Autor: Redakcja

Rozważania

Grzybowe Centrum Łodzi

21/05/2020

W środku Łodzi znajduje się pewne tajemnicze miejsce, przez wielu jeszcze nieznane i nieodkryte. Z wyglądu niepodobne do niczego – ni to plac, ni to park, ni to skwer, choć według oficjalnych informacji nosi ono nazwę Skweru Studentów 1981 roku. Miejsce to mieści się w Nowym Centrum Łodzi, kreowanym przez władze miasta jako nowa dzielnica, w której spotykać się ma wielki biznes, wielkie projekty, wielki świat. W założeniu miejsce to miało być niezwykłe, miało kreować nową jakość miasta i wszystkiego co z wielkim miastem związane. I rzeczywiście miejsce to wykreowało faktycznie coś nowego bo oprócz nowego dworca z tunelem, nowych biurowców i nowych ulic stworzono przy okazji pewną nietuzinkową oazę – oazę nieposkromionej, zapomnianej na lata zieleni, oazę „nicnierobienia”, w której to oazie wytworzył się nawet zupełnie nowy ekosystem. My pieszczotliwie nazywamy ją „Grzybowym skwerem”. Dlaczego? Dowiecie się już za chwilkę.

Zanim zaprosimy Was na wycieczkę do tego niezwykłego miejsca zrobimy krótki rys historyczny. Przestrzeń, o której piszemy powstała jako jeden z elementów budowy nowego dworca Łódź Fabryczna wraz z węzłem multimodalnym i nowym układem drogowym wokół. O ile sam dworzec Łódź Fabryczna mimo pewnych niedoskonałości zawsze broniliśmy od krytyki bo uważamy go za dobrą realizację, to nie da się tego samego powiedzieć o układzie drogowym, który go otacza. Od strony zachodniej czyli w stronę wyjścia do centrum miasta rozwiązane jest to dobrze (tutaj skupiono się głównie na ruchu pieszym) natomiast dużo gorzej jest od strony wschodniej (tutaj skupiono się na ruchu samochodowym). Węzeł drogowy jest zbyt rozbudowany i zbyt skomplikowany, ruch rozdzielony jest na różnych poziomach łączeniem rond, do tego rozdzielono również ruch autobusowy. Chociaż jest to funkcjonalne rozwiązanie to stało się ono zbyt widoczne i wręcz przytłaczające dla użytkownika przestrzeni. Do tego jeszcze dominacja betonu i asfaltu sprawia, że nie jest tu przyjemnie przyjść i pospacerować.

Takie lekceważenie pieszych od tej strony dworca już na etapie projektowania to nie jedyny problem. Kolejną sprawą jest totalne lekceważenie zaniedbania przestrzeni skweru przez zarządcę terenem, obecnie jednej ze spółek PKP. Sami zobaczcie. Zaczynamy od skrzyżowania ulic Scheiblerów i Poznańskich czyli uroczych betonowo-asfaltowych węzłów, a w oddali widać naszego głównego bohatera czyli skwer.

Na zbliżeniu z daleka już można zobaczyć “piękne” płachty geowłókniny, które od czasu powstania kilka lat temu nie były tknięte ani w ramach gwarancji ani w ramach bieżącego utrzymania. Część roślin płożących dobrze sobie radzi, część wymaga uzupełnienia i dosadzenia, samosiejki wymagają wyrwania. Czy to aż tak dużo?

Teren wygląda natomiast jakby podwykonawca odpowiedzialny za zieleń nagle zaginął w trakcie prac, następnie tych prac nigdy nie dokończono.

Tajemnicze patyki przy samym wejściu, można brać na ognisko.

Śmieci spotkać możemy na każdym kroku. Worki? Są! Butelki? Są! Jedynym sprzątaniem jakie się tu kiedykolwiek odbyło było chyba to, które zorganizowali prywatnie sami mieszkańcy Łodzi w zeszłym roku. Gdyby nie to pewnie wyglądałoby to obecnie jeszcze gorzej.

Schodzimy po schodkach na „Grzybowy skwerek”. Zapraszamy do tego zaczarowanego miejsca, gdzie niemożliwe staje się możliwe. To tutaj tworzy się nie tylko prawdziwa miejska dżungla ale też można powiedzieć mała filia Lasu Łagiewnickiego, pełna darów od natury.

Może połamaną płytę chodnikową? Nikt nie zgubił?

Zieleń jak to zieleń.. walczy! Dlatego ta przestrzeń wymaga JAKIEJKOLWIEK pracy człowieka by była uporządkowana. W oddali okrąg z kilkumetrowymi samosiejkami.

EC-1, Brama Miasta, dworzec Łódź Fabryczna, biurowiec Nowa Fabryczna i ten cudowny uroczy skwer! Na uwagę zasługuje też totalny brak ławek, a ławek nie ma ponieważ według menadżera dworca Łódź Fabryczna gdyby takowe były ludzie by na nich siadali i pili alkohol! Świetny powód tworzenia przestrzeni bez możliwości siedzenia!

Graffiti coraz bardziej wchodzi w tę przestrzeń. Tutaj zadaniem miasta powinno być jak najszybsze usuwanie malowideł, niestety tak się nie dzieje.

No i co? Mówi się, że jak nie będzie ławeczek to pić nie będą a jednak bez ławek spotykają się i piją. Może więc ten strach przed kimś kto sobie siądzie i wypije piwo w przestrzeni publicznej jest niepotrzebny? Skoro i tak ktoś przyjdzie się napić to na co nam te ograniczenia i zakazy, które w efekcie dają brak aktywizacji przestrzeni? Dużo lepszym rozwiązaniem byłoby zwyczajne codzienne sprzątanie i dbanie o miejsce.

Główne przejście między skwerem a dworcem Łódź Fabryczna. Tak, dokładnie tak wygląda główne i jedyne dojście do najważniejszego dworca w województwie łódzkim od strony wschodniej. Absurdalność tego rozwiązania szokuje. Przejście to jest też jednocześnie najniższym miejscem w okolicy więc niemal zawsze zbiera się tutaj woda a w zimę lód.

Z bliska jest jeszcze piękniej.

A tak jeszcze bardziej z bliska.

Wróćmy jednak do tego, co najważniejsze czyli do samego zielonego skweru. Co prawda “kwietne łąki” są teraz bardzo modne ale te kilkumetrowe samosiejki to jednak przesada.

Zieleń wręcz rozchodzi się na chodniki.

Oprócz zieleni i śmieci znajdziemy tutaj także… znaki drogowe.

Utworzył się taki busz, że ledwo już dworzec widać.

A na styku ramp, rond, jezdni, zjazdów i wjazdów, w samym środeczku skweru, pomiędzy kilkumetrowymi samosiejkami, można dostrzec prawdziwą wisienkę na torcie tego zapomnianego terenu – niezwykły ekosystem, który się tutaj wytworzył, w postaci królestwa należącego do domeny jądrowców czyli… grzyby!

Prawda, że cudowne okazy? A to jeszcze nie koniec atrakcji bo niedaleko mamy przecież jeszcze ten oto zapuszczony i prawdopodobnie nigdy nie sprzątany staw.

Piękna oaza zaniedbania miasta.

Jeszcze rzućmy okiem na szerszy obraz zaniedbania. Pod samym wiaduktem tramwajowym też nie jest lepiej.

Spora ilość szkła czeka na jego odkrywców. Przypominamy, znajdujemy się jakieś 100 metrów od dworca Łódź Fabryczna.

I przy tych oto schodach kończymy “zwiedzanie” tego uroczego terenu i tę niesamowitą wędrówkę do świata pełnego grzybów, niekontrolowanej zieleni i porzuconych przedmiotów.

Nie ma się co dziwić, że nikt tutaj za dnia nie zagląda. Nie ma po co tutaj przyjść, nie można nawet usiąść by na chwilę odpocząć. Nawet zieleń tu za bardzo nie pomaga i chociaż jest jej tu więcej niż w najbliższej okolicy to z uwagi na zaniedbanie jest mało przyjemnie z nią tu obcować. Z pewnością Skwer Studentów 1981 roku był przestrzenią nieprzemyślaną już na etapie projektu, fatalnie zrealizowaną i na dodatek jakby porzuconą podczas prac dlatego obecnie jest przestrzenią niesympatyczną. To miejsce to efekt uboczny zastosowanych tu tych wszystkich drogowych fanaberii, i miejsce, w którym pieszy jest nikim a przecież jest to jedyne dla pieszych dojście do dworca od strony wschodniej…

Najsmutniejsze jest to, że bardzo widać brak jakiejkolwiek poczucia odpowiedzialności za to miejsce. Czy tak musi być? Czy jakiekolwiek służby nie są w stanie zobowiązać zarządcę terenu do dbania o niego? Czy nie można tego terenu sprzątać interwencyjnie przez miasto i obciążyć kosztami zarządcę? Czy Straż Miejska nie powinna wlepiać mandatów zarządcy i firmie, która teoretycznie powinna tutaj sprzątać? Odpowiedzi na te pytania chyba są dla wszystkich oczywiste.

My uważamy, że to miejsce pomimo wielu błędów, których nie da się już naprawić nie jest skazane na całkowite niepowodzenie ale trzeba z tym miejscem cokolwiek robić a nie pozwalać by stan tego rozkładu trwał nadal. Grzyby same w sobie nie są złe ale tutaj są jakby symbolem braku zainteresowania, braku większej wizji i pomysłu na to miejsce. A tymczasem pomimo tych wszystkich swoich dziwności nadal jest tu jakiś potencjał. Szkoda tylko, że w tak ważnym punkcie miasta, które w ostatnich latach przechodzi spore przeobrażenie nie ma możliwości najzwyczajniej w świecie pospacerować, posiedzieć z rodziną czy znajomymi. Ta uderzająca bezczynność daje do zrozumienia, że ma się mieszkańców totalnie gdzieś (zwłaszcza mieszkańców okolicy) i że nie ponosi się konsekwencji złych decyzji. Najpierw daje się ludziom przytłaczającą i nieprzyjemną przestrzeń, z której nie korzystają, a później skoro z niej nie korzystają to się ją olewa i niczego z nią nie robi. Jest to bardzo nie w porządku w stosunku do mieszkańców miasta tym bardziej, że zarówno nazwa Nowe Centrum Łodzi jak i wielkie obietnice związane z tym obszarem miasta zobowiązują do dużo wyższego poziomu.

Tekst i zdjęcia: Rafał Tomczyk

Rozważania

MiastoRecenzja #1 Ulica Dąbrowskiego

30/04/2020

Jakiś czas temu pytaliśmy Was czy bylibyście zainteresowani oceną najnowszych inwestycji drogowych. Propozycja Wam się spodobała więc nie pozostaje nam nic innego jak rozpocząć taki cykl, w którym ocenimy wszystkie dobre i złe strony zrealizowanych prac. Nazwiemy go „MiastoRecenzja”, trochę poetycko, ponieważ uważamy, że współczesne inwestycje dotyczące większych przestrzeni, takich jak ulica czy plac, powinny być nie tylko realizowane na wysokim poziomie jeśli chodzi o jakość użytych materiałów czy wykonanych prac, i nie tylko polepszać komfort korzystania z przestrzeni ale powinny też zaciekawiać użytkowników, intrygować ich i oddziaływać na ich zmysły. Miasto to przecież nasz dom, korzystamy z niego codziennie, tak więc jego poszczególne fragmenty powinny z każdą przebudową dawać nam zupełnie nową jakość.

Przyjmiemy jeden spójny schemat dla całego cyklu: najpierw zabierzemy Was na spacer, w którym dokładnie przeanalizujemy konkretne fragmenty/obszary, potem podsumujemy plusy i minusy inwestycji, a na koniec wystawimy jedną ocenę zrealizowanych prac, w skali od 1 do 10. Zaczynamy cykl od przebudowy ulicy Dąbrowskiego, na odcinku między aleją Rydza-Śmigłego a ulicą Rzgowską, która to skończyła się pod koniec 2019 roku, po dwóch latach budowy.

Spacer zaczynamy od strony wschodniej, w okolicy skrzyżowania z ulicą Podgórną. Tutaj pojawia się pierwszy zgrzyt. Mimo lokalnego charakteru ulicy Podgórnej podczas przebudowy zupełnie niepotrzebnie powstała tutaj sygnalizacja świetlna. Być może taka decyzja to wynik zmiany położenia torowiska tramwajowego, ale naszym zdaniem zdecydowanie nie był to wystarczający powód. Jeśli natomiast taka była konieczność to bardziej logiczne byłoby aby tramwaj miał na tych światłach zawsze priorytet. Niestety, jak pewnie się domyślacie tak nie jest a tramwaj przepuszcza tu samochody zamiast przejechać w ciągu 10 sekund przez skrzyżowanie…

Idziemy dalej, na zachód. Po stronie południowej od jezdni mamy chodnik z całkowitym brakiem zieleni i miejsc parkingowych podczas gdy zarówno jedno jak i drugie dałoby się tu zmieścić. Po stronie północnej od jezdni natomiast mamy trawiaste torowisko, zachowany szpaler drzew i chodniki z drogami rowerowymi (częściowo w formie ciągów pieszo-rowerowych a częściowo wydzielone). Zachowanie starych drzew, które są już znakiem rozpoznawczym tego miejsca z pewnością zasługuje na pochwałę. Bardzo dobrze też, że trakcję tramwajową umieszczono na słupach w linii drzew, dzięki czemu wizualnie zmniejszono wpływ dość masywnych słupów na ulicę.

Na plus oceniamy też elementy spowolnienia ruchu w postaci pinezek w okolicy przejścia dla pieszych, z którego często korzystają dzieci idące do szkoły. To spowalnia jazdę kierowców na dość długiej prostej między ulicami Kilińskiego i Podgórną.

Niestety nie wszyscy szanują nową ulicę i zieleń…

Warto zwrócić uwagę, że zastosowano ciągłość asfaltowej drogi dla rowerów. Zgodnie z logiką to droga rowerowa jest nadrzędną nad wjazdami na posesje więc jest to dobre rozwiązanie.

Zmierzamy dalej w stronę ulicy Kilińskiego, do miejsca, w którym znajdują się przystanki tramwajowe. Niestety tutaj z estetyką jest już gorzej bo słupy trakcyjne dominują wizualnie. Do tego po stronie północnej nie mamy już w ogóle żadnej zieleni a słupy trakcyjne i skrzynki elektryczne zajmują tutaj przestrzeń i tak wąskiego już chodnika oraz wchodzą w skrajnię drogi rowerowej…

Podwójny przystanek tramwajowy podczas gdy korzysta z niego tylko jedna linia tramwajowa to zdecydowanie przerost formy nad treścią. Warto pochwalić za to przejścia dla pieszych po obu stronach torowiska. Szkoda tylko, że przejście dla pieszych nie przechodzi również przez jezdnię.

Wylot ulicy Krzywej został zamknięty, dzięki czemu w miejscu łączenia ulic Krzywej i Dąbrowskiego mógł pojawić się przystanek tramwajowy. Ta zmiana nie wpływa znacząco na ruch w okolicy bo ulica Krzywa i tak miała tutaj bardziej dojazdowy charakter. Cały czas można tu dojechać z ulicy Chełmońskiego i Doroszewskiego.

Dochodzimy do crème de la crème całej przebudowy, czyli skrzyżowania ulic Kilińskiego i Dąbrowskiego. Kiedyś skrzyżowanie to nie tylko miało ciekawszy charakter ale jednocześnie było też prostsze w użytkowaniu (skrzyżowanie równorzędne, pozbawione sygnalizacji świetlnej) i pomimo torowiska tramwajowego w liniach północ-południe i wschód-zachód oraz dość szerokich jedni i dużego ruchu indywidualnego było to bardzo racjonalne rozwiązanie. Niestety planując przebudowę zdecydowano się na „przebijanie głową muru” czyli wprowadzenie sygnalizacji świetlnej oraz dodatkowych lewo i prawo skrętów. Co najgorsze i najdziwniejsze, zmieniono też położenie torowiska tramwajowego z zachodu na wschód NA SAMYM ŚRODKU SKRZYŻOWANIA. Jak złe było to rozwiązanie mogliśmy przekonać się jeszcze przed oficjalnym otwarciem całości ulicy, gdy, nawet częściowo udrożnione jeszcze wtedy, skrzyżowanie powodowało chaos i sporą ilość wypadków. Urząd Miasta Łodzi jednak pomimo wielu słów krytyki takiego rozwiązania przez mieszkańców kontynuował realizację projektu w tej właśnie formie.

To fatalne rozwiązanie projektowe skończyło się koniecznością zamontowania i włączenia sygnalizacji świetlnej. Dodatkowo trzeba było zastosować tutaj kilka rozbudowywanych cykli świateł by zapewnić bezkolizyjność… Niestety nie rozwiązało to problemu nielogiczności i braku intuicyjności skrzyżowania, tak więc kierowcy nadal często zwyczajnie „gubią się” wjeżdżając na torowisko tramwajowe. Skrzyżowanie to zdecydowanie zasługuje na wysoką pozycję w rankingu najgorzej zaprojektowanych skrzyżowań, i koniecznie powinno się je podawać jako antyprzykład we wszelkich publikacjach na temat “jak projektować skrzyżowania”.

Już lepiej byłoby tylko częściowo zmienić trajektorię skrzyżowania albo stworzyć rondo z torowiskiem po środku. Miejsca było dużo, z pewnością wystarczyłoby.

Natomiast kto najbardziej stracił na tego typu rozwiązaniu z rozbudowanymi cyklami świateł? Oczywiście, że komunikacja miejska! Tramwaje muszą tutaj czekać kilka minut by dostać kilkunastosekundowy cykl światła…

Jakby było za mało złych decyzji odnośnie trajektorii skrzyżowania to fatalnie rozwiązano również sytuację jeśli chodzi o ciągi piesze i rowerowe ponieważ w newralgicznych miejscach zamiast poszerzyć chodniki zwężono je. Dodatkowo umieszczono tu na niepotrzebną zupełnie skalę prawoskręty… Dramat!

Tutaj nie dość, że wąski chodnik to jeszcze te słupy...

Idąc jeszcze bardziej na północ możemy dostrzec zdewastowane zielone torowisko tramwajowe. Jest to efekt zmiany przebiegu jezdni w niespodziewanym dla kierowców miejscu oraz niewystarczającego oznakowania pionowego i poziomego.

Idziemy dalej i spoglądamy na południowo-zachodni narożnik i wąski ciąg pieszo-rowerowy. Widać wyraźnie, że było tutaj miejsce na separację drogi rowerowej i chodników ale tego nie zrobiono. Do tego mamy tu bałagan w oznakowaniu pionowym, które zamiast być z prawej jest z lewej strony, i to nie jest jedyne miejsce, w którym takiego bałaganu doświadczymy. Może to jakaś nowa moda?

Na północno-zachodnim narożniku oraz w stronę ulicy Rzgowskiej sytuacja wygląda lepiej. Mamy tutaj wydzieloną drogę rowerową, szeroki chodnik (tutaj nawet aż za szeroki), zielone torowisko, szpaler drzew i jezdnie.

Największy atut tej przebudowy to zielone torowisko w szpalerze drzew.

Dochodzimy do skrzyżowania z Łomżyńską a tam… sygnalizacja świetlna (na szczęście wyłączona) i zmiana przebiegu drogi rowerowej z jednej strony jezdni na drugą…  Po co jechać rowerem prosto jak można lawirować z dwóch stron? Dobrze, że zrobiono chociaż przejazd rowerowy a nie teleport.

Niestety po drugiej stronie, znowu drogi rowerowe wyglądają dziwnie. Jezdnia, chodnik i droga rowerowa są z asfaltu, który przechodzi dalej w inny asfalt. Droga rowerowa odbija przez fragment parku Dąbrowskiego w stronę ulicy Rzgowskiej.

Tak to wygląda bliżej jezdni. Ciągi rowerowe są tak zagmatwane, że nawet projektant tej przebudowy mógłby się pogubić.

Z tej strony sytuacja wygląda całkiem ok.

Natomiast tutaj znowu nie jest dobrze bo nagle droga rowerowa i jezdnia łączą się. Gdybyśmy mieli szukać pozytywów to dobrze, że chociaż zamontowano oświetlenie tych alejek.

Zjazd z drogi rowerowej na jezdnię w kierunku przeciwnym do tego, który podpowiada logika przemieszczania się jest dość absurdalny.

Przemieszczając się zaprezentowanymi powyżej ciągami pieszo-rowerowymi dochodzimy do drugiego crème de la crème tej przebudowy. Droga rowerowa zaczyna się wprost z ulicy Rzgowskiej i nigdy nie wpadlibyśmy na to, że ktoś może to w ten sposób zrealizować.

Droga rowerowa rozpoczyna się „wąskim gardłem” przy skrzyżowaniu Rzgowska x Dąbrowskiego niemal wprost na przejście dla pieszych przed wejściem do lokali kamienicy. Jest to nielogiczne, nieintuicyjne, i za wąskie, a konflikty na linii piesi – rowerzyści są tu nieuniknione. Do tego jeszcze rowerzyści muszą jechać tędy pod kątem 90 stopni od krawędzi, między słupkami i słupami.

A tak na ten ciąg wjeżdża się rowerem:

Po drugiej stronie widzimy takie nie wiadomo co, jakiś pas asfaltu, coś jakby drogę rowerową, ale znak mówi coś zupełnie innego. Możemy się jedynie domyślić, że to taka pseudo śluza rowerowa.

Kawałek dalej mamy zabójczo wąski chodnik, i to w okolicy przystanku tramwajowego.

Całe to skrzyżowanie, jeśli chodzi o ciągi piesze i rowerowe, to niestety jedna wielka porażka. Tylko jakiś geniusz zła, prawdziwy demon piekieł mógł wymyślić takie przewężenia w najbardziej newralgicznych miejscach.

Jesteśmy teraz obok przystanku, który jest dość często wykorzystywany. Widać, że jezdnia jest przesadnie szeroka a chodnik za wąski, nie zmieści się tu nawet ławka a jak ktoś czeka na tramwaj to blokuje chodnik. Pomijając fakt szerokości chodnika na pochwałę zasługuje z pewnością sam przystanek w formie przystanku wiedeńskiego czyli z wyniesioną jezdnią aby łatwiej się wsiadało.

Wydzielenie torowiska od jezdni jest ok ale cierpi na tym szerokość chodnika.

Na koniec zerknijmy pod budynek biurowy firmy Monnari. Tutaj mamy przesadę jeśli chodzi o szerokość chodnika ale w drugą stronę, nie musiał być aż tak szeroki, spokojnie miejsca wystarczyłoby na ławki i trochę zieleni.

To tyle jeśli chodzi o tę inwestycję. Poniżej podsumujemy wszystkie plusy i minusy wykonanych prac.

Plusy:

  1. Zachowanie szpaleru drzew przy torowisku tramwajowym i uzupełnienie szpalerów.
  2. Wydzielenie torowiska tramwajowego.
  3. Pojawienie się wydzielonych dróg rowerowych.
  4. Stylizowane elementy małej architektury.
  5. Dość dobre wykonanie.
  6. Torowisko tramwajowe w jezdni wykonane w betonie.
  7. Przystanki wiedeńskie przy ulicy Rzgowskiej.

Minusy:

  1. Zawiłe, całkowicie nieintuicyjne skrzyżowanie ulic Kilińskiego x Dąbrowskiego.
  2. Wąskie chodniki w okolicy skrzyżowania ulic Kilińskiego x Dąbrowskiego.
  3. Wąskie chodniki w okolicy skrzyżowania ulic Rzgowska x Dąbrowskiego.
  4. Wąskie chodniki w okolicy przystanków tramwajowych przy ulicy Rzgowskiej.
  5. Nielogiczne poprowadzenie dróg rowerowych w okolicy skrzyżowania ulic Rzgowska x Dąbrowskiego.
  6. Drogi rowerowe połączone z chodnikami w ciągi pieszo-rowerowe.
  7. Niespójne drogi rowerowe i chodniki.
  8. Organizacja ruchu nie promująca komunikacji miejskiej.
  9. Brak priorytetu dla komunikacji tramwajowej.
  10. Mało krzewów.
  11. Brak nowych szpalerów drzew przy ulicach Kilińskiego i Rzgowskiej.

Musimy przyznać, że jak na możliwości obecnych czasów taki efekt mocno rozczarowuje. Sama wymiana nawierzchni i zastosowane nowe materiały nie podniosą komfortu korzystania z przestrzeni. Ulica jest teraz mało logiczna dla kierowców, rowerzystów i pieszych. Inwestor i projektanci nie próbowali stworzyć nowej miejskiej jakości tylko wcisnąć wiele elementów, które jeszcze przed rozpoczęciem inwestycji były kiepskim rozwiązaniem. Dodatkowo ten brak logiki i mieszanie różnych użytkowników przestrzeni w wielu miejscach będzie powodować konflikty a nawet niebezpieczeństwo. Brakuje również elementów małej architektury, chociażby ławek. W roku 2020 oczekiwalibyśmy zdecydowanie więcej sensownego i przyszłościowego rozplanowania, tymczasem po raz kolejny powtarzamy swoje własne błędy: za szeroka jezdnia + za wąski chodnik + nieintuicyjne ciągi rowerowe + za mało nowej zieleni. Całość przemian oceniamy na 4. A co Wy uważacie na temat przebudowy ulicy Dąbrowskiego? Dajcie znać tu w komentarzach lub na Facebooku.

Jeśli macie propozycję, który temat powinniśmy poruszyć i którą inwestycję ocenić zapraszamy do kontaktu, piszcie śmiało.

Tekst i zdjęcia: Rafał Tomczyk

Rozważania

Dlaczego tak trudno o porządek w mieście cz. 2: Klepisko to nie trawnik!

24/03/2020

Zniszczone trawniki, zapaskudzone chodniki, bałagan, syf. Samochody jadą po chodnikach, kierowcy trąbią na pieszych. Presja i agresja. W deszczowe dni błoto, bajoro, brudne samochody i brudne buty. Codzienne zdegustowanie, powód do wstydu i niebezpieczeństwo potrącenia. Czy to sceneria do filmu dokumentalnego o degradacji społeczeństwa? Nie, to codzienność mieszkańców Łodzi w centrum miasta. Czy łódzkie instytucje położą kres tej okropnej sytuacji? Mamy nadzieję, że tak bowiem pod koniec ubiegłego roku pojawiło się światełko nadziei, że zacznie się w tym mieście dbać o porządek.

O uporządkowanie przestrzeni przy Kilińskiego, na odcinku od Narutowicza do Traugutta, wniskowaliśmy ponad rok. Wysyłaliśmy pisma, opisywaliśmy problem w Internecie i dzieliliśmy się zdjęciami z miesiąca na miesiąc pogarszającej się sytuacji. Pod koniec października 2019 roku pojawiła się informacja, że Zarząd Dróg i Transportu oraz Zarząd Inwestycji Miejskich uporządkują przestrzeń do końca roku 2019. Ku naszemu zdziwieniu 22 listopada 2019r. rozpoczęły się prace polegające na montażu słupków wzdłuź chodnika, uniemożliwiających dalszą degradację tego miejsca.

Przestrzeń przy Kilińskiego / Tragutta przed zainstalowaniem słupków

Przestrzeń przy Kilińskiego / Tragutta po zainstalowaniu słupków

Mamy luty 2020 roku i zamontowane w tym miejscu wszystkie słupki. Nadal ciężko nam w to uwierzyć, zwłaszcza wiedząc z jakim dramatem w tle się to odbywało. Możnaby przypuszczać, że wszyscy się ucieszą z uporządkowania takiego chlewu ale nic bardziej mylnego. Są osoby, które przeciwko uporządkowaniu bardzo się buntowały podając niezliczoną ilość argumentów na niekorzystny wpływ takiego porządkowania. Niestety, miasto w postrzeganiu tych buntujących się osób to taka rozległa powierzchnia ze skrzyżowaniami i sygnalizacjami świetlnymi, w której za priorytet stawiany powinien być szybki ruch samochodowy oraz ciągłe zapewnianie kolejnych potrzeb parkingowych. Miasto w ich postrzeganiu to trasa przejazdowa z punktu A do punktu B, ma być szeroka i szybka, a w każdym punkcie z jakiego korzystają, powinny być miejsca parkingowe dla każdego, kto zaparkować w danej chwili zapragnie. Dobro miasta spłycone zostaje tu tylko i wyłącznie do dobra jednej grupy użytkowników przestrzeni, oczekiwania natomiast wraz ze wrostem liczby samochodów stale rosną i aby je zrealizować musielibyśmy miasto pozbawić wszystkich pozostałych funkcji, np. społecznej, rekreacyjnej, handlowej, itp. Doprowadziłoby to do szybkiej zamiany miasta w sieć autostrad lub tras szybkiego ruchu, w której nikt nie chciałby mieszkać. Osoby uważające miasto jedynie za trasę przejazdową szybko doprowadziłyby do wykreowania rzeczywistości nieprzyjaznej, z której same szybko by uciekły, niestety takie osoby nie myślą o przyszłości miasta, a o swojej własnej teraźniejszości, w której liczy się ich własny komfort. Buntu takich osób nie należy więc traktować poważnie bo miejscy egoiści miasto doprowadzić mogą jedynie do destrukcji.

Sami jesteśmy przeszkodą na drodze do postępu

O egoiźmie i wąskim postrzeganiu świata przez pryzmat tylko swoich doświadczeń świadczy reakcja na zmiany przy ulicy Kilińskiego, która nas wręcz zszokowała. Ta sytuacja wyraźnie odsłaniła kulisy każdej tego typu decyzji instytucji miejskich i ujawniła nam wszystkim to, z czym instytucje dbające o porządek muszą się w swojej codziennej pracy mierzyć. Każde działanie miasta ograniczające dzikie praktyki w parkowaniu spotyka się z dużym i agresywnym niezadowoleniem kierowców. Gdzie oni mają teraz parkować? Dlaczego odebrano im kolejne miejsca do parkowania skoro oni ich potrzebują? Dlaczego instytucje ignorują potrzeby kierowców? To najczęściej spotykane pretensje jakie widać w Internecie po informacji o montażu jakichokolwiek słupków. Pytania te wynikają z nieświadomości, że miasto to nie tylko kierowcy i ich samochody, ale balans pomiędzy parkingami, chodnikami, placami, zieleńcami, a tego balansu nie osiągniemy dopóki będziemy budować kolejne parkingi. Jeśli liczba samochodów stale będzie rosła nigdy nie będziemy w stanie zapewnić wszystkim miejsc parkingowych bo stale i potrzeby do parkowania będą rosły. Dlatego kluczowe jest tutaj zrozumienie, że to właśnie my sami powodujemy problemy w mieście. Bałagan nie robi się sam, bałagan robimy my. Korki nie tworzą się same, korki tworzymy my. Zadajmy więc sobie pytanie co możemy zrobić my sami, żeby zmniejszyć chaos i korki? Ups, odpowiedź może okazać się dla niektórych z nas bardzo niewygodna.

Ja mam ciężkie życie, więc mi się należy

Przecież gdy zapytamy się każdego: co zrobić żeby zmniejszyć zanieczyszczenie spalinami w miastach? Każdy bez wahania odpowie: zmniejszyć ruch samochodowy w miastach! To super, tylko która z osób poruszających się po mieście tylko samochodem jest w stanie sama przyczynić się do zmniejszenia ruchu samochodowego? No właśnie, praktycznie żadna. Każda z nich powie: „Ale jak to? Ja mam zrezygnować z samochodu?”. Bardzo trudno jest zacząć zmiany na lepsze od samego siebie. Łatwo jest natomiast szukać wymówek by tego nie robić. Kreatywność ludzka w tej sprawie nie ma granic! Uzasadnienia nielegalnego parkowania mnożą się za każdym razem poruszania tematu braku porządku i jesteśmy pod wielkim wrażeniem z jaką determinacją niektórzy kierowcy wyszukują tłumaczenia dla parkingowej dziczy. Najwięcej usprawiedliwień polega na przerzucaniu odpowiedzialności na innych za swoją własną organizację życia, podporządkowaną w dużej mierze korzystaniu z samochodu – trzeba przecież codziennie pozałatwiać na mieście milion spraw, zrobić tony zakupów i poodwozić całą rodzinę w różne miejsca, więc trzeba poruszać się samochodem a skoro my poruszamy się samochodem to nam się miejsce parkingowe wprost należy! I to 100 metrów od każdego punktu, w który się dostajemy! No cóż, nie, miejsce parkingowe się nikomu z góry nie przynależy. Jeśli jesteśmy osobą zdrową i sprawną powinniśmy z miasta korzystać bez samochodu, właśnie po to aby osobom mniej sprawnym i mniej zdrowym zostawić więcej miejsc parkingowych. Jeśli pomimo sprawności i zdrowotności wybieramy poruszanie się samochodem to jest to tylko i wyłącznie nasza decyzja, z ktorą wiążą się obowiązki, takie jak parkowanie zgodnie z przepisami, kulturalne, nie utrudniające korzystania z miasta innym. Samochód to odpowiedzialność i obowiązki, a nie same przywileje. Warto też pamiętać, że jeśli decydujemy się na samochód musimy liczyć się z kosztami legalnego parkowania. Niestety wiele osób o tym zapomina i decyduje się na zakup samochodu, poruszanie się nim po mieście, ale na płatne parkowanie już nie, twierdząc, że płacić nie będzie bo jest to dla niego za drogie. Taka osoba to szkodliwość dla miasta ponieważ zamiast zaparkować tam, gdzie można woli zaparkować byle gdzie, po dziadowsku. Co ciekawe, wiele osób usprawiedliwiających dzikie parkowanie twierdzi, że posiadanie samochodu to oznaka wysokiego statusu materialnego… to bardzo zabawne bo w parkingowej dziczy zupełnie nie widać, żeby tak było.

Samochody zaparkowane na trawniku przy ulicy Więckowskiego, obok legalne (płatne) miejsca parkingowe

Samochody zaparkowane na trawniku przy ulicy Łąkowej, obok legalne (płatne) miejsca parkingowe

Samochody zaparkowane przy ulicy Skłodowskiej – Curie a obok legalne (płatne) miejsca parkingowe

Dzicz jest wygodna i darmowa, więc jest dobra

Jeśli jeszcze ktokolwiek się łudzi, że każdemu zależy na estetyzacji miejsca, które przez ponad rok było piachem, klepiskiem, ugniecioną trawą i brudnymi chodnikami to niech natychmiast przestanie. Niektórym ludziom po prostu nie zależy by było czysto i ładnie, co więcej, niektórym czysto i ładnie jest nawet nie na rękę ponieważ oznacza to, że odebrane zostało im miejsce do nielegalnego parkowania, miejsce, które sami sobie przeznaczyli na swoje parkowanie degradując wszystko co pod kołami ich samochodów się znalazło. Odebranie im takiej niezależności traktują jak wielką przeciwność losu lub robienie im na złość. Tymczasem dawanie sobie samemu pozwolenia na korzystanie z przestrzeni, z której nie powinno się korzystać bo nie do tego została ona stworzona, oraz dawanie sobie pozwolenia na degradację miejsca czyli zabrudzenie chodników, gniecenie i rozjeżdżanie trawników, świadczy o dużym egoiźmie w korzystaniu z dóbr wspólnych oraz sporej ignorancji podziału przestrzeni dla różnych jej użytkowników. Jeśli niszczymy trawnik zmuszamy wszystkich do patrzenia na zniszczony trawnik, czyli sprawiamy, że coś, co było kiedyś przyjemniejsze staje się mniej przyjemne. Aby pokazać Wam jak zazwyczaj kierowcy pozbawiają nas trawników posłużymy się przykładem trawnika przy ulicy Tuwima.

Trawnik w 2011 roku

Trawnik w 2017 roku

Trawnik przy Tuwima obecnie, w 2020 roku

Niszczenie trawnika przez miejskich egoistów to jedno, ale dodatkowo przykre jest to, że w ciągu 9 lat łódzkie instytucje nie raczyły zareagować…

Negatywny wpływ samowoli parkingowej widać również na chodnikach, płytach placu, w pasażach. Niszczenie dobra wspólnego to bardzo poważny problem i dopóki nie zmieni się mentalność a ludzie nie nabiorą większej świadomości nadal dobra wspólne będą niszczone. Mentalności co prawda nie zmienimy w kilka lat, możemy jednak już teraz podnosić świadomość i uzmysławiać, że ważna jest społeczna odpowiedzialność za dobro wspólne – i tutaj szczególnie widzimy rolę instytucji miejskich, powinny skutecznie i konsekwentnie realizować działania pokazujące, że do parkowania służy parking a nie każdy pusty kawałek przestrzeni. Nawet jeśli dzicy kierowcy nie staną się kulturalnymi kierowcami to chociaż będą musieli się do porządku w końcu przyzwyczaić.

Niszczony trawnik na placu Dąbrowskiego

Niszczony trawnik przy ulicy P.O.W.

Niszczony trawnik przy ulicy Dąbrowskiego

Niszczony trawnik przy ulicy Żeligowskiego

Zniszczony trawnik przy ulicy Narutowicza

Zniszczony trawnik przy ulicy Pomorskiej

Każde takie miejsce w mieście, w którym kierowcy sami dają sobie prawo do niszczenia zieleni lub brudzenia chodników jest pokazem ich ignorancji i chamstwa, natomiast każdy bunt przeciwko „zabieraniu” im przestrzeni do dzikiego parkowania jest już pokazem wyjątkowej bezczelności bowiem ta przestrzeń nigdy do nich nie należała. Efekty takiego parkowania są bardzo przykre. Zniszczone trawniki zdają się jednak na niektórych nie robić wrażenia. Bardzo często widzimy w sieci komentarze o treści „klepisko to nie trawnik i nadaje się tylko do parkowania”. Można przypuszczać, że osoby, które głoszą takie hasła po prostu w żadnym stopniu nie żałują zniszczonego trawnika.

Podobnie sytuacja wygląda w przypadku chodników lub płyt placu. Przez cały rok widać na nich smugi od kół samochodowych a w ciągu jesieni i zimy całe błoto rozprzestrzeniane jest wszędzie tam, gdzie uda się kierowca. Efekt? Prawdziwy obraz nędzy i rozpaczy, który jesteśmy zmuszeni oglądać ponieważ jego twórcy zdecydowali się na takie używanie samochodu. Na jakie słowa zasługuje ktoś, kto rozjedża trawnik i rozmazuje błoto na chodniku w imię swojej wygody lub lenistwa? Na same najgorsze.

Były trawnik przy ulicy Tuwima

Były trawnik przy ulicy Dowborczyków

Niestetyczne mazy na płycie placu przed hotelem Puro 

Chodnik w błocie przy ulicy Traugutta

Obrzydliwe mazy na chodniku przy ulicy Tuwima 

Chodnik w błocie przy ulicy Kilińskiego

W tym całym bałaganie nie chodzi przecież o samo niszczenie ale też o utrudnianie i o brak szacunku. Jeśli jakaś część chodnika jest przeznaczona dla pieszych, a nie dla samochodu, to każdy kierowca pownien właśnie tak ją traktować a nie ją zabłacać, żeby pieszy musiał ją omijać. Ciekawe czy taki brak szacunku nabywa się z wiekiem czy z tym się człowiek już rodzi…

Poza tym warto też pamiętać, że obecność samochodów w przestrzeni miejskiej jest dla każdego pieszego dość odczuwalna – zarówno ze względu na rozmiar samochodu (zajmuje powierzchnię większą niż pieszy) jak i hałas oraz zapach. Piesi korzystając z chodników mijają nie tylko samochody jadące po jezdni ale też samochody stojące, stojące dosłownie wszędzie. Właśnie ze względu na to wypadałoby chociaż zostawić pieszym komfortowe warunki do przejścia chodnikiem lub nie zwłaszczać ich przestrzeni rekreacyjnych, takich jak pasaże czy place, które są dla nich jedyną możliwością odpoczynku od samochodów. Niestety, w Łodzi z roku na rok piesi do dyspozycji mają coraz mniej miejsca, zabierane są im kolejne przestrzenie. Do najbardziej skandalicznych zachowań dochodzi na placu Dąbrowskiego i w pasażu Schillera – na płycie placu samochody latem lawirują pomiędzy młodzieżą jeżdżącą na rolkach, wjeżdżają na płytę po przejściu dla pieszych a chodniki wokół placu są pozastawiane, natomiast w pasażu samochody zostawiane są pomiędzy ławkami a urzędnicy domalowują kolejne białe linie miejsc parkingowych zabierając pieszym przestrzeń kawałek po kawałku. Oczywiście, jak można się domyślić kierowcy samochodów cały czas żądają kolejnych parkingów zupełnie nie wyciągając wniosków z sytuacji.

Zastawiony chodnik przy ulicy Jaracza

Zastawiony chodnik przy ulicy Narutowicza

Zastawiony chodnik przy ulicy Chrobrego

Obok Łódzkiego Domu Kultury nie da się przejść

Zastawiony chodnik przy ulicy Podrzecznej

Zastawiony chodnik przy ulicy Sienkiewicza

Zastawiony chodnik przy ulicy Jaracza

Plac przed hotelem Puro za dnia

Plac przed hotelem Puro wieczorem

Pasaż Schillera z każdym rokiem coraz bardziej zawłaszczony przez samochody

Płyta placu Dąbrowskiego coraz bardziej zawłaszczona przez samochody

Porządek nadchodzi, pętla się zaciska

Podczas gdy montowano słupki przy Kilińskiego w Internecie wrzało. Z komentarzy kierowców wywnioskować można było, że szykują się na prawdziwą apokalipsę – skoro zabierane są im chodniki i uklepane trawniki to czas się szykować na wyprowadzkę z miasta! „Słupki utrudniają życie kierowcom” czytamy, i załamujemy ręce… Słupki, które są jedynym sposobem by uchronić miasto przed kierowcami wjeżdżającymi tam, gdzie nie mogą wjeżdżać są dla nich utrudnieniem życia! Nie ma się co dziwić, skoro ich życiem jest dewastacja miasta to faktycznie słupki utrudniają im życie. Co więcej, nawet nie tylko słupki utrudniają im życie, ale idąc tym tokiem rozumowania to również chodniki, trawniki i budynki! Przecież gdyby nie trawniki, chodniki i budynki zyskaliby dodatkowe miejsca parkingowe… No cóż. My generalnie nie jesteśmy zwolennikami słupkowania miasta ale jeśli ktoś nas pyta czemu wolimy słupki od braku słupków to odpowiadamy: „za dużo głupków by nie było słupków”…

Cały ten tragizm kierowców samochodów z powodu słupków wygląda z jednej strony przerażająco, z drugiej nawet zabawnie. Najpierw dewastowany jest fragment miasta, potem aby temu postawić kres montuje się słupki, a na końcu kierowcy agresywnie krytykują owe słupki nie zdając sobie sprawy, że te słupki należało postawić aby przed nimi samymi się uchronić. W takim razie chyba wszyscy powinniśmy się pokornie godzić na niszczenie miasta tylko dlatego, że dewastator zamiast przyjeżdżać do pracy tramwajem przyjeżdża samochodem i nie chce mu się szukać kulturalnego miejsca do skutku. O nie, nigdy się na to nie zgodzimy.

Czy pętla się zaciśnie? Czy porządkując przestrzeń zabierze się kierowcom kolejne klepiska? Czy biedni kierowcy zostaną pozbawieni bagien, mokradeł i błota? Przekonamy się niebawem ale trzymamy kciuki aby właśnie tak było. Nielegalne i egoistyczne parkowanie utrudnia dbanie o estetykę miejską dlatego należy się mu wyraźnie przeciwstawić. To przyzwyczajenie mieszkańców miasta do porządku to nie lada wyzwanie ale musimy się go podjąć. Dlatego bardzo doceniamy decyzję instytucji łódzkich o uporządkowaniu przestrzeni przy Kilińskiego bo dzięki temu ucywilizowała się jedna z najbardziej reprezentacyjnych lokalizacji w Łodzi. Mamy nadzieję, że jest to tylko początek do „nowego porządku” bo na uporządkowanie czeka jeszcze wiele miejsc… poniżej przykłady.

Dzicz przy ulicy Kilińskiego

Klepisko i błota przy ulicy Kilińskiego

Obraz nędzy i rozpaczy przy ulicy Tuwima

Porządek versus dzicz, wybierz po której jesteś stronie

My wiemy jak ważny w mieście jest porządek i jak powinno wyglądać przyjazne miasto. I wiedzą to praktycznie wszyscy ale nie wszyscy chcą do tego dążyć. Nie wszyscy są w stanie pogodzić się z tym, że nie da się stworzyć przyjaznego miasta, z przyjemnym powietrzem i dużą ilością zieleni, stale spełniając rosnące wymagania kierowców samochodów. Nie da się mieć w mieście przyjemnych skwerów i placów, przy których możemy posiedzieć ze znajomymi, wycinając jednocześnie drzewa i niszcząc trawniki by stworzyć nowe miejsca do parkowania. Już teraz mamy w Łodzi niewiele skwerów a przestrzeń wszystkich placów jest zawłaszczona przez samochody. Już teraz mamy w centrum tak niewiele zieleni, że w gorące lato nie ma gdzie schronić się przed słońcem. Jeśli wszyscy, którzy poruszają się po mieście samochodem nie zaczną zdawać sobie sprawy z tego jaką nadmiar samochodów robi miastu i przyszłym pokoleniom mieszkańców miasta krzywdę to liczba samochodów będzie sobie nadal rosła. I będziemy mieć wtedy wybór, taki sam jak mamy teraz. Albo przyzwolimy na kolejne dzikie parkowanie i chaos, który będzie rósł a miasto będzie wyglądało tylko gorzej, albo zgodzimy się na budowę kolejnych parkingów, wylanie morza betonu, wycinkę drzew i zaoranie tawników, i otrzymamy miasto jeszcze mniej przyjemne do życia więc będzie trzeba z niego uciekać. Obydwie wizje są dla nas wszystkich krzywdzące, obydwie to cofnięcie się w rozwoju i sprezentowanie przyszłym pokoleniom gorszej rzeczywistości. Jedyną możliwością aby było lepiej jest porządek a aby ten porządek osiągnąć po pierwsze musi się zmienić postrzeganie wspólnej przestrzeni i zwiększyć szacunek do niej, a po drugie instytucje miejskie muszą zauważać chaos i skutecznie mu przeciwdziałać. Od każdego z nas zależy jakie miasto sobie wszyscy razem stworzymy, czy będziemy je niszczyć czy o nie dbać. To każdy z nas decyduje czy przyzwala na chamstwo i samowolę czy też nie, czy swoim działaniem zbliża nas do destrukcji czy też przed destrukcją nas uchroni. Sam zdecyduj po czyjej jesteś stronie i o jakie miasto walczysz.

Tekst: Marta Ostrowska

Zdjęcia: Marta Ostrowska, Rafał Tomczyk

Rozważania

Dlaczego tak trudno o porządek w mieście cz. 1: Wara od mojego życia!

20/03/2020

Wraz ze wzrostem naszej popularności, coraz większym rozpowszechnianiem naszych treści, cytowaniem naszych wypowiedzi w mediach, zwiększa się grono naszych odbiorców. Docierają do nas nowi, świadomi czytelnicy, pozytywnie zaskoczeni naszymi postulatami, posiadający wiedzę w dziedzinie urbanistyki, myślący bardzo perspektywicznie o planowaniu miast, o funkcjonowaniu społeczeństwa i transportu w mieście. Powiększające się grono takich odbiorców jest dla nas ogromną nobilitacją, nagrodą za prowadzenie naszej działalności w Internecie oraz nauką dla nas, ponieważ od takich osób możemy się wiele nauczyć i jeszcze bardziej wyczulić na pewne sprawy.

Z każdym zwiększeniem popularności przybywa też w naszym gronie osób, które się z nami nie zgadzają ale chętnie z nami dyskutują, kulturalnie argumentując swoje zdanie i to jest również fajne bo rozumiemy przecież, że nie każdy z nas jest taki sam i ma te same spostrzeżenia.

Niestety, wraz z naszym dotarciem do nowych osób docierają do nas też osoby nie tylko nie zgadzające się z naszymi postulatami ale też wyśmiewające i obrażające nas, wyzywające od szkodliwego aktywu, rowerowych idiotów czy debili dążących do nierealnej utopii. Oczywiście bierzemy na klatę całą ciężką pracę związaną z prowadzeniem działalności w Internecie i liczymy się z tym, że nie każdy nasz rozmówca posiada kulturę osobistą na wysokim poziomie ale coraz częściej zastanawiamy się skąd wynika tak gigantyczne niezrozumienie nas przez niektóre osoby i skąd tak duża pogarda. Mamy kilka przemyśleń na ten temat, które gdzieś tam pewnie nie raz się już u nas przewijały ale nigdy jeszcze nie spisaliśmy ich w jednym miejscu. W związku z tym, że chcielibyśmy nasze działania społeczne skoncentrować na rzeczach mądrych i nie wdawać się w niskie dyskusje postanowiliśmy napisać kilka postów, których zadaniem będzie wyjaśnienie podstawowych kwestii o mieście, by później oszczędzając czas linkować je w kontrowersyjnych przypadkach. Jesteśmy przekonani, że każda z osób kierujących w naszą stronę same wulgaryzmy znajdzie tu coś dla siebie, może nawet czegoś się nauczy i zrozumie, że nie dążymy do zniszczenia miasta a wręcz przeciwnie, do tego, żeby było ładniejsze i bardziej przyjazne. Wszystkie inne osoby – zarówno te, które są dla nas po prostu miłe i nas nie obrażają, jak i te, które bardzo popierają nasze treści – na pewno nie będą się nudzić podczas czytania dlatego również je zapraszamy do pierwszego z trzech postów, poświęconych tematyce porządku w mieście.

Urbanista, społecznik, na co to komu

Tematyka jaką poruszamy w naszych wpisach jest ściśle związana z urbanistyką czyli nauką o planowaniu miast, która zajmuje się analizą struktur miejskich i której celem jest m.in. minimalizowanie konfliktów interesów pomiędzy poszczególnymi użytkownikami przestrzeni. Jest dziedziną techniczną, niezmiernie ważną dla miast, dlatego odkąd prowadzimy tę stronę bardzo nas dziwi, że według niektórych osób jest też paradoksalnie dziedziną tak mało poważaną i traktowaną jako zwykły wymysł, fanaberię i ideologię aktywistów, z którą przecież każdy może się nie zgodzić. Być może jest w tym odrobina racji bo w planowaniu rozwoju miasta ważna jest intuicja, zmysł socjologiczny, i wszystko to, co pomaga przewidzieć jaki coś będzie miało wpływ na mieszkańców miast. Ale chociaż te wszystkie rzeczy mniej techniczne mogą być bardziej subiektywnym odczuwaniem miasta to jednak aby skutecznie planować miasto z korzyścią dla jego mieszkańców potrzeba wiedzy, obserwacji i dogłębnej analizy przestrzeni. Dlaczego więc urbaniści są tak mało cenieni a ich dziedzinę pracy sprowadza się do głoszenia głupich i nierealnych haseł?

Kto wie czym jest miasto, ręka do góry!

My, Polacy, mamy taką niezwykłą umiejętność do manifestacji braku pokory i nawet jak się na czymś kompletnie nie znamy to poświęcimy wiele czasu, żeby z kimś podyskutować, pokłócić się i postawić na swoim. Niektórzy będą się kłócić nawet o sprawy, które nie podlegają żadnej dyskusji. Mamy niebywały talent do tego, żeby np. nie mając bladego pojęcia w kwestiach informatycznych kłócić się z informatykiem. Generalnie z każdym specjalistą w jakiejś dziedzinie możemy się posprzeczać, taka nasza polska mentalność. Ale czy tylko mentalność czy również brak wiedzy daje nam taką odwagę do podważania tez specjalistów?

W szkołach nie uczy się dzieci projektowania i nie kształtuje się wrażliwości na estetykę, nie uczy się też wrażliwości na miejsce, w którym się żyje. Nic więc dziwnego, że kończąc edukację młodzi ludzie nie wiedzą jaki szyld pasuje do elewacji kamienicy a jaki ją oszpeca. Jeśli sami nie mamy w sobie poczucia estetyki miejskiej lub jeśli nie czytamy na temat miasta żadnych książek nie będziemy zbyt wiele o nim wiedzieć. My znaleźliśmy pewną zależność. Ci sami ludzie, którzy najmocniej wyzywają nas w Internecie mają jednocześnie bardzo niską wiedzę na temat miast. Nie śledzą wyników badań, nie czytają publikacji poświęconych planowaniu miast, nie znają funkcji miast czy perspektyw rozwoju miast. Nic więc dziwnego, że nie są w stanie nawet uznać urbanistyki za naukę, a wszystkie cele jakie stawia sobie ta nauka uznają za niemożliwe do wykonania bo przecież idealne miasto to tylko utopia a dążenie do niego to strata czasu. W takim razie dlaczego nie uznajemy medycyny za utopię? Dlaczego chodzimy do lekarza i stosujemy się do jego porad? Dlaczego jeśli lekarz mówi, że wyniki badań są niepokojące ufamy mu bo ma wiedzę lekarską a urbaniście, który mówi, że w mieście coś działa źle i należy to naprawić powiemy, że jest tylko durnym aktywistą? Czy urbanistyka jest dziedziną, od której jesteśmy tak daleko, że nie nadajemy jej odpowiedniej rangi bo nie mamy z nią na co dzień bliskiej styczności? Lekarza potrzebujemy czasem w życiu, jesteśmy czasem zmuszeni do kontaktu z nim a urbanista nie jest nam przecież do niczego w życiu codziennym potrzebny. Może z tego wynika brak szacunku do jego profesji? A może miasto nie jest nam tak naprawdę do niczego potrzebne? Może nie wiemy, gdzie żyjemy? Nie spoglądamy wokół siebie i nie zastanawiamy się dlaczego w jednym miejscu w mieście czujemy się świetnie a w drugim okropnie? Skoro tak, to dlaczego bezmyślnie korzystając z miasta nie zaufamy tym, którzy korzystają z miasta dogłębnie je analizując?

Uporządkowana przestrzeń przy alei Kościuszki, podzielona na strefy, z równolegle parkującymi samochodami

Uporządkowana przestrzeń przy ulicy Narutowicza, z równolegle parkującymi samochodami

Przykładowo, jeśli ktoś twierdzi, że centrum miasta powinno składać się tylko z dróg dla samochodów, bo najważniejszy w mieście jest szybki dojazd wszędzie samochodem a reszta jest zbędna bo i tak coraz więcej osób ucieka z centrum… to urbanista złapie się za głowę widząc w jednym zdaniu tak mocne błędy logiczne. Po pierwsze, osoba, która tak uważa sprowadza miasto tylko do roli jezdni, posiada więc rażący brak wiedzy urbanistycznej ponieważ miasto aby było dla mieszkańców przyjemne i funkcjonalne musi pełnić więcej niż jedną funkcję. Po drugie, ta osoba nie zastanawia się dlaczego centrum miasta ma niższą atrakcyjność, nie bierze pod uwagę tego, że centrum wraz ze wzrostem ruchu samochodowego, wycinką drzew czy niszczeniem trawników jest coraz mniej przyjazne i zamiast pogłębiać tę nieprzyjazność poprzez intensyfikowanie ruchu samochodowego, należy zrobić coś zupełnie odwrotnego. Jeśli centrum miasta służy według takiej osoby do przejechania przez nie lub pozostawienia samochodu na czas swojej pracy a innym funkcjom centrum nie nadaje odpowiedniej wagi (bo mieszka poza centrum i generalnie wisi mu jak to centrum wygląda), to taki ktoś nigdy przenigdy nie znajdzie dobrego rozwiązania dla ogółu społeczeństwa żyjącego w mieście. Ktoś, kto nie ma świadomości, że miasto to nie tylko jezdnie ale również chodniki, skwery, zieleńce, krzewy, pasaże, place, podwórka, podcienia czy przedogródki nigdy nie porozumie się z urbanistą, i nie zrozumie nawet sensu urbanistyki. Dlaczego więc go jednocześnie tak odważnie krytykuje? Bo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Dosłownie i w przenośni.

Jednostka a społeczeństwo

Znaleźliśmy też inną ciekawą zależność. Ci sami ludzie, którzy wyzywają nas w Internecie kierują się w dyskusjach o mieście jedynie swoim własnym dobrem lub dobrem grupy, z którą się utożsamiają. Niestety, zapominają, że w mieście funkcjonuje więcej grup niż jedna, a kluczem do sukcesu jest pogodzenie interesów wszystkich grup i traktowanie wszystkich grup na równi. Jeśli miasto użytkują piesi, rowerzyści, pasażerowie komunikacji miejskiej i kierowcy samochodów to jeśli miasto uznamy za świat służący tylko kierowcom samochodów to pozostałym użytkownikom miasta zrobimy krzywdę. To niby oczywiste, niestety nie dla każdego. Łódź natomiast jest przykładem miasta, w którym nie traktuje się wszystkich grup po równo. Aby to zauważyć wystarczy jeden spacer po centrum miasta, wystarczy porównać sobie jak wiele jest ulic, po których mogą poruszać się samochody, a jak niewiele jest dróg rowerowych, wystarczy też zobaczyć jak wiele trawników, chodników, placów i pasaży jest zajmowanych przez samochody, zaparkowane nielegalnie, łamiąc przepisy… Obserwując taką rzeczywistość codziennie wyraźnie widzimy komu ona sprzyja najbardziej.

Samochody na chodniku, w miejscach, w których ich nie powinno być

Zawłaszczona przestrzeń pieszych przez kierowców samochodów 

Z roku na rok w Łodzi dewastacja przestrzeni miejskiej przez samochody postępuje. Piszemy o tym na naszej stronie Łódzka Autodestrukcja, na którą przy okazji Was serdecznie zapraszamy, a tymczasem zastanówmy się dlaczego taka dewastacja jednym przeszkadza a drugim w ogóle nie. Otóż inaczej myślimy o mieście kiedy poruszamy się po nim tylko samochodem, inaczej kiedy tylko komunikacją miejską lub pieszo. Inaczej też myśli o mieście osoba, która funkcjonuje „od parkingu do parkingu” np. codziennie samochodem porusza się jedynie pomiędzy Zdrowiem a Śródmieściem – mieszka na Zdrowiu, pracuje na Śródmieściu, zakupy robi w tym samym sklepie na Zdrowiu a z parku korzysta tylko na Zdrowiu – od osoby, która dużo po mieście pieszo spaceruje, bywa na różnych osiedlach, korzysta z różnych parków w mieście. Dla osoby, która tylko pracuje w centrum a mieszka na Zdrowiu centrum jest tylko miejscem do pracy czyli miejscem do pozostawienia samochodu na 8 godzin. Ta osoba może nie rozumieć, że centrum to dla niektórych miejsce zamieszkania, a mieszkańcy centrum potrzebują na co dzień zieleni, chodników, pasaży i skwerów. Zupełnie inne wnioski na temat miasta będzie miała osoba robiąca zakupy w taki sam dzień tygodnia, za każdym razem w tym samym markecie, za każdym razem jadąca do niego samochodem, od osoby robiącej zakupy pieszo w osiedlowych sklepikach w różnych lokalizacjach. Im więcej eksplorujemy miasto, im więcej to miasto ‚testujemy’ tym lepiej jesteśmy w stanie zrozumieć potrzeby mieszkańców i kierunek, w jakim użytkowany przez nich fragment miasta podąży. Niestety świat wygląda najskromniej zza szyby samochodu, jest to dość oczywiste bo w samochodzie tworzymy sobie swój własny świat, do którego z zewnątrz nikt nie ma dostępu. Nie musimy prowadzić interakcji z obcymi ludźmi, nie czujemy ich zapachu, nasze nogi nie odczuwają odległości, nasza skóra nie odczuwa wiatru czy deszczu. Postrzeganie miasta zza kierownicy jest ubogie, wiele nam wtedy umyka, koncentrujemy się jedynie na bezpieczeństwie podczas jazdy i znakach drogowych. Jadąc samochodem rzadko mamy okazję zastanowić się nad remontem kamienicy, rekultywacją trawnika czy rodzajem krzewów. Natomiast osoby korzystające z miasta zarówno pieszo, jak i na rowerze, komunikacją miejską oraz czasem samochodem (jak na przykład my) mają zdecydowanie szerszy ogląd na komfort korzystania z miasta niż osoba poruszająca się po nim tylko i wyłącznie samochodem. Dlatego właśnie takim osobom jak my ciężko idzie dogadanie się z kimś, kto na miasto patrzy tylko przez pryzmat samochodu/korków/parkingu a ławce czy skwerowi nie nadaje żadnej rangi.

Skwery w centrum miasta są ważne, ale ciężko to zrozumieć komuś, kto przez centrum miasta tylko przejeżdża samochodem

Ja i moje problemy jako tłumaczenie na wszystko

I znaleźliśmy jeszcze jedną zależność. Wyzwiska w naszą stronę kierowane są tylko i wyłącznie ze strony kierowców samochodów. Przypadek? Nie sądzę. Dlaczego tak jest? Bo zazwyczaj obraźliwe komentarze kierowane w naszą stronę wynikają z poczucia, że ktoś czuje się naszymi treściami o mieście atakowany personalnie. Kiedy piszemy na przykład, że należy w Łodzi ograniczyć ruch samochodowy, uniemożliwić wjazd samochodom na pasaże i place oraz stworzyć więcej skwerów dostajemy najczęściej komentarze o treści (mniej więcej) takiej jak poniższe:

Nie będzie mi żaden aktywista mówił czym mam jeździć bo najwygodniej mi się jezdzi samochodem!

Jak wy sobie wyobrażacie, że mam funkcjonować? Jak mam jedno dziecko zawieżć do szkoły, drugie do żlobka, teściową do lekarza a potem jeszcze zakupy zrobić bez samochodu?

Do teatru każecie mi smierdzącą komunikacją jechać?

Gdy natomiast zwracamy uwagę na to, że parkowanie na trawniku lub w innym niedozwolonym miejscu jest brakiem dostosowania się do ustalonych reguł, brakiem kultury i powoduje chaos przestrzenny przeczytamy na przykład:

Przecież ja nie mam gdzie zaparkować więc muszę tu parkować.

Tu i tak nie ma trawnika tylko jest klepisko.

Przecież ten plac jest pusty i brzydki więc czemu mam tu nie parkować?

No cóż. Ciężko dyskutować z ludźmi, którzy wskazówki na temat funkcjonowania miasta odbierają tak egoistycznie. To, jak sobie każdy z nas organizuje życie to sprawa prywatna każdego z nas, i powinniśmy tak to życie sobie organizować, żeby mieć świadomość, że wybór naszego środka transportu wywiera wpływ na innych a każdy samochód zwiększa zanieczyszczenie, zajmuje miejsce parkingowe i przyczynia się do powstania korków. Jeśli chcemy w mieście więcej zieleni, lepszego powietrza, więcej miejsc do parkowania i mniejszych korków to jeśli jesteśmy młodzi, sprawni i zdrowi starajmy się jak najmniej używać samochodu. Czy to nie logiczne? Czy kupując mieszkanie wybieramy jego lokalizację by mieć bliżej do pracy a dzieci miały bliżej do szkoły żebyśmy nie musieli dojeżdżać godzinę samochodem codziennie czy wręcz przeciwnie nie zastanawiamy się nad tym i bezmyślnie wybieramy miejsce zamieszkania tak, by skazywać się na samochód po czym codziennie w godzinach szczytu przyczyniamy się do korków, na które oczywiście codziennie narzekamy? Nasz wybór ma wpływ na innych ludzi, najwyższy czas do zrozumieć. Wybór samochodu natomiast to sprawa prywatna każdego z nas i nie powinniśmy obarczać innych odpowiedzialnością za naszą decyzję. Nie mamy gdzie zaparkować? Szukajmy legalnego miejsca do skutku albo zrezygnujmy z samochodu, zamiast zajmować miejsce nieprzystosowane do parkowania tylko dlatego, że ono nam się według nas należy. Nikt z nas nie ma prawa dewastować miasta, każdy z nas ma obowiązek dbać o miasto – gdyby wszyscy tak uważali w miastach panowałby porządek. Niestety, bardzo nam obecnie do porządku daleko.

Jest nas coraz więcej, ale wciąż chcemy więcej

Kierowcy samochodów są grupą najbardziej uprzywilejowaną, i grupą, która posiadając już najwięcej przywilejów stale rząda kolejnych przywilejów. Ilość samochodów w miastach rośnie z roku na rok, jest logiczne więc, że jeśli samochodów jest więcej to miejsc parkingowych jest coraz mniej, a jeśli w danej lokalizacji jest umiejscowiony parking za rok ten sam parking nie będzie już wystarczał. Kierowcy samochodów nie przyjmują tego do wiadomości i żądają kolejnych parkingów, kolejnych miejsc parkingowych. Miasto natomiast nie jest z gumy, nie da się go rozciągnąć tak, żeby stale reagować na zwiększające się potrzeby parkingowe. Jeden kierowca potrzebuje parkingu w okolicy skrzyżowania Piłsudskiego – Śmigłego – Rydza, drugi na Księżym Młynie, a trzeci na Targowej – nie da się zadowolić wszystkich kierowców i każdemu postawić parking blisko ich domu, pracy czy ulubionego sklepu. Mamy do dyspozycji konkretną powierzchnię i nie możemy jej przeznaczać tylko do dyspozycji kierowców i ich samochodów bo miasto to nie tylko sprzyjające warunki do zaparkowania. Pamiętajmy też, że każdy kolejny parking jest rozwiązaniem tylko na chwilę, bowiem prędzej czy później sprowadzi w dane miejsce jeszcze więcej samochodów (każdy parking generuje ruch samochodowy, a im parking większy tym i większy ruch samochodowy) i koło się zamknie.

Ilość samochodów osobowych na 1000 mieszkańców w mieście Łódź według danych GUS

Jeśli w danym miejscu miejsc parkingowych jest 20, zaparkuje w nim 20 samochodów. Jeśli zwiększymy tę ilość miejsc do 40, zaparkuje w nim 40 samochodów. Każde parkowanie to też dodatkowa chęć zaparkowania. Zwiększając ilość miejsc parkingowych zwiększamy ruch w danym miejscu i zwiększamy chęć zaparkowania, tym samym zwiększamy ilość rozczarowań z powodu braku miejsca do zaprakowania. Jeśli liczba samochodów będzie stale rosła, zapewnianie kolejnych miejsc parkingowych będzie niekończącą się opowieścią a miasto zamieni się w ciągu kilku lat w jeden wielki parking. Będziemy musieli wtedy wyciąć drzewa i uklepać wszystkie trawniki. Dlatego jeśli nie myślimy perspektywicznie, nie wybiegamy w przyszłość, nie analizujemy zachowań innych tylko jedynie swoje własne potrzeby i żądamy dla siebie wciąż więcej, więcej i więcej to zamiast pomagać miastu krzywdzimy miasto. Miejski egoista nie powinien więc krytykować ludzi, którzy zamiast tylko o swoim interesie myślą o interesie ogółu i całej miejskiej przestrzeni.

Samochody zawłaszczające nielegalnie przestrzeń pieszych w pasażu Schillera, sierpień 2019

Samochody zawłaszczające nielegalnie przestrzeń pieszych w pasażu Schillera sięgają już prawie ulicy Piotrkowskiej, listopad 2019

Chcę żyć na swoich zasadach, wara od mojego życia!

Poszukiwanie perspektywicznych rozwiązań, najlepszych dla miasta i jego mieszkańców, zupełnie nie idzie w parze z miejskim egoizmem. Dlatego urbaniści lub społecznicy postulujący o działania uprzyjaźniania miast są często wyśmiewani i atakowani przez osoby myślące jedynie o swoim interesie. Zamiast koncentrować się na istocie problemu i na tym jak go naprawić miejscy egoiści agresywnie wzbraniają się przed naprawą problemu ponieważ naprawa problemu może odebrać im coś, co się w ich ocenie im należy czyli np. wolność korzystania z samochodu w centrum. Wynika to z głęboko zakorzenionej mentalności, że ich własne dobro jest ważniejsze niż dobro ogółu, oni nie muszą stosować się do zasad, nie muszą być altruistami i nie muszą robić nic, by innym ludziom w mieście żyło się lepiej. Skoro nie muszą tego robić to tego robić nie będą a każdego, kto powie im co jest najlepsze dla ogółu i dla miasta będą traktować jak wroga, ponieważ takie postulaty mogą okazać się dla nich niewygodne i zagrozić stylowi życia jaki aktualnie prowadzą.

Ciężko jest cokolwiek wywalczyć jeśli w grę wchodzi wpływanie na czyjś styl życia – przecież nikt z nas nie czuje się dobrze kiedy jacyś obcy ludzie wtrącają się i nakazują nam jak mamy żyć. Ale odbiór takich nakazów zależy tylko i wyłącznie od tego ile w sobie mamy pokładów miejskiej empatii. Jeśli ktoś jest świadomym użytkownikiem miasta, przestrzega przepisów i nie działa na szkodę innych zawsze będzie popierał idee zmierzające do wypracowania perspektywicznych rozwiązań bardziej przyjaznych dla mieszkańców. Jeśli natomiast ktoś myśli tylko i wyłącznie o swoim komforcie (będę korzystać z samochodu kiedy chcę i jak chcę bo tak mi wygodnie) i o swoim prawie do posiadania i użytkowania samochodu (będę korzystać z samochodu kiedy chcę i jak chcę bo mam do tego prawo), na postulaty odnośnie zmniejszania ilości samochodów w miastach będzie reagował agresją. Miejscy egoiści odbierają postulaty nawołujące do uprzyjaźnienia miasta jako chęć zrobienia z ich życia piekła, jako chęć odebrania im prawa do poruszania się samochodem po centrum lub do parkowania samochodu gdzie chcą, nawet na trawie. Dlatego korzystając z okazji tego wpisu, mamy mały komunikat do typowego miejskiego egoisty:

Poruszamy się po Łodzi głównie pieszo, rowerem lub komunikacją miejską. Samochodem poruszamy się tylko w wyjątkowych okolicznościach właśnie dlatego żeby nie przyczyniać się do powstawania korków, w których Ty mógłbyś stać, nie zanieczyszczać powietrza, którym Ty oddychasz, nie zajmować miejsca parkingowego, które ktoś starszy z Twojej rodziny mógłby potrzebować. Nigdy nie parkujemy samochodu tak, by utrudniać komukolwiek, również Tobie, poruszanie się po mieście. Nigdy nie parkujemy samochodu w niedozwolonych miejscach i nie tworzymy chaosu parkingowego, żebyś na przykład Ty nie musiał na ten chaos patrzeć. My Ci nie chcemy niczego odbierać, ale jeśli Ty czasem z czegoś nie zrezygnujesz to ktoś inny, bardziej świadomy, na pewno będzie musiał. Nie zabieramy Ci Twojego komfortu, ale Ty myśląc tylko o swoim komforcie komuś innemu na pewno komfort odbierasz. Spójrz na poniższe dwa zdjęcia, i zastanów się jakiego miasta sobie życzysz. My dążymy do porządku i postulujemy o porządek w mieście (zdjęcie po lewej stronie), a Ty? Czy w obronie swoich własnych interesów przyzwalasz na brak porządku i parkowanie gdzie popadnie? Jesli tak, to drugie zdjęcie (po prawej stronie) prezentuje degradację do jakiej prowadzi Twoje przyzwolenie. Jesteś zatem przeszkodą na drodze do porządku a Twoje podejście jest przyczyną destrukcji. Skoro swoim postępowaniem działasz na szkodę miasta, pozwól zatem robić swoje tym, którzy działają dla dobra miasta. Z góry dziękujemy.

Tekst: Marta Ostrowska

Zdjęcia: Marta Ostrowska, Rafał Tomczyk

Rozważania

Plebiscyt Hity i kity Łodzi 2019 | Wyniki

17/03/2020

Mamy wyniki plebiscytu Hity i kity Łodzi 2019 roku! Co uznaliście za najlepszą aktywność roku w mionym roku? Z jakich wydarzeń najbardziej się cieszyliście? A co według was było najbardziej nietrafionym pomysłem i największym rozczarowaniem? Nie trzymamy Was dłużej w niepewności i zapraszamy do sprawdzenia jak układały się Wasze głosy. Przypomnijmy, że w tym roku wybieraliście najlepsze i najgorsze sprawy w dziesięciu kategoriach – pięciu dla hitów: Aktywność roku, Uciecha roku, Inicjatywa roku, Atrakcja roku i Przemiana roku oraz pięciu dla kitów: Gorycz roku, Trauma roku, Absurd roku, Destrukcja roku i Chała roku. Poniżej prezentujemy procentowe wyniki dla każdej z kategorii.

Jak się okazuje najlepszą aktywnością miejską było według Was posadzenie dużych drzew w centrum, najbardziej cieszyliście się z rozpoczęcia rewitalizacji obszarowej ale prawie tak samo mocno uradowało Was ocalenie neonu Łódź Fabryczna przed wyjazdem do Warszawy. Ze wszystkich inicjatyw doceniliście najbardziej oczyszczenie elewacji Domu Handlowego „Domus” z banerów reklamowych – to wspaniała wiadomość dla zarządcy budynku oraz dla właścicieli lokalu Woda Sodowa, którzy zaangażowali się w sprawę walki z banerami bardzo mocno. Największą atrakcją dla Was został neon „Wdech / Wydech” a najlepiej zrealizowaną przemianą remont parku Sienkiewicza :) Krótko podsumowując i upraszczając Wasz wybór prawdziwymi hitami poprzedniego roku są dla Was drzewa, rewitalizacja, czyste elewacje, neony i estetyka parku Sienkiewicza :) Gratulujemy więc z ogromną radością wszystkim zwycięzcom!

Jeśli chodzi natomiast o sprawy negatywne największą goryczą okazał się dla Was przedłużający się remont al. Śmigłego – Rydza ale widać też, że po raz kolejny mocno zawiodły Was puste lokale na dworcu fabrycznym. Najbardziej traumatyczne było dla Was działanie Obszarowego Systemu Sterowania Ruchem a najbardziej absurdalne zawieszenie kolejnych połączeń lotniska Łódź Lublinek. Ze wszystkich destrukcji najczęściej wybieraliście dewastacje świeżo wyremontowanych ulic w centrum, co tylko potwierdza fakt, że najbardziej irytujący jest brak chęci utrzymania porządku w miejscu, w którym ten porządek utrzymać jest najłatwiej. Tytuł chały roku zdobyła natomiast jakość ułożenia nawierzchni na ulicy Jaracza. Mamy nadzieję, że takich kitów jak te wymienione powyżej z roku na rok będzie w Łodzi coraz mniej a zdobyte w tym roku tytuły będą dobrą przestrogą zarówno dla miasta jak i prywatnych inwestorów.

Bardzo dziękujemy Wam za wszystkie oddane głosy, które razem stworzyły nam ciekawe podsumowanie minionego roku. Jeśli macie ochotę z nami podyskutować o rezultacie głosowania serdecznie zapraszamy na nasz Facebook. Więcej o idei plebiscytu oraz o nominowanych sprawach znajdziecie tutaj. Do następnego!

Dzieje się

Dialektyka obrazu | Wystawa w galerii ART HUB

11/03/2020

W ubiegłym tygodniu, 7 marca, rozpoczęła swoją działalność nowa przestrzeń dla kultury w Łodzi. ART HUB Rydzowa to skromna, kameralna i niezobowiązująca galeria sztuki, powstała z oddolnej inicjatywy. To miejsce otwarte na dialog, inspirujące do działania i wymiany myśli, dedykowane zwłaszcza pokoleniu młodych twórców, ceniących sobie niezależność i swobodę twórczą. Galeria zlokalizowana jest na Teofilowie, z dala od modnych centrów kulturalnych, i stawia sobie za cel wspieranie twórczością właśnie peryferiów sztuki.

Swoją działalność ART HUB rozpoczyna od wystawy „Dialektyka obrazu”, prezentującej twórczość dwóch artystów, wspólnie konfrontujących swoje dotychczasowe twórcze poszukiwania. Łodzianin Piotr Pasiewicz (ur. 1979 r.) oraz pochodzący z Gdańska Krzysztof Nowicki (ur. 1988 r.) znają się od finału 12. edycji konkursu „Artystyczna Podróż Hestii” i od tamtej pory obserwują wzajemnie swoją twórczość. Podczas otwarcia galerii zaprezentowali dwa odrębne światy malarskie. Z jednej strony mocne barwy, wyraziste linie i wyraźne formy Pasiewicza, z drugiej niebezpośredni przekaz Nowickiego, zakodowany w prześwitach farby. Te przeciwieństwa ścierają się a zadaniem widza jest poszukiwanie w tej dwubiegunowości wspólnego mianownika.

Wystawę oglądać można przy ul. Rydzowej 10, do 21 marca.

Tekst i zdjęcia: Marta Ostrowska

Dzieje się

Tomasz Zjawiony. Doły | Wystawa w Galerii Bałuckiej

05/03/2020

Już kilka lat tak sobie wędrujemy po mieście i zatrzymujemy znalezione sytuacje na fotografiach. Czasem są nimi po prostu tylko piękne widoki, urokliwe same w sobie, a czasem zwyczajne ułamki rzeczywistości pozornie niczym się nie wyróżniającej, ale jednak skrywającej urzekającą prawdziwość. To właśnie ta prawdziwość jest według nas esencją eksploracji a sytuacja jaką zastajemy w danej chwili jest na tyle ciekawa, że warto ją uwiecznić – nigdy nie wiemy ile będzie ona trwała w danej formie – choćby kompozycja ze świateł w oknach budynku nie każdego wieczoru jest taka sama. Dla nas eksploracja miejska to nigdy nie kończąca się opowieść, którą całkiem łatwo zatrzymać na zdjęciu i ze zdjęciami właśnie nam się ona do tej pory kojarzyła – do tej pory, bo poznaliśmy w ubiegłym tygodniu malarskie spojrzenie na wszystko to, co na co dzień zatrzymujemy na zdjęciach.

Wystawa „Tomasz Zjawiony. Doły” w Galerii Bałuckiej prezentuje efekty wynikające z procesu eksploracji miasta i dialogu pomiędzy obserwatorem a otoczeniem. Obrazy Tomasza Zjawionego to naniesione na płótno fragmenty krajobrazu miejskiego odnalezione podczas odkrywania na nowo pewnych sytuacji. Fragmenty te prezentują świat nostalgicznie i melancholijnie ale dzięki delikatnym środkom wyrazu, zastosowaniu prostych form i zawężonej palety barw tworzą lekkie kompozycje.

Poniżej zostawiamy kilka zdjęć z wystawy i zapraszamy Was gorąco do Galerii Bałuckiej na Starym Rynku do obejrzenia wszystkich prac, przekonacie się jak intrygująca jest eksploracja miejska w malarskim wydaniu. Wystawa czynna jest do 29 marca, więcej na jej temat oraz krótką biografię autora prac przeczytacie tutaj.

Tekst i zdjęcia: Marta Ostrowska

Rozważania

Plebiscyt Hity i kity Łodzi 2019 | Nominacje

18/02/2020

„Hity i kity Łodzi” to plebiscyt, w którym wybierane są najlepsze i najgorsze sprawy minionego roku, powody do dumy i do wstydu, blaski i cienie łódzkiej rzeczywistości. W głosowaniu internetowym wskażecie które aktywności w mieście uważacie za najładniejsze, najciekawsze lub najbardziej pożyteczne, a które za nietrafiony lub źle zrealizowany pomysł. „Hity i kity Łodzi” to z jednej strony wyrażenie uznania dla wysiłku miejskich instytucji oraz prywatnych inwestorów, dzięki którym pozytywnie zmienia się oblicze Łodzi, a z drugiej zwrócenie uwagi na bylejakość rozwiązań, którą często jesteśmy zmuszeni zaakceptować a która negatywnie wpływa na komfort korzystania z przestrzeni miejskiej. Chcemy za pomocą plebiscytu motywować do szukania coraz to lepszych rozwiązań i stawiania wyżej poprzeczki osobom odpowiedzialnym za miasto bo jeśli nie będziemy bardziej wymagający nie doświadczymy lepszej jakości.

Tegoroczna edycja plebiscytu składać się będzie łącznie z dziesięciu kategorii – pięciu dla hitów: Aktywność roku, Uciecha roku, Inicjatywa roku, Atrakcja roku i Przemiana roku oraz pięciu dla kitów: Gorycz roku, Trauma roku, Absurd roku, Destrukcja roku i Chała roku. Tegoroczne głosowanie rozpocznie się 22 lutego i potrwa do 14 marca, wyniki natomiast ogłosimy 17 marca. Poniżej przedstawiamy wszystkich kandydatów wraz z krótkim uzasadnieniem i kilkoma zdjęciami.

Nominacje w kategorii Aktywność roku czyli najlepsza aktywność w trosce o zwiększenie estetyki w mieście:

+ Posadzenie dużych drzew przy ulicach Jaracza, Traugutta, Tuwima i Nawrot

+ Montaż słupków przy ul. Kilińskiego (od Narutowicza do Traugutta) i przerwanie dewastacji

+ Odbudowa i remont willi „Szuflandia”

+ Generalny remont pałacu Steinertów

+ Policja na placu Dąbrowskiego i mandaty dla nielegalnie parkujących kierowców

W ciągu całego roku 2019 zyskaliśmy w mieście bardzo niewiele drzew i zdecydowanie oczekujemy od władz miasta w kolejnym roku więcej zaangażowania w tej kwestii, ale bardzo doceniamy fakt, że podczas przebudowy ulic Jaracza, Traugutta i Nawrot posadzono duże drzewa – każde takie drzewo to nie tylko zwiększenie estetyki ulicy ale przede wszystkim inwestycja w zdrowie mieszkańców. Takie nasadzenia powinny stać się już standardem podczas każdej przebudowy ulicy, bez wyjątku, z każdym rokiem powinniśmy nawet pobijać własne łódzkie ilościowe rekordy.

Remont budynku również poprawia estetykę jakiegoś fragmentu miasta a w ubiegłym roku wypiękniały dwa bardzo cenne dla łodzian obiekty. Odbudowana i odnowiona została willa Edwarda Hentschela, która zagrała Rzeczpospolitą Krasnoludową w filmie „Kingsajz” oraz  generalnie wyremontowany został pałac Steinertów. Na obydwie metamorfozy wszyscy bardzo czekaliśmy i mamy nadzieję, że każda z nich będzie dobrym przykładem dla całej swojej okolicy.

Przez ponad rok przy ulicy Kilińskiego, na sporym odcinku od ulicy Narutowicza do Traugutta, musieliśmy chodzić po błocie i mieć na uwadze, że możemy zostać potrąceni przez samochód chociaż byliśmy na chodniku. Egoistyczni kierowcy samochodów uklepali wszystkie trawniki, a piachem i błotem zabrudzili wszystkie chodniki. Wjeżdżając po przejściach dla pieszych i jadąc wzdłuż chodnikiem narażali pieszych na niebezpieczeństwo. Na szczęście łódzkie instytucje postanowiły zapobiec dalszej degradacji montując słupki uniemożliwiające samochodom wjazd, i choć zrobiły to zdecydowanie za późno pozostawiając nam już jedynie klepiska i chodniki w błocie, to i tak bardzo chcielibyśmy docenić i wyróżnić ich działanie, które zarówno zapobiegnie dalszej dewastacji jak i umożliwi pieszym normalne i bezpieczne poruszanie się. Liczymy również po cichu na to, że zostaną tu rekultywowane trawniki – skoro zezwalano na ich niszczenie powinno się je teraz przywrócić. Oczywiście w przyszłości instytucje powinny takim sytuacjom zapobiegać albo interweniować wcześniej ale bardzo doceniamy uporządkowanie przestrzeni tak dużego obszaru i przede wszystkim jesteśmy przeszczęśliwi, że wreszcie dostrzeżono potrzeby pieszych.

W ogóle jakiekolwiek większe działania uświadamiające dziko parkującym kierowcom, że robią źle są u nas w Łodzi sprawą nadal sporadyczną. Właśnie dlatego chcemy wyróżnić w tym roku zmasowany przyjazd Policji na plac Dąbrowskiego i ukaranie parkujących na płycie placu mandatami. Chcielibyśmy tą nominacją przekazać, że ta jednostkowa akcja, o której sporo pisano w Internecie, powinna być standardem w cywilizowanym kraju bo bez egzekwowania porządku i stosowania się do zasad nie będziemy mieć wokół siebie porządku i stosowania się do zasad.

Duże drzewa przy ulicy Traugutta
Słupki przy ulicy Kilińskiego

Nominacje w kategorii Uciecha roku czyli najszczęśliwsze wydarzenie:

+ Ocalenie neonu „Łódź Fabryczna” przed wyjazdem do Warszawy

+ Rozpoczęcie inwestycji „Fuzja”

+ Rozpoczęcie rewitalizacji obszarowej centrum

+ Otwarcie nowej siedziby Muzeum Sztuki

+ Wpisanie elektrociepłowni EC-2 do rejestru zabytków

Na dobre rozpoczęła się rewitalizacja obszarowa centrum, i choć jej jakość pozostawia sporo do życzenia nie ma wątpliwości, że jest to działanie, która w dużym stopniu podwyższy jakość naszego korzystania z miasta i uestetyzuje miejsca, które wcześniej wywoływały jedynie zdegustowanie lub strach. W roku 2019 rozpoczęła się również realizacja inwestycji „Fuzja”, która zmieni spory obszar naszego miasta przy ulicy Tymienickiego. W ramach inwestycji powstają nowe obiekty mieszkalne oraz odnawiane są stare pofabryczne budynki, w tym dawna elektrownia Scheiblera. Nie ma chyba osoby, która nie wyczekiwałaby momentu aż w końcu dawne Zakłady Przemysłowe Scheiblera znów zaczną tętnić życiem, prawda?

W ubiegłym roku otwarto również nowe przestrzenie Muzeum Sztuki przy ulicy Więckowskiego, dzięki którym nie tylko zbiory zyskały więcej przestrzeni ale również odwiedzający mają większy komfort z korzystania z muzeum. Nowa czytelnia, nowe pomieszczenia do prelekcji czy warsztatów, a do tego przyjemny taras, z którego zobaczymy całe podwórze przepięknego pałacu Maurycego Poznańskiego to tylko niektóre z nowości jakimi dysponuje teraz Muzeum Sztuki. Wystarczy chociaż raz wybrać się do nowej częsci muzeum (wejście od strony ulicy Gdańskiej) aby się przekonać, że decyzja o powiększeniu jego siedziby była strzałem w dzisiątkę.

Nieużytkowaną już elektrociepłownię EC-2 wpisano do rejestru zabytków. Niestety dokonano tego zdecydowanie za późno i z powodu decyzji jej obecnego właściciela zdążyliśmy już utracić wiele cennych fragmentów tego obiektu, które mogłyby zostać w przyszłości chociaż w niewielkim stopniu wykorzystane. Mimo wszystko oceniamy wpis do ewidencji jako ważny przekaz, że architektura przemysłowa, niezależnie z jakich lat pochodzi, również jest świadectwem naszej historii, i niezależnie od tego co o niej myśli sam jej obecny czy przyszły właściciel to wypada ją traktować z dużym szacunkiem. To, że jeden właściciel nie widzi w takiej architekturze potencjału nie oznacza, że ona tego potencjału nie ma, dlatego naszym zdaniem wpisy do rejestru i ewidencji zabytków powinny być swego rodzaju przypomnieniem wszystkim inwestorom, że wpisane obiekty nie są „dla każdego”.

Być może to właśnie przez niedostrzeganie potencjału w rzeczach, które są świadkiem naszej historii prawie utraciliśmy kultowy neon „Łódź Fabryczna” ze starego dworca fabrycznego. PKP nie za bardzo chciało już trzymać neon w swoim magazynie, i nie ma się co dziwić,  końcu nie posiada on dla nich żadnej wartości sentymentalnej. Na dodatek nikt z Łodzi również nie był neonem specjalnie zainteresowany,  łódzkie instytucje nie widziały na niego pomysłu – stare to i brudne, na co to trzymać?! Najłtwiejszym sposobem dla nich wszystkich było więc pozbycie się ‚problemu’ a Muzeum Neonów w Warszawie było gotowe ten ‚problem’ przygarnąć. Dla łodzian ta nowina to było coś jak policzek więc rozpętała się spora afera na portalach społecznościowych i w lokalnych mediach. Po wielu głosach niezadowolenia z całej tej sytuacji władze miasta jednak poszły po rozum do głowy i postanowiły szczęśliwie neonu nie oddawać. Serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się do pozostawienia łodzianom neonu, a teraz czekamy na jego wykorzystanie, u nas, w Łodzi, na łódzkiej ziemi, nasze propozycje znaleźć można o tutaj ;)

Nowa siedziba Muzeum Sztuki
Makieta inwestycji "Fuzja"
Jedno z wnętrz elektrociepłowni EC-2

Nominacje w kategorii Inicjatywa roku czyli najfajniejszy i najbardziej pożyteczny pomysł:

+ Piknik sąsiedzki w podwórzu kamienicy przy ul. Jaracza 42

+ Akcja społeczna „Weranda dla pszczoły” Fundacji Kolorowo

+ Daszek nad wejściem hotelu Polonia

+ Ustawienie drzew w donicach przy ul. Wólczańskiej przez „Synergię”

+ Oczyszczenie elewacji Domu Handlowego „Domus” z banerów reklamowych

+Działalność Drukarni Sztuki w Starej Drukarni

Kategoria „Inicjatywa roku” to kategoria, której celem jest zwrócenie uwagi, że niektórym się po prostu chce coś zrobić dla innych i dla miasta. Chcemy za jej pomocą wyróżnić pomysły, które ktoś zrealizował chociaż wcale nie musiał. Już na wstępie poprosimy o gromkie brawa dla autorów i realizatorów wszystkich powyższych pomysłów [i tu rozlegają się brawa] za wyjątkową empatię i za to, że ich zdaniem mieszkańcy Łodzi po prostu zasługują na coś atrakcyjnego, integrującego lub pobudzającego wyobraźnię.

W obecnych czasach niewiele osób może powiedzieć, że zna swoich sąsiadów, i to nie tylko mieszkańcy bloków mijają się bez słowa na osiedlu ale również mieszkańcy kamienic, w których przecież o kontakt sąsiedzki jest łatwiej. Niestety łatwiej jest tylko z pozoru a w rzeczywistości nawet na tym samym piętrze kamienicy nie znamy nikogo i czasem potrzebujemy jakiegoś dodatkowego zachęcenia do interakcji. Dlatego fajną sprawą okazuje się być na przykład piknik sąsiedzki, i taki właśnie zorganizowali sobie mieszkańcy kamienicy przy Jaracza 42, z okazji zbliżającego się remontu ich kamienicy. Goście przygotowali coś do jedzenia dla innych a na jednym z balkonów odbyły się występy solistów Teatru Muzycznego oraz zespołu Samokhin Band. Bardzo popieramy taką inicjatywę, oby takich więcej!

Podobny pomysł integracji mieszkańców kamienicy miała Fundacja Kolorowo, która organizuje cykl spotkań sąsiedzkich „Weranda dla pszczoły”, podczas których sąsiedzi mają okazję lepiej się poznać sadząc rośliny balkonowe. Taka akcja społeczna nie tylko integruje ze sobą mieszkańców kamienicy ale również zwraca uwagę na problem wymierania pszczół, które zapylają około 70% roślin. Strata pszczół oznaczać będzie dla nas nie tylko stratę miodu ale również klęskę żywiołową dlatego sadząc rośliny miododajne na naszych balkonach pomagamy pszczołom i nam samym. Brawa za pomysł na akcję i za realizację jej w łódzkich podwórkach!

Hotel Polonia wcale do swojego funkcjonowania nie potrzebował żadnego dodatkowego elementu nad wejściem… ale zawiesił strojny daszek! Dzięki tej decyzji parter hotelu zyskał na elegancji i wyraźnie widać teraz z daleka gdzie znajduje się wejście do hotelu. Zyskał na tym cały fragment ulicy Narutowicza, który na zdjęciach można pomylić nawet z fragmentem paryskiej ulicy.

Czasam nie da się posadzić drzewa w ziemi ale drzewo w donicy możemy postawić zawsze. Problem polega na tym, że generalnie nikt tego nie robi bo nie widzi takiej potrzeby, w przeciwieństwie do „Synergii”, która dobrze wie, że już tylko zieleń może nas wszystkich uratować ;) Dlatego bardzo doceniamy inicjatywę Synergii, która ustawiając drzewa w donicach przed swoją siedzibą przy ulicy Wólczańskiej, pokazała, że jak się chce to można, i że nawet prywatny właściciel może dać mieszkańcom miasta od siebie coś więcej. Piękny przykład dla wszystkich właścicieli, zarządców oraz inwestorów!

Elewacja frontowa Domu Handlowego „Domus” przez długi czas zaśmiecona była banerami reklamowymi. Nic tak nie psuje estetyki fragmentu ulicy jak mocno rzucający się w oczy baner na przepięknym budynku dlatego właściciele lokalu „Woda sodowa” mieszczącego się na parterze domu handlowego zaangażowali się w sytuację i wspólnie z administratorem budynku wywalczyli zdjęcie banerów z elewacji. Należą im się wielkie brawa za wcale niełatwą pracę w trosce o poszanowanie wartościowej architektury.

Jako ostatnią inicjatywę w tej edycji z przyjemnością nominujemy cały projekt „Drukarni Sztuki”, mający na celu umożliwienie zaprezentowania się kilku artystom w świeżo wyremontowanych wnętrzach Starej Drukarni czyli dawnej drukarni wojskowej przy ulicy Gdańskiej 130. Zarząd obiektu postanowił efektywnie wykorzystać swoje wnętrza do czasu sfinalizowania wszystkich umów najmu, dzięki czemu te pofabryczne przestrzenie tętniły życiem nawet gdy nie były jeszcze wynajęte. Pomysł genialny ale tak rzadko stosowany, prawda?

Elewacja D.H. Domus bez banerów 
Piknik sąsiedzki przy ul. Jaracza 42
Drzewka w donicach ustawione przez Synergię

Nominacje w kategorii Atrakcja roku czyli najbardziej atrakcyjna nowość w przestrzeni miejskiej:

+ Rzeźba „Imagine. Wyobraź sobie…Nową Łódź!” autorstwa Mikołaja Apelt-Ciupińskiego

+ Neon „Wdech / Wydech” autorstwa Supergut Studio

+ Mural Andreya Bergera w podwórzu Starej Drukarni

+ Oświetlenie Łódzkiego Domu Kultury według projektu Design Lab Group

+ Instalacja „Nostalgia” autorstwa Dominiki Cebuli na przystanku MPK przy ul. Narutowicza

+ Pomnik jednorożca autorstwa Tomohiro Inaby

+ „My wheel of Łódź” na Starym Rynku

+ Instalacja parasolkowa w podwórku przy ul. Piotrkowskiej 120

Dzięki konkursowi zorganizowanemu przez Avestus Real Estate oraz Wydział Rzeźby i Działań Interaktywnych Akademii Sztuk Pięknych  w Łodzi przestrzeń pasażu pomiędzy budynkami „Imagine” wzbogaciła się o nową rzeźbę. Autorem zwycięskiego projektu  jest student ASP Mikołaj Apelt – Ciupiński. Wielkoformatowa rzeźba o tytule „Imagine. Wyobraź sobie…Nową Łódź!” przedstawia lokalizację inwestycji „Imagine” na mapie Łodzi. Bardzo nam się podoba taka abstrakcyjna forma i nawiązanie do żagli, a jeszcze bardziej podoba nam się cała idea konkursu, który zarówno daje szansę artystom na pokazanie swoich umiejętności jak i daje mieszkańcom miasta jakąś nową wartość w przestrzeni miejskiej. Bardzo byśmy chcieli aby coraz więcej inwestorów w taki sposób uatrakcyjniało nasze miasto.

Neon i instalacja artystyczna „Wdech / Wydech” autorstwa architektów Katarzyny Furgalińskiej i Łukasza Smolarczyka z pracowni Supergut Studio z Katowic, to jeden z naszych ulubionych pomysłów zrealizowanych w Łodzi w ciągu ostatnich lat. Pionowy neon składa się tylko z dwóch słów, a mimo to jest bardzo wymowny. Uważamy, że Łódź jest wręcz stworzona do realizacji takich pomysłów – Łódź nie jest prosta i płytka tylko wielowymiarowa i inspirująca, dlatego jest idealnym tłem dla wszelkich instalacji, powinny się one dosłownie czaić na nas za każdym rogiem i zapraszać nas do refleksji na temat przestrzeni miejskiej ;)

Murale również wpasowują się w łódzką rzeczywistość idealnie. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę zarząd Starej Drukarni, który we współpracy z Fundacją Urban Forms zaprosił jednego z najbardziej rozpoznawalnych artystów streetartowych w Rosji. Andrei Berger namalował mural z głowy, bez użycia rzutnika, ponieważ jego zdaniem właśnie takie malowanie daje poczucie większej integracji z architekturą. Dodatkowo inauguracja muralu została wzbogacona o specjalny mapping, który możecie zobaczyć tutaj. Mural dostępny jest do oglądania w podwórzu Drukarni, i jeśli jeszcze go nie widzieliście polecamy zajrzeć na Gdańską 130.

Elewacja Łódzkiego Domu Kultury została w ubiegłym roku pięknie oczyszczona a odświeżoną bryłę podkreśla oświetlenie według projektu pracowni Design Lab Group. Postanowiliśmy w tej edycji wyróżnić to oświetlenie w kategorii „Atrakcja roku” aby zwrócić uwagę na to jak bardzo budynek zyskuje będąc wieczorem oświetlony – takie delikatne podkreślenie bryły sprawia, że możemy docenić wszystkie jej walory nie tylko za dnia ale również wieczorem. Oczywiście, na wyróżnienie zasługuje w tej kwestii również sam projekt oświetlenia, bo dzięki temu, że jest on bardzo dobry budynek zyskuje więcej klasy.

Instalacja artystyczna „Nostalgia” autorstwa Dominiki Cebuli wkomponowana w przystanek MPK przy ulicy Narutowicza cieszy do dzisiaj oczy i pobudza naszą wyobraźnię. W czasach, w których wielkie miasta zalewa beton a pod inwestycje wycinane są drzewa taka ilość motywów kwiatowych to dla nas odskocznia od szarej rzeczywistości. Popieramy ten pomysł i mamy nadzieję, że możemy liczyć na jego kontynuację a Miasto wykreuje nam kolejne takie kreatywne przystanki.

Niezależnie od wątpliwości czy pomnik jednorożca powinien się pojawić w Łodzi czy też nie poddajemy go pod głosowanie bo dzieło japońskiego artysty Tomohiro Inaby to nie tylko znakomita praca sama w sobie ale również dla wielu mieszkańców miasta symbol nowej tożsamości Łodzi. Pomnik powstał jako realizacja jednego z projektów w Budżecie Obywatelskim a jeśli macie ochotę powspominać jego uroczyste odsłonięcie to zapraszamy tutaj.

Minęło sporo czasu od ostatniej atrakcji na Starym Rynku czyli „Koncertu na wstążki” kiedy pojawiło się koło widokowe „My wheel of Łódź”. Możnaby pomyśleć, że koło widokowe to atrakcja tylko dla turystów ale nic bardziej mylnego! Łodzianie nie posiadają zbyt wielu punktów widokowych nad czym ogromnie ubolewamy, i jak się okazuje nie tylko my ubolewamy bo nie tylko osoby przyjezdne wykreowały te spore kolejki do przejażdżki kołem „My wheel of Łódź”. Nas interesuje natomiast najbardziej nie samo koło widokowe ale to, jak zaktywizuje ono przestrzeń. Stary Rynek to nadal zapomniane miejsce, które ‚żyje’ jedynie okazjonalnie za sprawą niewielkich inicjatyw oddolnych, Miasto natomiast nie inwestuje w jego aktywizację. Dlatego zwracamy tą nominacją uwagę na to, że warto zapraszać tutaj artystów i firmy oferujące rozrywkę bo to się tutaj na prawdę sprawdza.

Filmowe podwórze przy ulicy Piotrkowskiej 120 z okazji Festiwalu Dobrego Smaku przyozdobiło się w kolorową instalację z parasoli, która wywołała niemałą furorę w mieście zarówno wśród mieszkańców jak i osób przyjezdnych. Instalacja cały czas jest wielkim hitem na Instagramie, co nas zupełnie nie dziwi, i na szczęście została z nami do dzisiaj udowadniając, że łódzkie podwórka wcale nie muszą być szare.

Instalacja "Nostalgia"
Instalacja z parasoli przy ul. Piotrkowskiej 120
Rzeźba w pasażu Imagine

Nominacje w kategorii Przemiana roku czyli najlepsza przebudowa lub remont obszaru:

+ Odcinek ulicy Traugutta (od Sienkiewicza do Kilińskiego)

+ Odcinek ulicy Jaracza (od Wschodniej do Kilińskiego)

+ Odcinek ulicy Nawrot (od Piotrkowskiej do Kilińskiego)

+ Odcinek ulicy Tuwima (od Kilińskiego do Targowej)

+ Park Sienkiewicza

Efekty takich inwestycji zauważamy najbardziej, ułatwiają nam życie i sprawiają, że zwykłe pójście do sklepu czy spotkanie ze znajomym jest przyjemniejsze. Każdy z wyremontowanych w ubiegłym roku fragmentów ulic ma swoje lepsze i gorsze punkty, dlatego bardzo jesteśmy ciekawi który z nich Wy uważacie za najlepiej zrealizowany. Dokonując wyboru weźcie pod uwagę wiele czynników – nie tylko czy jest ładnie ale też czy jest funkcjonalnie. Czy wygodnie chodzi się chodnikiem, czy podczas remontu poszanowano zieleń lub posadzono nową?  Czy dobrze ułożono płyty/kostkę lub czy znalazły się miejsca parkingowe? Czy udało się wykorzystać cały potencjał ulicy czy też nie? Wasz wybór będzie cenną wskazówką dla łódzkich intytucji!

Ulica Traugutta po przebudowie
Ulica Jaracza po przebudowie
Park Sienkiewicza po remoncie

Nominacje w kategorii Gorycz roku czyli bezradność, bezczynność i smutny brak postępów:

– Puste lokale na dworcu fabrycznym

– Banery reklamowe na Sukcesji i przed Sukcesją

– Banery reklamowe na Centralu

– Przedłużający się remont parku Moniuszki

– Przedłużający się remont al. Śmigłego – Rydza

– Zaniedbanie rozpadającej się kostki na skrzyżowaniu ulic Kilińskiego – Sass – Zdort

– Brak dróg tymczasowych na remontowanych ulicach

Kolejny rok minął a dworzec fabryczny nadal posiada lokale użytkowe, które zamiast służyć mieszkańcom i turystom nie służą mieszkańcom i turystom ponieważ nie są wynajęte. Tymczasem w okolicy dworca nadal brakuje gastronomii, drogerii, usług czy dyskontu. Centrum handlowo – usługowe Sukcesja nie tylko w dalszym ciągu zamiast ukazywać swoją fabryczną (udawaną ale jednak) fasadę prezentuje brzydkie banery reklamowe, ale w tym roku poszedł o krok dalej i ustawił dodatkowo banery z reklamami. Obydwa budynki Centralu również zmuszały nas przez cały rok 2019 do oglądania ogromnej wielkości banerów z produktami mięsnymi i pogarszały estetykę całego skrzyżowania Piłsudskiego – Piotrkowska.

Przedłużające się remonty stają się chyba powoli specjalnością Łodzi, wobec której wszyscy są chyba już zupełnie bezradni. Długi czas trwania prac nie tylko wydłuża czas wszelkich podróży po mieście ale też wpływa negatywnie na komfort pieszych, dla których przeważnie nie tworzy się tymczasowych nawierzchni, zmuszeni są oni więc do chodzenia po piachu i błocie. Jeśli mowa o chodzeniu to wiele punktów w Łodzi idąc chodnikiem właśnie trzeba było omijać. Najbardziej znany z nich to nawierzchnia z kostki przy skrzyżowaniu ulic Kilińskiego i Sass – Zdort, leżąca w nieładzie przez wiele miesięcy, która jest taką symboliczną czkawką jaką odbija nam się to morze kostki wylane przez cały rok 2019 podczas różnych remontów.

Brak tymczasowej drogi do przejścia dla pieszych
Wiecznie nie naprawiona nawierzchnia przy Kilińskiego
Banery na Sukcesji i przed Sukcesją

Nominacje w kategorii Trauma roku czyli najbardziej bolesne zdarzenie, po którym niesmak pozostanie na długo:

– „Pielęgnacja” drzew przy ulicy Sienkiewicza przez Light Move Festival

– Wpuszczenie transportu indywidualnego na ulicę Kilińskiego i zablokowanie komunikacji miejskiej

– Działanie Obszarowego Systemu Sterowania Ruchem

– Porzucona mozaika Hort Cafe na trawie w pasażu Schillera

Light Move Festival, za pozwoleniem instytucji miejskich, przyciął gałęzie drzew przy ulicy Sienkiewicza pozostawiając nas z przykrym widokiem na kolejne miesiące. Na taki okazjonalny szacunek do zieleni nie powinno być naszego przyzwolenia, tym bardziej, że winowajca nie raczył do tej pory ani przeprosić mieszkańców ani zrekompensować im straty.

Podczas trwania remontu ulicy Sienkiewicza na ulicę Kilińskiego (odcinek pomiędzy Piłsudskiego a Tuwima) wpuszczono transport indywidualny czym totalnie zablokowano komunikację miejską, powodując jej opóżnienia nawet o półtorej godziny. Ten skandaliczny paraliż jest do dziś dla nas zupełnie niezrozumiały bowiem ZDiT i Biuro Inżyniera Miasta powinni działać w trosce o usprawnienie poruszania się po mieście a nie to poruszanie się po mieście blokować. Ulica Kilińskiego jest już w sporej części po przebudowach ale mentalne zarządzanie nią jest takie jak kilka lat temu, gdy Kilińskiego stała w permanentnym korku. Komunikacja miejska na Kilińskiego nie jest w stanie być konkurencyjna i jest powodem tylko większej frustracji. Tracą na tym wszyscy a najbardziej ci, którzy wybrali środek transportu, który powinien mieć w centrum miasta priorytet.

I zostańmy w temacie tego priorytetu. Obszarowy System Sterowania Ruchem nie przyniósł w ubiegłym roku obiecanych nam korzyści. W centrum miasta miały być realizowane działania wprowadzające priorytet dla transportu zbiorowego i ruchu pieszego, z jednoczesnym ograniczeniem ruchu pojazdów indywidualnych. Niestety efekt był odwrotny a najlepiej na szybkości ruchu zyskały pojazdy indywidualne. Z ogromną przyjemnością nominujemy działanie OSSR do „Traumy roku” a jeśli chcecie dowiedzieć się w tej sprawie więcej odsyłamy Was tutaj.

Mozaika Hort Cafe zdaje się być kompletnie porzucona przez jej właścicieli, położona na trawie w poziomie (choć jej przeznaczenie to pion) wystawiona jest na szkodliwe warunki atmosferyczne oraz służy jako pochylnia do jazdy na deskorolce. Chociaż jej właściciel zapewnia, żę odpowiednio jej pilnuje i o nią dba to dla nas obraz leżącej na trawie mozaiki jest symbolem braku poszanowania do detalu o dużej wartości historycznej, fatalnym przykładem dla innych właścicieli lokali oraz wielką demotywacją do jakichkolwiek działań na korzyść miasta bowiem jeśli sam właściciel detalu tak o niego „dba” to jak mamy w naszym mieście zachować nieliczne pozostałości historii?

Mozaika Hort Cafe na trawie
Drzewa przy ul. Sienkiewicza po "pielęgnacji" przez LMF
Zablokowany ruch na ul. Kilińskiego

Nominacje w kategorii Absurd roku czyli najgorszy i najbardziej bez sensu pomysł:

– Spóźnione ustawienie donic z drzewami na ul. Narutowicza

– Całkowity brak obiecanych donic na placu Dąbrowskiego

– Zawieszenie kolejnych połączeń z lotniska Łódź Lublinek

– Układ przebudowanego skrzyżowania ulic Kilińskiego – Dąbrowskiego

– Wyłączenie z użytkowania torowisk tramwajowych (m.in. Legionów i Wojska Polskiego)

– Nieukończone ciągi chodników i dróg rowerowych wzdłuż ulicy Zgierskiej

– Powolna realizacja zwycięskich projektów rowerowych z BO z poprzednich lat

Po co ustawiać drzewa w donicach we wrześniu? Żeby je zabrać w październiku! Takiego zdania jest Zarząd Zieleni Miejskiej, który trochę naszym zdaniem zakpił z mieszkańców miasta głosujących w Budżecie Obywatelskim na projekt ustawienia drzew w donicach przy ulicy Narutowicza. Nie dość, że drzewka te ustawiono za późno, bo najbardziej potrzebne były wiosną i latem, to jeszcze były one tak małe, że niektórzy mijając je nawet ich nie zauważyli! Niestety to nie koniec absurdów bowiem na placu Dąbrowskiego donice z drzewami (również realizowane w ramach BO) nie zostały ustawione w ogóle! To zwyczajnie nie dotrzymanie słowa i strata czasu mieszkańców, którzy wybrali powyższe pomysły na drodze głosowania.

Nie tylko w przypadku tych projektów zignorowano głosy mieszkańców. Nie doczekaliśmy się również realizacji kilku projektów dotyczących infrastruktury rowerowej a te, które rozpoczęto nie zostały ukończone, np. ciągi chodników i dróg rowerowych wzdłuż ulicy Zgierskiej. Czyżby głosowanie w Budżecie Obywatelskim było jedynie stratą czasu wnioskodawców i osób głosujących?

Nie dość, że nie polepsza się jakości życia w mieście realizuąc obiecane projekty, to jeszcze wyłącza się z użytkowania torowiska tramwajowe.  Zamknięcie torowisk przy ulicach Legionów i Wojska Polskiego to dla łodzian przykra sprawa i spore utrudnienie.

Zawieszenie kolejnych połączeń z lotniska Łódź Lublinek tylko utwierdza nas w przekonaniu, że nie nadążamy nad innymi dużymi miastami w Polsce. Podobne odczucia mamy patrząc na skrzyżowanie ulic Dąbrowskiego i Kilińskiego, które po przebudowie jest o wiele  bardziej niebezpieczne a korzystanie z niego jest mniej intuicyjne i mniej komfortowe niż wcześniej. Dodatkowo jest to kolejne skrzyżowanie, na którym szynowa komunikacja miejska zamiast mieć priorytet ma antypriorytet. Czy to nie absurd? Oczywiście, że absurd!

Przebudowane skrzyżowanie ulic Dąbrowskiego - Kilińskiego
Ul. Legionów bez tramwajów
Spóźniona donica z drzewem przy ul. Narutowicza

Nominacje w kategorii Destrukcja roku czyli najbardziej nikczemne niszczenie lub zawłaszczenie przestrzeni:

– Dewastacja świeżo przebudowanych ulic w centrum przez kierowców samochodów

– Dzicz parkingowa przy Kilińskiego na odcinku od Narutowicza do Traugutta

– Parkowanie na placu przed hotelem Puro

– Parkowanie na placu Dąbrowskiego

– Rozprzestrzenianie się samochodów w pasażu Schillera

– Parkowanie na trawniku przy ulicy Tuwima, niedaleko EC1

Tutaj nie będziemy się zbytnio rozdrabniać bo granice naszej akceptacji dla braku poszanowania przestrzeni przez egoistycznych kierowców samochodów zostały już dawno przekroczone. Rok 2019 upłynął nam na ogromnym zdziwieniu jak niewiele znaczy dla niektórych mieszkańców miasta zieleń, chodnik czy pieszy. Egoistyczne parkowanie niszczy wszystko na swojej drodze i stwarza niebezpieczeństwo a za jego konsekwencje musimy się wstydzić przez osobami przyjeżdżającymi do nas z innych, bardziej cywilizowanych, dużych polskich miast. Każda taka parkingowa dzicz to również obraz bezczynności miejskich instytucji, który prowadzi do pozbawienia nas estetyki i zieleni. Wybierzcie z nominowanych destrukcji tę, która Waszym zdaniem jest najbardziej odczuwalna, najpaskudniejsza i najgorzej świadczy o jej twórcach.

Dzikie parkowanie przy ul. Kilińskiego
Parkowanie na płycie placu przy ul. Ogrodowej
Niszczenie trawnika przy ul. Tuwima

Nominacje w kategorii Chała roku czyli najbrzydsza realizacja:

– Ogrodzenie zabytkowego parku Klepacza od strony północnej i zachodniej

– Jakość ułożenia klinkierowej nawierzchni na ul. Jaracza

– Przebudowa komórek przy ul. Abramowskiego

– Jarmark Bożonarodzeniowy przy ul. Piotrkowskiej

Zabytkowy park Klepacza zyskał w 2019 roku nowe ogrodzenie. Możnaby przypuszczać, że skoro park jest zabytkowy to jego charakter zostanie podkreślony stylistyką ogrodzenia. I niby tak zostało zrobione ale jednak nie do końca ponieważ ogrodzenie historyzujące i stylizowane pojawiło się jedynie od strony wschodniej, pozostałe strony zyskały brzydki płot. Pikanterii dodaje fakt, że za to brzydactwo (i w pewnym sensie też dyskriminację przechodniów) odpowiada Politechnika Łódzka, która powinna prezentować wysokie poczucie estetyki. Kultowe komórki przy ulicy Abramowskiego straszyły kiedyś zaniedbaniem, teraz straszą jakością przebudowy. Niby żadnej zmiany a jednak zmiana jest, na niekorzyść, bo teraz nie mamy ani wysokiej jakości ani charakteru… Niestety, wolimy już to, co było kiedyś a wstyd z powodu zaniedbania był mniejszy niż z powodu fatalnego gustu i niskiej jakości wykonania. Jakość prac to w ogóle coś bardzo rzadko spotykanego w ubiegłym roku a zwłaszcza w przypadku przebudowy ulicy Jaracza. Nawierzchnia klinkierowa położona jest fatalnie, wytykają to już zarówno mieszkańcy jak i Radni Miejscy, jednak bez skutku, mijają miesiące a naprawy brak.

Jarmark Bożonarodzeniowy przy Piotrkowskiej natomiast to największy festiwal kiczu, brudu i tandety jaki został zorganizowany w całym poprzednim roku. Sam targ stanowiło kilka skromnych budek, a dodatkową atrakcją było wesołe miasteczko wyglądające raczej jak z horrorów. Podczas gdy inne polskie miasta prześcigają się w tworzeniu coraz to piękniejszych jarmarków bożonarodzeniowych organizatorzy i koordynatorzy łódzkiego jarmarku chyba co roku stawiają sobie do realizacji cel zupełnie odwrotny.

(To brzydsze) ogrodzenie parku Klepacza
Jarmark Bożonarodzeniowy przy ul. Piotrkowskiej
Komórki przy ul. Abramowskiego po remoncie

To już wszystkie nominacje, gratulujemy wszystkim czytelnikom, którzy dobrnęli do końca tego wpisu! Nasze szanowne Jury w Waszej osobie spokojnie może teraz udać się na obrady i narady, a my poniżej publikujemy link do głosowania. Więcej zdjęć i opisów nominowanych spraw znajdziecie w wydarzeniu na Facebooku poświęconym Plebiscytowi Hity i kity Łodzi 2019.

Tekst i zdjęcia: Marta Ostrowska, Rafał Tomczyk

Rozważania

Łódź bylejakim jarmarkiem Europy

18/12/2019

Jakiś czas temu przy okazji tematu parkowania na placu przed hotelem Puro (link) pisaliśmy o bylejakości zmian w naszym mieście czyli o tym, że wraz z zachodzącymi zmianami nie dostajemy takiej jakości, jaką dostać powinniśmy a wszystkie prace w przestrzeni miejskiej zdają się zmierzać jedynie do wymiany nawierzchni ale do poprawy jakości życia mieszkańców to już nie bardzo. Jakoś tak się dzieje ostatnio, że większość dobrodziejstw jakie dostajemy w mieście jest na tyle rozczarowujące, że zamiast się z takich podarków cieszyć my się takich podarków wstydzimy. I przychodzi grudzień 2019 roku a nam, zostaje dodatkowo jeszcze zafundowany Jarmark Bożonarodzeniowy na Piotrkowskiej – prawdziwy obraz nędzy i rozpaczy, który potwierdza, że w mieście nikt nad niczym nie panuje ale również, co najgorsze, że chyba nikomu na tym panowaniu nie zależy.

Jarmark Bożonarodzeniowy w Łodzi rozczarowuje już dłuższy czas. Od kilku lat, co roku, tłumaczyliśmy sobie, że może tym razem po prostu nie wyszło ale zdaliśmy sobie sprawę, że coś musi być bardzo nie tak skoro nie wyszło już aż tyle razy. Może się takie wydarzenie nie udać raz czy dwa ale jeśli kilka lat z rzędu jakość wydarzenia jest tak samo niska to nie jest już przypadek czy splot nieszczęśliwych zbiegów okoliczności ale raczej klasyczny tumiwisizm lub nawet sabotaż.

W tym roku nasz jarmark znów został zlokalizowany na ulicy Piotrkowskiej, choć przecież wcale nie musiał. Nasz magistrat po prostu chyba uważa, że Łódź zaczyna się i kończy na Piotrkowskiej a poza tą ulicą nie ma żadnych miejsc aby jarmark świąteczny ulokować. I choć ta Piotrkowska nie jest najlepszą lokalizacją, zwłaszcza jeśli zamierzamy aż tyle na/przy niej umieścić (o czym przekonamy się za chwilę) to przy odpowiednim rozmieszczeniu stoisk, czyli po obydwóch stronach ulicy, część stoiskowa miałaby tu jeszcze jakiś sens. Stoiska jednak ustawiono tym razem po jednej stronie, blokując tym samym wygodne przejście po tej stronie ulicy, i tyłem do jezdni, tak więc idąc po drugiej stronie ulicy widzimy jedynie tylne ściany stoisk, czyli mniej reprezentacyjny obraz, który tak naprawdę w ogóle nie powinien być widoczny dla gości.

Same stoiska są niezwykle skromne, świateczne oświetlenie jest bardzo ubogie, a choinki, które mają pełnić funkcję dekoracyjną są bardzo małe. Generalnie uświadczymy tu niewiele zieleni iglastej i niewiele światełek, przez co nie poczujemy tu ducha Świąt Bożego Narodzenia. Poza tym, totalnie nie zważając na uroki i funkcjonalność pasażu Schillera, w tym roku wciśnięto w jego przestrzeń wątpliwej urody atrakcje fundując nam prawdziwy rollercoster estetyczny. Ustawiono tu wesołe miasteczko, obwieszone tandetnymi banerami i nie wiedzieć czemu zupełnie nie w charakterze bożonarodzeniowym. Do tego bardzo wątpliwej jakości wykonana scena i raczej przygnębiający domek Św. Mikołaja a na przeciwko poupychane choinki na sprzedaż, również z brzydkim banerem. To wesołe miasteczko ma charakter raczej cyrkowy niż świąteczny, co tylko odbiera elegancji typowej dla Bożego Narodzenia a dodaje kiczu niczym z nadmorskiego kurortu. Brak odpowiedniej atmosfery to niestety nie wszystko.

Cokolwiek by tu nie ustawić wszystko będzie wyglądało źle ponieważ sam pasaż Schillera wygląda obecnie żle. Jest zaniedbany, wręcz rozpada się, do tego otoczenie pasażu nie wygląda dobrze, a remontowany obecnie w dość dziwnych okolicznościach Hort Cafe tylko dopełnia ten obraz wyglądający jak po katastrofie budowlanej. To wszystko nie wygląda dobrze. Mural iluzoryczny tylko intensyfikuje kicz i gdy tak na to wszystko patrzymy zastanawiamy się czy możnaby wcisnąć tu jeszcze jakieś atrakcje… może skoki na bungee, wyścigi gokartów a może park linowy? Po co się ograniczać? To wszystko nie tylko jest nieestetyczne ale widać też, że nie jest zadbane. Pod nogami znajdziemy również sporo kabli.

Gdyby tego wszystkiego było mało codziennie parkowane są tu samochody, choć nie powinny. Oczywiście my rozumiemy, że do stoisk czy karuzeli trzeba jakoś dojechać i je porozkładać, przywieźć towary, itp. ale po pierwsze, można coś rozłożyć i odjechać, a po drugie, właśnie żeby nie sprzyjać takim praktykom nielegalnego parkowania nie powinno się organizować tego typu wydarzeń w miejscach do tego nie przystosowanych czyli bez prawnie i wizualnie wyróżnionych miejsc podjazdu oraz pozostawienia samochodu. Przestrzeń pasażu Schillera została więc zajęta przez samochody, które sprawiają, że dodatkowo przez nie jest tu nieprzyjemnie. W końcu jarmark ma być swego rodzaju rekreacją a tam, gdzie są samochody tego charakteru rekreakcji nie będzie. Zwróciliśmy uwagę na zaparkowane samochody pracownikom Straży Miejskiej ale otrzymaliśmy odpowiedź, że przecież ci wystawcy muszą tu jakoś podjechać i przywieźć rzeczy… Tym sposobem na naszych oczach, codziennie od 1 do 23 grudnia, dewastowana jest przestrzeń i tak już mocno zaniedbanego placu i nie interesuje to nikogo, ani Urzędu Miasta Łodzi ani Straży Miejskiej. Sami organizatorzy wybierając na jarmark taką lokalizację i dobierając takie atrakcje wymagające transportu olbrzymimi samochodami sprzyjają nielegalnemu zajmowaniu przestrzeni pasażu, po czym dają przyzwolenie na nielegalne parkowanie, które sami tu wykreowali. Zupełnie nie rozumiem dlaczego ale w Łodzi nie ma szacunku do zasad. Zasady się ustala ale potem nie wymaga się stosowania do nich. Jeśli w jakieś miejsce nie można wjeżdżać samochodem to nie powinno się tolerować wjeżdżania samochodem i koniec, kropka. Jakoś we Wrocławiu i w Gdańsku podczas trwania jarmarków nie trzeba się przeciskać pomiędzy samochodami, to dlaczego u nas trzeba? I to w miejscu, w którym te samochody stoją bezprawnie? Kiedy zaczniemy egzekwować ponoszenie konsekwencji złych praktyk, i czy zaczniemy w ogóle egzekwować czy cały czas będziemy tłumaczyć brak egzekwowania?

Oczywiście, gdy na dworze jest ciemno a na jarmark zbierze się większa ilość ludzi to tego wszystkiego co tu opisujemy tak bardzo nie widać. Ale nie o to przecież chodzi, żebyśmy musieli w dzień zamykać oczy. Nie o to też chyba chodzi, żebyśmy takie miejsce omijali, nie po to organizuje się jarmark, żeby mieszkańcy czuli się nim zgorszeni.

Ciężko jest patrzeć na niewykorzystywany potencjał innych miejsc w mieście. Ciężko jest się nie wstydzić gdy znajomy z innego dużego miasta w Polsce widzi taki jarmark i czuje duży niesmak. Bardzo ciężko jest patrzeć na ciągły brak poszanowania pomnika Leona Schillera, którego postać powinna przywoływać jakiekolwiek poczucie powagi i klasy, a która podczas miejskich wydarzeń notorycznie otaczana jest tandetą. I jeszcze jakim prawem w ogóle pomnik Schillera jest przy okazji miejskich wydarzeń tak chamsko zasłaniany??

Jesteśmy tak nieustannie dobijani, bo i tak czujemy się niezbyt dobrze ze świadomością, że pasaż Schillera tak smutno wygląda, nie potrzeba nas już dobijać jeszcze uwydatniając wszystkie jego wady. Dodatkowo tandetny jarmark zorganizowany w tak niezadbanym miejscu nie będzie dobrze wyglądał więc na tym traci. Tak więc jarmark traci na lokalizacji i lokalizacja na jarmarku. Tracą na tym wszyscy, i tracą na pewno również ci, którzy na takim jarmarku powinni najbardziej zyskać czyli wystawcy.

Ale jeszcze ciężej jest żyć w mieście, w którym tak bardzo widać brak ambicji. Lata mijają a nasz magistrat nie nabiera chyba ani wiedzy, ani świadomości, ani poczucia przynależności do wspólnoty jaką są łodzianie, ani poczucia odpowiedzialności za łodzian. Podczas gdy Jarmark Bożonarodzeniowy w Gdańsku plasuje się w pierwszej trójce najlepszych jarmarków w Europie a Jarmark we Wrocławiu staje się coraz to bardziej świadomy pod względem podejścia do ekologii my do ogólnopolskiej czołówki nie mamy szansy się dostać. Żeby zrozumieć jak daleko nam do dobrej jakości podrzucamy Wam ranking europejskich jarmarków bożonarodzeniowych (link). Czasy się zmieniają i obecnie duże miasta Europy prześcigają się w estetyce świątecznych jarmarków, próbując trochę zmienić podejście ludzi do takich wydarzeń i zmienić negatywne zabarwienie słowa „jarmarczny”. W innych dużych miastach Polski poziom się podwyższa, organizatorzy zaskakują nowoczesnym podejściem, np. w Gdańsku specjalnie na tegoroczny Jarmark Bożonarodzeniowy przygotowano ogromny Kalendarz Adwentowy z otwieranymi codziennie okienkami (link) oraz śnieżną kulę, do której można wejść i zrobić sobie zdjęcie w pieknej scenerii (link). Tymczasem my mamy biedne budki, miniaturę lunaparku jak sprzed 30 lat, kable leżące na ziemi i slalom pomiędzy samochodami.

Obsługą techniczną naszego jarmarku zajęła się firma Jantom Art Sp. z o.o., a instytucją zlecającą jest Łódzkie Centrum Wydarzeń, podlegające pod Urząd Miasta Łodzi. Wszystkim osobom odpowiedzialnym za tegoroczny jarmark na Piotrkowskiej powiemy tak… Na taki jarmark na pewno zawsze ktoś przyjdzie. Przyjdą ci, dla których estetyka może mieć mniejsze znaczenie lub ci, którzy ze względu na produkty tu sprzedawane zajrzą aby kupić coś sobie czy rodzinie i znajomym, bo taki jarmark przynosi do centrum miasta produkty, do których nie mamy może na co dzień dostępu. Dobre produkty same się obronią. Na koncerty też ktoś na pewno przyjdzie, lub przechodząc Piotrkowską stanie tu na chwilę. Na pewno też przyjdzie niejedna rodzina z dziećmi a dzieci skorzystają z karuzeli. Zdjęcia fotograf UMŁ zrobi tak, żeby to wyglądało korzystnie, te zdjęcia Dział Promocji UMŁ sobie wrzuci do internetów i uda, że wszystko jest OK. Ale nie jest wszystko OK. To Wy odpowiadacie za ilość chęci, z jaką ci wszyscy ludzie tu przyjdą, bo mogą przyjść tu chętnie i czuć się docenieni, że Wam się dla nich chciało zrobić ten jarmark fajnie, a mogą przyjść z niechęcią, kupić coś i czuć, że Wam nie zależało by zrobić to lepiej. Tak niskim poziomem nie tylko wystawiacie sobie kiepską wizytówkę, ale przede wszystkim to mieszkańcom miasta dajecie do zrozumienia, że się dla Was nie liczymy. Bo mieszkańcy tak właśnie interpretują to, co robicie, że Wam nie zależy ani na mieszkańcach. I może faktycznie się dla Was nie liczymy, ale moglibyście chociaż udawać, że się liczymy… Skoro aż tak się nie liczymy, że nie chce Wam się nawet udawać to… szkoda gadać.

I to wszystko jest jeszcze bardziej smutne gdy uświadomimy sobie, że cały jarmark bardzo dobrze widoczny jest z okien Biura Architekta Miasta. Tak więc kilkanaście osób pracujących w BAM każdego roku codziennie w grudniu widzi jak to wygląda i jakimś sposobem nie interweniuje. Zapewne po prostu ma niewiele do gadania, ale czy tak być powinno?

Na otarcie łez wpis zakończymy zdjęciem największego hitu tegorocznego jarmarku, najradośniejszego punktu w tym całym przygnębiającym obrazie czyli uroczej owieczki. Ze względu na dość realne odwzorowanie postaci cieszy się ona dużym zainteresowaniem, zwłaszcza wśród dzieci. No cóż, my w Łodzi takie mamy uciechy…

Tekst i zdjęcia: Marta Ostrowska, Rafał Tomczyk

Dzieje się, Rozważania

Złożyliśmy petycję w sprawie mediów społecznościowych Miasta Łódź

06/12/2019

Sposób prowadzenia oficjalnych social mediów Miasta Łódź budził nasze zaniepokojenie już jakiś czas. Doskonale rozumieliśmy przyjętą przez Dział Promocji i Nowych Mediów Urzędu Miasta Łódź taktykę na ich prowadzenie – pełną dystansu i żartów – ale wraz ze zwiększeniem prac remontowych i rewitalizacyjnych w mieście przestrzeń zaczęła się na naszych oczach dość mocno zmieniać a w oficjalnych mediach społecznościowych tematy dotyczące tych zmian traktowane były bardzo pobieżnie i powierzchownie. Zaczęliśmy się bardziej przyglądać treści serwowanej mieszkańcom Łodzi i wtedy zaniepokojeni już nie byliśmy, byliśmy za to przerażeni.

My miasto traktujemy bardzo poważnie, mieszkańców Łodzi również. Dlatego w momencie gdy dokonują się wyczekiwane od wielu lat zmiany bardzo ważne jest merytoryczne informowanie o nich mieszkańców miasta, tak, aby stawali się coraz bardziej świadomi wszystkiego co ich otacza. Świadomość tylko wszystkim nam pomoże, świadomość jest przecież podstawą w dążeniu do lepszej rzeczywistości bo świadomi oczekujemy więcej. Niestety potencjał wykorzystywany nie jest, tracą na tym oczywiście mieszkańcy, traci zatem na tym całe miasto. W komentarzach pod postami na oficjalnym fanpage Miasta Łodzi rodzą się dyskusje, które kompletnie nic nie wnoszą, i często dyskusje te są wręcz szkodliwe społecznie ponieważ administratorzy fanpage nie tylko okraszają dodawane zdjęcia zbyt krótkim i zbyt luźnym opisem, co powoduje błędnie wyciągane wnioski, ale również w odpowiedziach na komentarze nie wyprowadzają osob komentujących z błędu. Najczęściej spotykany przykład takiej sytuacji to publikowanie zdjęć z budowy nowej prywatnej inwestycji, z opisem o zerowej jakości informacyjnej. Zazwyczaj powoduje to wysyp komentarzy z pretensjami do Prezydent Łodzi Hanny Zdanowskiej, że w momencie gdy tyle kamienic wymaga remontu ona przeznacza pieniądze na budowę nowego hotelu. Tutaj u administratorów oficjalnych stron powinna zapalić się czerwona lampka i powinni uświadamiać, że Prezydent Łodzi nie sponsoruje budowy prywatnych hoteli. Niestety tego nie robią a ta bezczynność tylko zwiększa niedoinformowanie mieszkańców powodując ogłupienie naszego społeczeństwa.

Podobnie jest z podejściem do rewitalizacji obszarowej, którą bardzo szczyci się Urząd Miasta Łodzi. Na stronie UMŁ poświęconej rewitalizacji czytamy tak:

„Rewitalizacja to nie tylko remonty. Jej celem jest przywrócenie do życia zdegradowanej części miasta i uzupełnienie jej o nowe funkcje. Mówiąc najprościej jest to wprowadzenie takich zmian na obszarze części miasta, dzięki którym będzie się lepiej żyło, przebywało i pracowało. Rewitalizacja to też praca z ludźmi, z lokalną społecznością. I nawet jeśli remonty budynków i przestrzeni publicznych są najbardziej efektowne – najważniejsze jest przezwyciężenie kryzysu społecznego. Rewitalizacja jest długim procesem. Jej powodzenie zależy od nas wszystkich – mieszkańców całego miasta, przedsiębiorców, organizacji pozarządowych, placówek edukacyjnych, instytucji kultury, uczelni wyższych, urzędów.”

Super! To wszystko prawda. Remonty to tak naprawdę tło w rewitalizacji, a najważniejsze jest polepszenie standardu życia mieszkańców, przezwyciężanie degradacji i kryzysu społecznego, czyli najzwyczajniej w świecie wyciągnięcie ludzi z podłej rzeczywistości, biedy, fatalnych warunków mieszkaniowych i brzydkiego otoczenia. To wszystko się nie uda bez odpowiedniej edukacji społeczeństwa i bez zachęcania go do ambitniejszego podejścia do życia czy szanowania wspólnej przestrzeni. Jeśli nie będziemy uświadamiać, że nie sprzątanie po swoim psie na spacerze lub parkowanie na trawnikach jest czymś złym to nawet po wyremontowaniu wszystkich ulic i posadzeniu wielu drzew lepszej rzeczywistości uzyskanej za duże pieniądze nie będziemy w stanie uszanować. Tutaj pojawia się spora misja profili miejskich, niestety, na oficjalnym fanpage Łodzi na Facebooku możemy zobaczyć na przykład taki post:

Z treści powyższego posta wynika, że ułożenie asfaltu jest rewitalizacją. To bardzo duży błąd, na jaki oficjalny profil miejski nie powinien sobie pozwolić. Na 453 osoby, które na ten post zareagowały pewnie spora ilość osób będzie nadal uważała, że remont nawierzchni jezdni to rewitalizacja. Bulwersujący jest tu również brak interakcji z mieszkańcami, pod tym postem pojawiło się kilka komentarzy z pytaniem dlaczego ulice zostały zwężone a administratorzy profilu pozostawiają te pytania bez odpowiedzi.

Rzućmy okiem na inny przykład posta.

Bardzo fajnie, że podjęto temat uporządkowania przestrzeni przy ulicy Kilińskiego. To bardzo ważne, że instytucje miejskie postanowiły uniemożliwić degradację obszaru od ulicy Narutowicza do Traugutta i zablokować możliwość dzikiego parkowania. Niestety sformułowanie „Słupkujemy Kilińskiego by było ładniej i bezpieczniej” jest zbyt ogólne i nie tłumaczy sytuacji jaka miała tu miejsce ponad rok. Upraszcza się tu temat ‚ładności’, który nie jest powodowany przez same słupki ale przez to, że dzięki nim auta nie będą niszczyć trawników i chodników co sprawi, że faktycznie będzie ładniej. Upraszcza się również temat ‚bezpieczeństwa’ ponieważ nie dodaje się, że chodzi o bezpieczeństwo pieszych. Natomiast niedopowiedzenia i ogólne sformułowania przyciągneły do komentowania zwolenników parkingowej wolności, którzy oburzeni informacją o słupkach wywołali burzę, w której tłumaczyli, że słupki ani nie są ładne bo osłupkowane miasto wgląda źle ani bezpieczne bo uniemożliwiają manewry podczas tworzenia „korytarza życia”. Należałoby przy okazji takiego posta wytłumaczyć jak wyglądała sytuacja, i przede wszystkim odnieść się do tego, że dzikie parkowanie w miejscach niedozwolonych jest złą praktyką, i na oficjalnym profilu miejskim nie ma na nią przyzwolenia.

Dodatkowo skandaliczny jest fakt nieprofesjonalnego odpowiadania na wiadomości od obserwatorów i upokarzającego podejścia do autorów fotografii wykorzystywanych przez administratorów miejskiego fanpage. Co prawda wywołuje to duży niesmak i sugeruje ewidentną potrzebę zmiany strategii komunikacji ale pominiemy to w tym wpisie, bo najważniejsze w tej chwili jest dla nas to, ile każdego dnia tracimy na istnieniu tak mało merytorycznych profili Miasta Łodzi. Wskaźniki się zgadzają, a łódzkie social media mają największą ilość obserwujących spośród wszystkich miejskich w kraju. Jest to na pewno powód do dumy dla zespołu, że zgromadzili taką liczbę obserwujących, ale tutaj duma się kończy bo więcej powodów do niej nie mamy.

Ilość obserwatorów jest ważna. Dla marketingowców i Urzędu Miasta. Natomiast dla mieszkańców miasta nie bardzo. Kiedy patrzymy na treści postów na Facebooku Łodzi, które polegają w głównej mierze na suchych żartach, a w przypadku poruszenia poważnego tematu treść albo wprowadza w błąd albo zostawia niedopowiedzenia to jako mieszkańcy czujemy się lekceważeni. Kiedy do tego widzimy, że Stories na Instagramie składają się w dużej mierze z filmików pokazujących wycieczki po lokalach łódzkich a jeśli pojawią się jakieś ukazujące remont ulicy opatrzone są jedynie hasztagiem #łódźremontuje czujemy się lekceważeni podwójnie. Czy to jest skuteczne realizowanie postawionych sobie przez Dział Promocji i Nowych Mediów UMŁ celów? Przypomnijmy, że te „Działania mają cel informacyjny, promocyjny oraz edukacyjny”. Działania promocyjne widać na każdym kroku, działań informacyjnych oraz edukacyjnych nie widać. Czyli w takim razie budżet jaki jest na nie przeznaczany jest marnotrawiony?

Zapewne informowanie i edukowanie to według Urzędu Miasta podawanie skromnych informacji, ubogich w wartość merytoryczną. Poprzeczka zatem postawiona jest bardzo nisko a tymczasem potencjał łódzkich profili społecznościowych jest ogromny i wykorzystując go moglibyśmy wszyscy wiele zyskać. Jak się jednak domyślamy dla Urzędu Miasta świadomi mieszkańcy to zagrożenie ponieważ świadomość rodzi większe wymagania. Pozostaje więc odpowiedzieć sobie na pytanie czy Urząd Miasta Łodzi chce rozwoju Łodzi czy też może zacofania? W takim razie po której stronie jest Urząd Miasta Łodzi: po stronie utrzymania dobrego wizerunku poza naszym miastem czy po stronie mieszkańców?

Na powyższe pytania odpowiedzcie sobie sami. Tymczasem my, po raz pierwszy głośno i poza Internetem, powiedzieliśmy o niekorzystnym prowadzeniu łódzkich social mediów podczas spotkania w Biurze ds. Rewitalizacji Urzędu Miasta Łodzi 12 czerwca 2018r. i od tamtej pory nie zmieniło się nic oprócz założenia fanpage na Facebooku „Łódź Rewitalizuje”, który poświęcony jest jedynie rewitalizacji, i nie spełnia oczekiwań informacyjnych i edukacyjnych. Dlatego wraz ze Stowarzyszeniem Nowa Łódź, postanowiliśmy zrobić kolejny krok ku lepszej komunikacji Urzędu z mieszkańcami i złożyliśmy dzisiaj petycję do Radnych Rady Miejskiej w Łodzi oraz Prezydent Łodzi w sprawie mediów społecznościowych prowadzonych przez Miasto Łódź. Publikujemy poniżej całą treść petycji a jak tylko dostaniemy odpowiedź poinformujemy Was o niej.

 

Petycja
do Radnych Rady Miejskiej w Łodzi
oraz Prezydent Łodzi

Na podstawie art. 2 ustawy z dnia 11 lipca 2014 r. o petycjach (Dz.U. 2014 poz. 1195 ) zwracamy się z apelem:

Domagamy się:

● Integracji informacyjnej w mediach społecznościowych głównych kanałów Miasta Łodzi (Facebook, Instagram, You Tube, Twitter, Wykop.pl, Snapchat) z innymi profilami prowadzonych przez poszczególne wydziały i jednostki podlegające Prezydent Łodzi.

● Informowanie w mediach społecznościowych na głównych kanałach Miasta Łodzi (Facebook, Instagram, You Tube, Twitter, Wykop.pl, Snapchat) o wszystkich konsultacjach społecznych, jakie są organizowane – zarówno przez UMŁ jak i inne jednostki podległe np. MPU, ZIM.

● Włączenie w skład zespołu odpowiedzialnego za media społecznościowe osoby mającej holistyczną wiedzę na temat miast.

 

Miasto prowadzi profile w wielu mediach społecznościowych tj. Facebook, Instagram, You Tube, Twitter, Wykop.pl, Snapchat. A najbliższym czasie planuje uruchomienie komunikacji w kolejnych kanałach.W łódzkich urzędzie sześć osób zajmuje się obsługą tych kanałów, które w odpowiedzi na DIP swoją działalność tłumaczą tak:

Celem prowadzenia komunikacji w mediach społecznościowych jest utrzymywanie stałego, interaktywnego i multimedialnego kontaktu z mieszkańcami Łodzi oraz wszystkimi osobami zainteresowanymi bieżącą sytuacją w mieście, jego historią oraz wydarzeniami kulturalnymi, sportowymi, rozrywkowymi. Działania mają cel informacyjny, promocyjny oraz edukacyjny (…). Charakterystyka komunikatów publikowanych na poszczególnych kanałach komunikacji dostosowana jest do specyfiki danego kanału. W związku z tym m.in. na Instagramie przeważają wysokiej jakości zdjęcia prezentujące piękno łódzkiej architektury, atrakcyjność ulicy Piotrkowskiej, łódzkich parków i terenów rekreacyjnych. Na Twitterze pojawiają się częściej niż na innych kanałach komunikaty o charakterze typowo informacyjnym i urzędowym. Na Facebooku natomiast ze względu na skalę dotarcia publikowane są różnego rodzaju treści od oficjalnych komunikatów miasta po posty o tematyce rozrywkowej, humorystycznej.

Łódzkie media społecznościowe niejednokrotnie są przez specjalistów zajmujących się e-marketingiem oceniane bardzo wysoko. Inaczej wygląda jednak ocena wystawiana przez samych mieszkańców, do których media te są skierowane. Zastrzeżenia budzi stosowany język, charakter treści, czy prawa do rozpowszechnianych zdjęć. Problem w szczególności dotyczy profilu miasta na stronie Facebook. Analizując zamieszczane tam posty widać, że są to przede wszystkim posty promocyjne – ładne zdjęcia miasta i promocja nowych lokali. Rzadziej trafiają się posty dotyczące wydarzeń w Łodzi oraz posty informacyjne dotyczące np. miejskich inwestycji. Przeważnie, przynajmniej raz (często kilka razy) w tygodniu, pojawiają się posty czysto rozrywkowe. Są to najczęściej humorystyczne grafiki lub zabawy w stylu znajdź X różnic między dwoma zdjęciami. Warto mieć jednak na uwadze, że treści te chociaż zdobywają dużą popularność, to ich przygotowanie z pewnością nie należy do zajęć szybkich (pomysł +jego realizacja). Prawie w ogóle natomiast na miejskim profilu nie pojawiają się posty o tematyce historycznej. Sporadycznie pojawiają się informacje o konsultacjach społecznych. Najczęściej jeżeli już to ograniczających się do platformy Vox-populi. Łódzki profil np. nie udostępnia informacji o konsultacjach planów miejscowych. Z łódzkich mediów społecznościowych mieszkańcy nie dowiedzą się też o rzeczach trudnych, jak na przykład o opóźnieniach przy realizacji miejskich inwestycji. Dlatego też, aby dowiedzieć się o ważnych kwestiach z punktu widzenia mieszkańca trzeba raczej korzystać z innych, niemiejskich profili. W dodatku miejski profil posługuje się przede wszystkim luźnym, często młodzieżowym językiem. O ile ważne jest używanie języka interesującego i czytelnego dla odbiorcy to niejednokrotnie traci się szansę na wytłumaczenie pewnych działań Miasta mieszkańcom. Przykładowo, informację o słupkach zabezpieczających chodniki przed nielegalnym parkowaniem komentuje się, że robi się to po to, aby było ładnie, a nie np. żeby zapewnić komfort i bezpieczeństwo pieszych. Widać, że osoby odpowiedzialne za miejskie media społecznościowe bardzo sprawnie czują się w sieci, wyczuwają trendy, ale nie mają wiedzy na temat współczesnych miast.

W mediach społecznościowych nie pojawiają też profesjonalne informacje czemu np. jakaś inwestycja została zrealizowana w konkretny sposób. Powoduje to, że mieszkańcy widzą w większości tylko zdjęcia i jedno zdanie komentarza ale nie wiedzą do końca co widzą bo nikt im tego nie tłumaczy. To mogłyby robić łódzkie media społecznościowe. Z pewnością wymagałoby to współpracy z jednostkami merytorycznymi i konsultacji jeszcze przed opublikowaniem posta albo stworzeniem wspólnego zespołu w strukturach Urzędu Miasta, który mógłby kontrolować szeroki zakres i merytorykę postów. W informacji o dostęp do informacji publicznej UMŁ podaje, że jedynym miejskim profilem na portalu Facebook jest profil: Łódź. Nie jest to jednak prawdą, bo wiele miejskich wydziałów i jednostek prowadzi własne strony na tej platformie.

Stowarzyszenie Nowa Łódź
Piotr Salata-Kochanowski
(791641197; Stokowska 34G)

Fabryczna
Rafał Tomczyk
www.fabryczna.in

 

 

Dzieje się, Odkrywanie

Na budowie Monopolis

09/11/2019

Zabytkowe przestrzenie dawnego Monopolu Wódczanego zamieniają się w Monopolis – wyjątkowy projekt, który połączy w sobie najwyższej klasy biura, usługi i kulturę z szeroką ofertą gastronomiczną. Na budowie byliśmy już trzy razy a każdą z naszych wycieczek po terenie mogliście śledzić w naszych mediach społecznościowych. Postanowiliśmy dodatkowo udokumentować proces budowy tutaj na stronie dlatego zebraliśmy kilka zdjęć z ostatniego spaceru i zapraszamy Was do oglądania i czytania.

Już podczas poprzednich fotorelacji wspominaliśmy o tym, że przebudowa Monopolis jest bezkompromisowa a zarówno za pomocą projektu jak i doboru materiałów dąży się tu do urzeczywistnienia wizji stworzenia wysokiej jakości przestrzeni, architektury i wnętrz. Cały teren będzie bardzo zróżnicowany, pełen alejek i zakątków. Odnosimy wrażenie, że wszystko, co tkwiło w tym terenie wykorzystano maksymalnie na jego korzyść a za pomocą nowej kładki, wyniesienia terenu czy choćby miejsc na zieleń wytyczono dodatkowo nowe kierunki poruszania się. To całe bogactwo nowych dróg powoduje, że dysponujemy tu wieloma punktami widokowymi – wszędzie gdzie się udamy zyskamy nową perspektywę na Monopolis. Zieleń znajdzie się nie tylko w przestrzeniach ogrodzonych kortenem, będzie swobodnie rosła i pięła się w różnych kierunkach. Przemyślano również lokalizację ławek i zadbano o ich kameralny charakter. Cały czas widać tę bezkompromisowość i widać ją również w coraz mniejszych szczegółach. Po pierwsze nigdzie nie zobaczymy tego, co może być mniej przyjemne do oglądania bo wszystkie instalacje i kable zostały ukryte. Mimo, że Monopolis mieści się w zabytkowych budynkach to jest przepełnione nowoczesnymi technologiami, niezbędnymi do prowadzenia firm o zasięgu globalnym. Mamy więc tutaj takie elementy jak podniesione podłogi, pod którymi można schować wszelkie kable. Sam kompleks posiada przyłącza elektryczne do dwóch niezależnych transformatorów a w razie braku prądu w obydwu z nich do akcji wkroczy agregat prądotwórczy, który zapewni ciągłość pracy. Więcej dowiecie się z opisów pod poszczególnymi zdjęciami.

Pasaż z poziomu -1. Z lewej strony mieścić się będzie galeria sztuki, z prawej będą wejścia do restauracji i powierzchni usługowych. Po prawej stronie widoczne są oazy zieleni z ławkami. Zewnętrzną warstwę terenów zielonych stanowi korten. Ciekawym akcentem w okolicy ławek jest drewniana nawierzchnia.

Widok na pasaż w kierunku północnym. W oddali widoczna kładka prowadząca nad teren pasażu. 

Spojrzenie na pasaż z pomieszczeniem galerii na poziomie -1. Z lewej strony widać konstrukcję dla roślin pnących. Nad galerią znajdzie się natomiast restauracja z małym tarasem. W oddali oczywiście odnowiony komin z neonem Monopolis.

Pasaż na poziomie -1. Na dole widoczne obszary z przeznaczeniem na zieleń. Na wprost fragment budynku, który został przebity na poziomie -1 by umożliwić przebicie pasażu na jego drugą stronę. Było to jedno z najcięższych technologicznie zagadnień na budowie.

Jedno z pomieszczeń biurowych. Skromna i elegancka kolorystyka, w której ważną rolę odgrywa czerwona cegła.

Najwyższa kondygnacja budynku głównego, który zajmie firma Clariant. Poza biurami znajdą się tutaj także tarasy z zielenią dla użytkowników.

Widok z okna jednego z pomieszczeń biurowych na pasaż. Można pozazdrościć przyszłemu najemcy tego biura!

Hol windowy na poziomie 0. Biel, czerń i pomarańcz cegły. Świetne połączenie!

Główna, zabytkowa klatka schodowa. Przed schodami znajdować się będą bramki umożliwiające wstęp do przestrzeni biurowych klasy A na wyższych piętrach. Za naszymi plecami natomiast mieścić się będzie recepcja. 

Zadbano też o smaczki takie jak charakterystyczne żeliwne płyty. W tym przypadku płyty okalają zabytkowe kolumny.

Szachty elektryczne w holach zostały sprytnie ukryte w białych kubikach. Za zewnętrzną warstwą kubików znajdują się drzwi zapewniające dostęp do najważniejszych instalacji elektrycznych w budynku.

Widok z poziomu +2 na zachód gdzie znajduje się jeden z nowych budynków w kompleksie Monopolis. Zostanie on oddany trochę później wraz z nową wieżą biurową, której budowa rozpocznie się w przyszłym roku. 

Znajdziemy tutaj także podniesione podłogi dzięki którym w łatwy i szybki sposób będzie można dostosować przestrzeń pod kątem okablowania do potrzeb najemcy. Dzięki temu rozwiązaniu nie ingerowano też w zabytkowe stropy głównego budynku całego kompleksu.

Tzw. płuca Monopolis czyli przestrzeń w której znajdują się wszystkie instalacje wentylacyjne i klimatyzacyjne. Dzięki zastosowaniu żyletkowego „dachu” instalacje zostały sprytnie ukryte przed oczami osób z zewnątrz.

Tutaj mieści się agregat prądotwórczy, który zapewni ciągłość pracy w przypadku braku prądu.

Wejście do budynku zaadaptowanego specjalnie na potrzeby klubu dla dzieci. Zwraca uwagę czarna stolarka okienna (zamiast stosowanej często w Łodzi grafitowej stolarki) oraz sposób odnowienia cegły z zachowaniem klimatu i nierówności kolorystycznych poszczególnych cegieł. Daje to większe wrażenie autentyczności niż np. w Manufakturze.

Dwupoziomowa przestrzeń klubu dla dzieci. Pierwotnie było to wysokie jednokondygnacyjne pomieszczenie, które zostało podzielone zupełnie nowym stropem oraz mniejszymi pomieszczeniami na potrzeby zajęć.

Jesteśmy pod zabytkowym budynkiem gdzie powstało przebicie między pasażami. Znajdzie się tutaj muzeum Monopolis.

Tak będą wyglądać wnętrza restauracji, zlokalizowane w dawnych piwnicach.

Tutaj znajdzie się galeria sztuki Monopolis.

Scena Monopolis czyli teatr, który pomieści około 250 widzów. Poniżej widać amfiteatr, który będzie nie tylko obłędnie wyglądał ale również pełnił funkcję siedzisk. Bardzo fajnie wykorzystano nierówność terenu, dzięki temu przestrzeń będzie bardziej rożnorodna.

Scena Monopolis od środka. Będzie to miejsce zarówno dla teatru jak konferencji czy pokazów mody. Na wprost pod oknem będzie zlokalizowana scena. Po prawej stronie widoczna jest zapadnia czyli winda towarowa dla teatru.

Zbliżenie na wykończenie odnowionej cegły. Uwagę zwracają także szprosy okien, które nie są płaskie jak w niektórych kompleksach fabrycznych. W Monopolis szprosy mają przyjemny efekt 3d nadając stolarce autentyczności.

Południowa część pasażu z miejscami na zieleń. W oddali biurowiec Forum 76.

Przed budynkiem teatru mieści się amfiteatr z ławkami. W oddali kładka nad poziomem -1. Tym razem z widokiem na południe.

Monopolis pełne jest ciekawych perspektyw widokowych. Na zdjęciu jedna z nich, na której zamknięciu znajduje się komin i budynek Forum 76.

Pod koniec tego roku ma się zakończyć pierwszy etap prac i ma się wprowadzić już pierwszy najemca. Na początku przyszłego roku rozpoczyna swoje działanie Scena Monopolis. Będziemy podglądać dalsze prace ale zdecydowanie jesteśmy już na finiszu tych najważniejszych. Bardzo się cieszymy, że mogliśmy się z Wami dzielić wszystkim informacjami z budowy i mogliście zobaczyć jak będzie wyglądać to miejsce, dlatego bardzo dziękujemy Monopolis za zaproszenie na spacery po budowie, Krzysztofowi Witkowskiemu i Barbarze Otto za osobiste oprowadzanie po kompleksie i podzielenie się wszystkimi ciekawostkami. Jeśli chcecie zobaczyć jak wyglądał kompleks dawnych zakładów Polmos jeszcze przed rozpoczęciem prac zapraszamy Was tutaj a teraz pozostaje nam już wszystkim czekać tylko na otwarcie, mamy nadzieję, że przyjdziecie!

Odkrywanie

Fabryczna nad fabrykami #3 Imperium Scheiblera

30/10/2019

Przed Wami fotograficzna i filmowa realizacja trzeciego tematu wykonanego w ramach projektu Fabryczna nad fabrykami. Zrealizowany przez nas materiał ukazuje poprzemysłową architekturę dawnego przedsiębiorstwa Karola Scheiblera – największego wśród przedsiębiorstw włókienniczych w Królestwie Polskim, które objęło teren od ulicy Piotrkowskiej po granicę Widzewa.

Karol Scheibler rozbudował okolicę Księżego Młyna i swoją działalnością zapewnił Łodzi czołowe miejsce w Europie jeśli chodzi o przemysł włókienniczy. Był twórcą prawdziwego przemysłowego imperium, w skład którego wchodziły tzw. Centrala przy Wodnym Rynku, kompleks Księżego Młyna oraz zabudowa biegnąca wzdłuż obecnej ulicy Tymienieckiego aż do ulicy Piotrkowskiej, o łącznej powierzchni około 500 ha.

W 1921r. Scheibler swoje imperium połączył z fabryką Ludwika Grohmana, od tej pory wszystkie zespoły obydwóch fabrykantów nosiły nazwę Zjednoczonych Zakładów K. Scheiblera i L. Grohmana S.A. Po 1962r. imperium Scheiblera zmieniło nazwę na Zakłady Przemysłu Bawełnianego Uniontex. Po 1989 roku zakłady nie radziły sobie na konkurencyjnym rynku i zabytek z biegiem czasu popadał w coraz większą ruinę aż w roku 2001 ogłoszono upadłość zakładów.

Przedsiębiorstwo Karola Scheiblera było największe wśród przedsiębiorstw włókienniczych w Królestwie Polskim i a teren jaki zajmował wynosił mniej więcej 14% ówczesnego terytorium miasta. Dziś zabytkowa przędzalnia Scheiblera i budynki jej towarzyszące tworzą osiedle, w którym możemy zamieszkać. Do dyspozycji mamy „lofty u Scheiblera” lub jeśli jesteśmy w Łodzi tylko przejazdem klimatyczne apartamenty hotelowe Loft Aparts. Na terenie kompleksu znajduje się także część rekreacyjna z alejkami spacerowymi i malowniczym stawem. Budynki kompleksu magazynowego przy ulicy Fabrycznej również zostały zrewitalizowane, noszą teraz nazwę Textorial Park i mieszczą biura. Dwa budynki z zabudowy wzdłuż ulicy Tymienieckiego 3 obecnie noszą nazwę Art_Inkubator i pełnią rolę centrum kultury i przedsiębiorczości. Pozostałe budynki, wraz z secesyjną elektrownią, wchodzą w skład inwestycji Fuzja i w najbliższym czasie zostaną odnowione. Zabudowa wdłuż ulicy Kilińskiego wciąż oczekuje na lepszy czas.

W 2015 Księży Młyn został uznany pomnikiem historii.

Obiekty zaprezentowane na fotografiach i w filmie:

Przędzalnia bawełny przy Placu Zwycięstwa 1

Przędzalnia bawełny przy Tymienieckiego 25

Straż pożarna przy Tymienieckiego 30

Domy familijne przy Tymienieckiego i Przędzalnianej

Powierzchnie magazynowe przy Fabrycznej i Magazynowej, obecnie Textorial Park

„Nowa tkalnia” przy Kilińskiego 187

Bielnik, tkalnia i wykańczalnia przy Tymienieckiego 3, obecnie Art Inkubator

Elektrownia przy Tymienieckiego 3, obecnie Fuzja Łódź

Realizacja zdjęć i filmu: Marta Ostrowska, Rafał Tomczyk

Muzyka w filmie: Mateusz Stryjek | Primo Ultimo

Home, Rozważania

Niezmienna bylejakość zmian

21/10/2019

Parę lat temu bardzo cieszyliśmy się na wiadomość, że miasto sprzedało działkę pod planowany hotel Puro i jednocześnie zobowiązało nabywcę terenu by w ramach inwestycji przed budynkiem stworzył plac. Wszyscy dobrze wiemy jak fatalnie latami wyglądał ten narożnik i wszyscy bardzo liczyliśmy tutaj na jakiś postęp. Poza tym tuż obok Pałacu Poznańskich i Muzeum Historii Miasta Łodzi od dawna widać było potrzebę stworzenia miejsca, w którym będzie można na chwilę przysiąść, popatrzeć na elewację zabytku, powspominać zwiedzanie wnętrz lub obgadać wystawę. Kolejne potrzeby przyszły wraz z wybudowaniem biurowca Ogrodowa Office, który wygenerował tu większy ruch a przecież nawet mały placyk fajnie pomaga ten ruch na chwilę „przejmować” – przydaje się pracownikom biur by na chwilę wyjść w trakcie przerwy czy gościom biurowca, którzy zwyczajnie chcą poczekać na tramwaj. Bardzo się cieszyliśmy, że doceniono wartość takiej miejskiej „przystani”, myśleliśmy, że to jest dobry znak i zaczyna się przemycać rozwiązania, które dają nam nową jakość przestrzeni. Było to wszystko oczywiście dość tajemnicze ale rokowało naprawdę dobrą współpracę na linii miasto – inwestor prywatny i liczyliśmy, że może w tym miejscu powstać naprawdę ciekawa przestrzeń. Cieszyliśmy się. Do czasu kiedy plac okazał się jedynie nową nawierzchnią, nie zapraszającą do siadania i miłego spędzania czasu. Wyglądał zupełnie jak… do niczego, i jedyne co mu wróżyliśmy to szybkie zaatakowanie go przez samochody.

Czas mijał, w upalne dni plac świecił pustkami. Nic w tym dziwnego ponieważ ze względu na brak wysokich drzew, mogących dawać jakikolwiek cień, siedzenie tutaj groziło poparzeniem lub udarem słonecznym. Robiło się coraz chłodniej, plac nadal nie cieszył się jakimś wielkim powodzeniem ale powoli widać było więcej osób siedzących na ławkach. Niestety, taki stan rzeczy oczywiście nie mógł trwać długo ponieważ zaczęto tolerować tu parkowanie samochodów… Otóż nieszczęśliwie w Polsce panuje taki paskudny zwyczaj, że gdy tylko istnieje jakaś pusta przestrzeń, np. pusta przestrzeń placu stworzona dla pieszych, to ta pusta przestrzeń nie zostaje długo do dyspozycji pieszych tylko jest zabierana pieszym. Plac przed hotelem Puro ma sporą ilość pustej przestrzeni dlatego, że pełni częściowo rolę miejsca dojazdu na parking podziemny oraz, w razie konieczności, drogi przeciwpożarowej dla samego hotelu. Niemniej jednak można było tę przestrzeń rozplanować dużo lepiej, tak, aby pustka „nie prosiła się” w przyszłości o jej odebranie. Nie minęło pół roku kiedy plac o funkcji rekreacyjnej zamienił się w parking z możliwością siadania na ławce. Czy to brak konsekwencji i samowolna zmiana decyzji czy też może od początku taki był plan a łodzian oszukano?

Kolejny bylejaki plac dla łodzian
Samochody zaparkowane są jak chcą i gdzie chcą

Na etapie projektowania popełniono tu chyba wszystkie możliwe błędy. Wykonano pustą i nieatrakcyjną płytę oraz ustawiono kilka ławek. Posadzono śladową ilość traw ozdobnych i trzy maleńkie drzewka. Umieszczono słupki w sposób nieuchraniający pieszych przed wjazdem samochodów. Zamiast przyjemnej „przystani”, przy której z przyjemnością spotkamy się ze znajomymi tuż przed pójściem na wystawę czy do klubu nabyliśmy kolejne dysfunkcyjne miejsce, w którym:

 – Ludzie spacerują i jeżdżą samochody, co jest niebezpieczne;  

 – Ludzie jeżdżą samochodami i spacerują tu ludzie, co jest niebezpieczne;

 – Spędzanie czasu jest nieprzyjemne ponieważ jeżdżące tu samochody wywołują w pieszych niepokój. W efekcie zamiast musieć obawiać się o swój komfort i swoje bezpieczeństwo piesi wolą nie spacerować po placu oraz nie przechodzić przez środek placu;

 – Siedzenie na ławce obok zaparkowanych samochodów nie jest przyjemne ponieważ piesi korzystają z miejskich „przystani” po to, by odpocząć od samochodów a nie z nimi obcować. Dlatego plac, w którym mamy bliski kontakt z jadącymi lub stojącymi samochodami jest placem nie spełniającym swojej funkcji rekreacyjnej;

 – Płyta placu jest coraz bardziej zniszczona, ponieważ jeżdżą po niej samochody. Już po kilku miesiącach od zakończenia inwestycji płyta nadaje się do wyczyszczenia;

– Słupki ulokowano niezwykle gęsto, jednocześnie w taki sposób, że zabezpieczają plac przed samochodami jedynie z dwóch stron a gdyby były ulokowane w szerszych odstępach wystarczyłoby ich na zabezpieczenie placu z każdej strony.

W takim razie po co stworzony został plac z ławkami skoro nie jest fajnie na tych ławkach siedzieć? A jeśli plac miał służyć do parkowania to po co znalazły się tu ławki a nawierzchnią są płyty granitowe? To dla kogo w ogóle powstał plac przed Puro? Kiedy płyta zostanie wyczyszczona z plam? Te pytania pozostaną bez odpowiedzi ale ewidentnie coś się tu nie udało, do takiej sytuacji nie powinno już w obecnych czasach dochodzić. Natomiast skoro już do niej doszło to w fajnym, normalnym świecie ktoś powinien na straży takich spraw stać. Skoro plac został sprzedany pod jakimiś warunkami instytucje miejskie powinny kontrolować sytuację i odpowiednio zareagować. Niestety mijają kolejne tygodnie dzikich zachowań, dalej pozwala się na zawłaszczanie przestrzeni pieszym, konfrontując ze sobą wszystkich użytkowników przestrzeni aby ich ze sobą skonfliktować, i aby wzajemnie stanowili dla siebie zagrożenie. Kiedy ktoś zareaguje? Za rok? Dwa? Nigdy? Może to od początku był taki niecny plan by władować w jedno miejsce biegające dzieci razem z jeżdżącymi po placu autami? W takim razie skoro tak totalnie mamy gdzieś porządek, komfort i bezpieczeństwo to po co w ogóle umieszczono tu słupki? Już można je było sobie darować, szybciej byśmy się wszyscy wykończyli.

Mieliśmy mieć do dyspozycji przyjemny plac, wyszło jak zwykle. I kolejny raz mamy wrażenie, że łodzianie są pozostawieni samym sobie. Ławka jest, możesz sobie usiąść, a że jest nieprzyjemnie to trudno. Słupków brak więc możesz wjechać a że dziecko wybiegnie ci nagle przed maskę samochodu to trudno. Podarowano nam kolejną przestrzeń generującą dodatkowe konflikty. Co zrobili łodzianie źle, że podarowano im za karę taki plac?

Plac czy jednak parking?

Jako wisienkę na torcie tej całej komedii dodamy, że hotel Puro ustawił tu tabliczkę z zakazem parkowania, który dotyczy chyba tylko niektórych skoro jednak jakieś samochody za tabliczką parkują. Czyli podsumowując: mamy przestrzeń dla wszystkich (co oznacza w praktyce przestrzeń dla nikogo), mieszającą ze sobą różnych użytkowników przestrzeni, narażającą ich na niebezpieczeństwo; mamy też prywatny hotel rozporządzający przestrzenią o wymogach określonych przez miasto, oraz brak kontroli miasta nad swoją własną działką.

Zakaz parkowania na placu, na którym parkują samochody

Powstała nam więc kolejna przestrzeń, która sama nie wie czym ma być. Trochę placem dla mieszkańców, trochę parkingiem na granicie a trochę drogą pożarową i dojazdem do hotelu. Dodatkowym absurdem jest to, że choć inwestor czyli hotel Puro zobowiązany był do zagospodarowania terenu przed hotelem to teren ten nadal należy do miasta, tak więc niewiadomo kto faktycznie poczuwa się do niego jako właściciel. Z jednej strony hotel umieszcza tabliczki zakazujące parkowania osobom nie będacym jego gośćmi a z drugiej strony Straż Miejska nie postrzega tego terenu jako miejski i nie panuje nad tą sytuacją. To wszystko sprawia, że zamiast fajnego miejsca mamy kolejne „byleco” i „byle by było”, kolejny „niby plac”. Niestety, konsekwencje za bałagan „wyżej” ponoszą ci „najniżsi” czyli mieszkańcy, którzy muszą albo korzystać z niedopasowanej do nich przestrzeni albo zrezygnować z korzystania z niej. Przykro to stwierdzać ale to wygląda tak, jakby wcale nie chciano nam pomóc w codziennym funkcjonowaniu, a wręcz odwrotnie – jakby chciano nam szkodzić, i nikt „tam wyżej” nie pomyśli, że dla nas taka przestrzeń to nie jest jedynie nieudana inwestycja tylko odebranie nam pewnej szansy na fajne miejsce, na progres miejsca. Taka nieudana inwestycja to swego rodzaju ułomność fragmentu miasta, z którą mieszkańcy muszą się na co dzień zmagać. Mamy przestrzeń wyremontowaną, nową, ale zupełnie bez lepszej jakości. I pomyśleć, że taką bylejakość serwuje się w okolicy najważniejszej, tuż przy najważniejszych zabytkach Łodzi – Pałacu Poznańskich oraz dawnym kompleksie fabrycznym Izraela Poznańskiego. Ot, kolejna zmiana, totalnie bez progresu, kolejna zmiana bez zmiany na lepsze, kto by się tym przejmował?

Tekst i zdjęcia: Marta Ostrowska i Rafał Tomczyk

Dzieje się

Łódź Kaliska popkulturą zabiła własną sztukę dla pieniędzy

01/10/2019

Grupa artystyczna Łódź Kaliska działa od 1979 roku, w jej skład obecnie wchodzą: Marek Janiak, Andrzej Kwietniewski, Adam Rzepecki, Andrzej Wielogórski, Andrzej Świetlik, Sławek Bit i Zofia Łuczko. Powstawała jako formacja neoawangardowa ale w latach 80. zmieniła swój program na dadaistyczno – surrealistyczny, organizowała prowokacyjne happeningi i akcje anarchistyczne, stała się również częścią tzw. „Kultury Zrzuty”, później „Kultury Żenującej”. Pod koniec lat 80. zmieniła nazwę na Muzeum Łodzi Kaliskiej (lub Łódź Kaliska Muzeum) i zajęła się głównie fotografią inscenizowaną oraz tworzeniem krótkich filmów w stylistyce pastiszu. W tym roku grupa obchodzi jubileusz 40-lecia działania, z tej okazji zorganizowała dla swoich sympatyków (i nie tylko) Festiwal Łodzi Kaliskiej, którego program składał się z wystaw prac, sympozjum artystycznego oraz prezentacji filmów autorstwa grupy. Poniżej zdajemy Wam krótką relację z dwóch wybranych wystaw: „New Pop” oraz „Instrukcja zabijania sztuki w hołdzie Andy Warholowi dla pieniędzy”.

W latach 90. Łódź Kaliska mocno zafascynowana popkulturą wyznaczyła sobie strategię o nazwie „New Pop” i analogicznie do Pop art’u czerpała pomysły z polskich reklam tworząc sztukę z polskiej kultury masowej. Podczas jubileuszu postanowiła o swojej strategii przypomnieć prezentując wystawę o tym samym tytule, pełną prawdziwych smaczków charakterystycznych dla naszej narodowości. Kolorowe i maksymalistyczne okładki magazynów, kultowe lody włoskie, coca cola czy konkursy piękności – to tylko niektóre z kultowych spraw zaprezentowanych na wystawie, które złożyły się na polską kulturę masową lat 90. i przesycały świat reklamy. Pracom towarzyszył „Manifest unieważniający” z 2000 roku, będący swego rodzaju porozumieniem pomiędzy Sztuką Wysoką a reklamą.

Pop art w polskim wydaniu obecny jest również w jubileuszowej wersji wystawy „Instrukcja zabijania sztuki w hołdzie Andy Warholowi dla pieniędzy”, tym razem jednak w postaci drobnych elementów na tle czarno-białych inscenizowanych fotografii, zrealizowanych przez Łódź Kaliską w latach 90. Dawne obrazy wzbogacone zostały o motywy produktów polskiego konsumpcjonizmu, takie jak kultowy pasztet Mazowiecki czy majonez Kielecki, na kompozycje naniesione zostały również napisy wprowadzające dodatkowe wyjaśnienia do ukazanych scen. Poprzez dodanie wspomnianych elementów sprowadzono swoje własne dzieła jedynie do tła dla prostych przekazów, odbierając im wcześniejszą powagę i kpiąc przy tym z patriotycznych treści w polskiej kulturze. Pracom towarzyszył manifest artystów o tytule „Oda do naroda”.

Przypominając o „New Pop” Łódź Kaliska prezentuje największe dobra polskiego kapitalizmu w postaci sztuki, sztukę przy tym zamienia w reklamę a reklamę w sztukę – granice pomiędzy nimi zacierają się tak, że sami już nie wiemy co jest tu ważniejsze a co jest tylko dopełnieniem, co jest poważne a co jest śmieszne. Następnie w „Instrukcji…” podaje nam gotowy sposób jak przy pomocy polskiego pop artu zabić własną sztukę chociaż pod słowem „zabić” kryje się nie tylko destrukcja dotychczasowej postaci tejże sztuki ale również odpowiednie zmodyfikowanie jej do roli towaru w taki sposób, by stała się bardziej powszechna, popularna, wszechobecna, a co za tym idzie, aby przyniosła twórcom więcej pieniędzy. Obydwie wystawy zdają się być z pozoru sobie przeciwstawne bo pierwsza podaje nam przepis na stworzenie sztuki a druga na jej zabicie, ale finalnie i tak zdajemy sobie sprawę, że obydwie rzeczywistości są wyrazem poszukiwania drogi do uprawiania sztuki dającej jak najwięcej korzyści materialnych. W takim razie czy jedynym sposobem na zarabianie na sztuce jest wyraźne czerpanie z popkultury? Czy artysta ma szansę zarobić na swojej sztuce tylko masowo ją produkując? Ale czy sztuka produkowana masowo nadal jest sztuką? Pytania wiecznie żywe, prawda? Pytania wiecznie zadawane przez odbiorców sztuki ożywają również teraz, dzięki Łodzi Kaliskiej, przy okazji jej jubileuszu.

Oferta na oglądanie wystawy „New Pop” wygasa 12 października a na wystawę „Instrukcja zabijania sztuki w hołdzie Andy Warholowi dla pieniędzy” 6 października, także śpieszcie się! Pierwszą zobaczycie w Galerii FF Łódzkiego Domu Kultury, drugą w Galerii Wschodniej przy ul. Wschodniej 29. A Łodzi Kaliskiej gratulujemy 40 lat działalności i życzymy kolejnych 40 lat sukcesów!

Tekst i zdjęcia: Marta Ostrowska

Rozważania

Pielęgnacja / Dewastacja

26/09/2019

Jest poranek 20 września, w Łodzi trwa Młodzieżowy Strajk Klimatyczny. W tym samym czasie, przy Sienkiewicza 28, za zgodą Zarządu Zieleni Miejskiej, na wniosek organizatorów Light Move Festival, pewna firma przycina korony dwóch starych drzew. Miejska instytucja, której obowiązkiem jest dbać o miejską zieleń na prośbę festiwalu sponsorowanego przez magistrat niszczy miejską zieleń. To nie film, to łódzka rzeczywistość.

Drzewa z przyciętymi koronami

Z pięknych starych głogów odmiany ‚Paul’s Scarlet’ pozostały badyle. ZZM twierdzi, że wykonawcy zlecono dokonanie pielęgnacji drzew ale nie wykonał tego poprawnie. LMF zaś, że w trosce o bezpieczeństwo gości festiwalu wystosował prośbę o sprawdzenie czy drzewa wymagają działań pielęgnacyjnych, nie zaznaczył które konkretnie. Oczywiście wszyscy wiemy co oznacza „pielęgnacja drzew” w praktyce – przycinkę lub wycinkę.

Ciężko powiedzieć dlaczego drzewa przy Sienkiewicza miały być niebezpieczne dla gości. Sprawdziliśmy mapę tegorocznej edycji LMF i na południowej ścianie dawnej willi Moryca Frankla odbędzie się mapping o nazwie „Fabula”, który jak czytamy na stronie festiwalu „zamieni łódzkie śródmieście w odgległą krainę marzeń. Na moment przeniesiemy się w magiczną przestrzeń przypominającą baśniowe ilustracje i zaczarowany sen.” Super, dziękujemy w takim razie za krainę marzeń z okaleczonymi drzewami w tle, o takim świecie zawsze marzyliśmy!

Drzewa z przyciętymi koronami, po prawej widoczne drzewo bez przyciętej korony, dla porównania (tak wyglądały tu wszystkie drzewa)

W takim razie drzewa albo przeszkadzały w oglądaniu mappingu i postanowiono przyciąć ich korony albo uznano, że gałęzie nagle spadną na gości i zrobią im krzywdę. Mhm. Zawsze myśleliśmy, że mappingi lokalizuje się tam, gdzie jest do nich dostęp a nie, że na życzenie tworzymy dostęp do mappingu usuwając z okolicy zbędne elementy. Może Łódź bierze przykład z Katowic, gdzie Ministerstwo Obrony Narodowej zażądało, by na czas defilady władze miasta wycięły drzewa, krzewy i kwiaty, które mogłyby zakłócić estetykę wydarzenia. Jeśli natomiast drzewa przycięto bo zagrażały oglądającym mapping to czy nie popadamy w absurd dążący do przycięcia wszystkich drzew bo wszystkie są dla nas potencjalnym zagrożeniem?

Skoro ZZM zgadza się na przycięcie drzew coś tu jest nie tak jeśli chodzi o miejskie priorytety. Wygląda na to, że trzydniowy festiwal oferujący pokazy świetlne, mappingi oraz instalacje jest ważniejszy niż drzewa, które mają przez cały rok pozytywny wpływ na zdrowie i komfort życia mieszkańców. Czyżby przestrzeń miejska, z której korzystamy codziennie stanowiła dla festiwalu i instytucji miejskich jedynie planszę dla ich gry? Drzewa o szerszych koronach nie pasują do ich makiety miasta?

Dodatkowo załamujące są konsekwencje tej paskudnej sytuacji. Ani ze strony LMF ani ZZM nie ma żadnych przeprosin. Z mediów dowiadujemy się jedynie, że miasto wystąpi o odszkodowanie do wykonawcy. A co z tego odszkodowania będą mieć mieszkańcy? Kto zrekompensuje nam wyrządzoną NAM krzywdę? Nie bójmy się nazywać rzeczy po imieniu – niszczenie każdego drzewa w mieście to działanie na naszą szkodę

Ta sytuacja jest wyjątkowo smutna bo związany jest z nią znany festiwal ale takie traktowanie drzew nie jest rzeczą rzadko spotykaną. Zarząd Zieleni Miejskiej wydaje zgodę na wiele tego typu przycinek, ale nie może być na to naszej zgody. Takie rzeczy dzieją się w okolicy każdego z nas. Nie bądźmy wobec tego bierni, pytajmy tych, którzy przycinają i wycinają dlaczego i dla kogo to robią, zgłaszajmy to, nagłaśniajmy. Nie dawajmy naszego przyzwolenia na odbieranie nam gałęzi, korony czy drzewa. Zacznijmy od dzisiaj, i od teraz – jeśli zgadzasz się z nami i też chcesz wyrazić swój sprzeciw wobec lekkomyślnego traktowania zieleni – udostępnij ten wpis na swoim profilu społecznościowym. A jeśli jesteś na Facebooku dołącz do grupy SPOŁECZNI OPIEKUNOWIE DRZEW – ŁÓDŹ i powalcz o nasze drzewa, bo jak widać nikt za nas tego nie zrobi.

Opowieści

Miasto Las Kolumna – letnisko Łodzi

02/09/2019

Około 30 kilometrów od Łodzi jest miejsce, do którego jeszcze 50 lat temu przeciętny Łodzianin wybierał się na wakacje. Miejsce niezwykle malownicze, położone wśród lasów sosnowych, z dwiema czystymi rzekami i kilkoma stawami. To niedoszłe miasto ogród i dawny wypoczynkowy kurort z plażami, kortami tenisowymi, restauracjami, dansingami, kawiarniami oraz słynnymi na całą Polskę drewnianymi domami wypoczynkowymi i pensjonatami, budowanymi w szwajcarskim stylu. To miejsce, które nas w sobie totalnie rozkochało, do którego wracamy odpocząć od zgiełku miasta. To miejsce to Kolumna, zwana przed wojną Miastem Las Kolumna.

Nazwa Kolumna po raz pierwszy pojawiła się w źródłach w XVII w., gdzie wspomina się o osadzie młyńskiej, i prawdopodobnie pochodzi od Samuela Nadolskiego, właściciela Łasku w latach 1635-1661, który w swoim herbie miał kolumnę. Od końca XIX w. Kolumna wraz z dobrami łaskimi należała do rodziny Szweycerów, którzy mieszkali w pobliskiej wsi Ostrów. Janusz Szweycer wydzielił ze swoich dóbr ziemskich kilkaset hektarów i przeznaczył je pod budowę miejscowości letniskowej, ktorej nadano nazwę Las-Kolumna. Architekt Antoni Jawornicki wykonał specjalny plan parcelacji ziem, na wzór miast-ogrodów Ebenzera Howarda. Rozparcelowano tereny leśne, wytyczono rynek, place pod szkołę, kościół, pocztę, i przystanek kolejowy. Powstały pensjonaty i domy letniskowe, powstałe letnisko nazwano Miasto-Las-Kolumna.

Dworzec kolejowy w Kolumnie
Historia Kolumny w pigułce

Funkcjonowała tu rozlewnia wód mineralnych, a woda eksportowana była do Niemiec w dębowych beczkach. Powstało kilka ścieżek zdrowia, kino oraz przyrzeczny basen. Aż do lat 80-tych sprawnie działały tu ośrodki kolonijne a rodziny korzystając z funduszu pracowniczego, wybierali na wakacje Kolumnę. Niektórzy przyjeżdżali tu również na weekendy, konnymi bryczkami lub pociągiem.

W okresie międzywojennym działki odsprzedawano fabrykantom, przemysłowcom, kupcom, urzędnikom i inteligencji, głównie pochodzącej z Łodzi. Co ciekawe, kupujących obowiązywał zakaz wycinania więcej niż 1/3 drzewostanu. Lata swojej świetności Kolumna przeżywała tuż przed II wojną światową, zwano ją wtedy „Małą Palestyną” ponieważ większość mieszkańców i turystów była pochodzenia żydowskiego. Zbudowano tu nawet synagogę.

Drugi rozkwit Kolumny nastąpił po wojnie ale dobre czasy skończyły się w połowie lat 70-tych gdy przyłączono ją do Łasku, przez co stała się tylko zwykłą dzielnicą większego od siebie miasta. Od tego momentu już nie dbano o nią jak kiedyś i zatracano jej potencjał turystyczny. Sprzedano działki położone przy rzekach, wycinano coraz więcej drzew, wyburzono kultowe obiekty a największy staw sprzedano i ogrodzono betonowym płotem. Pensjonaty z czasem stawały się zwykłymi domami komunalnymi, które nieremontowane powoli się rozpadają.

Dom przy Placu Szarych Szeregów 4
Dom przy ulicy Piotrkowskiej 11
Wille przy ulicy Kolonijnej
Willa przy Komuny Paryskiej

Zakochaliśmy się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia. Piękne, stare budynki, w połączeniu z drzewami tworzą wręcz pocztówkowe widoki. Do tego zapach natury, najintensywniejszy w lasach ale mocno wyczuwalny nawet pomiędzy uliczkami. I jeszcze to uporządkowanie przestrzeni… nic dziwnego, że da się ją odczuć ponieważ Janusz Szwejcer (założyciel Kolumny) zainspirowany osiągnięciami angielskiej urbanistyki życzył sobie by wszystkie parcele i aleje zostały tu odpowiednio wytyczone a pierwsze tereny leśne rozparcelował nawet łaski geometra inżynier Tadeusz Radzik. Już kiedy po raz pierwszy spacerowaliśmy po Kolumnie czuliśmy harmonię przestrzenną, a niewiele wtedy o tym miejscu wiedzieliśmy i dopiero po przeczytaniu nieco historii zrozumieliśmy skąd wziął się tutaj ten rzadko spotykany w małych polskich miasteczkach ład. Te wszystkie obrazy, zapachy i trafne rozwiązania planistyczne składają się na jedyne w swoim rodzaju wrażenia, do których odkrywania zapraszamy również i Was.

Ulica Piotrkowska w Kolumnie
Dom przy ulicy Sosnowej

Jeśli dalej potencjał Kolumny nie będzie odpowiednio szanowany zniknie jej niepowtarzalny charakter. Dlatego koniecznie musicie zobaczyć to miejsce, zrozumieć jak smutno byłoby je stracić. Zapraszamy do odwiedzania Kolumny i do opowiadania o niej innym. Każdy z nas może przyczynić się do tego, aby nie tylko pamiętano o świetności dawnego letniska Łodzi, ale też by z powrotem nim było. Zapraszamy również na stronę Zielona Kolumna, prowadzoną przez Stowarzyszenie Zielona Kolumna, które zajmuje się ratowaniem pierwotnego charakteru Miasta Ogrodu „Las Kolumna”, rozwijaniem go i aktywowaniem lokalnej społeczności. A na końcu tego wpisu  zachęcamy do przeczytania jednego z wierszy o Kolumnie, autorstwa Ryszarda Wasilewskiego.

Ryszard Wasilewski

„Ulice Kolumny”

Zostały gdzieś miejsca nostalgii niewarte,

Gdzie nie ma już nawet pylistego cienia,

Bo ktoś się odsunął na zasięg kamienia

I rany wracają bliznami nie starte.

.

A drogi Kolumny – tu moje korzenie –

Chowają wciąż dla mnie imiona i treści

Odsłonią, gdy jestem, co pamięć nie zmieści

I radość podniosą – wygładzając cienie.

.

W igliwiu i liściach czasem ktoś się wzbrania,

Lecz życie wciąż tęskni i tętni i płynie.

Radosne anioły tu są od zarania

.

I tkwią w nas jak kwiaty rozsiane w dolinie –

Nie po to, by zamknąć je w smutki i łkania. –

Miłości nam danej nie trwońmy, bo zginie.