Tag: tajemnica

Fotografia

Łódzki industrial na fotografiach Davida Lyncha

26/07/2017
David Lynch Lodz (3)

David Lynch jest moim ulubionym reżyserem. Jego filmy się nie tylko ogląda, jego filmy się czuje. Mocno ubolewam i ubolewać będę, że nie doszło do realizacji jego planów względem centrum filmowego natomiast bardzo cieszy mnie świadomość, że mój ulubiony reżyser doceniał uroki Łodzi, ba, czuję się zaszczycona wręcz, że łódzkie fascynacje mojego ulubionego reżysera są bardzo podobne do moich.

Jak zapewne wiecie niektóre sceny do filmu „Inland Empire” powstały w Łodzi ale pewnie nie każdy z Was wie, że w Łodzi Lynch również fotografował. Prace, które powstały w naszym mieście znalazły się w 2014 roku na wystawie w Londynie i przedstawiały… łódzkie fabryki.

Industrial i nagie kobiety – to największe pasje fotograficzne Lyncha a w poprzemysłowej architekturze najbardziej interesuje go proces rozkładu i przemijanie. Podczas jednej z wizyt w Łodzi miał on okazję zobaczyć niektóre łódzkie przestrzenie pofabryczne. Powstały wtedy ciemne, enigmatyczne i mistyczne fotografie naszego industrialu.

Wykonane przez Lyncha zdjęcia zostały opublikowane w albumie Petry Giloy-Hirtz, zatytułowanym „David Lynch: The Factory Photographs”, kilka zdjęć z tego albumu prezentuję poniżej. Zobaczcie jak wyglądała Łódź jego okiem.

Źródło zdjęcia: David Lynch: The Factory Photographs, autor: David Lynch

 

Fotografia

„Halucynacja” Zeng Ge | Fotofestiwal 2017

26/06/2017

Halucynacje to fałszywe doznania, fałszywe spostrzeżenia zmysłowe, pojawiające się bez wystąpienia zewnętrznego bodźca i niebędące zarazem zniekształceniem istniejących bodźców zewnętrznych. Od kilku lat interesuję się psychologią i psychiatrią, zapewne dlatego podczas tegorocznej edycji Fotofestiwalu szczególnie zaintrygowała mnie wystawa poruszająca właśnie temat spostrzegania.

„Halucynacja” to seria zdjęć wykonanych w latach 2012-2016, autorstwa Zeng Ge – fotografa i artystę sztuk wizualnych, mieszkającego w Kantonie w Chinach. Tak o projekcie mówi autor: „W świecie, w którym żyję, odnalazłem inny, znany tylko mnie i należący do mnie. To było surowe, spontaniczne doświadczenie. Stojąc w najwyższym punkcie miasta czy kryjąc się w trzęsącym wagonie, codziennie tworzyłem fotograficzny pamiętnik. Wydaje nam się, że bardzo dobrze znamy świat. Bogactwo znaczeń często kryje się pod pozorami. Gdy stykamy się z „prawdziwym” światem, wydaje się dziwny. Byłem niezwykle podekscytowany, zanurzając się w głębinach iluzji i rzeczywistości. Sen zbliżył się do życia. Rzeczy idealne łatwo nam się wymykają, jedynie obraz ma szansę zatrzymać „tu i teraz”. Jak układ wreszcie scalony, wirując ukazał się przed moimi oczami, abym mógł go zarejestrować. Wizje były czarujące i otwierały mi drzwi do innego świata, więc stawałem się stopniowo coraz bardziej zachłanny, by wreszcie zatracić się w iluzji, którą sam stworzyłem.”

Fotografie prezentowane na wystawie utrzymane były w czerni i bieli ale taka tonacja kolorystyczna zupełnie nie przeszkodziła autorowi w zaciekawieniu odbiorcy i poruszeniu jego zmysłów. Intrygujące kadry, z tajemniczą aurą, przenosiły do innych światów, eterycznych, nienamacalnych i nie do końca prawdziwych. Każde zdjęcie opowiedziało inną historię i postawiło inne pytania, wszystkie razem natomiast stworzyły spójny, magiczny obraz trochę jak ze snów.

Zobaczcie poniżej kilka zdjęć z wystawy. Cała fotorelacja z tegorocznej edycji Fotofestiwalu u nas na facebooku, serdecznie zapraszamy.

– fot. Marta Ostrowska –

Fotografia

„Inne drogi poznania” Alexandra Lethbridge | Fotofestiwal 2017

Alexandra Lethbridge urodziła się w Hong Kongu, obecnie mieszka w Wielkiej Brytanii. Ukończyła Uniwersytet w Brighton i Winchester School of Art. Na tegorocznej edycji Fotofestiwalu zaprezentowała projekt Inne drogi poznania, w którym teatralna iluzoryczność magii i zwodzenia, zestawione są z mistyfikacją, oszustwem i podstępem.  Celem takiej wizualnej konfrontacji tych dwóch koncepcji było, po pierwsze, zbadanie jak nasz sposób postrzegania determinuje naszą interpretację i jaki nadaje tok naszemu rozumowaniu. oraz, po drugie, jak działa na nas wykorzystanie mylnych wskazówek, fałszywych akcentów i symbolicznych znaczeń.

Interpretację informacji łatwiej zrozumieć dzięki tzw „drogom poznania” czyli narzędziom, które wspomagają nas w naukowym prześledzeniu, w jaki sposób coś pojmujemy i jak zdobywamy wiedzę. Istnieje osiem takich dróg, a mianowicie: język, percepcja zmysłowa, emocje, rozum, wyobraźnia, wiara, intuicja oraz pamięć. Projekt Alexandry Lethbridge skupia się na percepcji wizualnej w przeciwieństwie do instynktownej. Fotografie koncentrują się na estetyce zamiast na rozumowaniu abstrakcyjnym, mimo to, ich interpretacja do oczywistych nie należy. Fotografka zastosowała kilka trików, zarówno w technice fotografii jak i w grafice, skłaniając widza do samodzielnej, indywidualnej oceny czy to, co widzi to fakt czy fikcja.

Zobaczcie kilka zdjęć z wystawy, całą fotorelację z Fotofestiwalu znajdziecie na naszym facebooku.

– fot. Marta Ostrowska –

 

 

Fotografia

Fotofestiwal 2017

22/06/2017

Dasz wiarę? Dasz się oszukać? Naprawdę wierzysz w to, co widzisz? Naprawdę wierzysz, że widzisz wszystko? Tegoroczna edycja Fotofestiwalu zaprezentowała rzeczywistość, w której nic nie jest oczywiste i jasne na pierwszy rzut oka. Pokazała nam też wszechświaty, w których łatwo się zgubić, jeśli choć na chwilę stracimy czujność oraz umożliwiła spotkanie z artystami, którzy naszą wyobraźnię wystawili na próbę.

Joan Fontcuberta, Augustin Rebetez, Noémie Goudal, Martin Kollar mówią: nie ufaj, wątp, pytaj, bądź wnikliwym i uważnym obserwatorem, nie wierz fotografii. Pod wspólnym hasłem: Dasz wiarę? / Can you imagine? pokazano cztery różne projekty. Wspólny dla nich był język, który mieszał fikcję z rzeczywistością – po to, aby podać w wątpliwość wiarygodność medium, opowiedzieć o niematerialnej rzeczywistości albo zwrócić uwagę na absurdy codzienności. Wspólnym był również gest artysty wobec widza – zaproszenie do wzięcia udziału w spektaklu. Za pomocą różnych strategii i estetyk artyści i kuratorzy postawili przed widzami wyzwanie i zmusili do uważnego przyjrzenia się pojedynczemu obrazowi oraz kontekstowi, w jakim został umieszczony.

Ta edycja Fotofestiwalu była chyba najtrudniejszą w odbiorze ale jednocześnie najbardziej intrygującą edycją. Gdy staram się analizować obrazy, które zobaczyłam to wiem, że nic tu nie było tak jasne jakby mogło się wydawać. Tematy wystaw oscylowały wokół nie-oczywistości, wyobraźni i wszechświatów, o których tak na prawdę nie mamy pojęcia a jeśli nawet je w jakiś sposób znamy to… tutaj może się okazać, że tylko nam się wydawało, że je znamy. Bardzo lubię takie sprawy, niewyjaśnione tak do końca, nie podane na tacy gotowe rozwiązania. Takie wystawy długo się wspomina, często do nich wraca. Można je interpretować bardzo indywidualnie i sięgnąć za ich pośrednictwem wgłąb samego siebie…

Kto nie odwiedził w tym roku Fotofestiwalu ten ma czego żałować. Poniżej nasza fotorelacja z otwarcia. Po więcej zapraszamy na nasz facebook.

fot. Marta Ostrowska

Miasto

Studzienka w morzu detali

25/11/2016
Pałac Juliusza Kindermanna 02

Wille należące do wielkich rodów fabrykanckich zawsze imponują bogactwem detali. Nie tylko Poznańscy i Scheiblerowie wzbudzają podziw dekoracją swoich wnętrz, również u Kindermannów możemy zobaczyć wysublimowanie, dbałość o małe elementy i chęć wyróżnienia się.

Prócz najbardziej znanej willi Kindermanów – willi Leopolda, która słynie z secesyjnego przepychu – poznać trzeba willę Juliusza Kindermanna, mieści ona bardzo dużo ciekawych elementów, które mogą nam wiele powiedzieć o swoich dawnych właścicielach. Jak zapewne wiecie na fasadzie budynku znajduje się wyjątkowa mozaika projektu wiedeńskiego malarza Hansa Aloisa Schrama, wykonana przez słynny wenecki warsztat Andrea Salvatiego, opowiadająca o handlu bawełną. W środku budynku tylko utwierdzamy się w przekonaniu, że rodzina Kindermannów bardzo upodobała sobie mozaiki.

Zaraz przy wejściu, na klatce schodowej willi przy Piotrkowskiej, naszym oczom ukazuje się piękna studzienka, dekorowana barwnymi kamieniami i drobnymi elementami mozaikowymi. Ród Kindermannów lubował się w studzienkach, znajdziemy je również tutaj na piętrze oraz w willi Adolfa Kindermanna. Ale ta jest wyjątkowa bo zdobiona w motywy morskie. Ryby, związane z żywiołem wody, sa symbolem narodzin, nieśmiertelności, chrztu ale też obfitości, mądrości i odrodzenia. Muszle kojarzone są z ponownymi narodzinami i ze szlachetnością pereł a wykorzystywane kiedyś przez pielgrzymów jako czarki do nabierania wody stały się też symbolem duchowej podróży.

Nie wiemy co było bezpośrednim powodem pojawienia się takich dekoracji na tej studzience ale z pewnością poznawanie takich kunsztownych drobiazgów umożliwia nam wszystkim swego rodzaju duchowe podróże: zarówno podróż w czasie do historii sztuki, do mody jaka niegdyś panowała w łódzkiej dekoracji wnętrz, jak i podróż po różnorodności doznań estetycznych, jakie serwuje nam nasze miasto. W tej willi jest jeszcze sporo istotnych elementów (kolumny, witraż, sklepienia), zapraszamy do ich poznania na nasz facebook :)

palac-juliusza-kindermanna-2palac-juliusza-kindermanna-4palac-juliusza-kindermanna-1palac-juliusza-kindermanna-3

fot. Marta Ostrowska

Art, Moda

Sodoma

22/11/2016

W kamienicy przy Piotrkowskiej, w klimatycznym lokalu z tajemniczą atmosferą powstała Sodoma – przestrzeń, w której kumulować się będą rozmaite kreatywne działania. Stworzyli ją ludzie pełni pasji i będzie przestrzenią do realizacji ich pomysłów.

Sodoma jest projektem tymczasowym, pojawi się i zniknie. Obecnie można tu kupić projekty lokalnych artystów m.in. ROWK, LIE SEX DIE, ODIO TEES, obejrzeć wystawę fotografii oraz malarstwa, wziąć udział w pokazie filmów, zobaczyć instalację audiowizualną od Odio-Pieczarkowski i przejrzeć jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny magazyn REALIA Aleksandry Talachy.

Podczas weekendu otwarcia zrobiliśmy zdjęcia Sodomy, zapraszamy do oglądania.

sodoma-7sodoma-4sodoma-5sodoma-6sodoma-2sodoma-1sodoma-3

fot. Marta Ostrowska

Miasto

Niepozorna kamienica z tradycją żydowską w tle

10/11/2016
Kamienica Meyera Łódź 04

Można by przypuszczać, że im okazalej z zewnątrz wygląda kamienica tym bardziej imponująca jest we wnętrzu. W Łodzi jednak tak domniemywać się nie powinno, bowiem często ciekawe skarby skrywają budynki o skromnej aparycji. Tak jest w przypadku tej kamienicy przy Piotrkowskiej, wygląda ona bardzo zwyczajnie, i choć pochwalić się może najsłynniejszą w mieście kuczką nigdy bym jej nie podejrzewała o takie cudeńka na klatce schodowej. Zachowały się tu ciekawe elementy dekoracji, choć niestety wiele z nich pokrytych jest warstwą okropnej olejnej farby to wrażenie niewątpliwie robią duże. Największym zaskoczeniem były dla mnie otwory na listy w drzwiach.

Kamienica, o której mowa należała kiedyś do Ludwika Meyera, później do Berka Grzywacza a jeszcze później do rodziny Chaskielów, która wybudowała w podwórzu (nieistniejący już) dom modlitewny. W tym właśnie budynku mieszkał wuj Juliana Tuwima, znany lekarz Izydor Krukowski. Mieściło się tu wiele ważnych punktów usługowych: kantor ekspedycyjno-transportowy Józefa Lwowa, pralnia bielizny Cieślaka, skład warszawskiej fabryki gorsetów „Francoise”, pracownia konfekcji męskiej Lissa i pierwszy łódzki zakład naprawczy sprzętów gospodarstwa domowego! W jednym z lokali mieszkalnych zachował się wyjątkowy przedpokój – z lustrem w ścianie i specjalnym parapetem na przybory, jestem nim zauroczona. Pikanterii temu miejscu dodaje fakt, że w podłodze jednego z lokali jest bardzo tajemniczy, sporych rozmiarów, schowek… który mógłby pomieścić nawet dwie osoby.

Fantastyczną sprawą są tego typu niespodzianki, jeszcze zapewne wiele takich przede mną i napewno jest to jeden z powodów, dla których tak cenię sobie moje miasto. Zapraszam do obejrzenia zdjęć z wnętrz tej kamienicy, zobaczycie na nich jak wygląda reprezentacyjna klatka schodowa (klatek jest tu więcej ale ta najbardziej zasługuje na uwagę), jeden z piecy z lokalu mieszkalnego oraz fragment imponującego dawnego przedpokoju.

kamienica-meyera-01 kamienica-meyera-02 kamienica-meyera-03kamienica-meyera-04 kamienica-meyera-05

fot. Marta Ostrowska

Miasto

Dom złudzeń pod Atlasami

23/08/2016
Kamienica Dom pod Atlasami 01

Ulica Narutowicza jest wyjątkowo elegancką ulicą, przy której znajdziemy budynki bardzo stylowe. Jednym z nich jest dobrze znany wszystkim „Dom pod Atlasami”, wykończony ostatecznie w roku 1924, według projektu Józefa Handzelewicza po tym jak nabyła go Pocztowa Kasa Oszczędności i przeznaczyła na swój łódzki oddział. Obecnie w kamienicy mieszczą się lokale mieszkalne i użytkowe.

Budynek pomimo tego, że ma prostą formę i oszczędny detal intryguje swoim neobarokowym charakterem i przykuwa uwagę główną dekoracją, umiejscowioną na parterze a mianowicie potężnymi podporami architektonicznymi. Podpory te przyjmują formy pięciu postaci – Atlasów, trzymających w dłoniach atrybuty symbolizujące różne dziedziny ludzkiej pracy. Ten mitologiczny motyw jest niezwykle ciekawy ale wyjątkowo nie na nim dziś chcemy się skupić. Zawsze gdy mijamy masywnych siłaczy spoglądamy na ich zmęczony wyraz twarzy a ich codzienny wysiłek i cierpliwość zawsze budzą nasz podziw. Ciekawe jest też, to, że stojąc obok nich zawsze ma się dziwne wrażenie, że gdy choć na chwilę zrobią sobie odpoczynek wszystkie wyższe piętra zawalą się na nas ;)

Odkąd zobaczyliśmy wnętrze budynku jeszcze jedna rzecz związana z tym Domem śni nam się po nocach ;) Kto tutaj miał okazję być ten wie, że klatka schodowa skrywa mega fajne lustra, które razem wywołują złudzenie optyczne i tworzą swego rodzaju niekończący się tunel. Takiego elementu jeszcze nigdzie w Łodzi nie widzieliśmy, zrobiliśmy więc dla Was trochę zdjęć ale żeby nie było tak banalnie trochę się tą iluzją pobawiliśmy. Żal byłoby tak fantastycznego efektu nie wykorzystać i tak jak lustra oszukują odwiedzających kamienicę tak my nieco oszukamy i Was :) Więcej zdjęć i bardziej standardowe ujęcia pojawią się na facebooku, zapraszamy!

Dom pod Atlasami 01 Dom pod Atlasami 02 Dom pod Atlasami 03Dom pod Atlasami 04 Dom pod Atlasami 05 Dom pod Atlasami 06 Dom pod Atlasami 07

– fot. Marta Ostrowska –

Miasto

Zapomniany pawilon

03/04/2016

Marność nad marnościami i wszystko marność, nieubłagany upływ czasu i inne przemyślenia na tle egzystencjalnym mogą pojawić się gdy spacerujemy po Łodzi. Ewidentnie jest coraz lepiej, nasze miasto budzi się ze snu ale jednocześnie tak wiele jest jeszcze do zrobienia. Gdy straszące zapomnieniem ruiny stoją gdzieś na uboczu, nie mijamy ich na co dzień lub znamy je ze słyszenia mamy do tego większy dystans i nie rozpaczamy zalewając się łzami. Natomiast gdy budynek zlokalizowany jest w miejscu ruchliwym, często uczęszczanym, bardzo widocznym i gdy mamy świadomość, że mijają go przejezdni z całego kraju odczucia stają się bardziej intensywne tyle, że oprócz smutku, melancholii czy zadumy czuje się złość i frustrację. Wyeksponowane bardzo dobrze, nieopodal nowiuśkiej Trasy W-Z, zapomniane pawilony, których nikt nie chce kupić, pogarszają swój stan drastycznie i nie dość, że straszą przejezdnych to służą za niezbyt bezpieczne miejsce zabaw dla dzieci i młodzieży z pobliskiego osiedla. Biorąc pod uwagę nasiloną aktywność marketingową władz miasta w sieci, mającą na celu poprawę wizerunku miasta, sytuacja ta wydaje się niemałym absurdem. ALE… Być może brak zabezpieczenia budynku jest celowy? W końcu w ten sposób można lepiej zaprezentować jego wnętrza – aktualnie zobaczyć je może każdy nawet z oddali, nawet jadąc tramwajem! Tym sposobem niwelujemy koszty i kłopoty związane z prezentacją budynku. Co więcej, być może ta intratna oferta sprzedaży z biegiem czasu stanie się bardziej atrakcyjna ponieważ wraz z niszczeniem nieruchomości obniży się jej cena? Pozostaje tylko oczekiwać na korzystniejszą wartość, w nadziei, że wśród porozbijanych szyb nie dojdzie do żadnej tragedii. Oczywiście, kto chętny do zakupu może oglądać nieruchomość 24/h.

Takie łódzkie absurdy ;) Tak tutaj jest i niestety większość z nas do tego chyba przywykła. Gór tym postem nie przeniesiemy, polityki miasta nie zmienimy ale pamiątkę po zapomnianym pawilonie będziemy mieć ;) 

Zapomniany pawilon 01 Zapomniany pawilon 02 Zapomniany pawilon 03

– fot. Marta Ostrowska –

Fotografia, Miasto

Z magicznym szkiełkiem przez Łódź

06/03/2016
Łódź fotografia kreatywna 03

Jeśli otaczająca rzeczywistość się nudzi trzeba sobie stworzyć inną, własną. Kilka ostatnich lat intensywnie poznawaliśmy Łódź i spełniliśmy swoje największe eksploracyjne marzenia dlatego próbujemy teraz czegoś, co pozwala nam odkryć Łódź od innej strony. Wędrujemy po mieście ze szkiełkiem, które niekoniecznie pokazuje rzeczywistość taką jaką jest ale taką jaką my sami sobie tworzymy :)

Magiczne szkiełko ma wielki potencjał i w zależności od ustawienia daje wiele możliwości ekspresji. Efekty eksperymentów są bardzo różne – czasem są to ładne rozmyte obrazy dobrze nam znanych scenerii a czasem mozaiki złożone jedynie z fragmentów obiektów. W każdym przypadku rezultaty kombinacji są ciekawe i co najważniejsze zaskakujące, fajnie tak raz na jakiś czas zrobić coś fotograficznie innego. Poniżej zobaczcie przykłady zastosowań szkiełka i kilka zdjęć, na niektórych można nawet Łodzi nie poznać ;)

A tajemnicze tytułowe szkiełko to nie jakiś super wypasiony drogocenny obiektyw czy filtr fotograficzny a zabawka nabyta drogą kupna w sklepie Pan tu nie stał :)

Ze szkiełkiem przez Łódź 01 Ze szkiełkiem przez Łódź 02 Ze szkiełkiem przez Łódź 03Ze szkiełkiem przez Łódź 04 Ze szkiełkiem przez Łódź 05 Ze szkiełkiem przez Łódź 06 Ze szkiełkiem przez Łódź 07

– fot. Marta Ostrowska –

Miasto

Smutny koniec lunaparku

24/01/2016

Powstał w latach 70-tych i był jednym z największych stacjonarnych lunaparków w Polsce. Pasjonat dobrej rozrywki miał tu do wyboru aż 38 atrakcji, takich jak np. kolejkę górską o wysokości 16 metrów, diabelski młyn Der Gigant oraz karuzele, samochodziki czy zamek duchów. Piszemy o nim już w czasie przeszłym ponieważ lunapark jest obecnie w trakcie rozbiórki – właścicielowi kończy się czas dzierżawy a już niedługo, z pomocą budżetu obywatelskiego miejsce to przekształcone zostanie w całkiem nowy park rozrywki – z wodnym placem zabaw, ścianką wspinaczkową i linarium.

Poza drobnymi inwestycjami tego lunaparku nie spotkało zbyt wiele modernizacji, ilekroć tu zaglądaliśmy wydawało nam się, że czas stanął tu w miejscu. Te same atrakcje zapisały się w pamięci na lata a kolejne wizyty tutaj tylko utwierdzały nas w przekonaniu, że znamy to miejsce jak własną kieszeń. Pewnie każdy z Was Łodzian miał okazję tu być choć jeden raz w życiu, pewnie nie jeden rodzic prawie zbankrutował zabierając tu swą pociechę i pewnie nie jedno dziecko rozpłakało się tu rzewnymi łzami gdy rodzic oznajmił, że nadszedł koniec zabawy i że na słodkiego łabądka wrócą kiedy indziej. Z pewnością ktoś z Was po raz pierwszy umówił się tu na randkę, z pewnością każdy z Was wrócił stąd z jakimś nowym wspomnieniem. To miejsce jest dla nas wszystkich w jakiś sposób ważne i jest się z nim trudno pożegnać.

Dziś nie ma tu żywej duszy a pokryte śniegiem sprzęty i urządzenia z dnia na dzień składane są w coraz mniejsze kawałki. Lunapark wygląda mrocznie i przygnębiająco w takiej pochmurnej, zamglonej scenerii. Zdecydowanie przez to jest jeszcze trudniej się z nim pożegnać.

W tym miejscu stare graty zamienią na nowe wypasione sprzęty i ponownie ma zabrzmieć tu radość. Jednak aby coś się zaczęło, coś skończyć się musi a historia tego lunaparku nieubłaganie i na pewno smutno się kończy. Z tego powodu, na pamiątkę przygotowaliśmy kilka nostalgicznych zdjęć naszego lunaparku, jeśli też nie był Ci on obojętny obejrzysz z sentymentem te zdjęcia.

Lunapark 01 Lunapark 02 Lunapark 03Lunapark 04 Lunapark 05 Lunapark 07Lunapark 08Lunapark 09

– fot. Marta Ostrowska, Rafał Tomczyk –

Miasto

Anioły i demony

03/01/2016
Anioły i demony Klatka schodowa Łódź 01

Przy ulicy Gdańskiej stoi narożna kamienica, której wnętrza skrywają piękne zdobienia. Według informacji jakie znaleźliśmy w archiwach państwowych kamienicę postawili Abram Geliebter i Jakub Joskowicz, według projektu Gustawa Landau-Gutentegera. Budynek powstawał przez kilka lat, najpierw wybudowano niewielką część od strony ulicy Gdańskiej a póżniej dłuższą część od strony al. 1 Maja. Na przestrzeni lat zmieniały się trendy i fascynacje, zmieniał się również styl samego architekta Landau-Gutentegera. Zapewne dlatego w tym budynku możemy teraz oglądać wnętrza o dwóch różnych charakterach. Przedsionek od strony Gdańskiej utrzymany jest w stylu neorenesansowym, ozdobiony pięknym bajecznym sufitem z motywami kwiatów, owoców, łabędzi i postaci ze skrzydłami. Soczyste owoce, świeże kwiaty i czuwający Aniołowie tworzą to wnętrze pozytywnym i przyjaznym. Natomiast drugi przedsionek, prowadzący do drugiej klatki schodowej, ma charakter ponury i mroczny. Wnętrze utrzymane jest w stylu secesyjnym, w ciemniejszych barwach, z motywami roślinnymi i geometrycznymi. Zarówno sufit jak i ściany zdobią precyzyjnie wykonane mozaiki. O ile pojawienie się we wnętrzach motywów, o których wspomnieliśmy możemy łatwo zinterpretować to jednego elementu rozszyfrować nie potrafimy. Przy suficie drugiego przedsionka znajduje się tajemnicza mozaika przedstawiająca postać, grającą na dwóch trąbkach, a u jej boków widać jeszcze dwie brodate postacie. Ta scenka przywodzi na myśl boga greckiego Dionizosa, który szczególnie upodobał sobie muzyczną rozrywkę i który otaczał się brodatymi satyrami ale może to być mylne skojarzenie. Dokładne zdjęcie tychże postaci znajdziecie u podróżnika i wielbiciela klatek schodowych – Klatkowca – pod tym adresem ;) koniecznie zajrzyjcie i dajcie znać co o tych postaciach myślicie :)

Więcej naszych fotografii z tego miejsca ukaże się na facebooku, opublikujemy tam zarówno zdjęcia obydwu przepięknych sufitów jak i klatek schodowych tego budynku.

Anioły i demony 01 Anioły i demony 02 Anioły i demony 03Anioły i demony 04Anioły i demony 05

– fot. Marta Ostrowska, Rafał Tomczyk –

Miasto

W dawnym Teatrze Scala

23/10/2015
W teatrze Scala Klatka schodowa Więckowskiego 03

Kontynuując cykl prezentujący wnętrza najbardziej magicznych klatek schodowych dziś zabierzemy Was w iście angielskie wnętrze ;)

Niepozorne drzwi wejściowe do budynku przy Więckowskiego przenoszą w zupełnie inny klimat. Już w eleganckim przedsionku ściany pokryte są ciemnobrązowym drewnem, co od razu przywodzi na myśl brytyjskie wnętrza. Stojąc tutaj przed oczami mamy mroczne, zadymione od cygar wnętrze pubu z XIX wieku, w którym elegancko ubrani ludzie delektują się muzyką tamtych lat. Ten klimat dodatkowo podkreśla oświetlenie, uwydatniające najważniejsze elementy takie jak kasetony, umieszczone na półkolistym suficie. Idąc dalej docieramy do równie eleganckiej (i odnowionej) klatki schodowej. I tu naszą uwagę zwracają nisze zwieńczone muszlami, które prawdopodobnie na początku XIX wieku wypełnione były rzeźbami. Tych już co prawda nie uświadczymy ale detale, które pozostały do dziś sprawiają, że można poczuć się tu jak na przełomie XIX i XX wieku.

Nie bylibyśmy sobą gdybyśmy nie zainteresowali się motywem muszli. W Grecji do dziś kojarzą się one romantycznie przywołując na myśl wynurzającą się z piany morskiej Afrodytę, w chrześcijaństwie zaś muszlę kojarzono z niepokalanym poczęciem Maryi, pielgrzymi wykorzystując muszle jako czarki do nabierania wody stworzyli z niej symbol duchowej podróży a w kulturze żydowskiej muszla symbolizowała nieśmiertelność duszy. Dwie ostatnie kwestie nabierają sensu gdy przeanalizujemy historię kamienicy. Sam budynek powstał w 1912 roku mieszcząc żydowski teatr „Scala”, być może muszla oznaczać miała duchową podróż jaką odbywa widz podczas spektakli teatralnych?

Na siedzibę teatru wykorzystywany był także sąsiedni budynek. Tuż po wojnie do wnętrz przeprowadziła się Szkoła Żydowska Icchaka Lejba Pereca i funkcjonowała w gmachu do 1965 roku. O jej historii przypomina umieszczona na elewacji pamiątkowa tablica „Adres ten jest miejscem na mapie pamięci rozrzuconych po świecie byłych uczniów szkoły”. W chwili obecnej kamienica jest siedzibą kilku podmiotów gospodarczych, które wynajmują pomieszczenia na siedziby swoich firm ale do dziś wnętrze klatki schodowej pobudza wyobraźnię.

W teatrze Scala 01 W teatrze Scala 02 W teatrze Scala 03 W teatrze Scala 04 W teatrze Scala 05

fot. Marta Ostrowska, Rafał Tomczyk

Miasto

Zapomniana klatka Heinzla

29/09/2015
Klatka schodowa pałacu Heinzla 03

Nie ulega wątpliwości, że pałac Juliusza Heinzla, przy ulicy Piotrkowskiej 104 jest jednym z ważniejszych obiektów pałacowych na terenie Łodzi. Wybudowany w 1880 roku pałac był pierwszą tego typu rezydencją przy głównej ulicy miasta, łączącą zarówno funkcje biurowe na parterze, reprezentacyjne na I pietrze i mieszkalne na poddaszu.

Mało osób jednak wie, że kiedyś najbliższe otoczenie pałacu wyglądało inaczej niż obecnie. Do okresu międzywojennego reprezentacyjny pałac z obu stron flankowany był podwójnymi jednopiętrowymi oficynami z bramami wjazdowymi (zobacz zdjęcie archiwalne tutaj). Było to z pewnością interesujące rozwiązanie, nieco odbiegające od pierzejowej zabudowy ulicy Piotrkowskiej, uwydatniające rangę budynku właściciela obiektu. Zmiany nastąpiły w latach wolnej Polski gdy bramy te zlikwidowano a przestrzeń po nich wypełniono zabudową, przez co zmienił się wygląd bocznych skrzydeł pałacu Heinzla. Jeden z budynków, które wtedy powstały, wykorzystywany jest obecnie na potrzeby Urzędu Miasta Łodzi a drugi mieści mieszkania oraz lokale użytkowe i to właśnie ten drugi bardziej przykuł naszą uwagę. Pod numerem 102A kryją się dwa style architektoniczne, które zobaczymy zaglądając na podwórze. Różnicę widać od razu – boki to neorenesansowe budynki z końca XIX wieku a środek, zgodnie z trendami lat międzywojennych, to uproszczona modernistyczna część budynku. Przebudowy, według projektu architekta Wiesława Lisowskiego, dokonał Roman Borkenhagen, który ulokował tu największy w tamtych czasach łódzki zakład dostarczający klisze do większości drukarni oraz wydawnictw łódzkich i pozałódzkich. To nie jedyna ciekawostka jaką skrywa wspomniany adres. W lewej oficynie znajdziemy drewnianą, oryginalną klatkę schodową, która pamięta czasy początków pałacu Heinzla. Jest fantastyczna! Kształtne balustrady, drewniane skrzypiące schody a do drzwi lokali prowadzą specjalne przedsionki, oddzielone od schodów szybami. Zapraszamy więc na małą wycieczkę krętymi schodami w górę i w dół ;)

W podwórku Piotrkowskiej 102A jest jeszcze coś ciekawego… prawdziwie zamkowa wieża ;) Jej zdjęcia tu nie pokażemy, celowo! Zapraszamy Was do osobistego sprawdzenia jak ta wieża wygląda a efekty publikujcie u nas na >facebooku< :)

Zapomniania klatka Heinzla 01 Zapomniana klatka Heinzla 02 Zapomniana klatka Heinzla 03 Zapomniana klatka Heinzla 04 Zapomniana klatka Heinzla 05

fot. Marta Ostrowska, Rafał Tomczyk

Film, Miasto

Kostiumowy raj

18/06/2015
Łódzkie Centrum Filmowe 01

Pewnie dobrze znane są Wam takie tytuły filmów jak „Ziemia obiecana”, „1920.Bitwa Warszawska”, „Czas honoru”, „Miasto 44″, „Wałęsa”, „Hiszpanka” czy „Ida”. To tylko niektóre z filmów, w których bohaterowie mają na sobie stroje z naszego Łódzkiego Centrum Filmowego, które według nas zasługuje na Waszą uwagę.

Nasze miasto ma na swoim koncie wiele filmowych sukcesów, może się również poszczycić największą w Polsce wypożyczalnią kostiumów filmowych. W zbiorach ŁCF znajduje się ponad 150 000 kostiumów cywilnych i mundurów oraz niemal 50 000 rekwizytów, to tutaj znajduje się także największy magazyn broni palnej w Polsce. Ponieważ interesują nas zarówno kostiumy jak i film, nie mogliśmy się nie wybrać do magazynu aby te zbiory zobaczyć, oczywiście poniżej prezentujemy Wam zdjęcia. Stroje wykonane z niezwykłą starannością, przedmioty nie z tej epoki, a wszystko w olbrzymich ilościach – to robi wrażenie! Co ciekawe, z biegiem lat zmienia się również sposób wykorzystania tychże zbiorów. Rekwizyty i kostiumy wypożyczane są nie tylko do produkcji filmów i reklam ale również dla klientów indywidualnych, agencji eventowych czy na potrzeby stylizowanych sesji fotograficznych.

Centrum Filmowe 01 Centrum Filmowe 02 Centrum Filmowe 03Centrum Filmowe 04Centrum Filmowe 05Centrum Filmowe 06Cntrum Filmowe 07Centrum Filmowe 08

fot. Marta Ostrowska, Rafał Tomczyk

 

Miasto

Duch Monopolis

30/05/2015
Monopolis 26

M_onopolis to nowa nazwa dawnych Zakładów Monopolu Wódczanego, później „Polmosu”, trzeciego co do wielkości kompleksu fabrycznego w Łodzi.  Przed autorem nowej nazwy postawiono bardzo trudne zadanie bowiem miała ona zarówno podkreślać charakter techniczny – kojarzący się z uprzemysłowieniem Łodzi w latach jej świetności – jak i artystyczny – kojarzący się z kreatywną stroną Łodzi. Efekt końcowy zawdzięczamy Januszowi Kaniewskiemu. Pierwsza część nazwy odnosi się oczywiście do łódzkiej siedziby Polmosu czyli monopolu, do niej dodano słowo „polis”, które oznacza formę państwa w starożytnej Grecji i tym sposobem można interpretować to miejsce trochę jako „miasto w mieście” .  O_drodzenie Monopolis następuje właśnie od momentu gdy dostało nową nazwę, nowy logotyp i gdy właściciel wytyczył cele co do nowego przeznaczenia kompleksu. Za symbol odrodzenia można uważać instalację świetlną Janusza Kaniewskiego, wiszącą na elewacji budynku, która rozświetlała się stopniowo, po jednej literze. Dopiero gdy rozbłysła każda z nich ukazała się pełna nowa nazwa kompleksu.

01 M 02 M2 03 M 04 O 05 O

N_owe życie, które dostaje to miejsce wraz z nowym właścicielem jakim jest firma Virako, ma być związane z kulturą i rozrywką. Klimatyczny teren z małymi uliczkami i zakamarkami, ceglane budynki, w których znajdują się wielkie hale mają wielki potencjał. O_dtworzenie historii przyświeca Virako w tworzeniu tego miejsca. „Myśląc o przyszłości, dbamy o przeszłość” – mówią, dlatego szukają informacji na temat Polmosu nawet w Sankt Peterbsurgu! Jeśli więc posiadasz jakiekolwiek pamiątki, wspomnienia dotyczące tego miejsca podziel się nimi. Niedługo wszyscy będą mieli okazję te pamiątki zobaczyć.

07 N 08 N09 N10 N11 O12 O

P_asja to coś, bez czego firma deweloperska Virako a pewno nie odnosiłaby takich sukcesów. Kierując się hasłem „tworzymy z pasją”  inwestuje w budowę powierzchni biurowych i wynajmuje je. Te działania nie pozostają nie doceniane, w ubiegłym roku dostała prestiżową nagrodę Eurobuild Awards za najlepszy biurowiec w Polsce – Forum 76.

O_dnowa budynków trwa. W pierwszej kolejności naprawiono dachy, których zły stan zagrażał strukturze budynków. Wraz ze stopniowym odnawianiem zrealizowano tu już kilka ciekawych wydarzeń takich jak wystawy w ramach Fotofestiwalu czy pokazy łódzkiego tygodnia mody, projekcje, koncerty.  Monopolis było też scenografią niektórych zdjęć do filmów Obywatel i Miasto 44. Podczas tych wydarzeń miejsce to zdecydowanie sprawdziło się. Kompleks ten nie bez powodu porównuje się do niemieckiego Kulturbrauerei, który przywrócił świetność opuszczonym budynkom dawnego browaru i dzielnicę biedoty zamienił w jedną z najmodniejszych w Berlinie, lub do Maison Folie we Francji, gdzie dawną fabrykę tekstyliów przekształcono w miejsce spotkań i pracy wybitnych artystów z całego świata.  Nie możemy doczekać się aż to miejsce znów zacznie tętnić życiem.

13 P16 P 17 O 18 O19 O 20 O

Kompleks Monopolis rozsławiła charytatywna działalność firmy Virako. L_uksusowy kalendarz Virako to nie tylko rodzaj prestiżowego gadżetu, to przede wszystkim wspólna działalność osób zaangażowanych w pomoc na rzecz innych.  I_dea akcji „Szczęśliwe Podwórka” pojawiła się w momencie gdy Prezes Virako zetknął się ze świetlicą dla dzieci przy ul. Pomorskiej. Postanowił wtedy to, co osiągnął swoją pracą wykorzystać tak, aby pomóc dzieciom ich zainteresowania i pasje. I tak powstał artystyczny kalendarz stworzony przez młodych łódzkich fotografików z oryginalnymi zdjęciami biur. Cały dochód z jego sprzedaży przeznaczono na wspomnianą świetlicę z ul. Pomorskiej ale idea kalendarza nie zakończyła się a wręcz przeciwnie. Wydano kolejne kalendarze we współpracy ze znakomitymi fotografikami m.ni. Chrisem Niedenthalem i Jodi Bieber. Co roku wspierane są finansowo potrzeby różnych świetlic.

S_pirit to słowo, które związane jest z najgłośniejszym kalendarzem Virako. Autorem zdjeć do niego był Ryszard Horowitz – jeden z czołowych artystów fotografików XX wieku i prekursorów wykorzystywania komputerów w fotografii.  W niepowtarzalnej scenerii fabrycznej  dawnego polmosu powstało 13 niezwykłych fotografii. Ryszard Horowitz zamienił świat zrujnowanych wnętrz w pełne magii i tajemniczości obrazy. Duchy, zjawy, piękne kobiety… Powstał surrealistyczny świat widziany jego oczami. Tytuł kalendarza to „Łódź Spirit” ponieważ  w języku angielskim słowo „spirit” ma podwójne znaczenie: alkohol i duchy, autor zastosował tu grę słów,  resztę pozostawił, jak mówi, fantazji.

21 L 22 L 23 I 25 S

Wnętrza dawnego Polmosu zrobiły wrażenie nie tylko na Ryszardzie Horowitzu, na nas też. Dobrze zachowane wnętrza, ich różnorodność, ogrom fabrycznych hal i jeden z niewielu łódzkich kominów budują specyficzną atmosferę, sprawiając, że nie chce się stamtąd wyjść.  Trzymamy kciuki za Monopolis i za to aby w przyszłości każdy z Was mógł poczuć tę atmosferę, „ducha” Monopolis.

26 Monopolis

fot. Marta Ostrowska, Rafał Tomczyk

Żródła:

http://www.designalive.pl/

http://lodz.gazeta.pl