Rozważania

Dlaczego tak trudno o porządek w mieście cz. 1: Wara od mojego życia!

20/03/2020

Wraz ze wzrostem naszej popularności, coraz większym rozpowszechnianiem naszych treści, cytowaniem naszych wypowiedzi w mediach, zwiększa się grono naszych odbiorców. Docierają do nas nowi, świadomi czytelnicy, pozytywnie zaskoczeni naszymi postulatami, posiadający wiedzę w dziedzinie urbanistyki, myślący bardzo perspektywicznie o planowaniu miast, o funkcjonowaniu społeczeństwa i transportu w mieście. Powiększające się grono takich odbiorców jest dla nas ogromną nobilitacją, nagrodą za prowadzenie naszej działalności w Internecie oraz nauką dla nas, ponieważ od takich osób możemy się wiele nauczyć i jeszcze bardziej wyczulić na pewne sprawy.

Z każdym zwiększeniem popularności przybywa też w naszym gronie osób, które się z nami nie zgadzają ale chętnie z nami dyskutują, kulturalnie argumentując swoje zdanie i to jest również fajne bo rozumiemy przecież, że nie każdy z nas jest taki sam i ma te same spostrzeżenia.

Niestety, wraz z naszym dotarciem do nowych osób docierają do nas też osoby nie tylko nie zgadzające się z naszymi postulatami ale też wyśmiewające i obrażające nas, wyzywające od szkodliwego aktywu, rowerowych idiotów czy debili dążących do nierealnej utopii. Oczywiście bierzemy na klatę całą ciężką pracę związaną z prowadzeniem działalności w Internecie i liczymy się z tym, że nie każdy nasz rozmówca posiada kulturę osobistą na wysokim poziomie ale coraz częściej zastanawiamy się skąd wynika tak gigantyczne niezrozumienie nas przez niektóre osoby i skąd tak duża pogarda. Mamy kilka przemyśleń na temat temat, które gdzieś tam pewnie nie raz się już u nas przewijały ale nigdy jeszcze nie spisaliśmy ich w jednym miejscu. W związku z tym, że chcielibyśmy nasze działania społeczne skoncentrować na rzeczach mądrych i nie wdawać się w niskie dyskusje postanowiliśmy napisać kilka postów, których zadaniem będzie wyjaśnienie podstawowych kwestii o mieście, by później oszczędzając czas linkować je w kontrowersyjnych przypadkach. Jesteśmy przekonani, że każda z osób kierujących w naszą stronę same wulgaryzmy znajdzie tu coś dla siebie, może nawet czegoś się nauczy i zrozumie, że nie dążymy do zniszczenia miasta a wręcz przeciwnie, do tego, żeby było ładniejsze i bardziej przyjazne. Wszystkie inne osoby – zarówno te, które są dla nas po prostu miłe i nas nie obrażają, jak i te, które bardzo popierają nasze treści – na pewno nie będą się nudzić podczas czytania dlatego ich również zapraszamy do pierwszego z trzech postów, poświęconych tematyce porządku w mieście.

Urbanista, społecznik, na co to komu

Tematyka jaką poruszamy w naszych wpisach jest ściśle związana z urbanistyką czyli nauką o planowaniu miast, która zajmuje się analizą struktur miejskich i której celem jest m.in. minimalizowanie konfliktów interesów pomiędzy poszczególnymi użytkownikami przestrzeni. Jest dziedziną techniczną, niezmiernie ważną dla miast, dlatego odkąd prowadzimy tę stronę bardzo nas dziwi, że według niektórych osób jest też paradoksalnie dziedziną tak mało poważaną i traktowaną jako zwykły wymysł, fanaberię i ideologię aktywistów, z którą przecież każdy może się nie zgodzić. Być może jest w tym odrobina racji bo w planowaniu rozwoju miasta ważna jest intuicja, zmysł socjologiczny, i wszystko to, co pomaga przewidzieć jaki coś będzie miało wpływ na mieszkańców miast. Ale chociaż te wszystkie rzeczy mniej techniczne mogą być bardziej subiektywnym odczuwaniem miasta to jednak aby skutecznie planować miasto z korzyścią dla jego mieszkańców potrzeba wiedzy, obserwacji i dogłębnej analizy przestrzeni. Dlaczego więc urbaniści są tak mało cenieni a ich dziedzinę pracy sprowadza się do głoszenia głupich i nierealnych haseł?

Kto wie czym jest miasto, ręka do góry!

My, Polacy, mamy taką niezwykłą umiejętność do manifestacji braku pokory i nawet jak się na czymś kompletnie nie znamy to poświęcimy wiele czasu, żeby z kimś podyskutować, pokłócić się i postawić na swoim. Niektórzy będą się kłócić nawet o sprawy, które nie podlegają żadnej dyskusji. Mamy niebywały talent do tego, żeby np. nie mając bladego pojęcia w kwestiach informatycznych kłócić się z informatykiem. Generalnie z każdym specjalistą w jakiejś dziedzinie możemy się posprzeczać, taka nasza polska mentalność. Ale czy tylko mentalność czy również brak wiedzy daje nam taką odwagę do podważania tez specjalistów?

W szkołach nie uczy się dzieci projektowania i nie kształtuje się wrażliwości na estetykę, nie uczy się też wrażliwości na miejsce, w którym się żyje. Nic więc dziwnego, że kończąc edukację młodzi ludzie nie wiedzą jaki szyld pasuje do elewacji kamienicy a jaki ją oszpeca. Jeśli sami nie mamy w sobie poczucia estetyki miejskiej lub jeśli nie czytamy na temat miasta żadnych książek nie będziemy zbyt wiele o nim wiedzieć. My znaleźliśmy pewną zależność. Ci sami ludzie, którzy najmocniej wyzywają nas w Internecie mają jednocześnie bardzo niską wiedzę na temat miast. Nie śledzą wyników badań, nie czytają publikacji poświęconych planowaniu miast, nie znają funkcji miast czy perspektyw rozwoju miast. Nic więc dziwnego, że nie są w stanie nawet uznać urbanistyki za naukę, a wszystkie cele jakie stawia sobie ta nauka uznają za niemożliwe do wykonania bo przecież idealne miasto to tylko utopia a dążenie do niego to strata czasu. W takim razie dlaczego nie uznajemy medycyny za utopię? Dlaczego chodzimy do lekarza i stosujemy się do jego porad? Dlaczego jeśli lekarz mówi, że wyniki badań są niepokojące ufamy mu bo ma wiedzę lekarską a urbaniście, który mówi, że w mieście coś działa źle i należy to naprawić powiemy, że jest tylko durnym aktywistą? Czy urbanistyka jest dziedziną, od której jesteśmy tak daleko, że nie nadajemy jej odpowiedniej rangi bo nie mamy z nią na co dzień bliskiej styczności? Lekarza potrzebujemy czasem w życiu, jesteśmy czasem zmuszeni do kontaktu z nim a urbanista nie jest nam przecież do niczego w życiu codziennym potrzebny. Może z tego wynika brak szacunku do jego profesji? A może miasto nie jest nam tak naprawdę do niczego potrzebne? Może nie wiemy, gdzie żyjemy? Nie spoglądamy wokół siebie i nie zastanawiamy się dlaczego w jednym miejscu w mieście czujemy się świetnie a w drugim okropnie? Skoro tak, to dlaczego bezmyślnie korzystając z miasta nie zaufamy tym, którzy korzystają z miasta dogłębnie je analizując?

Uporządkowana przestrzeń przy alei Kościuszki, podzielona na strefy, z równolegle parkującymi samochodami

Uporządkowana przestrzeń przy ulicy Narutowicza, z równolegle parkującymi samochodami

Przykładowo, jeśli ktoś twierdzi, że centrum miasta powinno składać się tylko z dróg dla samochodów, bo najważniejszy w mieście jest szybki dojazd wszędzie samochodem a reszta jest zbędna bo i tak coraz więcej osób ucieka z centrum… to urbanista złapie się za głowę widząc w jednym zdaniu tak mocne błędy logiczne. Po pierwsze, osoba, która tak uważa sprowadza miasto tylko do roli jezdni, posiada więc rażący brak wiedzy urbanistycznej ponieważ miasto aby było dla mieszkańców przyjemne i funkcjonalne musi pełnić więcej niż jedną funkcję. Po drugie, ta osoba nie zastanawia się dlaczego centrum miasta ma niższą atrakcyjność, nie bierze pod uwagę tego, że centrum wraz ze wzrostem ruchu samochodowego, wycinką drzew czy niszczeniem trawników jest coraz mniej przyjazne i zamiast pogłębiać tę nieprzyjazność poprzez intensyfikowanie ruchu samochodowego, należy zrobić coś zupełnie odwrotnego. Jeśli centrum miasta służy według takiej osoby do przejechania przez nie lub pozostawienia samochodu na czas swojej pracy a innym funkcjom centrum nie nadaje odpowiedniej wagi (bo mieszka poza centrum i generalnie wisi mu jak to centrum wygląda), to taki ktoś nigdy przenigdy nie znajdzie dobrego rozwiązania dla ogółu społeczeństwa żyjącego w mieście. Ktoś, kto nie ma świadomości, że miasto to nie tylko jezdnie ale również chodniki, skwery, zieleńce, krzewy, pasaże, place, podwórka, podcienia czy przedogródki nigdy nie porozumie się z urbanistą, i nie zrozumie nawet sensu urbanistyki. Dlaczego więc go jednocześnie tak odważnie krytykuje? Bo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Dosłownie i w przenośni.

Jednostka a społeczeństwo

Znaleźliśmy też inną ciekawą zależność. Ci sami ludzie, którzy wyzywają nas w Internecie kierują się w dyskusjach o mieście jedynie swoim własnym dobrem lub dobrem grupy, z którą się utożsamiają. Niestety, zapominają, że w mieście funkcjonuje więcej grup niż jedna, a kluczem do sukcesu jest pogodzenie interesów wszystkich grup i traktowanie wszystkich grup na równi. Jeśli miasto użytkują piesi, rowerzyści, pasażerowie komunikacji miejskiej i kierowcy samochodów to jeśli miasto uznamy za świat służący tylko kierowcom samochodów to pozostałym użytkownikom miasta zrobimy krzywdę. To niby oczywiste, niestety nie dla każdego. Łódź natomiast jest przykładem miasta, w którym nie traktuje się wszystkich grup po równo. Aby to zauważyć wystarczy jeden spacer po centrum miasta, wystarczy porównać sobie jak wiele jest ulic, po których mogą poruszać się samochody, a jak niewiele jest dróg rowerowych, wystarczy też zobaczyć jak wiele trawników, chodników, placów i pasaży jest zajmowanych przez samochody, zaparkowane nielegalnie, łamiąc przepisy… Obserwując taką rzeczywistość codziennie wyraźnie widzimy komu ona sprzyja najbardziej.

Samochody na chodniku, w miejscach, w których ich nie powinno być

Zawłaszczona przestrzeń pieszych przez kierowców samochodów 

Z roku na rok w Łodzi dewastacja przestrzeni miejskiej przez samochody postępuje. Piszemy o tym na naszej stronie Łódzka Autodestrukcja, na którą przy okazji Was serdecznie zapraszamy, a tymczasem zastanówmy się dlaczego taka dewastacja jednym przeszkadza a drugim w ogóle nie. Otóż inaczej myślimy o mieście kiedy poruszamy się po nim tylko samochodem, inaczej kiedy tylko komunikacją miejską lub pieszo. Inaczej też myśli o mieście osoba, która funkcjonuje „od parkingu do parkingu” np. codziennie samochodem porusza się jedynie pomiędzy Zdrowiem a Śródmieściem – mieszka na Zdrowiu, pracuje na Śródmieściu, zakupy robi w tym samym sklepie na Zdrowiu a z parku korzysta tylko na Zdrowiu – od osoby, która dużo po mieście pieszo spaceruje, bywa na różnych osiedlach, korzysta z różnych parków w mieście. Dla osoby, która tylko pracuje w centrum a mieszka na Zdrowiu centrum jest tylko miejscem do pracy czyli miejscem do pozostawienia samochodu na 8 godzin. Ta osoba może nie rozumieć, że centrum to dla niektórych miejsce zamieszkania, a mieszkańcy centrum potrzebują na co dzień zieleni, chodników, pasaży i skwerów. Zupełnie inne wnioski na temat miasta będzie miała osoba robiąca zakupy w taki sam dzień tygodnia, za każdym razem w tym samym markecie, za każdym razem jadąca do niego samochodem, od osoby robiącej zakupy pieszo w osiedlowych sklepikach w różnych lokalizacjach. Im więcej eksplorujemy miasto, im więcej to miasto ‚testujemy’ tym lepiej jesteśmy w stanie zrozumieć potrzeby mieszkańców i kierunek, w jakim użytkowany przez nich fragment miasta podąży. Niestety świat wygląda najskromniej zza szyby samochodu, jest to dość oczywiste bo w samochodzie tworzymy sobie swój własny świat, do którego z zewnątrz nikt nie ma dostępu. Nie musimy prowadzić interakcji z obcymi ludźmi, nie czujemy ich zapachu, nasze nogi nie odczuwają odległości, nasza skóra nie odczuwa wiatru czy deszczu. Postrzeganie miasta zza kierownicy jest ubogie, wiele nam wtedy umyka, koncentrujemy się jedynie na bezpieczeństwie podczas jazdy i znakach drogowych. Jadąc samochodem rzadko mamy okazję zastanowić się nad remontem kamienicy, rekultywacją trawnika czy rodzajem krzewów. Natomiast osoby korzystające z miasta zarówno pieszo, jak i na rowerze, komunikacją miejską oraz czasem samochodem (jak na przykład my) mają zdecydowanie szerszy ogląd na komfort korzystania z miasta niż osoba poruszająca się po nim tylko i wyłącznie samochodem. Dlatego właśnie takim osobom jak my ciężko idzie dogadanie się z kimś, kto na miasto patrzy tylko przez pryzmat samochodu/korków/parkingu a ławce czy skwerowi nie nadaje żadnej rangi.

Skwery w centrum miasta są ważne, ale ciężko to zrozumieć komuś, kto przez centrum miasta tylko przejeżdża samochodem

Ja i moje problemy jako tłumaczenie na wszystko

I znaleźliśmy jeszcze jedną zależność. Wyzwiska w naszą stronę kierowane są tylko i wyłącznie ze strony kierowców samochodów. Przypadek? Nie sądzę. Dlaczego tak jest? Bo zazwyczaj obraźliwe komentarze kierowane w naszą stronę wynikają z poczucia, że ktoś czuje się naszymi treściami o mieście atakowany personalnie. Kiedy piszemy na przykład, że należy w Łodzi ograniczyć ruch samochodowy, uniemożliwić wjazd samochodom na pasaże i place oraz stworzyć więcej skwerów dostajemy najczęściej komentarze o treści (mniej więcej) takiej jak poniższe:

Nie będzie mi żaden aktywista mówił czym mam jeździć bo najwygodniej mi się jezdzi samochodem!

Jak wy sobie wyobrażacie, że mam funkcjonować? Jak mam jedno dziecko zawieżć do szkoły, drugie do żlobka, teściową do lekarza a potem jeszcze zakupy zrobić bez samochodu?

Do teatru każecie mi smierdzącą komunikacją jechać?

Gdy natomiast zwracamy uwagę na to, że parkowanie na trawniku lub w innym niedozwolonym miejscu jest brakiem dostosowania się do ustalonych reguł, brakiem kultury i powoduje chaos przestrzenny przeczytamy na przykład:

Przecież ja nie mam gdzie zaparkować więc muszę tu parkować.

Tu i tak nie ma trawnika tylko jest klepisko.

Przecież ten plac jest pusty i brzydki więc czemu mam tu nie parkować?

No cóż. Ciężko dyskutować z ludźmi, którzy wskazówki na temat funkcjonowania miasta odbierają tak egoistycznie. To, jak sobie każdy z nas organizuje życie to sprawa prywatna każdego z nas, i powinniśmy tak to życie sobie organizować, żeby mieć świadomość, że wybór naszego środka transportu wywiera wpływ na innych a każdy samochód zwiększa zanieczyszczenie, zajmuje miejsce parkingowe i przyczynia się do powstania korków. Jeśli chcemy w mieście więcej zieleni, lepszego powietrza, więcej miejsc do parkowania i mniejszych korków to jeśli jesteśmy młodzi, sprawni i zdrowi starajmy się jak najmniej używać samochodu. Czy to nie logiczne? Czy kupując mieszkanie wybieramy jego lokalizację by mieć bliżej do pracy a dzieci miały bliżej do szkoły żebyśmy nie musieli dojeżdżać godzinę samochodem codziennie czy wręcz przeciwnie nie zastanawiamy się nad tym i bezmyślnie wybieramy miejsce zamieszkania tak, by skazywać się na samochód po czym codziennie w godzinach szczytu przyczyniamy się do korków, na które oczywiście codziennie narzekamy? Nasz wybór ma wpływ na innych ludzi, najwyższy czas do zrozumieć. Wybór samochodu natomiast to sprawa prywatna każdego z nas i nie powinniśmy obarczać innych odpowiedzialnością za naszą decyzję. Nie mamy gdzie zaparkować? Szukajmy legalnego miejsca do skutku albo zrezygnujmy z samochodu, zamiast zajmować miejsce nieprzystosowane do parkowania tylko dlatego, że ono nam się według nas należy. Nikt z nas nie ma prawa dewastować miasta, każdy z nas ma obowiązek dbać o miasto – gdyby wszyscy tak uważali w miastach panowałby porządek. Niestety, bardzo nam obecnie do porządku daleko.

Jest nas coraz więcej, ale wciąż chcemy więcej

Kierowcy samochodów są grupą najbardziej uprzywilejowaną, i grupą, która posiadając już najwięcej przywilejów stale rząda kolejnych przywilejów. Ilość samochodów w miastach rośnie z roku na rok, jest logiczne więc, że jeśli samochodów jest więcej to miejsc parkingowych jest coraz mniej, a jeśli w danej lokalizacji jest umiejscowiony parking za rok ten sam parking nie będzie już wystarczał. Kierowcy samochodów nie przyjmują tego do wiadomości i żądają kolejnych parkingów, kolejnych miejsc parkingowych. Miasto natomiast nie jest z gumy, nie da się go rozciągnąć tak, żeby stale reagować na zwiększające się potrzeby parkingowe. Jeden kierowca potrzebuje parkingu w okolicy skrzyżowania Piłsudskiego – Śmigłego – Rydza, drugi na Księżym Młynie, a trzeci na Targowej – nie da się zadowolić wszystkich kierowców i każdemu postawić parking blisko ich domu, pracy czy ulubionego sklepu. Mamy do dyspozycji konkretną powierzchnię i nie możemy jej przeznaczać tylko do dyspozycji kierowców i ich samochodów bo miasto to nie tylko sprzyjające warunki do zaparkowania. Pamiętajmy też, że każdy kolejny parking jest rozwiązaniem tylko na chwilę, bowiem prędzej czy później sprowadzi w dane miejsce jeszcze więcej samochodów (każdy parking generuje ruch samochodowy, a im parking większy tym i większy ruch samochodowy) i koło się zamknie.

Ilość samochodów osobowych na 1000 mieszkańców w mieście Łódź według danych GUS

Jeśli w danym miejscu miejsc parkingowych jest 20, zaparkuje w nim 20 samochodów. Jeśli zwiększymy tę ilość miejsc do 40, zaparkuje w nim 40 samochodów. Każde parkowanie to też dodatkowa chęć zaparkowania. Zwiększając ilość miejsc parkingowych zwiększamy ruch w danym miejscu i zwiększamy chęć zaparkowania, tym samym zwiększamy ilość rozczarowań z powodu braku miejsca do zaprakowania. Jeśli liczba samochodów będzie stale rosła, zapewnianie kolejnych miejsc parkingowych będzie niekończącą się opowieścią a miasto zamieni się w ciągu kilku lat w jeden wielki parking. Będziemy musieli wtedy wyciąć drzewa i uklepać wszystkie trawniki. Dlatego jeśli nie myślimy perspektywicznie, nie wybiegamy w przyszłość, nie analizujemy zachowań innych tylko jedynie swoje własne potrzeby i żądamy dla siebie wciąż więcej, więcej i więcej to zamiast pomagać miastu krzywdzimy miasto. Miejski egoista nie powinien więc krytykować ludzi, którzy zamiast tylko o swoim interesie myślą o interesie ogółu i całej miejskiej przestrzeni.

Samochody zawłaszczające nielegalnie przestrzeń pieszych w pasażu Schillera, sierpień 2019

Samochody zawłaszczające nielegalnie przestrzeń pieszych w pasażu Schillera sięgają już prawie ulicy Piotrkowskiej, listopad 2019

Chcę żyć na swoich zasadach, wara od mojego życia!

Poszukiwanie perspektywicznych rozwiązań, najlepszych dla miasta i jego mieszkańców, zupełnie nie idzie w parze z miejskim egoizmem. Dlatego urbaniści lub społecznicy postulujący o działania uprzyjaźniania miast są często wyśmiewani i atakowani przez osoby myślące jedynie o swoim interesie. Zamiast koncentrować się na istocie problemu i na tym jak go naprawić miejscy egoiści agresywnie wzbraniają się przed naprawą problemu ponieważ naprawa problemu może odebrać im coś, co się w ich ocenie im należy czyli np. wolność korzystania z samochodu w centrum. Wynika to z głęboko zakorzenionej mentalności, że ich własne dobro jest ważniejsze niż dobro ogółu, oni nie muszą stosować się do zasad, nie muszą być altruistami i nie muszą robić nic, by innym ludziom w mieście żyło się lepiej. Skoro nie muszą tego robić to tego robić nie będą a każdego, kto powie im co jest najlepsze dla ogółu i dla miasta będą traktować jak wroga, ponieważ takie postulaty mogą okazać się dla nich niewygodne i zagrozić stylowi życia jaki aktualnie prowadzą.

Ciężko jest cokolwiek wywalczyć jeśli w grę wchodzi wpływanie na czyjś styl życia – przecież nikt z nas nie czuje się dobrze kiedy jacyś obcy ludzie wtrącają się i nakazują nam jak mamy żyć. Ale odbiór takich nakazów zależy tylko i wyłącznie od tego ile w sobie mamy pokładów miejskiej empatii. Jeśli ktoś jest świadomym użytkownikiem miasta, przestrzega przepisów i nie działa na szkodę innych zawsze będzie popierał idee zmierzające do wypracowania perspektywicznych rozwiązań bardziej przyjaznych dla mieszkańców. Jeśli natomiast ktoś myśli tylko i wyłącznie o swoim komforcie (będę korzystać z samochodu kiedy chcę i jak chcę bo tak mi wygodnie) i o swoim prawie do posiadania i użytkowania samochodu (będę korzystać z samochodu kiedy chcę i jak chcę bo mam do tego prawo), na postulaty odnośnie zmniejszania ilości samochodów w miastach będzie reagował agresją. Miejscy egoiści odbierają postulaty nawołujące do uprzyjaźnienia miasta jako chęć zrobienia z ich życia piekła, jako chęć odebrania im prawa do poruszania się samochodem po centrum lub do parkowania samochodu gdzie chcą, nawet na trawie. Dlatego korzystając z okazji tego wpisu, mamy mały komunikat do typowego miejskiego egoisty:

Poruszamy się po Łodzi głównie pieszo, rowerem lub komunikacją miejską. Samochodem poruszamy się tylko w wyjątkowych okolicznościach właśnie dlatego żeby nie przyczyniać się do powstawania korków, w których Ty mógłbyś stać, nie zanieczyszczać powietrza, którym Ty oddychasz, nie zajmować miejsca parkingowego, które ktoś starszy z Twojej rodziny mógłby potrzebować. Nigdy nie parkujemy samochodu tak, by utrudniać komukolwiek, również Tobie, poruszanie się po mieście. Nigdy nie parkujemy samochodu w niedozwolonych miejscach i nie tworzymy chaosu parkingowego, żebyś na przykład Ty nie musiał na ten chaos patrzeć. My Ci nie chcemy niczego odbierać, ale jeśli Ty czasem z czegoś nie zrezygnujesz to ktoś inny, bardziej świadomy, na pewno będzie musiał. Nie zabieramy Ci Twojego komfortu, ale Ty myśląc tylko o swoim komforcie komuś innemu na pewno komfort odbierasz. Spójrz na poniższe dwa zdjęcia, i zastanów się jakiego miasta sobie życzysz. My dążymy do porządku i postulujemy o porządek w mieście (zdjęcie po lewej stronie), a Ty? Czy w obronie swoich własnych interesów przyzwalasz na brak porządku i parkowanie gdzie popadnie? Jesli tak, to drugie zdjęcie (po prawej stronie) prezentuje degradację do jakiej prowadzi Twoje przyzwolenie. Jesteś zatem przeszkodą na drodze do porządku a Twoje podejście jest przyczyną destrukcji. Skoro swoim postępowaniem działasz na szkodę miasta, pozwól zatem robić swoje tym, którzy działają dla dobra miasta. Z góry dziękujemy.

Tekst: Marta Ostrowska

Zdjęcia: Marta Ostrowska, Rafał Tomczyk