Rozważania

Grzybowe Centrum Łodzi

21/05/2020

W środku Łodzi znajduje się pewne tajemnicze miejsce, przez wielu jeszcze nieznane i nieodkryte. Z wyglądu niepodobne do niczego – ni to plac, ni to park, ni to skwer, choć według oficjalnych informacji nosi ono nazwę Skweru Studentów 1981 roku. Miejsce to mieści się w Nowym Centrum Łodzi, kreowanym przez władze miasta jako nowa dzielnica, w której spotykać się ma wielki biznes, wielkie projekty, wielki świat. W założeniu miejsce to miało być niezwykłe, miało kreować nową jakość miasta i wszystkiego co z wielkim miastem związane. I rzeczywiście miejsce to wykreowało faktycznie coś nowego bo oprócz nowego dworca z tunelem, nowych biurowców i nowych ulic stworzono przy okazji pewną nietuzinkową oazę – oazę nieposkromionej, zapomnianej na lata zieleni, oazę „nicnierobienia”, w której to oazie wytworzył się nawet zupełnie nowy ekosystem. My pieszczotliwie nazywamy ją „Grzybowym skwerem”. Dlaczego? Dowiecie się już za chwilkę.

Zanim zaprosimy Was na wycieczkę do tego niezwykłego miejsca zrobimy krótki rys historyczny. Przestrzeń, o której piszemy powstała jako jeden z elementów budowy nowego dworca Łódź Fabryczna wraz z węzłem multimodalnym i nowym układem drogowym wokół. O ile sam dworzec Łódź Fabryczna mimo pewnych niedoskonałości zawsze broniliśmy od krytyki bo uważamy go za dobrą realizację, to nie da się tego samego powiedzieć o układzie drogowym, który go otacza. Od strony zachodniej czyli w stronę wyjścia do centrum miasta rozwiązane jest to dobrze (tutaj skupiono się głównie na ruchu pieszym) natomiast dużo gorzej jest od strony wschodniej (tutaj skupiono się na ruchu samochodowym). Węzeł drogowy jest zbyt rozbudowany i zbyt skomplikowany, ruch rozdzielony jest na różnych poziomach łączeniem rond, do tego rozdzielono również ruch autobusowy. Chociaż jest to funkcjonalne rozwiązanie to stało się ono zbyt widoczne i wręcz przytłaczające dla użytkownika przestrzeni. Do tego jeszcze dominacja betonu i asfaltu sprawia, że nie jest tu przyjemnie przyjść i pospacerować.

Takie lekceważenie pieszych od tej strony dworca już na etapie projektowania to nie jedyny problem. Kolejną sprawą jest totalne lekceważenie zaniedbania przestrzeni skweru przez zarządcę terenem, obecnie jednej ze spółek PKP. Sami zobaczcie. Zaczynamy od skrzyżowania ulic Scheiblerów i Poznańskich czyli uroczych betonowo-asfaltowych węzłów, a w oddali widać naszego głównego bohatera czyli skwer.

Na zbliżeniu z daleka już można zobaczyć “piękne” płachty geowłókniny, które od czasu powstania kilka lat temu nie były tknięte ani w ramach gwarancji ani w ramach bieżącego utrzymania. Część roślin płożących dobrze sobie radzi, część wymaga uzupełnienia i dosadzenia, samosiejki wymagają wyrwania. Czy to aż tak dużo?

Teren wygląda natomiast jakby podwykonawca odpowiedzialny za zieleń nagle zaginął w trakcie prac, następnie tych prac nigdy nie dokończono.

Tajemnicze patyki przy samym wejściu, można brać na ognisko.

Śmieci spotkać możemy na każdym kroku. Worki? Są! Butelki? Są! Jedynym sprzątaniem jakie się tu kiedykolwiek odbyło było chyba to, które zorganizowali prywatnie sami mieszkańcy Łodzi w zeszłym roku. Gdyby nie to pewnie wyglądałoby to obecnie jeszcze gorzej.

Schodzimy po schodkach na „Grzybowy skwerek”. Zapraszamy do tego zaczarowanego miejsca, gdzie niemożliwe staje się możliwe. To tutaj tworzy się nie tylko prawdziwa miejska dżungla ale też można powiedzieć mała filia Lasu Łagiewnickiego, pełna darów od natury.

Może połamaną płytę chodnikową? Nikt nie zgubił?

Zieleń jak to zieleń.. walczy! Dlatego ta przestrzeń wymaga JAKIEJKOLWIEK pracy człowieka by była uporządkowana. W oddali okrąg z kilkumetrowymi samosiejkami.

EC-1, Brama Miasta, dworzec Łódź Fabryczna, biurowiec Nowa Fabryczna i ten cudowny uroczy skwer! Na uwagę zasługuje też totalny brak ławek, a ławek nie ma ponieważ według menadżera dworca Łódź Fabryczna gdyby takowe były ludzie by na nich siadali i pili alkohol! Świetny powód tworzenia przestrzeni bez możliwości siedzenia!

Graffiti coraz bardziej wchodzi w tę przestrzeń. Tutaj zadaniem miasta powinno być jak najszybsze usuwanie malowideł, niestety tak się nie dzieje.

No i co? Mówi się, że jak nie będzie ławeczek to pić nie będą a jednak bez ławek spotykają się i piją. Może więc ten strach przed kimś kto sobie siądzie i wypije piwo w przestrzeni publicznej jest niepotrzebny? Skoro i tak ktoś przyjdzie się napić to na co nam te ograniczenia i zakazy, które w efekcie dają brak aktywizacji przestrzeni? Dużo lepszym rozwiązaniem byłoby zwyczajne codzienne sprzątanie i dbanie o miejsce.

Główne przejście między skwerem a dworcem Łódź Fabryczna. Tak, dokładnie tak wygląda główne i jedyne dojście do najważniejszego dworca w województwie łódzkim od strony wschodniej. Absurdalność tego rozwiązania szokuje. Przejście to jest też jednocześnie najniższym miejscem w okolicy więc niemal zawsze zbiera się tutaj woda a w zimę lód.

Z bliska jest jeszcze piękniej.

A tak jeszcze bardziej z bliska.

Wróćmy jednak do tego, co najważniejsze czyli do samego zielonego skweru. Co prawda “kwietne łąki” są teraz bardzo modne ale te kilkumetrowe samosiejki to jednak przesada.

Zieleń wręcz rozchodzi się na chodniki.

Oprócz zieleni i śmieci znajdziemy tutaj także… znaki drogowe.

Utworzył się taki busz, że ledwo już dworzec widać.

A na styku ramp, rond, jezdni, zjazdów i wjazdów, w samym środeczku skweru, pomiędzy kilkumetrowymi samosiejkami, można dostrzec prawdziwą wisienkę na torcie tego zapomnianego terenu – niezwykły ekosystem, który się tutaj wytworzył, w postaci królestwa należącego do domeny jądrowców czyli… grzyby!

Prawda, że cudowne okazy? A to jeszcze nie koniec atrakcji bo niedaleko mamy przecież jeszcze ten oto zapuszczony i prawdopodobnie nigdy nie sprzątany staw.

Piękna oaza zaniedbania miasta.

Jeszcze rzućmy okiem na szerszy obraz zaniedbania. Pod samym wiaduktem tramwajowym też nie jest lepiej.

Spora ilość szkła czeka na jego odkrywców. Przypominamy, znajdujemy się jakieś 100 metrów od dworca Łódź Fabryczna.

I przy tych oto schodach kończymy “zwiedzanie” tego uroczego terenu i tę niesamowitą wędrówkę do świata pełnego grzybów, niekontrolowanej zieleni i porzuconych przedmiotów.

Nie ma się co dziwić, że nikt tutaj za dnia nie zagląda. Nie ma po co tutaj przyjść, nie można nawet usiąść by na chwilę odpocząć. Nawet zieleń tu za bardzo nie pomaga i chociaż jest jej tu więcej niż w najbliższej okolicy to z uwagi na zaniedbanie jest mało przyjemnie z nią tu obcować. Z pewnością Skwer Studentów 1981 roku był przestrzenią nieprzemyślaną już na etapie projektu, fatalnie zrealizowaną i na dodatek jakby porzuconą podczas prac dlatego obecnie jest przestrzenią niesympatyczną. To miejsce to efekt uboczny zastosowanych tu tych wszystkich drogowych fanaberii, i miejsce, w którym pieszy jest nikim a przecież jest to jedyne dla pieszych dojście do dworca od strony wschodniej…

Najsmutniejsze jest to, że bardzo widać brak jakiejkolwiek poczucia odpowiedzialności za to miejsce. Czy tak musi być? Czy jakiekolwiek służby nie są w stanie zobowiązać zarządcę terenu do dbania o niego? Czy nie można tego terenu sprzątać interwencyjnie przez miasto i obciążyć kosztami zarządcę? Czy Straż Miejska nie powinna wlepiać mandatów zarządcy i firmie, która teoretycznie powinna tutaj sprzątać? Odpowiedzi na te pytania chyba są dla wszystkich oczywiste.

My uważamy, że to miejsce pomimo wielu błędów, których nie da się już naprawić nie jest skazane na całkowite niepowodzenie ale trzeba z tym miejscem cokolwiek robić a nie pozwalać by stan tego rozkładu trwał nadal. Grzyby same w sobie nie są złe ale tutaj są jakby symbolem braku zainteresowania, braku większej wizji i pomysłu na to miejsce. A tymczasem pomimo tych wszystkich swoich dziwności nadal jest tu jakiś potencjał. Szkoda tylko, że w tak ważnym punkcie miasta, które w ostatnich latach przechodzi spore przeobrażenie nie ma możliwości najzwyczajniej w świecie pospacerować, posiedzieć z rodziną czy znajomymi. Ta uderzająca bezczynność daje do zrozumienia, że ma się mieszkańców totalnie gdzieś (zwłaszcza mieszkańców okolicy) i że nie ponosi się konsekwencji złych decyzji. Najpierw daje się ludziom przytłaczającą i nieprzyjemną przestrzeń, z której nie korzystają, a później skoro z niej nie korzystają to się ją olewa i niczego z nią nie robi. Jest to bardzo nie w porządku w stosunku do mieszkańców miasta tym bardziej, że zarówno nazwa Nowe Centrum Łodzi jak i wielkie obietnice związane z tym obszarem miasta zobowiązują do dużo wyższego poziomu.

Tekst i zdjęcia: Rafał Tomczyk