życia – przecież nikt z nas nie czuje się dobrze kiedy jacyś obcy ludzie wtrącają się i nakazują nam jak mamy żyć. Ale odbiór takich nakazów zależy tylko i wyłącznie od tego ile w sobie mamy pokładów miejskiej empatii. Jeśli ktoś jest świadomym użytkownikiem miasta, przestrzega przepisów i nie działa na szkodę innych zawsze będzie popierał idee zmierzające do wypracowania perspektywicznych rozwiązań bardziej przyjaznych dla mieszkańców. Jeśli natomiast ktoś myśli tylko i wyłącznie o swoim komforcie (będę korzystać z samochodu kiedy chcę i jak chcę bo tak mi wygodnie) i o swoim prawie do posiadania i użytkowania samochodu (będę korzystać z samochodu kiedy chcę i jak chcę bo mam do tego prawo), na postulaty odnośnie zmniejszania ilości samochodów w miastach będzie reagował agresją. Miejscy egoiści odbierają postulaty nawołujące do uprzyjaźnienia miasta jako chęć zrobienia z ich życia piekła, jako chęć odebrania im prawa do poruszania się samochodem po centrum lub do parkowania samochodu gdzie chcą, nawet na trawie. Dlatego korzystając z okazji tego wpisu, mamy mały komunikat do typowego miejskiego egoisty:

Poruszamy się po Łodzi głównie pieszo, rowerem lub komunikacją miejską. Samochodem poruszamy się tylko w wyjątkowych okolicznościach właśnie dlatego żeby nie przyczyniać się do powstawania korków, w których Ty mógłbyś stać, nie zanieczyszczać powietrza, którym Ty oddychasz, nie zajmować miejsca parkingowego, które ktoś starszy z Twojej rodziny mógłby potrzebować. Nigdy nie parkujemy samochodu tak, by utrudniać komukolwiek, również Tobie, poruszanie się po mieście. Nigdy nie parkujemy samochodu w niedozwolonych miejscach i nie tworzymy chaosu parkingowego, żebyś na przykład Ty nie musiał na ten chaos patrzeć. My Ci nie chcemy niczego odbierać, ale jeśli Ty czasem z czegoś nie zrezygnujesz to ktoś inny, bardziej świadomy, na pewno będzie musiał. Nie zabieramy Ci Twojego komfortu, ale Ty myśląc tylko o swoim komforcie komuś innemu na pewno komfort odbierasz. Spójrz na poniższe dwa zdjęcia, i zastanów się jakiego miasta sobie życzysz. My dążymy do porządku i postulujemy o porządek w mieście (zdjęcie po lewej stronie), a Ty? Czy w obronie swoich własnych interesów przyzwalasz na brak porządku i parkowanie gdzie popadnie? Jesli tak, to drugie zdjęcie (po prawej stronie) prezentuje degradację do jakiej prowadzi Twoje przyzwolenie. Jesteś zatem przeszkodą na drodze do porządku a Twoje podejście jest przyczyną destrukcji. Skoro swoim postępowaniem działasz na szkodę miasta, pozwól zatem robić swoje tym, którzy działają dla dobra miasta. Z góry dziękujemy.

Tekst: Marta Ostrowska

Zdjęcia: Marta Ostrowska, Rafał Tomczyk

Rozważania

Plebiscyt Hity i kity Łodzi 2019 | Wyniki

17/03/2020

Mamy wyniki plebiscytu Hity i kity Łodzi 2019 roku! Co uznaliście za najlepszą aktywność roku w mionym roku? Z jakich wydarzeń najbardziej się cieszyliście? A co według was było najbardziej nietrafionym pomysłem i największym rozczarowaniem? Nie trzymamy Was dłużej w niepewności i zapraszamy do sprawdzenia jak układały się Wasze głosy. Przypomnijmy, że w tym roku wybieraliście najlepsze i najgorsze sprawy w dziesięciu kategoriach – pięciu dla hitów: Aktywność roku, Uciecha roku, Inicjatywa roku, Atrakcja roku i Przemiana roku oraz pięciu dla kitów: Gorycz roku, Trauma roku, Absurd roku, Destrukcja roku i Chała roku. Poniżej prezentujemy procentowe wyniki dla każdej z kategorii.

Jak się okazuje najlepszą aktywnością miejską było według Was posadzenie dużych drzew w centrum, najbardziej cieszyliście się z rozpoczęcia rewitalizacji obszarowej ale prawie tak samo mocno uradowało Was ocalenie neonu Łódź Fabryczna przed wyjazdem do Warszawy. Ze wszystkich inicjatyw doceniliście najbardziej oczyszczenie elewacji Domu Handlowego „Domus” z banerów reklamowych – to wspaniała wiadomość dla zarządcy budynku oraz dla właścicieli lokalu Woda Sodowa, którzy zaangażowali się w sprawę walki z banerami bardzo mocno. Największą atrakcją dla Was został neon „Wdech / Wydech” a najlepiej zrealizowaną przemianą remont parku Sienkiewicza :) Krótko podsumowując i upraszczając Wasz wybór prawdziwymi hitami poprzedniego roku są dla Was drzewa, rewitalizacja, czyste elewacje, neony i estetyka parku Sienkiewicza :) Gratulujemy więc z ogromną radością wszystkim zwycięzcom!

Jeśli chodzi natomiast o sprawy negatywne największą goryczą okazał się dla Was przedłużający się remont al. Śmigłego – Rydza ale widać też, że po raz kolejny mocno zawiodły Was puste lokale na dworcu fabrycznym. Najbardziej traumatyczne było dla Was działanie Obszarowego Systemu Sterowania Ruchem a najbardziej absurdalne zawieszenie kolejnych połączeń lotniska Łódź Lublinek. Ze wszystkich destrukcji najczęściej wybieraliście dewastacje świeżo wyremontowanych ulic w centrum, co tylko potwierdza fakt, że najbardziej irytujący jest brak chęci utrzymania porządku w miejscu, w którym ten porządek utrzymać jest najłatwiej. Tytuł chały roku zdobyła natomiast jakość ułożenia nawierzchni na ulicy Jaracza. Mamy nadzieję, że takich kitów jak te wymienione powyżej z roku na rok będzie w Łodzi coraz mniej a zdobyte w tym roku tytuły będą dobrą przestrogą zarówno dla miasta jak i prywatnych inwestorów.

Bardzo dziękujemy Wam za wszystkie oddane głosy, które razem stworzyły nam ciekawe podsumowanie minionego roku. Jeśli macie ochotę z nami podyskutować o rezultacie głosowania serdecznie zapraszamy na nasz Facebook. Więcej o idei plebiscytu oraz o nominowanych sprawach znajdziecie tutaj. Do następnego!

Rozważania

Plebiscyt Hity i kity Łodzi 2019 | Nominacje

18/02/2020

„Hity i kity Łodzi” to plebiscyt, w którym wybierane są najlepsze i najgorsze sprawy minionego roku, powody do dumy i do wstydu, blaski i cienie łódzkiej rzeczywistości. W głosowaniu internetowym wskażecie które aktywności w mieście uważacie za najładniejsze, najciekawsze lub najbardziej pożyteczne, a które za nietrafiony lub źle zrealizowany pomysł. „Hity i kity Łodzi” to z jednej strony wyrażenie uznania dla wysiłku miejskich instytucji oraz prywatnych inwestorów, dzięki którym pozytywnie zmienia się oblicze Łodzi, a z drugiej zwrócenie uwagi na bylejakość rozwiązań, którą często jesteśmy zmuszeni zaakceptować a która negatywnie wpływa na komfort korzystania z przestrzeni miejskiej. Chcemy za pomocą plebiscytu motywować do szukania coraz to lepszych rozwiązań i stawiania wyżej poprzeczki osobom odpowiedzialnym za miasto bo jeśli nie będziemy bardziej wymagający nie doświadczymy lepszej jakości.

Tegoroczna edycja plebiscytu składać się będzie łącznie z dziesięciu kategorii – pięciu dla hitów: Aktywność roku, Uciecha roku, Inicjatywa roku, Atrakcja roku i Przemiana roku oraz pięciu dla kitów: Gorycz roku, Trauma roku, Absurd roku, Destrukcja roku i Chała roku. Tegoroczne głosowanie rozpocznie się 22 lutego i potrwa do 14 marca, wyniki natomiast ogłosimy 17 marca. Poniżej przedstawiamy wszystkich kandydatów wraz z krótkim uzasadnieniem i kilkoma zdjęciami.

Nominacje w kategorii Aktywność roku czyli najlepsza aktywność w trosce o zwiększenie estetyki w mieście:

+ Posadzenie dużych drzew przy ulicach Jaracza, Traugutta, Tuwima i Nawrot

+ Montaż słupków przy ul. Kilińskiego (od Narutowicza do Traugutta) i przerwanie dewastacji

+ Odbudowa i remont willi „Szuflandia”

+ Generalny remont pałacu Steinertów

+ Policja na placu Dąbrowskiego i mandaty dla nielegalnie parkujących kierowców

W ciągu całego roku 2019 zyskaliśmy w mieście bardzo niewiele drzew i zdecydowanie oczekujemy od władz miasta w kolejnym roku więcej zaangażowania w tej kwestii, ale bardzo doceniamy fakt, że podczas przebudowy ulic Jaracza, Traugutta i Nawrot posadzono duże drzewa – każde takie drzewo to nie tylko zwiększenie estetyki ulicy ale przede wszystkim inwestycja w zdrowie mieszkańców. Takie nasadzenia powinny stać się już standardem podczas każdej przebudowy ulicy, bez wyjątku, z każdym rokiem powinniśmy nawet pobijać własne łódzkie ilościowe rekordy.

Remont budynku również poprawia estetykę jakiegoś fragmentu miasta a w ubiegłym roku wypiękniały dwa bardzo cenne dla łodzian obiekty. Odbudowana i odnowiona została willa Edwarda Hentschela, która zagrała Rzeczpospolitą Krasnoludową w filmie „Kingsajz” oraz  generalnie wyremontowany został pałac Steinertów. Na obydwie metamorfozy wszyscy bardzo czekaliśmy i mamy nadzieję, że każda z nich będzie dobrym przykładem dla całej swojej okolicy.

Przez ponad rok przy ulicy Kilińskiego, na sporym odcinku od ulicy Narutowicza do Traugutta, musieliśmy chodzić po błocie i mieć na uwadze, że możemy zostać potrąceni przez samochód chociaż byliśmy na chodniku. Egoistyczni kierowcy samochodów uklepali wszystkie trawniki, a piachem i błotem zabrudzili wszystkie chodniki. Wjeżdżając po przejściach dla pieszych i jadąc wzdłuż chodnikiem narażali pieszych na niebezpieczeństwo. Na szczęście łódzkie instytucje postanowiły zapobiec dalszej degradacji montując słupki uniemożliwiające samochodom wjazd, i choć zrobiły to zdecydowanie za późno pozostawiając nam już jedynie klepiska i chodniki w błocie, to i tak bardzo chcielibyśmy docenić i wyróżnić ich działanie, które zarówno zapobiegnie dalszej dewastacji jak i umożliwi pieszym normalne i bezpieczne poruszanie się. Liczymy również po cichu na to, że zostaną tu rekultywowane trawniki – skoro zezwalano na ich niszczenie powinno się je teraz przywrócić. Oczywiście w przyszłości instytucje powinny takim sytuacjom zapobiegać albo interweniować wcześniej ale bardzo doceniamy uporządkowanie przestrzeni tak dużego obszaru i przede wszystkim jesteśmy przeszczęśliwi, że wreszcie dostrzeżono potrzeby pieszych.

W ogóle jakiekolwiek większe działania uświadamiające dziko parkującym kierowcom, że robią źle są u nas w Łodzi sprawą nadal sporadyczną. Właśnie dlatego chcemy wyróżnić w tym roku zmasowany przyjazd Policji na plac Dąbrowskiego i ukaranie parkujących na płycie placu mandatami. Chcielibyśmy tą nominacją przekazać, że ta jednostkowa akcja, o której sporo pisano w Internecie, powinna być standardem w cywilizowanym kraju bo bez egzekwowania porządku i stosowania się do zasad nie będziemy mieć wokół siebie porządku i stosowania się do zasad.

Duże drzewa przy ulicy Traugutta
Słupki przy ulicy Kilińskiego

Nominacje w kategorii Uciecha roku czyli najszczęśliwsze wydarzenie:

+ Ocalenie neonu „Łódź Fabryczna” przed wyjazdem do Warszawy

+ Rozpoczęcie inwestycji „Fuzja”

+ Rozpoczęcie rewitalizacji obszarowej centrum

+ Otwarcie nowej siedziby Muzeum Sztuki

+ Wpisanie elektrociepłowni EC-2 do rejestru zabytków

Na dobre rozpoczęła się rewitalizacja obszarowa centrum, i choć jej jakość pozostawia sporo do życzenia nie ma wątpliwości, że jest to działanie, która w dużym stopniu podwyższy jakość naszego korzystania z miasta i uestetyzuje miejsca, które wcześniej wywoływały jedynie zdegustowanie lub strach. W roku 2019 rozpoczęła się również realizacja inwestycji „Fuzja”, która zmieni spory obszar naszego miasta przy ulicy Tymienickiego. W ramach inwestycji powstają nowe obiekty mieszkalne oraz odnawiane są stare pofabryczne budynki, w tym dawna elektrownia Scheiblera. Nie ma chyba osoby, która nie wyczekiwałaby momentu aż w końcu dawne Zakłady Przemysłowe Scheiblera znów zaczną tętnić życiem, prawda?

W ubiegłym roku otwarto również nowe przestrzenie Muzeum Sztuki przy ulicy Więckowskiego, dzięki którym nie tylko zbiory zyskały więcej przestrzeni ale również odwiedzający mają większy komfort z korzystania z muzeum. Nowa czytelnia, nowe pomieszczenia do prelekcji czy warsztatów, a do tego przyjemny taras, z którego zobaczymy całe podwórze przepięknego pałacu Maurycego Poznańskiego to tylko niektóre z nowości jakimi dysponuje teraz Muzeum Sztuki. Wystarczy chociaż raz wybrać się do nowej częsci muzeum (wejście od strony ulicy Gdańskiej) aby się przekonać, że decyzja o powiększeniu jego siedziby była strzałem w dzisiątkę.

Nieużytkowaną już elektrociepłownię EC-2 wpisano do rejestru zabytków. Niestety dokonano tego zdecydowanie za późno i z powodu decyzji jej obecnego właściciela zdążyliśmy już utracić wiele cennych fragmentów tego obiektu, które mogłyby zostać w przyszłości chociaż w niewielkim stopniu wykorzystane. Mimo wszystko oceniamy wpis do ewidencji jako ważny przekaz, że architektura przemysłowa, niezależnie z jakich lat pochodzi, również jest świadectwem naszej historii, i niezależnie od tego co o niej myśli sam jej obecny czy przyszły właściciel to wypada ją traktować z dużym szacunkiem. To, że jeden właściciel nie widzi w takiej architekturze potencjału nie oznacza, że ona tego potencjału nie ma, dlatego naszym zdaniem wpisy do rejestru i ewidencji zabytków powinny być swego rodzaju przypomnieniem wszystkim inwestorom, że wpisane obiekty nie są „dla każdego”.

Być może to właśnie przez niedostrzeganie potencjału w rzeczach, które są świadkiem naszej historii prawie utraciliśmy kultowy neon „Łódź Fabryczna” ze starego dworca fabrycznego. PKP nie za bardzo chciało już trzymać neon w swoim magazynie, i nie ma się co dziwić,  końcu nie posiada on dla nich żadnej wartości sentymentalnej. Na dodatek nikt z Łodzi również nie był neonem specjalnie zainteresowany,  łódzkie instytucje nie widziały na niego pomysłu – stare to i brudne, na co to trzymać?! Najłtwiejszym sposobem dla nich wszystkich było więc pozbycie się ‚problemu’ a Muzeum Neonów w Warszawie było gotowe ten ‚problem’ przygarnąć. Dla łodzian ta nowina to było coś jak policzek więc rozpętała się spora afera na portalach społecznościowych i w lokalnych mediach. Po wielu głosach niezadowolenia z całej tej sytuacji władze miasta jednak poszły po rozum do głowy i postanowiły szczęśliwie neonu nie oddawać. Serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się do pozostawienia łodzianom neonu, a teraz czekamy na jego wykorzystanie, u nas, w Łodzi, na łódzkiej ziemi, nasze propozycje znaleźć można o tutaj ;)

Nowa siedziba Muzeum Sztuki
Makieta inwestycji "Fuzja"
Jedno z wnętrz elektrociepłowni EC-2

Nominacje w kategorii Inicjatywa roku czyli najfajniejszy i najbardziej pożyteczny pomysł:

+ Piknik sąsiedzki w podwórzu kamienicy przy ul. Jaracza 42

+ Akcja społeczna „Weranda dla pszczoły” Fundacji Kolorowo

+ Daszek nad wejściem hotelu Polonia

+ Ustawienie drzew w donicach przy ul. Wólczańskiej przez „Synergię”

+ Oczyszczenie elewacji Domu Handlowego „Domus” z banerów reklamowych

+Działalność Drukarni Sztuki w Starej Drukarni

Kategoria „Inicjatywa roku” to kategoria, której celem jest zwrócenie uwagi, że niektórym się po prostu chce coś zrobić dla innych i dla miasta. Chcemy za jej pomocą wyróżnić pomysły, które ktoś zrealizował chociaż wcale nie musiał. Już na wstępie poprosimy o gromkie brawa dla autorów i realizatorów wszystkich powyższych pomysłów [i tu rozlegają się brawa] za wyjątkową empatię i za to, że ich zdaniem mieszkańcy Łodzi po prostu zasługują na coś atrakcyjnego, integrującego lub pobudzającego wyobraźnię.

W obecnych czasach niewiele osób może powiedzieć, że zna swoich sąsiadów, i to nie tylko mieszkańcy bloków mijają się bez słowa na osiedlu ale również mieszkańcy kamienic, w których przecież o kontakt sąsiedzki jest łatwiej. Niestety łatwiej jest tylko z pozoru a w rzeczywistości nawet na tym samym piętrze kamienicy nie znamy nikogo i czasem potrzebujemy jakiegoś dodatkowego zachęcenia do interakcji. Dlatego fajną sprawą okazuje się być na przykład piknik sąsiedzki, i taki właśnie zorganizowali sobie mieszkańcy kamienicy przy Jaracza 42, z okazji zbliżającego się remontu ich kamienicy. Goście przygotowali coś do jedzenia dla innych a na jednym z balkonów odbyły się występy solistów Teatru Muzycznego oraz zespołu Samokhin Band. Bardzo popieramy taką inicjatywę, oby takich więcej!

Podobny pomysł integracji mieszkańców kamienicy miała Fundacja Kolorowo, która organizuje cykl spotkań sąsiedzkich „Weranda dla pszczoły”, podczas których sąsiedzi mają okazję lepiej się poznać sadząc rośliny balkonowe. Taka akcja społeczna nie tylko integruje ze sobą mieszkańców kamienicy ale również zwraca uwagę na problem wymierania pszczół, które zapylają około 70% roślin. Strata pszczół oznaczać będzie dla nas nie tylko stratę miodu ale również klęskę żywiołową dlatego sadząc rośliny miododajne na naszych balkonach pomagamy pszczołom i nam samym. Brawa za pomysł na akcję i za realizację jej w łódzkich podwórkach!

Hotel Polonia wcale do swojego funkcjonowania nie potrzebował żadnego dodatkowego elementu nad wejściem… ale zawiesił strojny daszek! Dzięki tej decyzji parter hotelu zyskał na elegancji i wyraźnie widać teraz z daleka gdzie znajduje się wejście do hotelu. Zyskał na tym cały fragment ulicy Narutowicza, który na zdjęciach można pomylić nawet z fragmentem paryskiej ulicy.

Czasam nie da się posadzić drzewa w ziemi ale drzewo w donicy możemy postawić zawsze. Problem polega na tym, że generalnie nikt tego nie robi bo nie widzi takiej potrzeby, w przeciwieństwie do „Synergii”, która dobrze wie, że już tylko zieleń może nas wszystkich uratować ;) Dlatego bardzo doceniamy inicjatywę Synergii, która ustawiając drzewa w donicach przed swoją siedzibą przy ulicy Wólczańskiej, pokazała, że jak się chce to można, i że nawet prywatny właściciel może dać mieszkańcom miasta od siebie coś więcej. Piękny przykład dla wszystkich właścicieli, zarządców oraz inwestorów!

Elewacja frontowa Domu Handlowego „Domus” przez długi czas zaśmiecona była banerami reklamowymi. Nic tak nie psuje estetyki fragmentu ulicy jak mocno rzucający się w oczy baner na przepięknym budynku dlatego właściciele lokalu „Woda sodowa” mieszczącego się na parterze domu handlowego zaangażowali się w sytuację i wspólnie z administratorem budynku wywalczyli zdjęcie banerów z elewacji. Należą im się wielkie brawa za wcale niełatwą pracę w trosce o poszanowanie wartościowej architektury.

Jako ostatnią inicjatywę w tej edycji z przyjemnością nominujemy cały projekt „Drukarni Sztuki”, mający na celu umożliwienie zaprezentowania się kilku artystom w świeżo wyremontowanych wnętrzach Starej Drukarni czyli dawnej drukarni wojskowej przy ulicy Gdańskiej 130. Zarząd obiektu postanowił efektywnie wykorzystać swoje wnętrza do czasu sfinalizowania wszystkich umów najmu, dzięki czemu te pofabryczne przestrzenie tętniły życiem nawet gdy nie były jeszcze wynajęte. Pomysł genialny ale tak rzadko stosowany, prawda?

Elewacja D.H. Domus bez banerów 
Piknik sąsiedzki przy ul. Jaracza 42
Drzewka w donicach ustawione przez Synergię

Nominacje w kategorii Atrakcja roku czyli najbardziej atrakcyjna nowość w przestrzeni miejskiej:

+ Rzeźba „Imagine. Wyobraź sobie…Nową Łódź!” autorstwa Mikołaja Apelt-Ciupińskiego

+ Neon „Wdech / Wydech” autorstwa Supergut Studio

+ Mural Andreya Bergera w podwórzu Starej Drukarni

+ Oświetlenie Łódzkiego Domu Kultury według projektu Design Lab Group

+ Instalacja „Nostalgia” autorstwa Dominiki Cebuli na przystanku MPK przy ul. Narutowicza

+ Pomnik jednorożca autorstwa Tomohiro Inaby

+ „My wheel of Łódź” na Starym Rynku

+ Instalacja parasolkowa w podwórku przy ul. Piotrkowskiej 120

Dzięki konkursowi zorganizowanemu przez Avestus Real Estate oraz Wydział Rzeźby i Działań Interaktywnych Akademii Sztuk Pięknych  w Łodzi przestrzeń pasażu pomiędzy budynkami „Imagine” wzbogaciła się o nową rzeźbę. Autorem zwycięskiego projektu  jest student ASP Mikołaj Apelt – Ciupiński. Wielkoformatowa rzeźba o tytule „Imagine. Wyobraź sobie…Nową Łódź!” przedstawia lokalizację inwestycji „Imagine” na mapie Łodzi. Bardzo nam się podoba taka abstrakcyjna forma i nawiązanie do żagli, a jeszcze bardziej podoba nam się cała idea konkursu, który zarówno daje szansę artystom na pokazanie swoich umiejętności jak i daje mieszkańcom miasta jakąś nową wartość w przestrzeni miejskiej. Bardzo byśmy chcieli aby coraz więcej inwestorów w taki sposób uatrakcyjniało nasze miasto.

Neon i instalacja artystyczna „Wdech / Wydech” autorstwa architektów Katarzyny Furgalińskiej i Łukasza Smolarczyka z pracowni Supergut Studio z Katowic, to jeden z naszych ulubionych pomysłów zrealizowanych w Łodzi w ciągu ostatnich lat. Pionowy neon składa się tylko z dwóch słów, a mimo to jest bardzo wymowny. Uważamy, że Łódź jest wręcz stworzona do realizacji takich pomysłów – Łódź nie jest prosta i płytka tylko wielowymiarowa i inspirująca, dlatego jest idealnym tłem dla wszelkich instalacji, powinny się one dosłownie czaić na nas za każdym rogiem i zapraszać nas do refleksji na temat przestrzeni miejskiej ;)

Murale również wpasowują się w łódzką rzeczywistość idealnie. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę zarząd Starej Drukarni, który we współpracy z Fundacją Urban Forms zaprosił jednego z najbardziej rozpoznawalnych artystów streetartowych w Rosji. Andrei Berger namalował mural z głowy, bez użycia rzutnika, ponieważ jego zdaniem właśnie takie malowanie daje poczucie większej integracji z architekturą. Dodatkowo inauguracja muralu została wzbogacona o specjalny mapping, który możecie zobaczyć tutaj. Mural dostępny jest do oglądania w podwórzu Drukarni, i jeśli jeszcze go nie widzieliście polecamy zajrzeć na Gdańską 130.

Elewacja Łódzkiego Domu Kultury została w ubiegłym roku pięknie oczyszczona a odświeżoną bryłę podkreśla oświetlenie według projektu pracowni Design Lab Group. Postanowiliśmy w tej edycji wyróżnić to oświetlenie w kategorii „Atrakcja roku” aby zwrócić uwagę na to jak bardzo budynek zyskuje będąc wieczorem oświetlony – takie delikatne podkreślenie bryły sprawia, że możemy docenić wszystkie jej walory nie tylko za dnia ale również wieczorem. Oczywiście, na wyróżnienie zasługuje w tej kwestii również sam projekt oświetlenia, bo dzięki temu, że jest on bardzo dobry budynek zyskuje więcej klasy.

Instalacja artystyczna „Nostalgia” autorstwa Dominiki Cebuli wkomponowana w przystanek MPK przy ulicy Narutowicza cieszy do dzisiaj oczy i pobudza naszą wyobraźnię. W czasach, w których wielkie miasta zalewa beton a pod inwestycje wycinane są drzewa taka ilość motywów kwiatowych to dla nas odskocznia od szarej rzeczywistości. Popieramy ten pomysł i mamy nadzieję, że możemy liczyć na jego kontynuację a Miasto wykreuje nam kolejne takie kreatywne przystanki.

Niezależnie od wątpliwości czy pomnik jednorożca powinien się pojawić w Łodzi czy też nie poddajemy go pod głosowanie bo dzieło japońskiego artysty Tomohiro Inaby to nie tylko znakomita praca sama w sobie ale również dla wielu mieszkańców miasta symbol nowej tożsamości Łodzi. Pomnik powstał jako realizacja jednego z projektów w Budżecie Obywatelskim a jeśli macie ochotę powspominać jego uroczyste odsłonięcie to zapraszamy tutaj.

Minęło sporo czasu od ostatniej atrakcji na Starym Rynku czyli „Koncertu na wstążki” kiedy pojawiło się koło widokowe „My wheel of Łódź”. Możnaby pomyśleć, że koło widokowe to atrakcja tylko dla turystów ale nic bardziej mylnego! Łodzianie nie posiadają zbyt wielu punktów widokowych nad czym ogromnie ubolewamy, i jak się okazuje nie tylko my ubolewamy bo nie tylko osoby przyjezdne wykreowały te spore kolejki do przejażdżki kołem „My wheel of Łódź”. Nas interesuje natomiast najbardziej nie samo koło widokowe ale to, jak zaktywizuje ono przestrzeń. Stary Rynek to nadal zapomniane miejsce, które ‚żyje’ jedynie okazjonalnie za sprawą niewielkich inicjatyw oddolnych, Miasto natomiast nie inwestuje w jego aktywizację. Dlatego zwracamy tą nominacją uwagę na to, że warto zapraszać tutaj artystów i firmy oferujące rozrywkę bo to się tutaj na prawdę sprawdza.

Filmowe podwórze przy ulicy Piotrkowskiej 120 z okazji Festiwalu Dobrego Smaku przyozdobiło się w kolorową instalację z parasoli, która wywołała niemałą furorę w mieście zarówno wśród mieszkańców jak i osób przyjezdnych. Instalacja cały czas jest wielkim hitem na Instagramie, co nas zupełnie nie dziwi, i na szczęście została z nami do dzisiaj udowadniając, że łódzkie podwórka wcale nie muszą być szare.

Instalacja "Nostalgia"
Instalacja z parasoli przy ul. Piotrkowskiej 120
Rzeźba w pasażu Imagine

Nominacje w kategorii Przemiana roku czyli najlepsza przebudowa lub remont obszaru:

+ Odcinek ulicy Traugutta (od Sienkiewicza do Kilińskiego)

+ Odcinek ulicy Jaracza (od Wschodniej do Kilińskiego)

+ Odcinek ulicy Nawrot (od Piotrkowskiej do Kilińskiego)

+ Odcinek ulicy Tuwima (od Kilińskiego do Targowej)

+ Park Sienkiewicza

Efekty takich inwestycji zauważamy najbardziej, ułatwiają nam życie i sprawiają, że zwykłe pójście do sklepu czy spotkanie ze znajomym jest przyjemniejsze. Każdy z wyremontowanych w ubiegłym roku fragmentów ulic ma swoje lepsze i gorsze punkty, dlatego bardzo jesteśmy ciekawi który z nich Wy uważacie za najlepiej zrealizowany. Dokonując wyboru weźcie pod uwagę wiele czynników – nie tylko czy jest ładnie ale też czy jest funkcjonalnie. Czy wygodnie chodzi się chodnikiem, czy podczas remontu poszanowano zieleń lub posadzono nową?  Czy dobrze ułożono płyty/kostkę lub czy znalazły się miejsca parkingowe? Czy udało się wykorzystać cały potencjał ulicy czy też nie? Wasz wybór będzie cenną wskazówką dla łódzkich intytucji!

Ulica Traugutta po przebudowie
Ulica Jaracza po przebudowie
Park Sienkiewicza po remoncie

Nominacje w kategorii Gorycz roku czyli bezradność, bezczynność i smutny brak postępów:

– Puste lokale na dworcu fabrycznym

– Banery reklamowe na Sukcesji i przed Sukcesją

– Banery reklamowe na Centralu

– Przedłużający się remont parku Moniuszki

– Przedłużający się remont al. Śmigłego – Rydza

– Zaniedbanie rozpadającej się kostki na skrzyżowaniu ulic Kilińskiego – Sass – Zdort

– Brak dróg tymczasowych na remontowanych ulicach

Kolejny rok minął a dworzec fabryczny nadal posiada lokale użytkowe, które zamiast służyć mieszkańcom i turystom nie służą mieszkańcom i turystom ponieważ nie są wynajęte. Tymczasem w okolicy dworca nadal brakuje gastronomii, drogerii, usług czy dyskontu. Centrum handlowo – usługowe Sukcesja nie tylko w dalszym ciągu zamiast ukazywać swoją fabryczną (udawaną ale jednak) fasadę prezentuje brzydkie banery reklamowe, ale w tym roku poszedł o krok dalej i ustawił dodatkowo banery z reklamami. Obydwa budynki Centralu również zmuszały nas przez cały rok 2019 do oglądania ogromnej wielkości banerów z produktami mięsnymi i pogarszały estetykę całego skrzyżowania Piłsudskiego – Piotrkowska.

Przedłużające się remonty stają się chyba powoli specjalnością Łodzi, wobec której wszyscy są chyba już zupełnie bezradni. Długi czas trwania prac nie tylko wydłuża czas wszelkich podróży po mieście ale też wpływa negatywnie na komfort pieszych, dla których przeważnie nie tworzy się tymczasowych nawierzchni, zmuszeni są oni więc do chodzenia po piachu i błocie. Jeśli mowa o chodzeniu to wiele punktów w Łodzi idąc chodnikiem właśnie trzeba było omijać. Najbardziej znany z nich to nawierzchnia z kostki przy skrzyżowaniu ulic Kilińskiego i Sass – Zdort, leżąca w nieładzie przez wiele miesięcy, która jest taką symboliczną czkawką jaką odbija nam się to morze kostki wylane przez cały rok 2019 podczas różnych remontów.

Brak tymczasowej drogi do przejścia dla pieszych
Wiecznie nie naprawiona nawierzchnia przy Kilińskiego
Banery na Sukcesji i przed Sukcesją

Nominacje w kategorii Trauma roku czyli najbardziej bolesne zdarzenie, po którym niesmak pozostanie na długo:

– „Pielęgnacja” drzew przy ulicy Sienkiewicza przez Light Move Festival

– Wpuszczenie transportu indywidualnego na ulicę Kilińskiego i zablokowanie komunikacji miejskiej

– Działanie Obszarowego Systemu Sterowania Ruchem

– Porzucona mozaika Hort Cafe na trawie w pasażu Schillera

Light Move Festival, za pozwoleniem instytucji miejskich, przyciął gałęzie drzew przy ulicy Sienkiewicza pozostawiając nas z przykrym widokiem na kolejne miesiące. Na taki okazjonalny szacunek do zieleni nie powinno być naszego przyzwolenia, tym bardziej, że winowajca nie raczył do tej pory ani przeprosić mieszkańców ani zrekompensować im straty.

Podczas trwania remontu ulicy Sienkiewicza na ulicę Kilińskiego (odcinek pomiędzy Piłsudskiego a Tuwima) wpuszczono transport indywidualny czym totalnie zablokowano komunikację miejską, powodując jej opóżnienia nawet o półtorej godziny. Ten skandaliczny paraliż jest do dziś dla nas zupełnie niezrozumiały bowiem ZDiT i Biuro Inżyniera Miasta powinni działać w trosce o usprawnienie poruszania się po mieście a nie to poruszanie się po mieście blokować. Ulica Kilińskiego jest już w sporej części po przebudowach ale mentalne zarządzanie nią jest takie jak kilka lat temu, gdy Kilińskiego stała w permanentnym korku. Komunikacja miejska na Kilińskiego nie jest w stanie być konkurencyjna i jest powodem tylko większej frustracji. Tracą na tym wszyscy a najbardziej ci, którzy wybrali środek transportu, który powinien mieć w centrum miasta priorytet.

I zostańmy w temacie tego priorytetu. Obszarowy System Sterowania Ruchem nie przyniósł w ubiegłym roku obiecanych nam korzyści. W centrum miasta miały być realizowane działania wprowadzające priorytet dla transportu zbiorowego i ruchu pieszego, z jednoczesnym ograniczeniem ruchu pojazdów indywidualnych. Niestety efekt był odwrotny a najlepiej na szybkości ruchu zyskały pojazdy indywidualne. Z ogromną przyjemnością nominujemy działanie OSSR do „Traumy roku” a jeśli chcecie dowiedzieć się w tej sprawie więcej odsyłamy Was tutaj.

Mozaika Hort Cafe zdaje się być kompletnie porzucona przez jej właścicieli, położona na trawie w poziomie (choć jej przeznaczenie to pion) wystawiona jest na szkodliwe warunki atmosferyczne oraz służy jako pochylnia do jazdy na deskorolce. Chociaż jej właściciel zapewnia, żę odpowiednio jej pilnuje i o nią dba to dla nas obraz leżącej na trawie mozaiki jest symbolem braku poszanowania do detalu o dużej wartości historycznej, fatalnym przykładem dla innych właścicieli lokali oraz wielką demotywacją do jakichkolwiek działań na korzyść miasta bowiem jeśli sam właściciel detalu tak o niego „dba” to jak mamy w naszym mieście zachować nieliczne pozostałości historii?

Mozaika Hort Cafe na trawie
Drzewa przy ul. Sienkiewicza po "pielęgnacji" przez LMF
Zablokowany ruch na ul. Kilińskiego

Nominacje w kategorii Absurd roku czyli najgorszy i najbardziej bez sensu pomysł:

– Spóźnione ustawienie donic z drzewami na ul. Narutowicza

– Całkowity brak obiecanych donic na placu Dąbrowskiego

– Zawieszenie kolejnych połączeń z lotniska Łódź Lublinek

– Układ przebudowanego skrzyżowania ulic Kilińskiego – Dąbrowskiego

– Wyłączenie z użytkowania torowisk tramwajowych (m.in. Legionów i Wojska Polskiego)

– Nieukończone ciągi chodników i dróg rowerowych wzdłuż ulicy Zgierskiej

– Powolna realizacja zwycięskich projektów rowerowych z BO z poprzednich lat

Po co ustawiać drzewa w donicach we wrześniu? Żeby je zabrać w październiku! Takiego zdania jest Zarząd Zieleni Miejskiej, który trochę naszym zdaniem zakpił z mieszkańców miasta głosujących w Budżecie Obywatelskim na projekt ustawienia drzew w donicach przy ulicy Narutowicza. Nie dość, że drzewka te ustawiono za późno, bo najbardziej potrzebne były wiosną i latem, to jeszcze były one tak małe, że niektórzy mijając je nawet ich nie zauważyli! Niestety to nie koniec absurdów bowiem na placu Dąbrowskiego donice z drzewami (również realizowane w ramach BO) nie zostały ustawione w ogóle! To zwyczajnie nie dotrzymanie słowa i strata czasu mieszkańców, którzy wybrali powyższe pomysły na drodze głosowania.

Nie tylko w przypadku tych projektów zignorowano głosy mieszkańców. Nie doczekaliśmy się również realizacji kilku projektów dotyczących infrastruktury rowerowej a te, które rozpoczęto nie zostały ukończone, np. ciągi chodników i dróg rowerowych wzdłuż ulicy Zgierskiej. Czyżby głosowanie w Budżecie Obywatelskim było jedynie stratą czasu wnioskodawców i osób głosujących?

Nie dość, że nie polepsza się jakości życia w mieście realizuąc obiecane projekty, to jeszcze wyłącza się z użytkowania torowiska tramwajowe.  Zamknięcie torowisk przy ulicach Legionów i Wojska Polskiego to dla łodzian przykra sprawa i spore utrudnienie.

Zawieszenie kolejnych połączeń z lotniska Łódź Lublinek tylko utwierdza nas w przekonaniu, że nie nadążamy nad innymi dużymi miastami w Polsce. Podobne odczucia mamy patrząc na skrzyżowanie ulic Dąbrowskiego i Kilińskiego, które po przebudowie jest o wiele  bardziej niebezpieczne a korzystanie z niego jest mniej intuicyjne i mniej komfortowe niż wcześniej. Dodatkowo jest to kolejne skrzyżowanie, na którym szynowa komunikacja miejska zamiast mieć priorytet ma antypriorytet. Czy to nie absurd? Oczywiście, że absurd!

Przebudowane skrzyżowanie ulic Dąbrowskiego - Kilińskiego
Ul. Legionów bez tramwajów
Spóźniona donica z drzewem przy ul. Narutowicza

Nominacje w kategorii Destrukcja roku czyli najbardziej nikczemne niszczenie lub zawłaszczenie przestrzeni:

– Dewastacja świeżo przebudowanych ulic w centrum przez kierowców samochodów

– Dzicz parkingowa przy Kilińskiego na odcinku od Narutowicza do Traugutta

– Parkowanie na placu przed hotelem Puro

– Parkowanie na placu Dąbrowskiego

– Rozprzestrzenianie się samochodów w pasażu Schillera

– Parkowanie na trawniku przy ulicy Tuwima, niedaleko EC1

Tutaj nie będziemy się zbytnio rozdrabniać bo granice naszej akceptacji dla braku poszanowania przestrzeni przez egoistycznych kierowców samochodów zostały już dawno przekroczone. Rok 2019 upłynął nam na ogromnym zdziwieniu jak niewiele znaczy dla niektórych mieszkańców miasta zieleń, chodnik czy pieszy. Egoistyczne parkowanie niszczy wszystko na swojej drodze i stwarza niebezpieczeństwo a za jego konsekwencje musimy się wstydzić przez osobami przyjeżdżającymi do nas z innych, bardziej cywilizowanych, dużych polskich miast. Każda taka parkingowa dzicz to również obraz bezczynności miejskich instytucji, który prowadzi do pozbawienia nas estetyki i zieleni. Wybierzcie z nominowanych destrukcji tę, która Waszym zdaniem jest najbardziej odczuwalna, najpaskudniejsza i najgorzej świadczy o jej twórcach.

Dzikie parkowanie przy ul. Kilińskiego
Parkowanie na płycie placu przy ul. Ogrodowej
Niszczenie trawnika przy ul. Tuwima

Nominacje w kategorii Chała roku czyli najbrzydsza realizacja:

– Ogrodzenie zabytkowego parku Klepacza od strony północnej i zachodniej

– Jakość ułożenia klinkierowej nawierzchni na ul. Jaracza

– Przebudowa komórek przy ul. Abramowskiego

– Jarmark Bożonarodzeniowy przy ul. Piotrkowskiej

Zabytkowy park Klepacza zyskał w 2019 roku nowe ogrodzenie. Możnaby przypuszczać, że skoro park jest zabytkowy to jego charakter zostanie podkreślony stylistyką ogrodzenia. I niby tak zostało zrobione ale jednak nie do końca ponieważ ogrodzenie historyzujące i stylizowane pojawiło się jedynie od strony wschodniej, pozostałe strony zyskały brzydki płot. Pikanterii dodaje fakt, że za to brzydactwo (i w pewnym sensie też dyskriminację przechodniów) odpowiada Politechnika Łódzka, która powinna prezentować wysokie poczucie estetyki. Kultowe komórki przy ulicy Abramowskiego straszyły kiedyś zaniedbaniem, teraz straszą jakością przebudowy. Niby żadnej zmiany a jednak zmiana jest, na niekorzyść, bo teraz nie mamy ani wysokiej jakości ani charakteru… Niestety, wolimy już to, co było kiedyś a wstyd z powodu zaniedbania był mniejszy niż z powodu fatalnego gustu i niskiej jakości wykonania. Jakość prac to w ogóle coś bardzo rzadko spotykanego w ubiegłym roku a zwłaszcza w przypadku przebudowy ulicy Jaracza. Nawierzchnia klinkierowa położona jest fatalnie, wytykają to już zarówno mieszkańcy jak i Radni Miejscy, jednak bez skutku, mijają miesiące a naprawy brak.

Jarmark Bożonarodzeniowy przy Piotrkowskiej natomiast to największy festiwal kiczu, brudu i tandety jaki został zorganizowany w całym poprzednim roku. Sam targ stanowiło kilka skromnych budek, a dodatkową atrakcją było wesołe miasteczko wyglądające raczej jak z horrorów. Podczas gdy inne polskie miasta prześcigają się w tworzeniu coraz to piękniejszych jarmarków bożonarodzeniowych organizatorzy i koordynatorzy łódzkiego jarmarku chyba co roku stawiają sobie do realizacji cel zupełnie odwrotny.

(To brzydsze) ogrodzenie parku Klepacza
Jarmark Bożonarodzeniowy przy ul. Piotrkowskiej
Komórki przy ul. Abramowskiego po remoncie

To już wszystkie nominacje, gratulujemy wszystkim czytelnikom, którzy dobrnęli do końca tego wpisu! Nasze szanowne Jury w Waszej osobie spokojnie może teraz udać się na obrady i narady, a my poniżej publikujemy link do głosowania. Więcej zdjęć i opisów nominowanych spraw znajdziecie w wydarzeniu na Facebooku poświęconym Plebiscytowi Hity i kity Łodzi 2019.

Tekst i zdjęcia: Marta Ostrowska, Rafał Tomczyk

Home, Rozważania

Niezmienna bylejakość zmian

21/10/2019

Parę lat temu bardzo cieszyliśmy się na wiadomość, że miasto sprzedało działkę pod planowany hotel Puro i jednocześnie zobowiązało nabywcę terenu by w ramach inwestycji przed budynkiem stworzył plac. Wszyscy dobrze wiemy jak fatalnie latami wyglądał ten narożnik i wszyscy bardzo liczyliśmy tutaj na jakiś postęp. Poza tym tuż obok Pałacu Poznańskich i Muzeum Historii Miasta Łodzi od dawna widać było potrzebę stworzenia miejsca, w którym będzie można na chwilę przysiąść, popatrzeć na elewację zabytku, powspominać zwiedzanie wnętrz lub obgadać wystawę. Kolejne potrzeby przyszły wraz z wybudowaniem biurowca Ogrodowa Office, który wygenerował tu większy ruch a przecież nawet mały placyk fajnie pomaga ten ruch na chwilę „przejmować” – przydaje się pracownikom biur by na chwilę wyjść w trakcie przerwy czy gościom biurowca, którzy zwyczajnie chcą poczekać na tramwaj. Bardzo się cieszyliśmy, że doceniono wartość takiej miejskiej „przystani”, myśleliśmy, że to jest dobry znak i zaczyna się przemycać rozwiązania, które dają nam nową jakość przestrzeni. Było to wszystko oczywiście dość tajemnicze ale rokowało naprawdę dobrą współpracę na linii miasto – inwestor prywatny i liczyliśmy, że może w tym miejscu powstać naprawdę ciekawa przestrzeń. Cieszyliśmy się. Do czasu kiedy plac okazał się jedynie nową nawierzchnią, nie zapraszającą do siadania i miłego spędzania czasu. Wyglądał zupełnie jak… do niczego, i jedyne co mu wróżyliśmy to szybkie zaatakowanie go przez samochody.

Czas mijał, w upalne dni plac świecił pustkami. Nic w tym dziwnego ponieważ ze względu na brak wysokich drzew, mogących dawać jakikolwiek cień, siedzenie tutaj groziło poparzeniem lub udarem słonecznym. Robiło się coraz chłodniej, plac nadal nie cieszył się jakimś wielkim powodzeniem ale powoli widać było więcej osób siedzących na ławkach. Niestety, taki stan rzeczy oczywiście nie mógł trwać długo ponieważ zaczęto tolerować tu parkowanie samochodów… Otóż nieszczęśliwie w Polsce panuje taki paskudny zwyczaj, że gdy tylko istnieje jakaś pusta przestrzeń, np. pusta przestrzeń placu stworzona dla pieszych, to ta pusta przestrzeń nie zostaje długo do dyspozycji pieszych tylko jest zabierana pieszym. Plac przed hotelem Puro ma sporą ilość pustej przestrzeni dlatego, że pełni częściowo rolę miejsca dojazdu na parking podziemny oraz, w razie konieczności, drogi przeciwpożarowej dla samego hotelu. Niemniej jednak można było tę przestrzeń rozplanować dużo lepiej, tak, aby pustka „nie prosiła się” w przyszłości o jej odebranie. Nie minęło pół roku kiedy plac o funkcji rekreacyjnej zamienił się w parking z możliwością siadania na ławce. Czy to brak konsekwencji i samowolna zmiana decyzji czy też może od początku taki był plan a łodzian oszukano?

Kolejny bylejaki plac dla łodzian
Samochody zaparkowane są jak chcą i gdzie chcą

Na etapie projektowania popełniono tu chyba wszystkie możliwe błędy. Wykonano pustą i nieatrakcyjną płytę oraz ustawiono kilka ławek. Posadzono śladową ilość traw ozdobnych i trzy maleńkie drzewka. Umieszczono słupki w sposób nieuchraniający pieszych przed wjazdem samochodów. Zamiast przyjemnej „przystani”, przy której z przyjemnością spotkamy się ze znajomymi tuż przed pójściem na wystawę czy do klubu nabyliśmy kolejne dysfunkcyjne miejsce, w którym:

 – Ludzie spacerują i jeżdżą samochody, co jest niebezpieczne;  

 – Ludzie jeżdżą samochodami i spacerują tu ludzie, co jest niebezpieczne;

 – Spędzanie czasu jest nieprzyjemne ponieważ jeżdżące tu samochody wywołują w pieszych niepokój. W efekcie zamiast musieć obawiać się o swój komfort i swoje bezpieczeństwo piesi wolą nie spacerować po placu oraz nie przechodzić przez środek placu;

 – Siedzenie na ławce obok zaparkowanych samochodów nie jest przyjemne ponieważ piesi korzystają z miejskich „przystani” po to, by odpocząć od samochodów a nie z nimi obcować. Dlatego plac, w którym mamy bliski kontakt z jadącymi lub stojącymi samochodami jest placem nie spełniającym swojej funkcji rekreacyjnej;

 – Płyta placu jest coraz bardziej zniszczona, ponieważ jeżdżą po niej samochody. Już po kilku miesiącach od zakończenia inwestycji płyta nadaje się do wyczyszczenia;

– Słupki ulokowano niezwykle gęsto, jednocześnie w taki sposób, że zabezpieczają plac przed samochodami jedynie z dwóch stron a gdyby były ulokowane w szerszych odstępach wystarczyłoby ich na zabezpieczenie placu z każdej strony.

W takim razie po co stworzony został plac z ławkami skoro nie jest fajnie na tych ławkach siedzieć? A jeśli plac miał służyć do parkowania to po co znalazły się tu ławki a nawierzchnią są płyty granitowe? To dla kogo w ogóle powstał plac przed Puro? Kiedy płyta zostanie wyczyszczona z plam? Te pytania pozostaną bez odpowiedzi ale ewidentnie coś się tu nie udało, do takiej sytuacji nie powinno już w obecnych czasach dochodzić. Natomiast skoro już do niej doszło to w fajnym, normalnym świecie ktoś powinien na straży takich spraw stać. Skoro plac został sprzedany pod jakimiś warunkami instytucje miejskie powinny kontrolować sytuację i odpowiednio zareagować. Niestety mijają kolejne tygodnie dzikich zachowań, dalej pozwala się na zawłaszczanie przestrzeni pieszym, konfrontując ze sobą wszystkich użytkowników przestrzeni aby ich ze sobą skonfliktować, i aby wzajemnie stanowili dla siebie zagrożenie. Kiedy ktoś zareaguje? Za rok? Dwa? Nigdy? Może to od początku był taki niecny plan by władować w jedno miejsce biegające dzieci razem z jeżdżącymi po placu autami? W takim razie skoro tak totalnie mamy gdzieś porządek, komfort i bezpieczeństwo to po co w ogóle umieszczono tu słupki? Już można je było sobie darować, szybciej byśmy się wszyscy wykończyli.

Mieliśmy mieć do dyspozycji przyjemny plac, wyszło jak zwykle. I kolejny raz mamy wrażenie, że łodzianie są pozostawieni samym sobie. Ławka jest, możesz sobie usiąść, a że jest nieprzyjemnie to trudno. Słupków brak więc możesz wjechać a że dziecko wybiegnie ci nagle przed maskę samochodu to trudno. Podarowano nam kolejną przestrzeń generującą dodatkowe konflikty. Co zrobili łodzianie źle, że podarowano im za karę taki plac?

Plac czy jednak parking?

Jako wisienkę na torcie tej całej komedii dodamy, że hotel Puro ustawił tu tabliczkę z zakazem parkowania, który dotyczy chyba tylko niektórych skoro jednak jakieś samochody za tabliczką parkują. Czyli podsumowując: mamy przestrzeń dla wszystkich (co oznacza w praktyce przestrzeń dla nikogo), mieszającą ze sobą różnych użytkowników przestrzeni, narażającą ich na niebezpieczeństwo; mamy też prywatny hotel rozporządzający przestrzenią o wymogach określonych przez miasto, oraz brak kontroli miasta nad swoją własną działką.

Zakaz parkowania na placu, na którym parkują samochody

Powstała nam więc kolejna przestrzeń, która sama nie wie czym ma być. Trochę placem dla mieszkańców, trochę parkingiem na granicie a trochę drogą pożarową i dojazdem do hotelu. Dodatkowym absurdem jest to, że choć inwestor czyli hotel Puro zobowiązany był do zagospodarowania terenu przed hotelem to teren ten nadal należy do miasta, tak więc niewiadomo kto faktycznie poczuwa się do niego jako właściciel. Z jednej strony hotel umieszcza tabliczki zakazujące parkowania osobom nie będacym jego gośćmi a z drugiej strony Straż Miejska nie postrzega tego terenu jako miejski i nie panuje nad tą sytuacją. To wszystko sprawia, że zamiast fajnego miejsca mamy kolejne „byleco” i „byle by było”, kolejny „niby plac”. Niestety, konsekwencje za bałagan „wyżej” ponoszą ci „najniżsi” czyli mieszkańcy, którzy muszą albo korzystać z niedopasowanej do nich przestrzeni albo zrezygnować z korzystania z niej. Przykro to stwierdzać ale to wygląda tak, jakby wcale nie chciano nam pomóc w codziennym funkcjonowaniu, a wręcz odwrotnie – jakby chciano nam szkodzić, i nikt „tam wyżej” nie pomyśli, że dla nas taka przestrzeń to nie jest jedynie nieudana inwestycja tylko odebranie nam pewnej szansy na fajne miejsce, na progres miejsca. Taka nieudana inwestycja to swego rodzaju ułomność fragmentu miasta, z którą mieszkańcy muszą się na co dzień zmagać. Mamy przestrzeń wyremontowaną, nową, ale zupełnie bez lepszej jakości. I pomyśleć, że taką bylejakość serwuje się w okolicy najważniejszej, tuż przy najważniejszych zabytkach Łodzi – Pałacu Poznańskich oraz dawnym kompleksie fabrycznym Izraela Poznańskiego. Ot, kolejna zmiana, totalnie bez progresu, kolejna zmiana bez zmiany na lepsze, kto by się tym przejmował?

Tekst i zdjęcia: Marta Ostrowska i Rafał Tomczyk

Opowieści

Miasto Las Kolumna – letnisko Łodzi

02/09/2019

Około 30 kilometrów od Łodzi jest miejsce, do którego jeszcze 50 lat temu przeciętny Łodzianin wybierał się na wakacje. Miejsce niezwykle malownicze, położone wśród lasów sosnowych, z dwiema czystymi rzekami i kilkoma stawami. To niedoszłe miasto ogród i dawny wypoczynkowy kurort z plażami, kortami tenisowymi, restauracjami, dansingami, kawiarniami oraz słynnymi na całą Polskę drewnianymi domami wypoczynkowymi i pensjonatami, budowanymi w szwajcarskim stylu. To miejsce, które nas w sobie totalnie rozkochało, do którego wracamy odpocząć od zgiełku miasta. To miejsce to Kolumna, zwana przed wojną Miastem Las Kolumna.

Nazwa Kolumna po raz pierwszy pojawiła się w źródłach w XVII w., gdzie wspomina się o osadzie młyńskiej, i prawdopodobnie pochodzi od Samuela Nadolskiego, właściciela Łasku w latach 1635-1661, który w swoim herbie miał kolumnę. Od końca XIX w. Kolumna wraz z dobrami łaskimi należała do rodziny Szweycerów, którzy mieszkali w pobliskiej wsi Ostrów. Janusz Szweycer wydzielił ze swoich dóbr ziemskich kilkaset hektarów i przeznaczył je pod budowę miejscowości letniskowej, ktorej nadano nazwę Las-Kolumna. Architekt Antoni Jawornicki wykonał specjalny plan parcelacji ziem, na wzór miast-ogrodów Ebenzera Howarda. Rozparcelowano tereny leśne, wytyczono rynek, place pod szkołę, kościół, pocztę, i przystanek kolejowy. Powstały pensjonaty i domy letniskowe, powstałe letnisko nazwano Miasto-Las-Kolumna.

Dworzec kolejowy w Kolumnie
Historia Kolumny w pigułce

Funkcjonowała tu rozlewnia wód mineralnych, a woda eksportowana była do Niemiec w dębowych beczkach. Powstało kilka ścieżek zdrowia, kino oraz przyrzeczny basen. Aż do lat 80-tych sprawnie działały tu ośrodki kolonijne a rodziny korzystając z funduszu pracowniczego, wybierali na wakacje Kolumnę. Niektórzy przyjeżdżali tu również na weekendy, konnymi bryczkami lub pociągiem.

W okresie międzywojennym działki odsprzedawano fabrykantom, przemysłowcom, kupcom, urzędnikom i inteligencji, głównie pochodzącej z Łodzi. Co ciekawe, kupujących obowiązywał zakaz wycinania więcej niż 1/3 drzewostanu. Lata swojej świetności Kolumna przeżywała tuż przed II wojną światową, zwano ją wtedy „Małą Palestyną” ponieważ większość mieszkańców i turystów była pochodzenia żydowskiego. Zbudowano tu nawet synagogę.

Drugi rozkwit Kolumny nastąpił po wojnie ale dobre czasy skończyły się w połowie lat 70-tych gdy przyłączono ją do Łasku, przez co stała się tylko zwykłą dzielnicą większego od siebie miasta. Od tego momentu już nie dbano o nią jak kiedyś i zatracano jej potencjał turystyczny. Sprzedano działki położone przy rzekach, wycinano coraz więcej drzew, wyburzono kultowe obiekty a największy staw sprzedano i ogrodzono betonowym płotem. Pensjonaty z czasem stawały się zwykłymi domami komunalnymi, które nieremontowane powoli się rozpadają.

Dom przy Placu Szarych Szeregów 4
Dom przy ulicy Piotrkowskiej 11
Wille przy ulicy Kolonijnej
Willa przy Komuny Paryskiej

Zakochaliśmy się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia. Piękne, stare budynki, w połączeniu z drzewami tworzą wręcz pocztówkowe widoki. Do tego zapach natury, najintensywniejszy w lasach ale mocno wyczuwalny nawet pomiędzy uliczkami. I jeszcze to uporządkowanie przestrzeni… nic dziwnego, że da się ją odczuć ponieważ Janusz Szwejcer (założyciel Kolumny) zainspirowany osiągnięciami angielskiej urbanistyki życzył sobie by wszystkie parcele i aleje zostały tu odpowiednio wytyczone a pierwsze tereny leśne rozparcelował nawet łaski geometra inżynier Tadeusz Radzik. Już kiedy po raz pierwszy spacerowaliśmy po Kolumnie czuliśmy harmonię przestrzenną, a niewiele wtedy o tym miejscu wiedzieliśmy i dopiero po przeczytaniu nieco historii zrozumieliśmy skąd wziął się tutaj ten rzadko spotykany w małych polskich miasteczkach ład. Te wszystkie obrazy, zapachy i trafne rozwiązania planistyczne składają się na jedyne w swoim rodzaju wrażenia, do których odkrywania zapraszamy również i Was.

Ulica Piotrkowska w Kolumnie
Dom przy ulicy Sosnowej

Jeśli dalej potencjał Kolumny nie będzie odpowiednio szanowany zniknie jej niepowtarzalny charakter. Dlatego koniecznie musicie zobaczyć to miejsce, zrozumieć jak smutno byłoby je stracić. Zapraszamy do odwiedzania Kolumny i do opowiadania o niej innym. Każdy z nas może przyczynić się do tego, aby nie tylko pamiętano o świetności dawnego letniska Łodzi, ale też by z powrotem nim było. Zapraszamy również na stronę Zielona Kolumna, prowadzoną przez Stowarzyszenie Zielona Kolumna, które zajmuje się ratowaniem pierwotnego charakteru Miasta Ogrodu „Las Kolumna”, rozwijaniem go i aktywowaniem lokalnej społeczności. A na końcu tego wpisu  zachęcamy do przeczytania jednego z wierszy o Kolumnie, autorstwa Ryszarda Wasilewskiego.

Ryszard Wasilewski

„Ulice Kolumny”

Zostały gdzieś miejsca nostalgii niewarte,

Gdzie nie ma już nawet pylistego cienia,

Bo ktoś się odsunął na zasięg kamienia

I rany wracają bliznami nie starte.

.

A drogi Kolumny – tu moje korzenie –

Chowają wciąż dla mnie imiona i treści

Odsłonią, gdy jestem, co pamięć nie zmieści

I radość podniosą – wygładzając cienie.

.

W igliwiu i liściach czasem ktoś się wzbrania,

Lecz życie wciąż tęskni i tętni i płynie.

Radosne anioły tu są od zarania

.

I tkwią w nas jak kwiaty rozsiane w dolinie –

Nie po to, by zamknąć je w smutki i łkania. –

Miłości nam danej nie trwońmy, bo zginie.

Rozważania

Smażymy się w mieście Łodzi + apel do władz

17/06/2019

Drzewa nie tylko oczyszczają nasze powietrze ale też dają nam ulgę w ciepły dzień i chłodzą miejsca tuż obok nich, izolując beton. Drzewa sa ważne, każde małe dziecko to wie, a w dobie kryzysu klimatycznego drzewa będą nam coraz bardziej potrzebne abyśmy w ogóle mogli funkcjonować. Urzędnicy i prywatni inwestorzy albo tej tajemnej wiedzy nie posiadają albo posiadają ale z premedytacją gotują dla mieszkańców miasta prawdziwe piekiełko wycinając drzewa na potęgę, tworząc w ich miejscach parkingi i stawiając tyci drzewka w donicach. Dlaczego celowo pozbawia się nas zdrowego powietrza i zacienionych miejsc dających nam ukojenie w upalne dni?

Po pierwsze morze betonu wylewa się bo jest to najłatwiejsze i nie potrzeba do tego żadnej kreatywności. Gdy nie ma się pomysłu na przestrzeń najłatwiej jest zrobić płaski plac a potem wmówić mieszkańcom miasta, że będzie dzięki temu uniwersalny i sprawdzi się pod imprezy miejskie. Tylko, że… zazwyczaj kończy się to tak, że żadnych imprez miejskich się w takich miejscach nie organizuje a jeśli już się zorganizuje to raz w roku event lub demontrację, a poza tym jednym dniem plac stoi pusty i nikomu nie służy, jak np. plac Dąbrowskiego. W upalny dzień nikt tu nie usiądzie, a dlaczego przekonacie się za chwilę.

Plac (patelnia) Dąbrowskiego

Druga sprawa. Zieleń łatwo zabiera się pod pretekstem nowych inwestycji, a tam gdzie jej wcześniej nie było przy powstawaniu nowych inwestycji również się nie tworzy. Mamy sporo takich przykładów w Łodzi, w których widać jak nowe inwestycje całkowicie pomijają sadzenie drzew, świetnym przykładem może być teren dworca Łódź Fabryczna.

Teren (patelnia) obok dworca Łódź Fabryczna
Teren (patelnia) przed wejściem głównym dworca Łódź Fabryczna, widok na Bramę Miasta

Organizacja społeczna „Miasto jest nasze” zmierzyła temperaturę na warszawskim placu Bankowym. Pomyśleliśmy, że może warto zmierzyć temperaturę i u nas, przecież dobrze wszyscy wiemy, że zieleń jest potrzebna ale chcieliśmy się w końcu przekonać jak bardzo jest potrzebna i zobaczyć na własne oczy, w łódzkich realiach, różnice temperatur. I proszę, poniżej przedstawiamy wyniki naszych pomiarów, tym samym, zapraszamy do prawdziwego łódzkiego piekiełka ;)

Pierwsza patelnia, naszym zdaniem najmocniej piekąca w Łodzi, czyli plac Dąbrowskiego. Przy samej płycie placu mamy 44° a na drewnianych ławeczkach aż 58° (ałć!). Jeśli chcemy usiąść i grzać się nieco mniej proponujemy na kamiennych siedziskach przy fontannie, tam temperatura wyniosła 44° – to jest więcej niż się spodziewaliśmy, jak widać woda nie ochładza powietrza aż tak, jak sądziliśmy do tej pory, no ale jeśli mamy do wyboru grzanko na 58° i 44° wybieramy to drugie.

Wszyscy dobrze wiemy i widzimy dlaczego w upał rzadko ktoś tu siada, a mimo to plac w obecnej formie sobie jest. Nasze pytanie brzmi: po co? Dlaczego nie zostanie przebudowany ponownie jeśli poprzednia przebudowa ewidentnie była błędnie wykonana (w naszym rozumowaniu jeśli nie służy ludziom to jest błędnie wykonana)? Brak przebudowy świadczy, że władze miasta nie widzą takiej potrzeby, tak więc plac ma sobie służyć samemu sobie, zdecydowanie nie nam, mieszkańcom.

Sprawdźmy teraz sytuację na terenie dworca Łódź Fabryczna. Tutaj sytuacja przedstawia się nieco korzystniej bo po stronie północnej dworca mamy temperaturę chodnika 36° a ławki 34°. Niestety, w gorące dni nikt tu nie usiądzie, wszyscy siedzą w środku budynku dworca, a piękną pogodę obserwują zza szyby. To dla kogo ten teren? Kolejne miejsce do szybkiego przejścia a nie do siedzenia? To po co tutaj w ogóle ławki?

Sprawdzilismy też z ciekawości przystanek przy ulicy Sienkiewicza. Przy przystanku 40°, na ławce tyle samo. W gorący dzień nie ma niestety gdzie schronić się przed słońcem, wiata uchroni nas jedynie przed deszczem a kiedy jest nam za ciepło jedynym wyjściem jest udać się kawałek dalej do drzew.

Z ciekawości sprawdziliśmy też rowery miejskie, które stoją na odkrytych i nagrzanych przestrzeniach. Jaką temperaturę w takim razie ma nagrzane siodełko roweru miejskiego przy placu Dąbrowskiego? 56°! Nie chcę Was straszyć, ale organizm człowieka przejmuje temperaturę tego siodełka i bardzo szkodliwe jest przyjmowanie na jedną partię ciała aż 56 stopni…

Wiemy już jak cieplutkie są patelnie miejskie. A teraz sprawdźmy jak wygląda różnica temperatur w miejscach bez zieleni i z zielenią. Pierwszy przykład to ulica Narutowicza, tuż obok Collegium Anatomicum, 45°, a (uwaga!) kilka metrów dalej, za warzywniakiem, pod wielkim drzewem, 28°! Różnica ogromna!

Idziemy dalej. Drugi przykład to skrzyżowanie Narutowicza – Kilińskiego. Tuż przy hotelu Polonia mamy 44° a tylko kawałeczek dalej na skwerku 35°. Tutaj różnica pewnie nie jest tak szokująca ze względu na lokalizację przy mocno ruchliwym skrzyżowaniu ale 10° i tak może dać nam odrobinę wytchnienia w gorący dzień.

Kolejny przykład to dalszy skwerek, obok „budynku TVP”. Temperatura na skwerku 34°, na ławce 39°, gdy się kawałek oddalimy od zieleni i mamy większy kontakt z zaparkowanymi samochodami niż parę metrów wcześniej temperatura rośnie aż do 41°, a jeszcze kawałek dalej gdy staniemy pod drzewem zmaleje aż do 29°!

Ostatni przykład jaki podamy to ulica Traugutta. Postawiono tu nowiutkie ławki i posadzono małe drzewka pomiędzy nimi. Niestety. Temperatura na ławce jest dużo wyższa niż na chodniku pomiędzy wysokimi drzewami, na ławce wynosi aż 46° więc zdecydowanie korzystniej niż tu siedzieć jest stać lub ukucnąć pomiędzy drzewami kawałek dalej w temperaturze 28°.

W tym szale mierzenia moglibyśmy dużo wymierzyć ale patelni jest tyle, że nie starczyłoby nam życia. Pomierzyliśmy tylko trochę dla przykładu. Wszystkie pomiary wykonane zostały 15 czerwca w godzinach 13:00-15:00. Poprzedniego dnia padał deszcz co obniżyło temperaturę nawierzchni tak więc gdy kilka dni z rzędu nie ma deszczy temperatura jest jeszcze wyższa… Wnioski nasuwają się same i są przerażające. Jeśli nie obudzimy się w Łodzi z tego betonowego snu teraz to już niedługo lepiej się będzie nie budzić bo wszyscy się usmażymy, i to nie usmażymy się szybko, a będziemy się podpiekać stopniowo coraz bardziej i bardziej. Dlatego pokazujmy jak ważne są dla nas drzewa i jak ważna jest niska zieleń, interweniujmy gdy dochodzi do wycinek, nie parkujmy samochodów na trawnikach. Dla Urzędu Miasta Łodzi napisaliśmy dodatkowo specjalny apel, i tym apelem zakończymy wpis. Jesli macie ochotę skopiować ten apel, szerować go w swoich social mediach nie krępujcie się, skopiujcie i pokażcie wszystkim jak ważne są dla Was drzewa w mieście, może władze tego po prostu nie wiedzą.

 

„Drogi Urzędzie Miasta Łodzi,

Z niepokojem i przerażeniem przyglądamy się łatwości z jaką zapadają decyzje o wycince drzew w naszym mieście. Rozpoczęła się prawdziwa rzeź. Podejrzewamy, że odpowiadają za nią osoby albo wyjątkowo uprzedzone do drzewostanu albo osoby nie lubiące Łodzian.

Drzewa mają same zalety, drzewa nie mają wad. Wycinając drzewa robi się nam, łodzianom, krzywdę. Drzewa najskuteczniej produkują tlen w atmosferze, pochłaniają CO2 z atmosfery dzięki czemu łagodzą efekt cieplarniany i utrzymują odpowiednią wilgotność powietrza stabilizując w ten sposób klimat i łagodząc nagłe zmiany temperatury. Drzewa są naturalną zaporą przed zanieczyszczeniami powietrza a ich korzenie pomagają zmniejszać zanieczyszczenie wód. Drzewa są środowiskiem życia dla roślin i zwierząt. Drzewa dają nam cień w gorące dni. Drzewa sprawiają, że miasto wygląda ładniej. Drzewa sprawiają, że się nam lepiej żyje. Dlatego nie zabierajcie nam drzew. Nie róbcie nam krzywdy.

Nie wmawiajcie też łodzianom, że drzewa są chore. Łodzianie sami sprawdzą czy to prawda. Łodzianie będą protestować przeciwko nieuzasadnionym wycinkom drzew. Łodzianie będą walczyć za każdym razem gdy ktoś bez dokładnego przebadania drzew postanowi zlecić ich wycięcie. Łodzianie nie odpuszczą, zorganizują się, będą Was prosić i będą błagać. I będą robić to dotąd, aż zostaną wysłuchani a wycinki zostaną wstrzymane. Łodzianie nie pozwolą na tą rzeź. Dlatego Drogi Urzędzie Miasta Łodzi zatroszcz się o nasze drzewa i nie każ nam o nie walczyć.

Urzędzie Miasta Łodzi, nie bądź jak władze innych polskich miast. Przecież Łódź to nie miasto, to stan umysłu. Łódź jest prawdziwym hipsterem wśród miast. Dlatego nie rób tego co jest mainstreamem, i co jest teraz modne, rób inaczej, na przekór. Zamiast wspierać betonozę wspieraj zdrowie mieszkańców!

Podpisano, Łodzianie.”

Dzieje się, Rozważania

Miejskie dialogi | Prezentacja Mikaela Colville – Andersena

30/05/2019

W ubiegłym tygodniu odbyły się pierwsze „Miejskie Dialogi” czyli pierwszy cykl spotkań, których celem jest zaprezentowanie mieszkańcom Łodzi rozwiązań stosowanych w krajach skandynawskich i krajach Beneluxu w zakresie współdecydowania społeczności o rozwoju przestrzeni publicznej. Gościem specjalnym wydarzenia był jeden z naszych ulubionych urbanistów Mikael Colville – Andersen.

Najpierw odbyły się warsztaty programowe EXPO 2024 Horticultural oraz prezentacja „Mediacja odpowiedzią na konflikt w dojrzałym społeczeństwie obywatelskim – działalność Wojewódzkiego Centrum Arbitrażu i Mediacji w Łodzi”. Później Mikael Colville – Andersen premierowo zaprezentował swoją książkę „Być jak Kopenhaga”, wydaną przez Wydawnictwo Wysoki Zamek.

Miejskie dialogi Łódź (1)

 

Mikael Colville – Andersen to kanadyjsko-duński urbanista i ekspert ds. mobilności w mieście. Jest dyrektorem naczelnym Copenhagenize Design Company, prowadzi serial dokumentalny o urbanistyce „The Life-Sized City”. Jego zdaniem komfortowe dla wszystkich i zielone miasto to żadna utopia, co więcej, udowadnia to współpracując z miastami i rządami na całym świecie oraz projektując dla nich rozwiązania komunikacyjne. W swojej pracy wykorzystuje antropologię, socjologię a przede wszystkim dużo obserwuje, można powiedzieć, że jest swego rodzaju choreografem miast. Jeśli chcecie się dowiedzieć więcej o poglądach tego urbanisty zajrzyjcie do jednej z jego prezentacji, link tutaj.

Mamy już własną książkę „Być jak Kopenhaga” i nie pozostaje nam nic innego jak zaprosić również Was do zakupu. Wydało ją wydawnictwo Wysoki Zamek, link do księgarni i do książki znajdziecie tutaj. Czego dotyczy ta książka? W głównej mierze rowerów i poruszania się rowerem po mieście ale również tego czym tak naprawdę jest miasto, czym powinno być, jak powinno funckjonować by jego mieszkańcy byli szczęśliwi. Dowiecie się z niej między innymi tego, że miasta są nieprzyjazne ponieważ nie zostały zaprojektowane tak, by pogodzić wiele funkcji i służyć wszystkim użytkownikom przestrzeni w równym stopniu. Książka zwraca uwagę na sprawy, które są dość oczywiste, z których zdajemy sobie sprawę ale na co dzień się nad nimi nie zastanawiamy, jak np. dlaczego ciągle w miastach zadaje się pytanie: „jak zmieścić na ulicach jeszcze więcej samochodów?” zamiast „jak zmieścić na ulicach coraz więcej ludzi?” i dlaczego miejskie życie zostało podporządkowane samochodom. Colville – Andersen podaje w swojej książce również gotowe rozwiązania na to jak uprzyjaźnić miasto dlatego jeśli temat planowania przestrzeni Was interesuje to zdecydowanie powinniście tę książkę przeczytać.

Po sobotniej prezentacji jesteśmy jednocześnie smutni i podeskcytowani bo z jednej strony wiemy ile potrzeba w Łodzi zmienić ale z drugiej strony trochę to spotkanie nas podbudowało uświadamiając nam, że zmiany, które uważamy za potrzebne mają sporą moc. Ciekawe czy doczekamy się momentu, w którym władze naszego miasta zaczną uświadamiać sobie skalę problemu z jakim obecnie już przyszło nam się mierzyć. Zdominowane przez samochody miasto jest coraz mniej przyjazne spacerom, zwłaszcza Śródmieście, w którym z roku na rok coraz bardziej nasila się nielegalne parkowanie i zawłaszczanie przestrzeni – przez samochody zajmowane są kolejne chodniki, trawniki, skwery, place i rynki. Poziom infrastruktury rowerowej jest przerażająco niski a na horyzoncie nie widać żadnych budujących perspektyw. Pozostaje nam tylko mieć nadzieję, że władze Łodzi odważą się wreszcie podjąć odpowiednie kroki oraz dalej robić swoje i przedstawiać swój punkt widzenia tak, by uświadamiać coraz więcej osób. Przyda nam się więc jeszcze więcej sił do działania także wszystkim organizatorom sobotniego wydarzenia dziękujemy za stworzenie niezwykłej okoliczności spotkania się z kimś, kogo podziwiamy. Taka krótka rozmowa podładowała trochę akumulatory, dzięki!

Motywująca dedykacja autora książki „Być jak Kopenhaga”

W ramach wydarzenia „Miejskie dialogi” odbyła się również dyskusja panelowa „Dialog w przestrzeni – przestrzeń w dialogu”, której celem było inspirowanie do rozmów z innymi i przekonywania innych do swoich racji. W dyskusji udział wzięli Waldemar Olbryk – członek Zarządu Echo Investment, wspomniany już wyżej Mikael Colville-Andersen, Agnieszka Pietrzak – Biuro ds. Expo UMŁ Expo 2024 oraz Bartłomiej Zgorzelski – BZB Projekt Biuro Zarządzania w Budownictwie.

Podczas spotkania wyświetlono również prezentację dotychczasowej działalności Fundacji Normalne Miasto Fenomen a po ukończeniu konferencji wspólnie świętowaliśmy 10 lecie pracy Fundacji. Gratulujemy i życzymy całej ekipie dalszych sukcesów!

Prezes Fundacji odbiera symboliczną nagrodę w postaci miniaturowego roweru :)

Zapraszamy Was gorąco do śledzenia strony na Facebooku „Miejskie dialogi” i oczekiwania na kolejne inspirujące spotkania.

Rozważania

Uratujmy chodniki i trawniki

07/05/2019

Skończyła nam się cierpliwość. Mamy dość.

Z roku na rok przestrzeń piesza w centrum Łodzi jest coraz mniej dostępna dla pieszych a zaparkowane na chodnikach samochody uniemożliwiają komfortowe poruszanie się oraz niszczą płyty chodnikowe. Trawniki wykorzystywane są jako parkingi i zamieniają się w klepiska. Tak nie może być, nie zgadzamy się na takie zawłaszczanie przestrzeni i na niszczenie zieleni w mieście. Nie jesteśmy przeciwni miejscom parkingowym samym w sobie, jesteśmy jedynie gorącymi zwolennikami ich uporządkowania.

Chcemy móc korzystać z naszej codziennej przestrzeni tak, jak na to zasługuje każdy mieszkaniec centrum miasta.
Chcemy chodzić chodnikiem a nie korytarzem pomiędzy samochodami.
Chcemy chodzić chodnikiem i nie musieć się co chwila odwracać sprawdzając czy ktoś nie jedzie prosto na nas.
Chcemy chodzić chodnikiem i nie musieć ustępować samochodom na chodniku.
Chcemy od poniedziałku do piątku mijać trawniki, a nie samochody na trawnikach.
Chcemy w weekendy mijać trawniki a nie klepiska.

Czy oczekujemy zbyt wiele? Nie. Oczekujemy tego, co się przynależy każdemu mieszkańcowi miasta i co jest z roku na rok nam wszystkim coraz bardziej odbierane. Dlatego mówimy NIE takiej sytuacji i zapowiadamy, że w najbliższym czasie poświęcimy więcej uwagi chodnikom i trawnikom w mieście.

Niniejszym ogłaszamy akcję o nazwie „Uratujmy chodniki i trawniki”, mającą na celu zjednoczenie wszystkich osób, dla których przestrzeń piesza jest ważna oraz wspólne działanie aby oddano pieszym zawłaszczoną przestrzeń. Akcja polegać będzie na czynnościach, które:

1. Pokażą istotę problemu (bo problem jest i władze miasta nie mogą już dalej udawać, że go nie ma).

2. Zainicjują niewielkie zmiany, które w znaczący sposób uporządkują przestrzeń.

Jakie działania w najbliższym czasie podejmiemy?

  – Wybierzemy najpilniejsze miejsca, które potrzebują ratunku;

 – Przeanalizujemy miejsca pod względem drogowym, własnościowym i administracyjnym oraz dobierzemy adekwatne do lokalizacji rozwiązania;

 – Opublikujemy gotowe wzory pism dla każdej z lokalizacji, i udostępnimy je dla wszystkich, którzy chcą działać razem z nami;

 – Będziemy wymieniać się wiedzą i doświadczeniem rozpowszechniając ideę akcji poza centrum miasta;

 – Będziemy kierować pisma do odpowiednich instytucji i oczekiwać na efekty;

 – Jeśli efektów nie będzie bierzemy chodniki i trawniki w swoje ręce, dosłownie, czyli zakasamy rękawy i działamy „w terenie”. Do tego potrzebna nam będzie Wasza pomoc więc jeśli tylko będziecie chcieli możecie razem z nami zrobić coś pożytecznego.

Jeśli zauważasz w swojej okolicy podobny problem i chcesz razem z nami coś z tym bajzlem zrobić przyłącz się do nas! :) Dołącz do wydarzenia na Facebooku (link tutaj) lub zapisz się do Newslettera aby dostawać informacje o akcji na bieżąco.

Możesz nam też pomóc nagłaśniając akcję. Jak?

– Udostępnij wydarzenie/akcję w swoich social mediach;

– Zaproś do wydarzenia/akcji swoich znajomych;

– Udostępniaj posty związane z akcją;

– Porozmawiaj na swoim osiedlu jak możecie razem rozwiązać problem parkowania na chodnikach i trawnikach;

– Publikuj na swoich social mediach lub w wydarzeniu zdjęcia ukazujące zaparkowane na chodnikach i trawnikach auta i dodaj do nich hasztag #uratujmychodniki i/lub #uratujmytrawniki oraz oznaczcie nasz profil.

Życzcie nam powodzenia!

Rozważania

(Anty)poradnik: Jak NIE robić pasażu Schillera w 5 krokach

10/06/2018
Pasaż Schillera Łódź projekt (1)

Tak, tak, dobrze widzicie, kolejny (anty)poradnik przed Wami. Niestety. Projekt rewitalizacji Starego Rynku nie jest jedynym złym pomysłem na tworzenie przestrzeni w mieście, oj nie nie. Są jeszcze inne propozycje, które naszym zdaniem nie powinny być zrealizowane i na które nikt nie powinien się zgodzić.

Tym razem chcielibyśmy się odnieść do projektu Pasażu Schillera, który w ramach rewitalizacji Łodzi również przejdzie metamorfozę. Sprawdziliśmy jakie zmiany mają zostać tu wprowadzone i nie możemy oprzeć się wrażeniu, że są one kolejnymi idealnymi (anty)wskazówkami do tego jak NIE tworzyć przestrzeni miejskiej!  Rzućmy okiem na finezyjne projekty, które wydają się pasować bardziej do promenady w Ciechocinku aniżeli do jednego z najważniejszych punktów wielkiego miasta.

Robi wrażenie, prawda? Dlatego drodzy studenci kierunków projektowych, drodzy urbaniści: rzućcie studia, nie traćcie na nie czasu, to nie ma sensu. Edukujcie się interpretując takie projekty, podejrzyjcie jaką rewitalizację serwuje nam miasto a będziecie mogli nauczyć się o wiele więcej niż z podręczników. Drogi Urzędzie Miasta Łodzi uważnie przeczytaj, zwłaszcza ostatni punkt tyczy się Twojej pracy. Poniżej spisaliśmy kluczowe zasady, którymi powinniście się kierować. Do każdych wskazówek dodajemy linki odsyłające Was do pomysłów, których pod żadnym pozorem nie wykorzystujcie! Zerknijcie na rozwiązania i wystrzegajcie się ich jak ognia, pamiętajcie, że im nudniej zaprojektowana przestrzeń, tym lepiej. Zaczynamy. 

KROK 1. Pozostaw gołe ściany szczytowe zamiast je zagospodarować

Pasaż Schillera powstał po II wojnie światowej, w następstwie wyburzenia parterowych domów tkaczy, stojących bezpośrednio przy ulicy Piotrkowskiej pod numerami 110 i 112. Otworzyło to kwartał miasta bardziej eksponując fragmenty, które eksponowane być nie powinny, takie jak oficyny i ściany szczytowe. Przy okazji rewitalizacji wypadałoby zadbać o zmianę tego, co powoli staje się już negatywnym symbolem Łodzi i zastosować rozwiązania, które zagospodarowałyby puste ściany szczytowe zamiast… kontynuować niezagospodarowanie pustych ścian szczytowych. Czyż nie? Wydawać by się mogło, że rewitalizacja obszarowa jest okazją idealną do estetyzacji gołych ścian – nic bardziej mylnego, miasto nie widzi takiej potrzeby.

Atrakcyjność pasażu Schillera w dużej mierze zależy od oprawy architektonicznej wokół niego. Ciekawych obiektów tu nie brakuje bo z jednej strony mamy zabudowę z XIXw. i zabudowę powojenną przy ulicy Piotrkowskiej, a z drugiej bardzo gustowny powojenny budynek, tzw. Dom Technika. Należałoby zrobić coś z obiektami, które wyglądają przeciętnie lub gorzej niż przeciętnie, i które negatywnie wpływają na postrzeganie całego pasażu już od wielu, wielu lat. Możliwości jest dużo. Najbardziej oczywiste wydaje się zasłonięcie ścian szczytowych pasażu poprzez budowę nowych wąskich budynków, będących jednocześnie „bramą do pasażu”, od strony ulicy Piotrkowskiej. Uchwalony przez miasto Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego dla obszaru ulic: Piotrkowska – Nawrot – Tuwima – Kilińskiego zakłada taką możliwość zabudowy. W związku z tym nasuwa się pytanie czemu nie przewidziano tego w projektowaniu generalnej przebudowy pasażu? Czy nie można było zadbać o estetykę otoczenia już teraz? Czy od tego wręcz nie powinno się zacząć? Cóż nam po estetycznej nawierzchni gdy ściany bez okien będą skutecznie niszczyć postrzeganie całej przestrzeni, tak jak się to ma miejsce tutaj już od kilkudziesięciu lat?

Spokojnie znajdziemy w Polsce parę przykładów dobrych pomysłów na wypełnienie wąskiej przestrzeni i zasłanięcie gołych ścian, np. Infobox w Gdyni [link], który zabudowuje ścianę szczytową sąsiedniej kamienicy jednocześnie spełniając funkcję tarasu widokowego (!) oraz punktu informacji o zachodzących w Gdyni zmianach i inwestycjach. Takie miejsce w Łodzi bardzo by się przydało bo to miasto się dynamicznie rozwija, fajnie byłoby móc te zmiany oglądać z wysokich punktów. O wyjątkowości ulicy Piotrkowskiej natomiast nikogo nie trzeba przekonywać, spokojnie zasługuje ona na swój własny punkt widokowy. Przyznajcie sami, czy pasaż Schillera nie jest miejscem wręcz idealnym dla takiego rozwiązania?

Kolejnym przykładem fajnego pomysłu na tak kłopotliwą przestrzeń może być też pawilon Wyspiańskiego w Krakowie [link], który zabudowuje pustą ścianę szczytową kamienicy i jednocześnie tworzy estetyczną elewację Placu Wszystkich Świętych. Można? Można! Wygląda to rewelacyjnie i na dodatek wprowadza nowe funkcje.

Ciekawym rozwiązaniem byłyby tutaj również tymczasowe obiekty w postaci kilkupiętrowej zabudowy z kontenerów, jak np. restauracja Doki Gastrobar w OFF Piotrkowska [link].

Zawsze jest możliwość wykorzystać takie puste ściany szczytowe na zielone ogrody wertykalne, jak np. ten na ścianie Caixa Forum w Madrycie [link].

Oczywiście nie twierdzimy by zaproponowane wyżej przez nas rozwiązania przenosić do Łodzi w takiej samej formie, podaliśmy jedynie przykłady tego, co jest już powszechnie stosowane. Kreatywne rozwiązania potrzebne są też w Łodzi, czas leci, a kreatywnych rozwiązań brak. Teraz mamy idealną okazję do tego by przy okazji poprawiania wyglądu samego pasażu wprowadzić na nim atrakcyjny element przestrzeni. My gdybyśmy mieli wybierać zdecydowanie bylibyśmy za zabudową, która na parterze pełniłaby funkcję usługową, np. informacji turystycznej, na wyższych piętrach funkcję gastronomiczną, a na samej górze funkcję tarasu widokowego.

KROK 2. Co tam rewitalizacja, zrób remont odtworzeniowy

Struktura pasażu jest kolejnym elementem, do którego zarówno miasto jak i projektanci podeszli niezwykle zachowawczo. Znowu zachowawczość. Znowu brak wizji i znowu brak odwagi. I tutaj pojawia się taka wątpliwość hmmm czy powinniśmy w ogóle w tym przypadku posługiwać się pojęciem „rewitalizacja”? W prawie budowlanym istnieje bowiem takie określenie jak „remont odtworzeniowy”, które określa przeprowadzenie inwestycji poprzez wymianę materiałów na nowe bez zmiany układu przestrzeni. Mamy nieodparte wrażenie, że w przypadku pasażu Schillera zamiast terminu „rewitalizacja” (którym miasto tak radośnie się posługuje, szastając nim na prawo i lewo) lepiej pasowałby termin „remontu odtworzeniowego”. Planowane tu zmiany są tak minimalne, że niejeden mógłby nawet ich na wizualizacji nie odnotować. To nie jest zaprojektowanie przestrzeni od nowa, to nie jest przystosowanie jej do współczesnych warunków, standardów i potrzeb. Przecież place, rynki i pasaże mają niezwykłą moc miastotwórczą. Pasaż, o którym mowa jest istotnym punktem przystankowym podczas spacerów Piotrkowską oraz istotnym punktem przechodnim od Piotrkowskiej do Sienkiewicza. Sporo osób się tu przewija, sporo młodzieży tu przesiaduje i biega sporo dzieci. To wartościowe i już bardzo aktywne miejsce zasługuje na kilka świetnych rozwiązań, które nie tylko uwydatnią jego atuty, wykorzystają widoczny potencjał oraz wzbogacą je o rzeczy nowe. Niestety. W miejscu obecnych ławek zyskamy nowe ławki a w miejscu obecnej fontanny zyskamy nową fontannę. To skandalicznie małe zmiany bo bilans wychodzi nam na 0 a mieszkańcy nie zyskują wraz z „rewitalizacją” nic więcej. To śmieszne. Planowane w pasażu zmiany odnoszą się wyłącznie do estetyki i nie wnoszą żadnej nowej wartości w przestrzeń miasta.

KROK 3. Zrób absolutne minimum, powtarzaj sobie jak mantrę: drzewo, trawa, ławka i fontanna, (i jeszcze raz) drzewo, trawa, ławka i fontanna…

W projekcie nie ma żadnych elementów, które zatrzymałyby przechodnia na dłużej. Nie ma tam nic, czego by obecnie nie było. Drzewo, trawa, ławka i (może być ale nie musi) fontanna to w sumie podstawy. Dzieci w przedszkolu mogłyby te elementy umieścić na projekcie. Ale mamy XXI w. a projektowaniem zajmują się specjaliści. Dlaczego w takim razie poziom projektu jest tak bardzo niski? Mało interesująco wygląda to teraz a co dopiero będzie za 20 lat?

Następna sprawa to płaska nawierzchnia. Znowu. Dlaczego wszystko w Łodzi musi być zrobione na płasko? Dlaczego nawierzchnia jest tak mało zróżnicowana? Przecież aż się prosi o jakieś fajne podwyższenia, na których można usiąść lub nawet się położyć. Czy to brak wiedzy architektów o tym jak się obecnie projektuje czy może ignorancja? A może brak odwagi? Co jest przyczyną tej bylejakości? Jeśli nawierzchnia jest płaska dlaczego nie zastosuje się chociaż różnych materiałów, różnych barw? Pasaż Schillera można „podzielić” nawierzchnią i podkreślić jego dwojaki charakter – od Piotrkowskiej do centralnej części jeden charakter i od centralnej części w stronę Sienkiewicza drugi charakter. Wprowadźmy trochę urozmaicenia, come on. Podamy przykład zastosowania koloru w nawierzchni, spójrzcie na plac Superkilen w Danii [link].

I kolejna sprawa to zieleń. Są trawniki, super, fajnie, szkoda tylko, że tak nudne i w tak nieciekawej formie, że już o wiele lepsze są te obecne. Przynajmniej mają charakter. Pisząc ten tekst zastanawiamy się czy może w Łodzi jest jakiś architekt krajobrazu? Może warto go poszukać i zatrudnić do projektów? Może wreszcie warto zredefiniować pojęcie łódzkiego projektowania krajobrazu? Dla przykładu, podajemy parę fajnych zastosowań, w których „coś się dzieje”: dziedziniec kompleksu biurowego w Pradze [link], kampus uniwersytecki w Tokio [link], skwer w Mediolanie [link], plac King Cross w Londynie [link] czy chociażby plac Grzybowski w Warszawie [link].

I kolejna sprawa… Pasaż Schillera ma być kolejną przestrzenią publiczną w Łodzi, w której zostaną zamontowane dwie nowe fontanny w poziomie nawierzchni. Przypomnijmy, że według planów takie same fontanny pojawią się na: Starym Rynku, ulicy Hasa w Nowym Centrum Łodzi oraz na Placu Wolności. Czy to nie za dużo miejsc z identycznym rozwiązaniem? No raczej, że za dużo. A innych fontann nie ma na świecie, żeby się trochę zainspirować? Są. Zobaczcie fontannę w kształcie łodzi, jest w Walencji [link]. Dużo lepszym rozwiązaniem już według nas byłoby już zachowanie obecnej fontanny, która mimo, że jest mocno zaniedbana to jest po prostu charakterystyczna i świetnie pasuje do miejsca z powojenną architekturą. Wystarczyłoby ją odświeżyć i pasaż Schillera nadal miałby fontannę jakiej nie miałby żaden inny pasaż, rynek czy plac w Łodzi.

Następnie… sztuka. Nikt jej w nowym pasażu nie przewidział. A szkoda. Artyści mają wielką moc kreowania przestrzeni miejskich. Wróćmy choćby do Light Move Festivalu w 2016 roku, kiedy to w pasażu Schillera stanęła instalacja „La Lampounette” w postaci lamp, świecących różnokolorowym światłem [link]. Zapewne pamiętacie jakim zainteresowaniem cieszyła się wśród odwiedzających i jak świetnie wpisała się w układ pasażu. Była to dla wszystkich wielka atrakcja i już wtedy byliśmy zdania, że ta instalacja mogłaby nawet pozostać w pasażu Schillera na dłużej. Jak widać można znaleźć sposób na uatrakcyjnienie przestrzeni i wcale nie trzeba daleko szukać. Co prawda od strony eleganckiej ulicy Piotrkowskiej lepiej nie szaleć ale bliżej ulicy Sienkiewicza spokojnie można i ten fragment pasażu mógłby mieć dużo nowocześniejszy charakter. Spójrzcie na instalację artystyczną Fata Morgana w Nowym Jorku, która ma formę lustrzanego labiryntu [link]. Piękna, prawda? A może w pasażu Schillera powinniśmy się odnieść do samej postaci Leona Schillera i spróbować instalacją podkreślić tę postać? Może warto odnieść się do teatru lub radia? A może instalacja dźwiękowa znalazłaby tu miejsce? Przykładem może być Ode to Philly w Chicago [link]? A jeśli nie instalacje stałe to może stwórzmy jakiś punkt dla instalacji, które by się zmieniały? Nie mamy w Łodzi miejsca tego typu a taka atrakcja nie tylko zaciekawiłaby mieszkańców i turystów ale też umożliwiłaby artystom pokazanie swojej twórczości.

Wiecie co nas bardzo boli? Konsekwencje. Konsekwencje zachowawczości i braku ambicji. Łódź ma tylko kilka placów, rynków i pasaży w centrum miasta. Odnowione będą właśnie w ramach rewitalizacji obszarowej a pełne efekty wszystkich prac obejrzymy zapewne w 2022 roku. Obawiamy się jednak, że o ile w 2022 roku dostrzeżemy dużą poprawę wizerunku miasta to jednocześnie zdamy sobie sprawę, że mamy do czynienia z przestrzeniami miejskimi, które są identyczne, i są one identycznie… przeciętne. Na każdym placu, pasażu czy rynku będziemy mieć kilka drzew, trawników i fontannę. Nie będą się one niczym wyróżniać nie tylko w Polsce ale nawet w samej Łodzi ciężko je będzie od siebie odróżnić. Żadna z nich nie będzie miała swojego stylu i swojego charakteru. To straszne.

KROK 4. Pomiń obserwacje i nie wykorzystaj potencjału

Pasaż Schillera jest od wielu wielu lat miejscem licznych wydarzeń artystycznych i rozrywkowych. Przestrzeń ta jednak nie jest obecnie idealna do tego typu inicjatyw i warto byłoby ją lekko zmodyfikować aby stała się bardziej praktyczna. Już wiele razy okazało się, że brakuje tu miejsca na scenę oraz widownię. Byliśmy kiedyś tu na projekcji filmu i ciężko było wytrzymać w niewygodnej, pokracznej pozycji.

Pasaż Schillera jest też miejscem, które generuje spory ruch i jest (pomimo zaniedbań) często wykorzystywanym miejscem do spotkań. Dlatego przydałoby się tę funkcję pasażu uwydatnić i warunki do spotkań stworzyć jeszcze dogodniejsze. Świetnie sprawdziłoby się tutaj miejsce na tzw. speakers corner, czyli taki łódzki hyde park, w którym ludzie mogliby dzielić się z innymi swoimi pomysłami. Przydałoby się niewielkie podwyższenie w terenie i stworzenie pewnych udogodnień do przemawiania czy zainstalowania sprzętu do projekcji itp.

Ze względu na bliskość Urzędu Miasta Łodzi widzimy tu także przestrzeń wymiany myśli o mieście oraz spotkań urzędników z mieszkańcami. Przecież to miejsce jest wręcz idealne do takich spraw!

Trochę też jest nam przykro, że nie został doceniony potencjał Hort Cafe. Ta kultowa kawiarnia ma świetny ogródek, który potrzebuje małej odnowy. Można by było ogródek powiększyć i nieco bardziej zintegrować go z pasażem. W projektowaniu nie doceniono również potencjału niewielkich zatoczek przy kawiarni, które często są fajną lokalizacją dla stoisk lokalnych przedsiębiorców, sprzedających swoje produkty przy okazji różnych wydarzeń.

KROK 5. Nie organizuj konkursu na projekt najważniejszych przestrzeni publicznych w mieście

Ten punkt spokojnie można zastosować przy analizie wszystkich projektów ponieważ dotyczy generalnie sposobu decydowania o najistotniejszych przestrzeniach w Łodzi jakimi są rynki, place i pasaże. Jest to punkt też najważniejszy bo tłumaczy przyczynę całej tej sytuacji i całej tej karuzeli żenady. Generalnie wszyscy o tym wiedzą, każdy jest tego świadom ale tylko miasto jakoś udaje, że o tym nie wie. To my przypomnimy. Obecnie stosowane są praktyki, w których inwestor czyli Zarząd Inwestycji Miejskich zleca firmom consultingowym opracowanie koncepcji a ta z kolei zleca realizację architektom, którzy zlecają ją kolejnym architektom. Architekci natomiast projektują przestrzeń jedynie poprawnie technicznie, bez większej wizji i głębszego wydźwięku. Zarówno oni jak i miasto, które później ten projekt akceptuje, nie zważają zupełnie na fakt, że projektując taki pasaż jest się tak naprawdę kreatorem fragmentu miasta i kreatorem nowej tożsamości tego fragmentu miasta. Trzeba myśleć o wielu aspektach (rekreacyjnym, użytkowym, rozrywkowym, handlowym) i je wszystkie sensownie połączyć. Stworzeni przestrzeni, z której korzystać mają ludzie przez następnych kilkadziesiąt lat jest czynem bardzo odpowiedzialnym dlatego cały proces projektowania powinien opierać się o liczne debaty specjalistów, natomiast ostateczny projekt zagospodarowania powinien być wybrany w drodze otwartego konkursu urbanistyczno-architektonicznego. W konkursach często rodzą się genialne pomysły, my natomiast musimy się wszyscy zadowolić jedynie przeciętnością. Ile jeszcze to potrwa? Ile jeszcze mamy się na godzić na nijakie rozwiązania?

.

Podsumowując, uważamy, że projekt przebudowy pasażu Schillera został potraktowany bardzo zachowawczo a planowane tu zmiany dotyczyć będą jedynie kwestii estetycznych, choć i tak nie wszystkich bo o otoczeniu pasażu Urząd Miasta Łodzi zapomniał. Poza tym, zaproponowany projekt nie wprowadza żadnych nowych funkcji, nie daje nam zupełnie nic więcej niż mamy obecnie. Jedynie materiały zostaną wymienione na nowsze. A pasaż Schillera aż się prosi o wprowadzenie ciekawych rozwiązań przestrzennych, urozmaiconej architektury krajobrazu i choć odrobiny ekstrawagancji, której w przestrzeniach publicznych naszego miasta zdecydowanie brakuje.

Miasto serwuje nam przebudowę, która jest konieczna ale powinna ona przybrać formę, dzięki której będzie przebudową przyszłościową i atrakcyjną przez następne kilkadziesiąt lat. Zaproponowanej koncepcji nie jesteśmy w stanie zaakceptować, co więcej, uważamy ją za niefajny żart. Żart ze wszystkich mieszkańców Łodzi. Szczerze, czujemy się oszukani i zastanawiamy się czy jest jeszcze możliwe powstrzymanie tej karuzeli nudy, beznadziei i nijakości? Czy karuzelę tej żenady można jeszcze zatrzymać?

Celem naszego wpisu nie jest opluwanie, rzucanie błotem czy obrażanie kogokolwiek. Chcemy natomiast wyrazić nasze ubolewanie nad tym, że zmarnowany ma zostać kolejny potencjał. Łódź zasługuje na więcej, zdecydowanie. Mamy również nadzieję, że ta koncepcja jeszcze może się zmienić, tak bardzo byśmy tego życzyli miastu. Apelujemy do UMŁ o zatrzymanie się, przemyślenie i podejście do tematu od nowa. Apelujemy o świeżość, nowoczesność i rozwojowe wizje.

A co Wy uważacie na ten temat? Chętnie podyskutujemy, chętnie dowiemy się jakie są Wasze opinie. A może macie jakieś fajne pomysły na zagospodarowanie tej przestrzeni? Dajcie znać. Zachęcamy również do komentowania i podglądania komentarzy na Facebooku, ,pod postem z poprzednim artykułem miała miejsce ogromna, merytoryczna i bardzo ciekawa dyskusja, liczymy na taką również teraz :)

_

Źródło wizualizacji: materiały prasowe Urzędu Miasta Łodzi

Projekt: Deloitte Consulting S.A., Sud Architekt Sp. z o.o., DESIGN LAB Maciej Taczalski

Rozważania

Szlakiem historii czyli niewykorzystany potencjał

18/05/2016
Niewykorzystany potencjał Księży Młyn 13

Już 4 lata staramy się tutaj się pokazywać to, co jest najbardziej charakterystyczne dla Łodzi, najbardziej w niej intrygujące, inspirujące, ciekawe i wyjątkowe. Chcemy przekonać jak najwięcej ludzi do tego, że to miasto ma urok, tylko nieco ukryty i zachęcić do jego odkrywania. Mamy też na celu pokazać jak wielki ma potencjał… właśnie… tak się o Łodzi zwykło mawiać, że to miasto z wielkim potencjałem, niestety… niewykorzystanym. Koncentrując się głównie na tym co piękne nie zapominamy, że tylko to piękno istnieje i gdy przez kilka lat poświęcania miastu uwagi spostrzegamy, że niewiele się zmienia w sprawach najbardziej istotnych czujemy się w obowiązku poruszyć również tematy niemiłe.

Ja kocham ulicę Tymienieckiego, okolice Targowej, Fabrycznej, Przędzalnianej od pierwszego wejrzenia. Po pierwsze, zawsze byłam pod wrażeniem tego jak wiele ciekawych obiektów mieści ten fragment miasta i jak wielka część historii jest tu skondensowana. Po drugie, stojące tu budynki pofabryczne zawsze intrygowały mnie monumentalnością i budziły mój wielki podziw. To tutaj miasto z osady rzemieślniczo-przemysłowej przeobrażało się w wielką przemysłową potęgę. To tutaj powstało określenie „posiadła wodno-fabrycznego”. To tutaj powstał największy kompleks przemysłowy Łodzi czyli „Zjednoczone Zakłady Włókiennicze Karola Scheiblera i Ludwika Grohmana – Spółka Akcyjna w Łodzi”. To właśnie tutaj znajdują się, zaraz po Białej Fabryce, najważniejsze dla naszego miasta obiekty, których maszyny budowały nasze miasto. To tutaj mieszkali wielcy przemysłowcy oraz równie wielcy, ciężko pracujący tu robotnicy, dzięki którym maszyny mogły nasze miasto budować. To tutaj znajduje się kawał fascynującej historii, trudnej ale pięknej, którą niewątpliwie chcielibyśmy się pochwalić wszystkim narodom, turystom, rodzinie czy znajomym ale nie przychodzi to nam tak łatwo i przyjemnie jak powinno. Przestrzeń Księżego Młyna i ŁSSE nie jest odpowiednio uporządkowana a obiekty nie są sensownie ze sobą połączone. Jest tu wiele mniejszych elementów, o które nie zadbano, jakby była to dzicz: roślinność rośnie jak chce, mury się walą, chodniki przestają istnieć, o malowniczości i estetyce nie ma tu mowy. Dobrze wszyscy wiemy, że wiele drobnych elementów wpływa na odbiór większego terenu i w tym wypadku zamiast przyciągać tu mieszkańców czy turystów to miejsce ich może zniesmaczyć.

Gdy jednak jesteście wytrwali i zależy Wam na pokazaniu komuś tej wartościowej części przemysłowej Łodzi radzilibyśmy się do takiej prezentacji odpowiednio przygotować. Odnotowaliśmy wiele niedogodności na tym obszarze, nie zapowiada się na zmiany więc podpowiemy Wam na co szczególnie uważać gdy zabierzecie znajomego-turystę na wycieczkę. Mamy nadzieję, że dzięki temu sprytnie unikniecie niemiłych sytuacji. Żeby jak najlepiej zobrazować czekające na Was pułapki publikujemy zdjęcia – z komórki, celowo, bez retuszu, żeby jak najbardziej naturalnie pokazać wszystkie niebezpieczeństwa.

Nasz uroczy spacer „Szlakiem historii Łodzi i jej przemysłowego dziedzictwa” (nacechowany sporą ilością ironii) rozpoczynamy przy zabytkowym pałacu Edwarda Herbsta – współwłaściciela fabryki Karola Scheiblera, mecenasa Dziennika Łódzkiego, prezesa Banku Handlowego w Łodzi (dość ważna postać prawda?). Kierujemy wzrok znajomego jedynie na budynek pałacu aby nie zdegustował się ujrzawszy zlokalizowany tylko 30 metrów od niego chyba najstarszy model łódzkiego przystanku, przypominający bardziej czasy lat 80-tych czy 90-tych niż współczesność. Po cóż przy tak istotnym obiekcie miałby stać przystanek nowy? Przestrzeń byle jaka więc i kierowcy parkują sobie jak chcą.

Niewykorzystany potencjał 01

Zaglądamy na Przędzalnianą gdzie staramy się aby turysta nie zauważył nieładnego chodnika i niezbyt atrakcyjnych betonowych pozostałości, niegdyś okalających zieleń. Po cóż zasadzić drzewa poprawiające estetykę, skoro można wylać beton i estetyki nie poprawić?

Niewykorzystany potencjał 02

Przechadzamy się skwerem w śladzie dawnej kolei scheiblerowskiej. Rozpoczęto tutaj prace mające na celu ucywilizowanie tego fragmentu, niestety ich nie dokończono. Pokonując przeszkodę uformowaną z kabli przerzuconych przez drzewo, płot i brukowaną alejkę uważamy by się nie wywrócić i prezentujemy granitowe alejki odwracając uwagę od piaszczystej drogi, na której miały powstać chodnik i droga rowerowa. Miało być tak pięknie… tylko po co, skoro alejka może się tak po prostu kończyć w przypadkowym miejscu?

Niewykorzystany potencjał 03

Niewykorzystany potencjał 04

Wracamy na Tymienieckiego i tutaj musimy wykazać się dużą wiedzą aby jak najdłużej zająć uwagę naszego turysty (radzimy uprzednio przygotować sobie interesujący monolog i właśnie tutaj go wygłosić). Chodnik na tej ulicy należy naszym zdaniem do najgorszych chodników w mieście a przecież jest głównym ciągiem zabytkowego Księżego Młyna. Przeszedł już wszystkie fazy erozji a w niektórych miejscach nawet przestał istnieć. Z pewnością nie jest to przyjemna aleja spacerowa dla turysty dlatego w trosce o jego doznania staramy się cały czas kierować jego wzrok ku górze opowiadając ciekawe anegdoty, jednocześnie w trosce o jego bezpieczeństwo uważamy aby się nie potknął.

(Tutaj problem jest poważniejszy, potrzebna jest gruntowna przebudowa ze zmianą priorytetów w przestrzeni: szerokie chodniki, pasy rowerowe, zieleń, zwężone jezdnie i uporządkowane parkowanie tylko… po co?)

Oczywiście nie obędzie się tutaj bez nielegalnie i samolubnie parkujących kierowców, którzy niszcząc chodnik zawężają go do szerokości, która często nie pozwala na przejście kobiecie z wózkiem czy nawet wyminięcie się dwójki osób.

Niewykorzystany potencjał 05

Ulicę Magazynową i tkalnię Grohmana starajmy się zaprezentować z jak najdalszej odległości, sugerujemy znacznie przyśpieszyć krok aby turysta nie koncentrował się zbyt długo na zniszczonych budynkach. Obraz nędzy i rozpaczy. Już lepiej żeby ten teren zamknięto niż, żeby swobodnie tędy spacerowano. Niestety ogrodzenie zdewastowane a brama na teren otwarta, to pewnie celowy zabieg.

Processed with VSCO with c1 preset

Szybki rzut okiem na stare tory, które są również istotnym elementem dawnej historii tego miejsca ale, rzecz jasna, nieodpowiednio wyeksponowanym. Jezdnie i chodniki wołają o pomstę do nieba. Betonowe płoty okalające tereny również nie poprawiają wizerunku tego miejsca.

Niewykorzystany potencjał 07

Wejdźmy na teren ŁSSE. Przekraczając szlaban i płot znajdujemy się w miejscu najbardziej zadbanym w okolicy. Możemy odetchnąć z ulgą i się na chwilę odprężyć. Odnowiona fabryka Grohmana, staw i przyjemne miejsce do siedzenia sprawiają, że czujemy się tu dobrze, miło jest tu na chwilę się zatrzymać. Natomiast już gorzej jest gdy udamy się na spacer po terenie ponieważ wokół magazyny, kontenery, skrzynie i pudła i poczujemy się tu bardziej jak w przedsiębiorstwie niż w strefie zabytkowej. Co ważne, niewiele osób w ogóle wie, że jest to teren publiczny i o każdej porze można tu wejść. Brak jest tego typu informacji przy wejściach. Może właśnie dlatego zawsze jest tu strasznie pusto? Sami okoliczni mieszkańcy tu nie zaglądają to jak zajrzeć mają tu turyści?

W tym momencie fajnie byłoby pokazać Textorial Park. Widzimy furtkę. Niestety, za każdym razem próba przejścia w tym miejscu jest bezskuteczna. Zamiast pójść najkrótszą spacerową drogą musimy okrążać cały teren i udać się do jednego z dwóch szlabanów.

(W takim razie po co montować furtkę jeśli ma być zawsze zamknięta? Absurd!)

Niewykorzystany potencjał 08

Postanawiamy więc zrezygnować z Textorial Parku, przełożyć to inną okazję i wyjść z terenu ŁSSE przy skrzyżowaniu Targowej i Tylnej. Tutaj tez żegnają nas szlabany, patrzymy na nie po wyjściu i zdajemy sobie sprawę, że ewidentnie nie zachęcają do wejścia na teren. Co więcej, w ogóle nie wygląda na to, że w głębi gdzieś tam znajduje się piękny zabytek ponieważ nie ma tu żadnej informacji tego typu. Sporo spacerujących tu ludzi nawet tu nie wejdzie bo teren wygląda na prywatny. I tu pojawia się pytanie czy dostęp do zabytku powinien być ograniczony czy wręcz przeciwnie?

Niewykorzystany potencjał 09

Wychodzimy na Targową i poświęcamy chwilę willi Grohmana. Już za 80 metrów kolejny ważny obiekt Łodzi czyli tzw. Beczki Grohmana. Niestety nawet go jeszcze nie widzimy ze względu na zasłaniające go auta, dojść tam nie możemy bo samochody zajmują praktycznie cały chodnik parkując, musimy tu zejść na jezdnię i nią iść. Drodzy kierowcy egoiści, przykro nam było patrzeć na starszą kobietę z wózkiem, która zmuszona była iść jezdnią ponieważ chodnik był zajęty w imię Św. Przepustowości. Nieładnie.

Niewykorzystany potencjał 10

Jest nam wstyd z powodu braku kultury kierowców ale konsekwentnie zbliżamy się do Beczek. Tutaj niestety jesteśmy postawieni w sytuacji najtrudniejszej podczas tej wycieczki. Jak wytłumaczyć turyście dlaczego główne i efektowne niegdyś wejście prowadzące do ważnej dla miasta fabryki obecnie jest zamknięte i służy jedynie do wyładowania się przez szaleńców ze sprayem w ręku? Beczki Grohmana, z charakterystycznym łukiem i kolumnami przypominającymi szpulki nici oraz szczytem jak w zamkach średniowiecznych. Tak, taki obiekt stoi pośrodku niczego. I sobie niszczeje, zapaskudzony. Czy o jakimkolwiek wykorzystaniu potencjału można tu mówić?

Niewykorzystany potencjał 11

Przy beczkach nie da się nie zauważyć okropnych murów należących do ŁSSE. Ciekawi nas czy Państwo właściciele dbają o swój wygląd tak samo jak o wygląd strefy czyli jedynie z przodu? Tył ŁSSE jaki jest każdy widzi: brud, zniszczona cegła, odpadający tynk i graffiti z wulgaryzmami. Podkreślmy, że jesteśmy na terenie zabytkowego Księżego Młyna tuż przy terenach ważnych instytucji jak Szkoła Filmowa (za pomocą której Łódź dumnie się promuje) czy Wyższa Szkoła Sztuki i Projektowania (w której kształcą się ludzie wrażliwi na estetykę)! To się w głowie nie mieści.

Nawet drzewo zdaje się być załamane stanem przestrzeni, chodników, jezdni, przystanku i budynków. Spoglądamy na znajomego-turystę i podejmujemy decyzję czy kontynuować wycieczkę czy nie. Najgorsze już widział, teraz może być już tylko lepiej ale w trosce o jego zdrowie psychiczne w tym momencie zalecamy ostrożność i dla przeciwwagi wybór miejsca bardziej pozytywnego. My podczas ostatniego spaceru właśnie tu zrezygnowaliśmy z przechadzki.

Niewykorzystany potencjał 12

Skupiliśmy się tylko na niektórych „atrakcjach” bo nie wystarczyłoby nam miejsca na serwerze do opublikowania wszystkich :) Czy budynek przędzalni Scheiblera, Pałac Herbstów, pierwsza fabryczna Straż Ogniowa, wille Grohmanów, Beczki Grohmana, to za mało aby zadbać o chodniki, ogrodzenie, bezpieczeństwo, komfort, estetykę? Czy władze w Łodzi zrozumieją kiedyś jak małe elementy wpływają na pozytywny odbiór całego fragmentu miasta? Czy umieszczono tu jakiekolwiek informacje dla zwiedzających turystów? Czy mieszkańcom chcącym wybrać się na spacer uprzyjemnia się poruszanie po tym terenie czy też nie? I wreszcie, czy należycie wykorzystano ogromny turystyczny potencjał tego miejsca? Zachęcamy do dyskusji na facebooku i dziękujemy wytrwałym za uwagę :)

Niewykorzystany potencjał 13

– tekst: Marta Ostrowska  –

– uporządkowanie naszych spostrzeżeń odnośnie problemowej przestrzeni: Rafał Tomczyk –

– zdjęcia: Marta Ostrowska, Rafał Tomczyk –