Tag: opuszczone

Fotografia

Łódzki industrial na fotografiach Davida Lyncha

26/07/2017
David Lynch Lodz (3)

David Lynch jest moim ulubionym reżyserem. Jego filmy się nie tylko ogląda, jego filmy się czuje. Mocno ubolewam i ubolewać będę, że nie doszło do realizacji jego planów względem centrum filmowego natomiast bardzo cieszy mnie świadomość, że mój ulubiony reżyser doceniał uroki Łodzi, ba, czuję się zaszczycona wręcz, że łódzkie fascynacje mojego ulubionego reżysera są bardzo podobne do moich.

Jak zapewne wiecie niektóre sceny do filmu „Inland Empire” powstały w Łodzi ale pewnie nie każdy z Was wie, że w Łodzi Lynch również fotografował. Prace, które powstały w naszym mieście znalazły się w 2014 roku na wystawie w Londynie i przedstawiały… łódzkie fabryki.

Industrial i nagie kobiety – to największe pasje fotograficzne Lyncha a w poprzemysłowej architekturze najbardziej interesuje go proces rozkładu i przemijanie. Podczas jednej z wizyt w Łodzi miał on okazję zobaczyć niektóre łódzkie przestrzenie pofabryczne. Powstały wtedy ciemne, enigmatyczne i mistyczne fotografie naszego industrialu.

Wykonane przez Lyncha zdjęcia zostały opublikowane w albumie Petry Giloy-Hirtz, zatytułowanym „David Lynch: The Factory Photographs”, kilka zdjęć z tego albumu prezentuję poniżej. Zobaczcie jak wyglądała Łódź jego okiem.

Źródło zdjęcia: David Lynch: The Factory Photographs, autor: David Lynch

 

Art, Fotografia

Ruderal Realm | Andel’s Art

01/12/2016

Hotel Andel’s ma zaoferowania zdecydowanie więcej niż luksusowe noclegi, nowoczesne wnętrza i poszanowanie historii miasta, umożliwia nam bowiem niebywale przyjemny kontakt ze sztuką. W ramach cyklu/projektu „Andel’s Art” w lobby hotelu oglądać możemy interesujące wystawy fotografii. Są to zawsze wystawy niebanalne, taką też była i ta, oscylująca tematycznie pomiędzy naturą, architekturą i przemijaniem.

Roślinność wśród ruin, betonu, rdzy i odpadów. Na co dzień jest to niezauważalna walka, której areną jest przestrzeń miasta. „Ruderal Realm” to wystawa prezentująca najnowszy cykl obrazów, w którym Monstfur podejmuje temat świata zmienionego przez działanie człowieka, gdzie flora zmaga się z jego ingerencją. Monstfur swoją sztukę tworzy za pomocą ręcznie wycinanych szablonów na zardzewiałych blachach, starych tablicach informacyjnych, murach i płótnach. Prace kolektywu można spotkać na prestiżowych targach, m.in. Stroke Art Fair w Monachium, gdzie jego obiekty wystawiane są obok takich postaci, jak BANKSY czy MR.BRAINWASH.

Serdecznie polecamy wystawę i zapraszamy do jej obejrzenia, szczególnie, że temat walki roślinności z przestrzenią miejską jest w Łodzi zauważalny :) Jeśli nie zdążycie wystawy zobaczyć zerknijcie na poniższe zdjęcia.

fot. Marta Ostrowska

Miasto

Szlakiem historii czyli niewykorzystany potencjał

18/05/2016
Niewykorzystany potencjał Księży Młyn 13

Już 4 lata staramy się tutaj się pokazywać to, co jest najbardziej charakterystyczne dla Łodzi, najbardziej w niej intrygujące, inspirujące, ciekawe i wyjątkowe. Chcemy przekonać jak najwięcej ludzi do tego, że to miasto ma urok, tylko nieco ukryty i zachęcić do jego odkrywania. Mamy też na celu pokazać jak wielki ma potencjał… właśnie… tak się o Łodzi zwykło mawiać, że to miasto z wielkim potencjałem, niestety… niewykorzystanym. Koncentrując się głównie na tym co piękne nie zapominamy, że tylko to piękno istnieje i gdy przez kilka lat poświęcania miastu uwagi spostrzegamy, że niewiele się zmienia w sprawach najbardziej istotnych czujemy się w obowiązku poruszyć również tematy niemiłe.

Ja kocham ulicę Tymienieckiego, okolice Targowej, Fabrycznej, Przędzalnianej od pierwszego wejrzenia. Po pierwsze, zawsze byłam pod wrażeniem tego jak wiele ciekawych obiektów mieści ten fragment miasta i jak wielka część historii jest tu skondensowana. Po drugie, stojące tu budynki pofabryczne zawsze intrygowały mnie monumentalnością i budziły mój wielki podziw. To tutaj miasto z osady rzemieślniczo-przemysłowej przeobrażało się w wielką przemysłową potęgę. To tutaj powstało określenie „posiadła wodno-fabrycznego”. To tutaj powstał największy kompleks przemysłowy Łodzi czyli „Zjednoczone Zakłady Włókiennicze Karola Scheiblera i Ludwika Grohmana – Spółka Akcyjna w Łodzi”. To właśnie tutaj znajdują się, zaraz po Białej Fabryce, najważniejsze dla naszego miasta obiekty, których maszyny budowały nasze miasto. To tutaj mieszkali wielcy przemysłowcy oraz równie wielcy, ciężko pracujący tu robotnicy, dzięki którym maszyny mogły nasze miasto budować. To tutaj znajduje się kawał fascynującej historii, trudnej ale pięknej, którą niewątpliwie chcielibyśmy się pochwalić wszystkim narodom, turystom, rodzinie czy znajomym ale nie przychodzi to nam tak łatwo i przyjemnie jak powinno. Przestrzeń Księżego Młyna i ŁSSE nie jest odpowiednio uporządkowana a obiekty nie są sensownie ze sobą połączone. Jest tu wiele mniejszych elementów, o które nie zadbano, jakby była to dzicz: roślinność rośnie jak chce, mury się walą, chodniki przestają istnieć, o malowniczości i estetyce nie ma tu mowy. Dobrze wszyscy wiemy, że wiele drobnych elementów wpływa na odbiór większego terenu i w tym wypadku zamiast przyciągać tu mieszkańców czy turystów to miejsce ich może zniesmaczyć.

Gdy jednak jesteście wytrwali i zależy Wam na pokazaniu komuś tej wartościowej części przemysłowej Łodzi radzilibyśmy się do takiej prezentacji odpowiednio przygotować. Odnotowaliśmy wiele niedogodności na tym obszarze, nie zapowiada się na zmiany więc podpowiemy Wam na co szczególnie uważać gdy zabierzecie znajomego-turystę na wycieczkę. Mamy nadzieję, że dzięki temu sprytnie unikniecie niemiłych sytuacji. Żeby jak najlepiej zobrazować czekające na Was pułapki publikujemy zdjęcia – z komórki, celowo, bez retuszu, żeby jak najbardziej naturalnie pokazać wszystkie niebezpieczeństwa.

Nasz uroczy spacer „Szlakiem historii Łodzi i jej przemysłowego dziedzictwa” (nacechowany sporą ilością ironii) rozpoczynamy przy zabytkowym pałacu Edwarda Herbsta – współwłaściciela fabryki Karola Scheiblera, mecenasa Dziennika Łódzkiego, prezesa Banku Handlowego w Łodzi (dość ważna postać prawda?). Kierujemy wzrok znajomego jedynie na budynek pałacu aby nie zdegustował się ujrzawszy zlokalizowany tylko 30 metrów od niego chyba najstarszy model łódzkiego przystanku, przypominający bardziej czasy lat 80-tych czy 90-tych niż współczesność. Po cóż przy tak istotnym obiekcie miałby stać przystanek nowy? Przestrzeń byle jaka więc i kierowcy parkują sobie jak chcą.

Niewykorzystany potencjał 01

Zaglądamy na Przędzalnianą gdzie staramy się aby turysta nie zauważył nieładnego chodnika i niezbyt atrakcyjnych betonowych pozostałości, niegdyś okalających zieleń. Po cóż zasadzić drzewa poprawiające estetykę, skoro można wylać beton i estetyki nie poprawić?

Niewykorzystany potencjał 02

Przechadzamy się skwerem w śladzie dawnej kolei scheiblerowskiej. Rozpoczęto tutaj prace mające na celu ucywilizowanie tego fragmentu, niestety ich nie dokończono. Pokonując przeszkodę uformowaną z kabli przerzuconych przez drzewo, płot i brukowaną alejkę uważamy by się nie wywrócić i prezentujemy granitowe alejki odwracając uwagę od piaszczystej drogi, na której miały powstać chodnik i droga rowerowa. Miało być tak pięknie… tylko po co, skoro alejka może się tak po prostu kończyć w przypadkowym miejscu?

Niewykorzystany potencjał 03

Niewykorzystany potencjał 04

Wracamy na Tymienieckiego i tutaj musimy wykazać się dużą wiedzą aby jak najdłużej zająć uwagę naszego turysty (radzimy uprzednio przygotować sobie interesujący monolog i właśnie tutaj go wygłosić). Chodnik na tej ulicy należy naszym zdaniem do najgorszych chodników w mieście a przecież jest głównym ciągiem zabytkowego Księżego Młyna. Przeszedł już wszystkie fazy erozji a w niektórych miejscach nawet przestał istnieć. Z pewnością nie jest to przyjemna aleja spacerowa dla turysty dlatego w trosce o jego doznania staramy się cały czas kierować jego wzrok ku górze opowiadając ciekawe anegdoty, jednocześnie w trosce o jego bezpieczeństwo uważamy aby się nie potknął.

(Tutaj problem jest poważniejszy, potrzebna jest gruntowna przebudowa ze zmianą priorytetów w przestrzeni: szerokie chodniki, pasy rowerowe, zieleń, zwężone jezdnie i uporządkowane parkowanie tylko… po co?)

Oczywiście nie obędzie się tutaj bez nielegalnie i samolubnie parkujących kierowców, którzy niszcząc chodnik zawężają go do szerokości, która często nie pozwala na przejście kobiecie z wózkiem czy nawet wyminięcie się dwójki osób.

Niewykorzystany potencjał 05

Ulicę Magazynową i tkalnię Grohmana starajmy się zaprezentować z jak najdalszej odległości, sugerujemy znacznie przyśpieszyć krok aby turysta nie koncentrował się zbyt długo na zniszczonych budynkach. Obraz nędzy i rozpaczy. Już lepiej żeby ten teren zamknięto niż, żeby swobodnie tędy spacerowano. Niestety ogrodzenie zdewastowane a brama na teren otwarta, to pewnie celowy zabieg.

Processed with VSCO with c1 preset

Szybki rzut okiem na stare tory, które są również istotnym elementem dawnej historii tego miejsca ale, rzecz jasna, nieodpowiednio wyeksponowanym. Jezdnie i chodniki wołają o pomstę do nieba. Betonowe płoty okalające tereny również nie poprawiają wizerunku tego miejsca.

Niewykorzystany potencjał 07

Wejdźmy na teren ŁSSE. Przekraczając szlaban i płot znajdujemy się w miejscu najbardziej zadbanym w okolicy. Możemy odetchnąć z ulgą i się na chwilę odprężyć. Odnowiona fabryka Grohmana, staw i przyjemne miejsce do siedzenia sprawiają, że czujemy się tu dobrze, miło jest tu na chwilę się zatrzymać. Natomiast już gorzej jest gdy udamy się na spacer po terenie ponieważ wokół magazyny, kontenery, skrzynie i pudła i poczujemy się tu bardziej jak w przedsiębiorstwie niż w strefie zabytkowej. Co ważne, niewiele osób w ogóle wie, że jest to teren publiczny i o każdej porze można tu wejść. Brak jest tego typu informacji przy wejściach. Może właśnie dlatego zawsze jest tu strasznie pusto? Sami okoliczni mieszkańcy tu nie zaglądają to jak zajrzeć mają tu turyści?

W tym momencie fajnie byłoby pokazać Textorial Park. Widzimy furtkę. Niestety, za każdym razem próba przejścia w tym miejscu jest bezskuteczna. Zamiast pójść najkrótszą spacerową drogą musimy okrążać cały teren i udać się do jednego z dwóch szlabanów.

(W takim razie po co montować furtkę jeśli ma być zawsze zamknięta? Absurd!)

Niewykorzystany potencjał 08

Postanawiamy więc zrezygnować z Textorial Parku, przełożyć to inną okazję i wyjść z terenu ŁSSE przy skrzyżowaniu Targowej i Tylnej. Tutaj tez żegnają nas szlabany, patrzymy na nie po wyjściu i zdajemy sobie sprawę, że ewidentnie nie zachęcają do wejścia na teren. Co więcej, w ogóle nie wygląda na to, że w głębi gdzieś tam znajduje się piękny zabytek ponieważ nie ma tu żadnej informacji tego typu. Sporo spacerujących tu ludzi nawet tu nie wejdzie bo teren wygląda na prywatny. I tu pojawia się pytanie czy dostęp do zabytku powinien być ograniczony czy wręcz przeciwnie?

Niewykorzystany potencjał 09

Wychodzimy na Targową i poświęcamy chwilę willi Grohmana. Już za 80 metrów kolejny ważny obiekt Łodzi czyli tzw. Beczki Grohmana. Niestety nawet go jeszcze nie widzimy ze względu na zasłaniające go auta, dojść tam nie możemy bo samochody zajmują praktycznie cały chodnik parkując, musimy tu zejść na jezdnię i nią iść. Drodzy kierowcy egoiści, przykro nam było patrzeć na starszą kobietę z wózkiem, która zmuszona była iść jezdnią ponieważ chodnik był zajęty w imię Św. Przepustowości. Nieładnie.

Niewykorzystany potencjał 10

Jest nam wstyd z powodu braku kultury kierowców ale konsekwentnie zbliżamy się do Beczek. Tutaj niestety jesteśmy postawieni w sytuacji najtrudniejszej podczas tej wycieczki. Jak wytłumaczyć turyście dlaczego główne i efektowne niegdyś wejście prowadzące do ważnej dla miasta fabryki obecnie jest zamknięte i służy jedynie do wyładowania się przez szaleńców ze sprayem w ręku? Beczki Grohmana, z charakterystycznym łukiem i kolumnami przypominającymi szpulki nici oraz szczytem jak w zamkach średniowiecznych. Tak, taki obiekt stoi pośrodku niczego. I sobie niszczeje, zapaskudzony. Czy o jakimkolwiek wykorzystaniu potencjału można tu mówić?

Niewykorzystany potencjał 11

Przy beczkach nie da się nie zauważyć okropnych murów należących do ŁSSE. Ciekawi nas czy Państwo właściciele dbają o swój wygląd tak samo jak o wygląd strefy czyli jedynie z przodu? Tył ŁSSE jaki jest każdy widzi: brud, zniszczona cegła, odpadający tynk i graffiti z wulgaryzmami. Podkreślmy, że jesteśmy na terenie zabytkowego Księżego Młyna tuż przy terenach ważnych instytucji jak Szkoła Filmowa (za pomocą której Łódź dumnie się promuje) czy Wyższa Szkoła Sztuki i Projektowania (w której kształcą się ludzie wrażliwi na estetykę)! To się w głowie nie mieści.

Nawet drzewo zdaje się być załamane stanem przestrzeni, chodników, jezdni, przystanku i budynków. Spoglądamy na znajomego-turystę i podejmujemy decyzję czy kontynuować wycieczkę czy nie. Najgorsze już widział, teraz może być już tylko lepiej ale w trosce o jego zdrowie psychiczne w tym momencie zalecamy ostrożność i dla przeciwwagi wybór miejsca bardziej pozytywnego. My podczas ostatniego spaceru właśnie tu zrezygnowaliśmy z przechadzki.

Niewykorzystany potencjał 12

Skupiliśmy się tylko na niektórych „atrakcjach” bo nie wystarczyłoby nam miejsca na serwerze do opublikowania wszystkich :) Czy budynek przędzalni Scheiblera, Pałac Herbstów, pierwsza fabryczna Straż Ogniowa, wille Grohmanów, Beczki Grohmana, to za mało aby zadbać o chodniki, ogrodzenie, bezpieczeństwo, komfort, estetykę? Czy władze w Łodzi zrozumieją kiedyś jak małe elementy wpływają na pozytywny odbiór całego fragmentu miasta? Czy umieszczono tu jakiekolwiek informacje dla zwiedzających turystów? Czy mieszkańcom chcącym wybrać się na spacer uprzyjemnia się poruszanie po tym terenie czy też nie? I wreszcie, czy należycie wykorzystano ogromny turystyczny potencjał tego miejsca? Zachęcamy do dyskusji na facebooku i dziękujemy wytrwałym za uwagę :)

Niewykorzystany potencjał 13

– tekst: Marta Ostrowska  –

– uporządkowanie naszych spostrzeżeń odnośnie problemowej przestrzeni: Rafał Tomczyk –

– zdjęcia: Marta Ostrowska, Rafał Tomczyk –

Miasto

Zapomniany pawilon

03/04/2016

Marność nad marnościami i wszystko marność, nieubłagany upływ czasu i inne przemyślenia na tle egzystencjalnym mogą pojawić się gdy spacerujemy po Łodzi. Ewidentnie jest coraz lepiej, nasze miasto budzi się ze snu ale jednocześnie tak wiele jest jeszcze do zrobienia. Gdy straszące zapomnieniem ruiny stoją gdzieś na uboczu, nie mijamy ich na co dzień lub znamy je ze słyszenia mamy do tego większy dystans i nie rozpaczamy zalewając się łzami. Natomiast gdy budynek zlokalizowany jest w miejscu ruchliwym, często uczęszczanym, bardzo widocznym i gdy mamy świadomość, że mijają go przejezdni z całego kraju odczucia stają się bardziej intensywne tyle, że oprócz smutku, melancholii czy zadumy czuje się złość i frustrację. Wyeksponowane bardzo dobrze, nieopodal nowiuśkiej Trasy W-Z, zapomniane pawilony, których nikt nie chce kupić, pogarszają swój stan drastycznie i nie dość, że straszą przejezdnych to służą za niezbyt bezpieczne miejsce zabaw dla dzieci i młodzieży z pobliskiego osiedla. Biorąc pod uwagę nasiloną aktywność marketingową władz miasta w sieci, mającą na celu poprawę wizerunku miasta, sytuacja ta wydaje się niemałym absurdem. ALE… Być może brak zabezpieczenia budynku jest celowy? W końcu w ten sposób można lepiej zaprezentować jego wnętrza – aktualnie zobaczyć je może każdy nawet z oddali, nawet jadąc tramwajem! Tym sposobem niwelujemy koszty i kłopoty związane z prezentacją budynku. Co więcej, być może ta intratna oferta sprzedaży z biegiem czasu stanie się bardziej atrakcyjna ponieważ wraz z niszczeniem nieruchomości obniży się jej cena? Pozostaje tylko oczekiwać na korzystniejszą wartość, w nadziei, że wśród porozbijanych szyb nie dojdzie do żadnej tragedii. Oczywiście, kto chętny do zakupu może oglądać nieruchomość 24/h.

Takie łódzkie absurdy ;) Tak tutaj jest i niestety większość z nas do tego chyba przywykła. Gór tym postem nie przeniesiemy, polityki miasta nie zmienimy ale pamiątkę po zapomnianym pawilonie będziemy mieć ;) 

Zapomniany pawilon 01 Zapomniany pawilon 02 Zapomniany pawilon 03

– fot. Marta Ostrowska –

Miasto

Smutny koniec lunaparku

24/01/2016

Powstał w latach 70-tych i był jednym z największych stacjonarnych lunaparków w Polsce. Pasjonat dobrej rozrywki miał tu do wyboru aż 38 atrakcji, takich jak np. kolejkę górską o wysokości 16 metrów, diabelski młyn Der Gigant oraz karuzele, samochodziki czy zamek duchów. Piszemy o nim już w czasie przeszłym ponieważ lunapark jest obecnie w trakcie rozbiórki – właścicielowi kończy się czas dzierżawy a już niedługo, z pomocą budżetu obywatelskiego miejsce to przekształcone zostanie w całkiem nowy park rozrywki – z wodnym placem zabaw, ścianką wspinaczkową i linarium.

Poza drobnymi inwestycjami tego lunaparku nie spotkało zbyt wiele modernizacji, ilekroć tu zaglądaliśmy wydawało nam się, że czas stanął tu w miejscu. Te same atrakcje zapisały się w pamięci na lata a kolejne wizyty tutaj tylko utwierdzały nas w przekonaniu, że znamy to miejsce jak własną kieszeń. Pewnie każdy z Was Łodzian miał okazję tu być choć jeden raz w życiu, pewnie nie jeden rodzic prawie zbankrutował zabierając tu swą pociechę i pewnie nie jedno dziecko rozpłakało się tu rzewnymi łzami gdy rodzic oznajmił, że nadszedł koniec zabawy i że na słodkiego łabądka wrócą kiedy indziej. Z pewnością ktoś z Was po raz pierwszy umówił się tu na randkę, z pewnością każdy z Was wrócił stąd z jakimś nowym wspomnieniem. To miejsce jest dla nas wszystkich w jakiś sposób ważne i jest się z nim trudno pożegnać.

Dziś nie ma tu żywej duszy a pokryte śniegiem sprzęty i urządzenia z dnia na dzień składane są w coraz mniejsze kawałki. Lunapark wygląda mrocznie i przygnębiająco w takiej pochmurnej, zamglonej scenerii. Zdecydowanie przez to jest jeszcze trudniej się z nim pożegnać.

W tym miejscu stare graty zamienią na nowe wypasione sprzęty i ponownie ma zabrzmieć tu radość. Jednak aby coś się zaczęło, coś skończyć się musi a historia tego lunaparku nieubłaganie i na pewno smutno się kończy. Z tego powodu, na pamiątkę przygotowaliśmy kilka nostalgicznych zdjęć naszego lunaparku, jeśli też nie był Ci on obojętny obejrzysz z sentymentem te zdjęcia.

Lunapark 01 Lunapark 02 Lunapark 03Lunapark 04 Lunapark 05 Lunapark 07Lunapark 08Lunapark 09

– fot. Marta Ostrowska, Rafał Tomczyk –

Art

Instalacja STUDIO URMA

14/09/2015

Fundację Urban Forms doskonale znamy dzięki temu, że wzbogaca nasze miasto o  wielkoformatową sztukę i koloryzuje jego zakątki. W ubiegły weekend mogliśmy zobaczyć efekty zupełnie nowej inicjatywy Urban Forms a mianowicie wystawę – instalację, autorstwa STUDIO URMA. Tematyką była ona bliska działalności Fundacji, dotyczyła bowiem sztuki ulicznej i sposobu myślenia o przestrzeni.

URMA to w skrócie Urban Art and Morphogenetic Architecture i jest interdyscyplinarną instytucją, w skład której wchodzą artyści, architekci i muzycy. W swoich artystycznych działaniach URMA wchodzi w relacje i dialog pomiędzy artystą, jego dziełem, odbiorcą i przestrzenią. Zwraca nam uwagę, że artysta aby stworzyć coś specyficznego i wynikającego z danej przestrzeni powinien zebrać informacje o kontekstach i miejscu, w którym tworzy, co w konsekwencji pozwoli nawiązać prawdziwy dialog między artystą i jego dziełem a przestrzenią publiczną. Szefem zespołu URMA i najmocniejszym jego punktem jest założyciel Christos Voutichtis – na co dzień mieszka w Niemczech, jest architektem ale interesuje go również projektowanie produktowe, graficzne oraz nowe technologie elektroniczne. Wszystkie swoje pasje wykorzystuje właśnie w miejskiej przestrzeni prezentując interakcje jakie zachodzą pomiędzy architekturą, sztuką, dizajnem i nauką. Jego celem jest kreacja czegoś, w czym każdy może wziąć udział i gdzie każdy może odkryć różne sposoby komunikacji i odbioru.

W wielkiej, pustej i chłodnej hali pofabrycznej Wi-My o niezwykle klimatycznej surowości ulokowano instalację – bardziej wolimy używać tu tego słowa niż słowa „wystawa”, bardziej odzwierciedla ono jej charakter. Co prawda prezentowała zawieszone w powietrzu grafiki ale zawieszono je w sposób taki aby odbiorca mógł między nimi swobodnie się przechadzać. Poza tym w instalacji wzięły udział również trójwymiarowe, bardziej namacalne elementy oraz animacja wyświetlana na ekranie w towarzystwie oprawy dźwiękowej. Nie mogliśmy przegapić szansy wzięcia udziału w inicjatywie Urban Forms, tym bardziej, że artysta zaproszony do współpracy działał już w kilku największych miastach Europy. Zdecydowanie warto było instalację nie tylko zobaczyć ale i ją uwiecznić, zdjęcia zobaczycie poniżej a my zapraszamy do zapoznania się z resztą projektów Christosa w jego portfolio.

Studio Urma 01 Studio Urma 02Studio Urma 03 Studio Urma 04 Studio Urma 05Studio Urma 06 Studio Urma 07

fot. Marta Ostrowska, Rafał Tomczyk

Miasto

Symbolika pod farbą

02/09/2015
Symbolika pod farbą Łódź klatka schodowa 01

Gdy odwiedzamy wnętrza znane nam z opowieści czy Internetu wiemy czego się spodziewać, natomiast w tym przypadku było zupełnie inaczej. Z zewnątrz choć wyremontowany przez Mia100 Kamienic i z kilkoma zdobieniami budynek wygląda całkiem zwyczajnie. Zajmowany w ciągu ostatnich lat przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej nie był opisywany, wspominany ani fotografowany. Co najgorsze, bardzo niedoceniany a cenne elementy jakie posiada zamiast wychwalać zamalowywuje się kolejnymi warstwami farb olejnych.

Klatka schodowa z pięknymi oryginalnymi balustradami, dość nietypowa bo z półkolumnami to tylko początek bo w pomieszczeniach zastajemy kolejne ciekawe elementy: takie jak kominek, zdobiony piec kaflowy, sztukaterie na sufitach,  witraże w korytarzu, tajemnicze przeszklenia między pomieszczeniami czy szafy wnękowe.  Najciekawszym co zastaliśmy są bez wątpienia drzwi – każde pomieszczenie posiada inne, od zewnątrz z bogatą stolarką, od wewnątrz z innym zdobieniem. Bez problemu można rozpoznać drzwi od głównego pomieszczenia bo wyglądają tak, jak żadne inne w Łodzi – całe w złotych dekoracjach  i to nie tylko z motywem roślin ale co ciekawe też i zwierząt a co najciekawsze (bo rzadko spotykane), ryb! Dekoracje na pewno nie pojawiły się tu bez powodu, właściciele domów dekorowali przecież swoje wnętrza tak aby nawiązywać nimi do bóstwa, chronić przed złą energią czy sprzyjać fortunie i miłości. Nie wiemy czemu akurat taki motyw się tu pojawił ale zdecydowanie najwięcej symboliki ryby odnajdziemy w sztuce sakralnej. To właśnie ryba była znakiem rozpoznawczym pierwszych chrześcijan i najczęściej używanym, zaszyfrowanym symbolem Chrystusa – ze względu na jego relację z wodą, czyli chrzest, i odnowienie duchowe.

W kulturze żydowskiej wizerunków ryb znajdziemy jeszcze więcej – na świątecznych talerzach,  na nagrobkach, na naczyniach do rytualnego obmywania rąk oraz w dekoracji synagog a pod postacią ryby w żydowskiej sztuce przedstawiano mitycznego potwora Lewiatana.  Woda natomiast, którą też widzimy na drzwiach symbolizuje w tradycji żydowskiej Torę, tak więc ryby w tym wypadku oznaczają ludzi sprawiedliwych, którzy czerpiąc z jej „źródeł zbawienia” zapewniają sobie życie wieczne oraz uosabiają dusze, które po śmierci przebywają w raju, nieśmiertelność i życie przyszłe.

Według tradycji astrologicznej natomiast Ryby to dwunasty i ostatni znak zodiaku przed równonocą wiosenną a woda jest w tym znaku początkiem i końcem życia, oraz przygotowaniem nowych narodzin. W heraldyce złota ryba oznacza sprawiedliwość.

Na drzwiach pojawiają się również ptaki – symbolizujące w kulturze żydowskiej  wiarę w szybkie dotarcie modlitw do nieba „Jak ptaki latające, tak Pan Zastępów osłoni Jeruzalem, osłoni i ocali, oszczędzi i wyzwoli”. Są tu też tajemnicze sploty, które przypominają zamknięte węzły celtyckie, oznaczające linię życia i nieskończoność. Czy te drzwi miały zatem oznaczać zbliżenie się do Boga i życie wieczne czy odrodzenie? Czy może coś zupełnie innego? Jak Wam się wydaje?

Gorąco zapraszamy do obejrzenia zdjęć z wnętrz, które robiliśmy z niemałą złością widząc barbarzyńskie traktowanie zdobień olejną farbą… na szczęście jest jeszcze co oglądać, obecnie obiekt zmienia użytkowników, może oni przywrócą mu taki stan jak za czasów jego świetności?

Symbolika pod farbą 01 Symbolika pod farbą 02 Symbolika pod farbą 03 Symbolika pod farbą 04Symbolika pod farbą 05 Symbolika pod farbą 06 Symbolika pod farbą 07Symbolika pod farbą 08Symbolika pod farbą 09Symbolika pod farbą 10Symbolika pod farbą 11

fot. Marta Ostrowska, Rafał Tomczyk

Miasto

Duch Monopolis

30/05/2015
Monopolis 26

M_onopolis to nowa nazwa dawnych Zakładów Monopolu Wódczanego, później „Polmosu”, trzeciego co do wielkości kompleksu fabrycznego w Łodzi.  Przed autorem nowej nazwy postawiono bardzo trudne zadanie bowiem miała ona zarówno podkreślać charakter techniczny – kojarzący się z uprzemysłowieniem Łodzi w latach jej świetności – jak i artystyczny – kojarzący się z kreatywną stroną Łodzi. Efekt końcowy zawdzięczamy Januszowi Kaniewskiemu. Pierwsza część nazwy odnosi się oczywiście do łódzkiej siedziby Polmosu czyli monopolu, do niej dodano słowo „polis”, które oznacza formę państwa w starożytnej Grecji i tym sposobem można interpretować to miejsce trochę jako „miasto w mieście” .  O_drodzenie Monopolis następuje właśnie od momentu gdy dostało nową nazwę, nowy logotyp i gdy właściciel wytyczył cele co do nowego przeznaczenia kompleksu. Za symbol odrodzenia można uważać instalację świetlną Janusza Kaniewskiego, wiszącą na elewacji budynku, która rozświetlała się stopniowo, po jednej literze. Dopiero gdy rozbłysła każda z nich ukazała się pełna nowa nazwa kompleksu.

01 M 02 M2 03 M 04 O 05 O

N_owe życie, które dostaje to miejsce wraz z nowym właścicielem jakim jest firma Virako, ma być związane z kulturą i rozrywką. Klimatyczny teren z małymi uliczkami i zakamarkami, ceglane budynki, w których znajdują się wielkie hale mają wielki potencjał. O_dtworzenie historii przyświeca Virako w tworzeniu tego miejsca. „Myśląc o przyszłości, dbamy o przeszłość” – mówią, dlatego szukają informacji na temat Polmosu nawet w Sankt Peterbsurgu! Jeśli więc posiadasz jakiekolwiek pamiątki, wspomnienia dotyczące tego miejsca podziel się nimi. Niedługo wszyscy będą mieli okazję te pamiątki zobaczyć.

07 N 08 N09 N10 N11 O12 O

P_asja to coś, bez czego firma deweloperska Virako a pewno nie odnosiłaby takich sukcesów. Kierując się hasłem „tworzymy z pasją”  inwestuje w budowę powierzchni biurowych i wynajmuje je. Te działania nie pozostają nie doceniane, w ubiegłym roku dostała prestiżową nagrodę Eurobuild Awards za najlepszy biurowiec w Polsce – Forum 76.

O_dnowa budynków trwa. W pierwszej kolejności naprawiono dachy, których zły stan zagrażał strukturze budynków. Wraz ze stopniowym odnawianiem zrealizowano tu już kilka ciekawych wydarzeń takich jak wystawy w ramach Fotofestiwalu czy pokazy łódzkiego tygodnia mody, projekcje, koncerty.  Monopolis było też scenografią niektórych zdjęć do filmów Obywatel i Miasto 44. Podczas tych wydarzeń miejsce to zdecydowanie sprawdziło się. Kompleks ten nie bez powodu porównuje się do niemieckiego Kulturbrauerei, który przywrócił świetność opuszczonym budynkom dawnego browaru i dzielnicę biedoty zamienił w jedną z najmodniejszych w Berlinie, lub do Maison Folie we Francji, gdzie dawną fabrykę tekstyliów przekształcono w miejsce spotkań i pracy wybitnych artystów z całego świata.  Nie możemy doczekać się aż to miejsce znów zacznie tętnić życiem.

13 P16 P 17 O 18 O19 O 20 O

Kompleks Monopolis rozsławiła charytatywna działalność firmy Virako. L_uksusowy kalendarz Virako to nie tylko rodzaj prestiżowego gadżetu, to przede wszystkim wspólna działalność osób zaangażowanych w pomoc na rzecz innych.  I_dea akcji „Szczęśliwe Podwórka” pojawiła się w momencie gdy Prezes Virako zetknął się ze świetlicą dla dzieci przy ul. Pomorskiej. Postanowił wtedy to, co osiągnął swoją pracą wykorzystać tak, aby pomóc dzieciom ich zainteresowania i pasje. I tak powstał artystyczny kalendarz stworzony przez młodych łódzkich fotografików z oryginalnymi zdjęciami biur. Cały dochód z jego sprzedaży przeznaczono na wspomnianą świetlicę z ul. Pomorskiej ale idea kalendarza nie zakończyła się a wręcz przeciwnie. Wydano kolejne kalendarze we współpracy ze znakomitymi fotografikami m.ni. Chrisem Niedenthalem i Jodi Bieber. Co roku wspierane są finansowo potrzeby różnych świetlic.

S_pirit to słowo, które związane jest z najgłośniejszym kalendarzem Virako. Autorem zdjeć do niego był Ryszard Horowitz – jeden z czołowych artystów fotografików XX wieku i prekursorów wykorzystywania komputerów w fotografii.  W niepowtarzalnej scenerii fabrycznej  dawnego polmosu powstało 13 niezwykłych fotografii. Ryszard Horowitz zamienił świat zrujnowanych wnętrz w pełne magii i tajemniczości obrazy. Duchy, zjawy, piękne kobiety… Powstał surrealistyczny świat widziany jego oczami. Tytuł kalendarza to „Łódź Spirit” ponieważ  w języku angielskim słowo „spirit” ma podwójne znaczenie: alkohol i duchy, autor zastosował tu grę słów,  resztę pozostawił, jak mówi, fantazji.

21 L 22 L 23 I 25 S

Wnętrza dawnego Polmosu zrobiły wrażenie nie tylko na Ryszardzie Horowitzu, na nas też. Dobrze zachowane wnętrza, ich różnorodność, ogrom fabrycznych hal i jeden z niewielu łódzkich kominów budują specyficzną atmosferę, sprawiając, że nie chce się stamtąd wyjść.  Trzymamy kciuki za Monopolis i za to aby w przyszłości każdy z Was mógł poczuć tę atmosferę, „ducha” Monopolis.

26 Monopolis

fot. Marta Ostrowska, Rafał Tomczyk

Żródła:

http://www.designalive.pl/

http://lodz.gazeta.pl

Fotografia, Miasto

ESENCJA Łodzi | Wystawa naszych zdjęć

17/05/2015
Wystawa fotografii Esencja Łodzi 07

„Esencja” to istota, sedno, sens i oznacza prawdziwą naturę, która wydaje się osiągalna jeśli tylko wgłębimy się w poznanie świata. Istotą bytu jest natomiast wszystko to, co sprawia, że byt jest taki jaki jest albo, że w ogóle jest… Jednym z wydarzeń towarzyszących tegorocznej Nocy Muzeów była wystawa naszych fotografii, za pomocą których chcieliśmy zachęcić do zastanowienia się nad bytem Łodzi, istotą Łodzi i tym, co zbudowało jej obecny charakter. Wystawa odbyła się w ART_Inkubatorze, bardzo cenimy to miejsce za jego wielką historię i za to, że jest pięknym przykładem rewitalizacji.  Jako ciekawostkę dodam, że to właśnie przy ul. Tymienieckiego powstał pomysł założenia FABRYCZNEJ więc tak na prawdę nie mogliśmy sobie lepszego miejsca na wystawę wymarzyć :) DZIĘKUJEMY wszystkim, którzy na wystawę przyszli, patrzyli, analizowali, pytali, rozmawiali. Dziękujemy Urzędowi Miasta Łódź za docenienie naszej pracy i ekipie Art_Inkubatora za organizację i wsparcie :)

A poniżej zdjęcia dokumentujące to wydarzenie.

wystawa-01 wystawa-02 wystawa-03 wystawa-05 wystawa-06

A o to wszystkie zdjęcia, które pojawiły się na wystawie :)

01 02 03

Miasto

Twierdza z maszynerią

08/04/2015
Fabryka Jarocińskiego 01

Jako pierwsza na tym terenie stanęła tkalnia bawełny Karola Rejmana, która to później przechodziła w ręce kolejnych właścicieli: Józefa Stegmana, Leona Wernera, Edwarda Herbsta. Dopiero gdy od tego ostatniego Zygmunt Jarociński kupił działkę, fabrykę, willę i ogród, teren ten stał się potężnym kompleksem fabrycznym.

Jarociński był człowiekiem nadzwyczaj pracowitym. Przyjechał do Łodzi z Kielc z zamiarem zaistnienia w łódzkim przemyśle włókienniczym. Swoją pracą zyskał silną pozycję, którą jeszcze dodatkowo umocniły bardzo korzystne małżeństwa jego dzieci. Rozpoczynał z majątkiem zaledwie 1500 rubli, a po upływie 50 lat rodzina Jarocińskich była trzecią rodziną pod względem zamożności wśród łódzkich przemysłowców pochodzenia żydowskiego.

Jarociński odegrał rolę istotną nie tylko dla przemysłu ale i dla miasta. Prowadził działalność pozaprzemysłową, zasiadał w radzie nadzorczej Towarzystwa Kredytowego i działał filantropijnie, m.in. otworzył słynną żydowską szkołę rzemieślniczą „Talmud Tora” przy ul. Pomorskiej 46.

Choć cały teren ma kilka ciekawych obiektów jak np. willę, portiernię czy oficynę mieszkalno-magazynową, zdecydowanie najwięcej zainteresowania budzi magazyn i tkalnia szedowa. Magazyn przędzy od razu rzuca się w oczy, jest potężny, klatkę schodową ma zakończoną wieżą i przypomina warownię średniowieczną. Obok znajduje się dwukrotnie rozbudowywana tkalnia szedowa, która ma dziś największą oryginalną halę szedową w Łodzi. Obiekty te skrywają w swoich wnętrzach prawdziwe skarby, które przyciągają pasjonatów opuszczonych miejsc z całej Europy. Ponieważ po śmierci Jarocińskiego mieściły się tu różne firmy dziewiarskie, w budynkach znajduje się mnóstwo maszyn i przedmiotów stosowanych w produkcji. Ogrom wyposażenia robi naprawdę duże wrażenie dlatego zdecydowanie ta „twierdza” ma czego chronić, z resztą zobaczcie sami na poniższych zdjęciach. Po więcej zdjęć zaglądajcie oczywiście na nasz facebook :)

Twierdza 01 Twierdza 02 Twierdza 03 Twierdza 04Twierdza 05Twierdza 06Twierdza 07Twierdza 08Twierdza 09Twierdza 10Twierdza 11Twierdza 12Twierdza 13– fot. Marta Ostrowska, Rafał Tomczyk –

Źródła do tekstu:

http://www.sztetl.org.pl/

http://www.tonz.org.pl/

http://www.dzienniklodzki.pl/

Film, Miasto

Łódzka Szuflandia

18/03/2015
Szuflandia Willa Edwarda Hentschla 02

Przy Wólczańskiej stoi sobie willa. Jest to dawna rezydencja przemysłowca Edwarda Hentschela – właściciela pobliskiej parowej tkalni. Dominuje w niej styl neobarokowy, z elementami secesji. To prawdziwa gwiazda filmowa, to ją Juliusz Machulski obsadził w „Kingsajzie”, zagrała tam Instytut Badań Czwartorzędu oraz słynną Szuflandię.

W filmie, o którym mowa ukazane są dwa światy: Szuflandia – biedny wschód, w którym wszystkiego brakuje i Kingsajz – zachód pełen bogactw, który steruje wschodem jak marionetką. Machulski sparodiował system peerelowski i rzeczywistość, w której do wielu rzeczy nie było dostępu. W jednej z piosenek wykorzystanych w filmie Anna Jurksztowicz śpiewa „Gonić Zachód! Mówią mi. Gonić Zachód! Choćby i z pogardą” bo przecież to, co posiadał zachód było dla nas luksusem, który każdy w kraju chciałby posiadać.

Stoi sobie przy Wólczańskiej ta willa. Niestety wcale już nie wygląda jak gwiazda filmowa. Na skutek pożaru i wieloletnich zaniedbań nie posiada już południowego skrzydła z piękną bramą. Okna zabite są płytami. Wnętrza są w gorszym stanie niż myśleliśmy – obdrapana farba, spadający tynk, zawalone podłogi. Toczyła się tu akcja filmu, którego symbolika naszym zdaniem trochę przewija się w Łodzi. Tej willi bardzo daleko do Kingsajzu a bardzo blisko do Szuflandii… Dlaczego? Niech każdy spróbuje sam odpowiedzieć sobie na to pytanie.

Anna Jurksztowicz – „Video dotyk”

Szuflandia 01 Szuflandia 02 Szuflandia 03 Szuflandia 04Szuflandia 05Szuflandia 06Szuflandia 07

 – fot. Marta Ostrowska, Rafał Tomczyk –

Miasto

Szmaragdowe kolumny Pana Hermana

09/02/2015
Kamienica Konstadta 01

Żydowski kupiec Herman Konstadt w latach 80. XIX wieku należał do najbogatszych mieszkańców Łodzi. Był radnym łódzkim, jednym z założycieli i członkiem Towarzystwa Kredytowego Miasta Łodzi oraz prowadził wiele aktywności filantropijnych. Ponieważ wraz z żoną Miną nie mieli dzieci, oboje bardzo angażowali się w działalność społeczną, szczególnie wspierając działania na rzecz chorych, ubogich i młodzieży żydowskiej. Ona zarządzała fundacją dobroczynną a on dofinansowywał lub budował szpitale, przytułki i szkoły, zyskał nawet miano ojca żydowskiego szkolnictwa powszechnego. Fundusz Konstadta zabezpieczony był na hipotece domu z ul. Piotrkowskiej, który obejrzeliśmy od środka.

Kamienica eklektyczna z widoczną przewagą form renesansowych, z dominującym elementem – wykuszem nad bramą, dźwiganym przez dwóch atlantów oraz kariatydami powyżej. Zaprojektował ją Juliusz Jung, absolwent paryskiej Ecole des Beaux Arts, zatem nie powinny nikogo dziwić odniesienia do architektury francuskiej czyli tzw. „kostium francuski”, który w architekturze rezydencjonalnej był nawiązaniem do wszystkich cnót kojarzących się Polakom z ówczesną Francją: swobody myśli, wolności oraz cywilizacji związanej z zachodnioeuropejskim systemem wartości. Kamienica nie tylko z zewnątrz robi wrażenie. Klatka schodowa – cała w zielonych barwach, z licznymi sztukateriami, jest niczym zapomniany skarb, podobny do tego w kamienicy Scheiblera. Zajrzeliśmy również do lokali mieszkalnych, w których zachowało się wiele bogato zdobionych sufitów. Najciekawszym elementem wystroju, który chyba szczególnie upodobali sobie dawni właściciele kamienicy, są kolumny, które znajdują się zarówno na klatce schodowej jak i w lokalach, co więcej, nawet okalają grobowiec małżonków Konstadtów.

Obejrzycie zaraz zdjęcia wnętrz, które jak sami się przekonacie nie są w dobrym stanie. Oczywiście jest nam bardzo żal na nie patrzeć, są to przecież pamiątki po kimś, kto dla miasta i jego mieszkańców wiele zrobił. Staramy się dostać do miejsc trochę zapomnianych przez czas i ludzi a następnie je zaprezentować nie po to, by zwiększyć niezadowolenie z powodu ich stanu ale po to by uświadomić ludziom ile piękna drzemie w takich wnętrzach i obiektach. Mocno wierzymy w Miasto i działania jakie są podejmowane żeby odnawiać takie perełki, jednak biorąc pod uwagę koszty jakie kryją się pod remontami obiektów zabytkowych wiemy, że jest to proces długotrwały i właściwie niekończący się. Jedno jest pewne: są ludzie, którzy walczą o to by ich los zmienić, uwierzcie nam :) A teraz zapraszamy na nie byle jakie salony i do szmaragdowej klatki schodowej!

Kamienica Konstadta 01 Kamienica Konstadta 02Kamienica Konstadta 03Kamienica Konstadta 04Kamienica Konstadta 05Kamienica Konstadta 06Kamienica Konstadta 07Kamienica Konstadta 08Kamienica Konstadta 09Kamienica Konstadta 10

 –

fot. Marta Ostrowska, Rafał Tomczyk

Źródła:

http://www.centrumdialogu.com

http://www.tonz.org.pl

Miasto

Preparat 606

22/01/2015
Willa Józefa Bayera 03

Wzniesiono ją pod koniec XIX w., w stylu neorenesansowym. Pierwszym jej właścicielem był Józef Bayer, który posiadał skład drewna i desek ale willa po niedługim czasie zmieniła właściciela. Do Łodzi przyjechał wybitny lekarz – Ludwik Falk, który uzyskawszy bardzo dobre wykształcenie na Uniwersytecie w Berlinie i solidną praktykę u słynnego dermatologa i wenerologa prof. Alberta Neissera, postanowił wraz z dwoma innymi lekarzami – Stanisławem Jelnickim i Zygmuntem Golcem – otworzyć klinikę. Zakupili oni willę i otworzyli w niej prywatną klinikę chorób skóry, dróg moczowych i chorób wenerycznych. Ludwik Falk prócz leczenia w klinice działał naukowo – pisywał artykuły z dziedziny medycyny i przywiózł z Niemiec do Łodzi wynaleziony w laboratorium Paula Ehrlicha słynny preparat salwarsan „606” (niemieckie Salvarsan – pochodzi od słowa Salvator czyli z łac. Zbawiciel), stanowiący przełom w leczeniu chorób wenerycznych.

Willa została przebudowana, uległa pożarowi, po zakończeniu II wojny światowej przeszła na własność państwa a później zajmowała ją policja. Jej dalsze losy poznamy pewnie w niedalekiej przyszłości. Willę odwiedziliśmy przy okazji „Komisariatu bez policji” i poniżej prezentujemy nasze zdjęcia.

Preparat 606 01 Preparat 606 02 Preparat 606 03Preparat 606 04 Preparat 606 06Preparat 606 07 Preparat 606 08 Preparat 606 09

fot. Marta Ostrowska, Rafał Tomczyk

Źródło: Spacerownik „Od Legionów do Andrzeja”, „Łódzki przewodnik medyczny” Łódź 1909

Miasto

Komisariat bez policji

15/01/2015
Komisariat Policji opuszczone Łódź 03

Dawna fabryka trykotaży należała niegdyś do kompleksu Jakuba Hirszberga i Maksa Wilczyńskiego. Powstała w 1912r. a zaprojektował ją Gustaw Landau-Gutenteger, który odpowiadał również za inne projekty realizowane na terenie tego zakładu. Fasada budynku dzielona jest pionowymi żebrami i wysokimi oknami, które na ostatnim piętrze zamykają spłaszczone łuki a ścianki między oknami, na podobieństwo wykończenia pobliskich gmachów bankowych, oblicowano tu wytwornym szarym piaskowcem. Elewacja od podwórka natomiast wygląda zupełnie inaczej, obłożono ją glazurowanymi płytkami.

Budynek długo należał do Komendy Miejskiej Policji, wnętrza niestety z roku na rok coraz bardziej niszczały, nieraz można było usłyszeć o tym jak fatalne są tam warunki pracy. Ciekawa forma budynku, która zawiera elementy modernizmu i secesji – masywna, nieco ponura, wypełniona wielkimi oknami, okraszona secesyjnymi akcentami – powodowała chęć poznania jego środka, niestety (oraz na szczęście) żaden niecny postępek nigdy nie pozwolił nam tych wnętrz zobaczyć ;)

Remont komisariatu był zbyt kosztowny dlatego policja postanowiła się przenieść w inne miejsce, tak więc budynek stał jakiś czas pusty i zapomniany, zapomniany również przez nas! Przypomnieliśmy sobie o nim i złożyliśmy mu wizytę. Jego stan, poprzez brak choćby bieżących remontów i napraw, niestety jest kiepski. Zapewne nie prędko się to zmieni ale miejmy nadzieję, że miasto znajdzie dla niego jakiś dobry plan. Budynek na pewno wygląda na nowszy niż jest w rzeczywistości a dzięki wielkim przeszkleniom byłby idealnym obiektem np. na biura. Naszą uwagę szczególnie zwrócił świetlik na klatce schodowej oraz pozostałość po kominku :) Zapraszamy do oglądania!

Komisariat 01 Komisariat 02 Komisariat 03Komisariat 04aKomisariat 04bKomisariat 04cKomisariat 06Komisariat 07Komisariat 08

fot. Marta Ostrowska, Rafał Tomczyk

Źródło do tekstu: „W kręgu łódzkiej secesji” Wisławy Jordan

Miasto

U Ramischa

24/08/2014
Fabryka Ramischa 01

Na przełomie XIX i XX wieku, była to fabryka bawełny Franciszka Ramischa, dziś na jej terenie mieści się Centrum OFF Piotrkowska a w jej budynkach powstały lokale i sklepy. Równocześnie z przemianą tego miejsca w centrum kulturalno – rozrywkowe trwa jego rewitalizacja i chociaż jeszcze panuje tu nieład to cały czas widzimy tu pozytywne zmiany, OPG zapewnia, że będzie ich znacznie więcej. 

Projekt pierwszych budynków wykonał architekt miejski Hilary Majewski. W 1893r. wybudowano przędzalnię według projektu Fryderyka Miksa a w późniejszych latach wzniesiono dodatkowe budynki, zaprojektowane przez Franciszka Chełmińskiego. Zwiedziliśmy niedawno ostatnie, nieużytkowane piętra :) poniżej prezentujemy zdjęcia, mamy nadzieję, że się spodobają :)

Ramisch 01 Ramisch 02 Ramisch 03

Ramisch 05 Ramisch 06 Ramisch 07

Ramisch 08 Ramisch 09

fot. Marta Ostrowska, Rafał Tomczyk

Miasto

Nowa Tkalnia

08/11/2013

Została zbudowana w 1898 roku i należała do słynnych Zjednoczonych Zakładów Włókienniczych Scheiblera i Grohmana. Zaprojektował ją inż. Paweł Riebensahm. Nowa Tkalnia zajmowała powierzchnię 3 ha i została zbudowana na planie litery „U”. Była jedną z największych i zarazem najnowocześniejszych w Królestwie Polskim.
Po wojnie weszła w skład Łódzkich Zakładów Przemysłu Bawełnianego im. Obrońców Pokoju – Uniontex. Miejsce to jest szczególne bowiem 13 czerwca 1987  Jan Paweł II spotkał się tu z łódzkimi włókniarkami.

Z tkalni zostało niestety niewiele ale udało nam się znaleźć ciekawy budynek zachowany dość dobrze. Teren jest bardzo duży, na pewno na więcej niż jedną wycieczkę.

LM2E2547 LM2E2552

LM2E2548

LM2E2553

LM2E2702

LM2E2620 LM2E2624

fot. Krzysztof Smurzyński